Felieton

Czy Trump wreszcie powiedział coś sensownego?

Jest coś groźniejszego niż działania wszystkich rosyjskich hackerów razem wziętych. Donald Trump właśnie wskazał, co to jest.

Donald Trump jest jak zepsuty zegar, który, jak wiemy, dwa razy dziennie pokazuje dobrą godzinę. W strumieniu niekończących się bluzgów, które padały z ust amerykańskiego prezydenta na szczycie NATO, znalazło się miejsce dla wypowiedzi, pod której każdym słowem mógłbym się podpisać.

„Gazociągowe dolary dla Rosji są nie do zaakceptowania!” – napisał na Twitterze po wygłoszeniu miażdżącej krytyki niemieckiego rządu i jego udziału w projekcie rosyjskiego gazociągu Nord Stream II.

Nord Stream II jest projektem, który w dłuższej perspektywie może się okazać politycznym samobójstwem Europy dokonanym na życzenie niemieckiego lobby przemysłowego. Oczywiście, mam zero nadziei, że twitt Trumpa powstrzyma realizację projektu, który ma zapewnić Rosji geopolityczny rewanż na Europie. Uważam jednak za słuszną każdą próbę – nawet tę dokonaną przez Trumpa – powstrzymania Unii Europejskiej przed katastrofą, którą byłaby budowa gazociągu Nord Stream II.

Na czym tak naprawdę polega problem z Nord Stream II – gazociągiem, który ma połączyć Rosję i Niemcy bezpośrednio pod Bałtykiem? Słyszymy coraz więcej krytycznych wypowiedzi wobec tego projektu, tylko że prawie wszystkie mijają się z sednem sprawy, bo wypowiadający je kierują się przede wszystkim swoimi egoistycznymi interesami.

Głośnym oponentem Nord Stream II jest rząd Ukrainy (o ile słowo „głośny” w ogóle może dotyczyć tego zdyskredytowanego, zmarginalizowanego rządu). Ukraińcy twierdzą (i słusznie), że budowa Nord Stream II pozbawi ich państwo ostatniej tak naprawdę geopolitycznej racji bytu, która polegała na tranzycie rosyjskich surowców do Europy.

Polski rząd mówi o zagrożeniu, które Nord Stream II niesie dla energetycznego bezpieczeństwa Europy. Chociaż trudno pozbyć się wrażenia, że Polska po prostu nie chce mieć za swoją wschodnią granicą zdewastowanej, zubożałej ruiny, a właśnie taki los czeka ukraińskie państwo po zaprzestaniu tranzytu rosyjskiego gazu, który w Ukrainie jest jednym z najważniejszych źródeł wpływów do budżetu.

Amerykanie są przeciwko budowie Nord Stream II, bo chcą sprzedawać Niemcom własny gaz.

W tym chórze egoistycznych głosów jakoś zupełnie gubi się argument, który mógłby wynieść sprzeciw wobec Nord Stream II (i innych podobnych projektów) na bardziej uniwersalny polityczny poziom. Chodzi oczywiście o ekologię, czyli, mówiąc bardziej wprost, o przetrwanie planety Ziemia.

Pojawiają się oczywiście nieśmiałe głosy, mówiące o tym, że Nord Stream II jest ekologicznym zagrożeniem dla Bałtyku. Ale taka krytyka niestety też nie opuszcza lokalnego, partykularnego poziomu. Dlaczego więc nie spojrzeć na Nord Stream II jako na potencjalnie ogromną przeszkodę na drodze do przejścia na zielone, odnawialne źródła energii? Przejścia, które – jak przyznają już wszyscy światowi przywódcy, poza Trumpem oczywiście – jest niezbędne dla powstrzymania globalnej ekologicznej katastrofy? Być może tworzenie takich przeszkód przez Rosję jest tak naprawdę groźniejsze na dłuższą metę, niż działania wszystkich rosyjskich hackerów razem wziętych?

W maju 2017 roku Władimir Putin podpisał edykt O strategii ekonomicznego bezpieczeństwa Rosyjskiej Federacji do 2030 roku. Dokument zawiera listę największych rzekomych zagrożeń dla Rosji, w którym na dosyć wysokiej pozycji – numer 6 z niemal 30 – znalazło się „zagrożenie” sformułowane jako „rozwój zielonych technologii”. Czy potrzeba jeszcze dowodów na to, że prawdziwy problem z Rosyjską Federacją tak na prawdę nie polega na tym, że jest ona zagrożeniem dla Polski, Ukrainy czy Unii? Problem polega na tym, że jest ona zagrożeniem dla naszej planety.

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.