Świat

Dzień z życia uchodźcy, czyli tak się bawią Wilki z Davos

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016

„BUM! Głośny wystrzał pistoletu zerwał wszystkich na nogi. Musieliśmy uciekać! (…) Potem zrobiło się groźnie” – mówili reprezentanci globalnej elity podczas towarzyskiej inscenizacji uchodźczej w szwajcarskiej wiosce narciarskiej.

Ponad dwa tysiące prezesów, prezydentów i celebrytów ma weekend na ochłonięcie po zakończonym w piątek szczycie ekonomicznym w Davos. Choć stali bywalcy narzekają, że impreza stała się już zbyt masowa i straciła część dawnego blasku, Davos to wciąż miejsce, gdzie przy jednym stoliku Theresa May może pogawędzić z Billem Gatesem, Georgem Clooneyem i Xi Jinpingiem. W tym roku tematem przewodnim szczytu było „odpowiedzialne przywództwo”, a wedle zapewnień organizatorów światowa elita spotykała się przede wszystkim po to, by wspólnie szukać rozwiązań globalnych problemów społecznych, gospodarczych i klimatycznych. Można pomyśleć, że uczestnicy rzeczywiście wzięli sobie do serca hasło tegorocznego szczytu. Nawet w przerwach od paneli dyskusyjnych, zamiast zajadać się słynnymi hot-dogami po 40 dolarów od sztuki czy upijać w otoczeniu legendarnych już wypchanych łbów bizonich, strzelających z oczodołów światłami laserowymi, ćwiczyli się w odpowiedzialności. Jak donosi „The New York Times” zamiast korzystać z chwil beztroskiej zabawy przy szampanie, w tym roku dostojnicy tłumnie zapisywali się na „Dzień z życia uchodźcy”, czyli grę symulującą uchodźcze doświadczenie.

„BUM! Głośny wystrzał pistoletu zerwał wszystkich na nogi. Musieliśmy uciekać! (…) Potem zrobiło się groźnie. Mężczyźni z bronią krzyczeli na nas, kazali zajmować miejsca w namiotach” – relacjonuje jeden z uczestników. Panie i panowie chętni do zabawy w uchodźców oddawali swoje telefony, dostawali nowe tożsamości i ciuchy na zmianę, a następnie udawali, że uciekają przed kulami, że bronią się przed agresywnymi strażnikami granicznymi, że oddają części garderoby za kawałek chleba. Po 45 minutach symulacja dobiegała końca, po czym organizatorzy opowiadali jeszcze historię 11-letniego chłopca z Syrii, kiedyś najlepszego ucznia w swojej klasie, który po ucieczce z kraju musi utrzymywać swoje osierocone siostry pracując jako mechanik i prostytuując się za dolara od aktu. Następnie organizatorzy żegnali uczestników i przygotowywali się do przyjęcia kolejnej grupy – dziennie obsługiwali trzy takie wycieczki.

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016
Fot. Crossroads Foundation Photos, Flickr.com

Wiele pytań ciśnie się na usta. Czy tego rodzaju inscenizacja jest etyczna? Czy w ciągu trzech kwadransów uczestnicy są w stanie czegokolwiek się nauczyć, cokolwiek nowego zrozumieć? Czy jest w ogóle możliwe zamknięcie i przekazanie uchodźczego doświadczenia w formacie dramy? Trudno nie zastanawiać się, czy nie jest to dowód na kompletne odklejenie elit od prawdziwego świata i nie obawiać się, że „Dzień z życia” uprzedmiotawia uchodźców, a katastrofę humanitarną instrumentalnie wykorzystuje do zapewnienia podniety belgijskiej parze królewskiej i innym bywalcom salonów. Przypomina to Disneyland dla bogaczy, z gwarantowanymi emocjami i ofertą wysmakowaną odpowiednio do ceny biletu (wstęp na szczyt w Davos to minimum 70 tysięcy dolarów). Tylko czekać, aż repertuar zostanie wzbogacony o inne doniosłe moralnie doświadczenia: „dzień w kopalni kobaltu w Kongo” czy „godzina na rampie w Auschwitz”. Przesadzam? Na promocyjnym filmie, któremu warto byłoby poświęcić osobny tekst, pracownik fundacji opowiada o planach wybudowania ponad pięciohektarowego parku, w którym goście będą mogli zaznać nie tylko życia uchodźcy, ale także skrajnej biedy, półgodzinnej symulacji życia z AIDS i masy innych atrakcji.

 

Organizatorzy zapewniają, że intencje mają szczytne. Deklarują, że celem symulacji jest edukacja, pobudzanie empatii i nakłanianie uczestników i uczestniczek do zaangażowania w pomoc uchodźcom. Wszystko odbywa się ze szczególną troską o szacunek dla prawdziwych ofiar prześladowań i konfliktów zbrojnych, a w procesie tworzenia symulacji konsultowani są sami uchodźcy po to, by inscenizacja była możliwie bliska rzeczywistości. Na stronie refugee-run.org długą listę pozytywnych opinii o projekcie otwiera wypowiedź samego Ban Ki-moona. Jeffrey Sachs, autor terapii szokowej zaserwowanej polskiej gospodarce po roku 1989, mówi że doświadczenie „poruszyło go głęboko, emocjonalnie wyrwało z codzienności, wprost ku lepszemu zrozumieniu lęków i zagrożeń czyhających na uchodźców”. Miliarder i szef Virgin Group Richard Branson ujął to zwięźlej: „pięknie zrobione!”.

Przerwana lekcja empatii

Może więc zamiast się na organizatorów obrażać, należy docenić, że znaleźli sposób na dotarcie z ważnym przekazem do wpływowych ludzi? Skoro ani suche ekspertyzy, ani medialne obrazy wojennego horroru nie mobilizują dziś do działania, może trzeba ludźmi po prostu jeszcze mocniej wstrząsnąć, by w końcu poruszyć ich emocje i obudzić sumienia?

Tu pojawia się pytanie o rolę empatii oraz, szerzej, emocji w polityce, bez której docenienia i zrozumienia rzeczywiście nie ma co liczyć na rozwiązanie jakichkolwiek problemów społecznych. Emocje nieuchronnie splatają się z polityką, nadając jej kształt. Obawiamy się polityki wyrastającej na wstydzie, próbujemy szukać schronienia przed polityką opartą na żądzy odwetu. Jednocześnie staramy się wynaleźć konstruktywne formy politycznego wyrazu dla gniewu, formy, która przekułaby go na pożądaną zmianę społeczną. Czy zatem to, czego nam brakuje, to polityka ufundowana na empatii, choćby wywołanej tanim 45-minutowym chwytem?

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016
Fot. Crossroads Foundation Photos, Flickr.com

Zaryzykuję tezę, że organizowanie mocnych przeżyć bywalcom Davos świata nie zmieni. Empatia jest afektem niestałym, na dodatek wiodącym nas nieraz na manowce, a w grze politycznej ulegającym raz za razem silniejszym i trwalszymi siłom. Jak wiadomo i nazistom zdarzało się przejąć się losem tego czy innego Żyda, co jednak Zagłady nie powstrzymało. Nie chodzi o to, że w Davos siedzą dziś naziści, lecz o to, że jak dzieckiem nowoczesności była Zagłada, tak jest nim też obecny kryzys migracyjny. Jego ofiary nie są ofiarami bezmyślnego wybuchu agresji, który można by skutecznie zatrzymać uruchomieniem empatii, ale ofiarami globalnej polityki, w której kilku „odpowiedzialnych przywódców” tego świata z chłodnym uporem stara się realizować swoje strategiczne cele. I choć na obrzeżach tej machiny zdarzają się przednowoczesne erupcje przemocy, np. kiedy węgierscy policjanci znęcają się nad grupą migrantów lub gdy tłum w Ełku zagrzewa się do linczu na pracownikach kebabu, to jednak codzienne zło, na które wpływ mogliby mieć panie i panowie jeżdżący do Davos, jest dużo bardziej beznamiętne, chłodne i nowoczesne.

Ja natomiast prędzej uwierzę w zmianę zapoczątkowaną przez ludzi rozjuszonych uruchomieniem parku rozrywki Aleppoland, niż przez empatyczne wzruszenie bywalców takiego parku.

O skuteczności gry symulacyjnej pod tytułem „Dzień z życia uchodźcy” w wywoływaniu faktycznej rewolty etycznej wśród elit najlepiej świadczy to, że… gry te odbywają się na Światowym Forum Ekonomicznym już prawie od dekady. Cytując jednego z uczestników, Petera Brabeck-Letmathe, prezesa zarządu Nestlé: „w imieniu 43 milionów uchodźców, dziękuję”.

Więcej zdjęć

*fot. Crossroads Foundation Photos, Flickr.com*

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016 davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016 davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016 davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016 davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016

 

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016 davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016

Bio

Jędrzej Malko

| Dziennikarz, autor książki Economics and Its Discontents
Jędrzej Malko - dziennikarz, badacz historii dyskursów ekonomicznych, analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent European Graduate School i doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej. Autor książkiEconomics and Its Discontents

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Europie nie jest potrzebna empatia a twarda obronna granic. Albo my albo oni

A o czymś takim, jak larp edukacyjny szanowny autor słyszał? O tym, że jest to metoda wykorzystywana już od jakiegoś czasu i ma całkiem niezłe wyniki? Pewnie nie. Bo pewnie łatwiej napisać oburzony artykulik bez kawałka researchu i pokazać jakim się jest wspaniałym i wrażliwym. Szkoda, ze przy okazji bardzo głupim.

Taki survival dla sytych. Ale jeśli ma pomóc uchodźcom -dlaczego nie? . A jeśli jeszcze ta firma, która to organizuje, przekaże zysk z tych imprez uchodźcom to już wspaniale.

Rzecz godna co najwyżej wzmianki, ale wiadomo, że lewactwo dopisze do tego ideologię, rozbuduje wątki... Rzuciłem okiem na artykulik, mój wzrok szybko przemieszczał się w dół - szukałem Ełku. Rzecz jasna znalazłem. Oczywiście żaden lewak nie byłby sobą, gdyby nie wspomniał niejako "przy okazji" o Ełku. No bo skoro zostało niezbicie udowodnione, że w Ełku zawinili tylko i wyłącznie Polacy, a obcy zachowali się wzorowo - to jasne, że wydarzenie owo stanie się posiłkiem dla niejednego jeszcze tekstu. Tak trzymać, lewacy - alienujecie się coraz bardziej.

"Empatia jest afektem niestałym..."

Dlaczego niestałym? Ja mam od zawsze "afekt" na krzywdę zwierzaków i dlatego (od czasów gimnazjalnych) pomagam w schroniskach a od paru lat również wspieram finansowo - fundacje i schroniska. Również mój 1% zawsze wędruje do psów i kotów. I to się nie zmienia. Empatia może być bardzo wybiórcza i dotyczyć (przykładowo) zwierzaków, dzieciaków, osób starszych, niesprawnych, ale uchodźców już NIE. Wiem to z autopsji.

Podobną akcję przerabiałem w firmie. Tylko na nas ćwiczyli "napad zbrojny w celu zagrabienia wartości". Byliśmy oczywiście uprzedzeni, ale jak wpadło kilku gości w kominiarkach z długą bronią i zaczęli krzyczeć to zrobiło się nieciekawie.
Czy taka akcja jest etyczna, nie wiem. Mam tylko nadzieję, że elitom mieszkającym i żyjącym w szklanych wieżach coś uświadomi. Że jeśli liczba zdesperowanych ludzi przekroczy pewną krytyczną masę, to te szklane wieże będą padać jedna po drugiej. A Nowa Zelandia może się okazać za mała i nie tak niedostępna jak dziś się wydaje.

Jak widzę z oczu zszedł cel takich "edukacyjnych" koncepcji - wskazanie grupom o dużej decyzyjności empatycznego przekazu jak źle jest uchodźcom i jak należy ich wspierać i im pomagać, nie ma natomiast wskazania przyczyny i zapobiegania. A te były by dla organizatorów kompletnie sprzeczne z założonymi efektami. Ta sama symulacja poparta bezpośrednim kontaktem z pokrzywdzonymi w Alleppo dała by dokładnie inne wnioski i i podsumowanie, niż ta manipulacyjna historyjka o biedzie i niedoli wymuszonych emigrantów. Dlaczego? Bo realizowany jest wielki plan wymieszania populacji i stłumienia jedności etnicznej - teraz w Europie. Jaki tego cel? Każdy odpowie sobie sam. Każdy kto to wspiera z przyczyn innych niż płacona za to kasa, jest tylko pożytecznym idiotą. Tą grupę drugą jestem w stanie bardziej zrozumieć. Czasy są ciężkie.

Cytując jednego z uczestników, Petera Brabeck-Letmathe, prezesa zarządu Nestlé: „w imieniu 43 milionów uchodźców, dziękuję”.

Mistrzostwo świata 🙂

Znacznie ciekawsza byłaby symulacja ataku samobójczego. Cysterna mogłaby wjechać do sali jadalnej. Potem byłaby zabawa 'sylwester w Kolonii' i 'podchody w Calais'.