Felieton

Czy młodzi wygrają dla Demokratów Kongres?

O amerykańskich śródwyborach 2018.

Wynik jesiennych wyborów do Kongresu (tzw. midterm election) zależy od millenialsów, którzy w tej chwili stanowią największą grupę wyborczą w USA.

Wybory już za sto dni i obie partie głowią się, jak rozegrać następne trzy miesiące. W obozie demokratycznym trwa spór między centrum a skrzydłem progresywnym. Jego symbolem stała się Alexandria Ocasio-Cortez, socjaldemokratka z Nowego Jorku, która w zeszły weekend objeżdżała z Berniem Sandersem Kansas – ten przysłowiowy „środek” Ameryki, gdzie polityczna teoria konfrontuje się z wyborczą prawdą.

Mimo wewnętrznych napięć, sprawy idą dobrze dla Demokratów i amerykańskie ośrodki prognozowania, jak na przykład słynna Kryształowa Kula Uniwersytetu Wirginii, zaczynają coraz śmielej mówić o nadchodzącej większości demokratycznej w Izbie Reprezentantów. Żeby ją odzyskać, partia potrzebuje przejąć 24 republikańskie mandaty. Nawet gdyby wygrali mniej niż połowę, pisze Scott Dylan dla Vox, i tak dostaną Izbę.

Alexandria Ocasio-Cortez wzięła Amerykę szturmem

Oczywiście, nie ma co się przedwcześnie entuzjazmować. Sam Trump właśnie oskarżył Rosję, że planuje ona pomóc na jesieni Demokratom (wtf?), a konserwatywne FoxNews twierdzi, że poparcie dla Trumpa się trzyma, pocieszając przy tym swoich czytelników, że młodzi, jak to młodzi, nie stawią się do wyborów. I tu akurat Fox ma rację.

Młodzi Amerykanie to wyborcy, którzy głosują niechętnie. Tylko 50 procent millenialsów zagłosowało w wyborach prezydenckich 2016, podczas gdy 60-latków głosowało 70 procent.

Prawda jest taka, że młodzi zawsze byli najmniej zaangażowaną grupą wyborczą w USA – 50 procent w wyborach prezydenckich 2004, 2008, 2012 i 2016 niewiele się różni od 50,9 procent w 1964. W tym kontekście rok 2016 (czas wielkiego rozczarowania systemem wyborczym i niechęci wobec obu kandydatów, Trumpa i Clinton) wcale nie wygląda tak źle. Natomiast jest faktem, że młodzi ludzie ignorują śródwybory (wybory do Kongresu), kompletnie nie doceniając ich roli. Poza tym, mimo że młodzi głosowali na Obamę i, z nieco mniejszym entuzjazmem, na Hilary, niekoniecznie identyfikują się z Partią Demokratyczną.

Według CIRCLE, wiodącego centrum badań nad politycznym zaangażowaniem, w 2016 roku tylko 37 procent millenialsów uważało się za Demokratów, a 35 określiło się jako wyborcy niezależni. Dla porównania, w 2008 roku te liczby wynosiły kolejno 45 i 29 procent. W dodatku, amerykański system rejestrowania wyborów nie ułatwia młodym obywatelom partycypacji w demokracji.

Dla Sandersa zapisałem się do Demokratów

Typowy wyborca, który głosuje w śródwyborac, to starszy biały republikanin, na stałe zarejestrowany i nierychliwy posiadacz domu. Według CIRCLE, tylko 20 procent młodych głosowało w śródwyborach 2010 i tylko 22 procent w śródwyborach 2014. W tym samym czasie 60-latków głosował znowu 70 procent.

„Młodzi nie głosują w śródwyborach” stwierdza Cody Harrison, 24-letni fanatyk gier komputerowych z wiejskiego regionu w Ohio. Cody mieszka w Coeur d’Alene, 44-tysięcznym mieście na północy stanu, gdzie pracuje jako kelner w sieciowej restauracji Olive Garden. „W każdym razie nie młodzi w Idaho, Montanie i w stanie Waszyngton. Motywacja polityczna nie jest tu duża. Ale zwykle ludzie ci głosują w wyborach prezydenckich”.

Sederia Gray, czarnoskóra 29-latka z Missisipi głosowała we wszystkich możliwych wyborach od czasu osiągnięcia wieku wyborczego. W tym sensie jest ewenementem w gronie młodych, z którymi rozmawiam. Z dumą oddała swój pierwszy na Obamę w 2008. Krótko potem przeprowadziła się do Waszyngtonu, gdzie podjęła studia na słynnej afro-amerykańskiej uczelni Howard University. Żeby zagłosować w 2014, musiała się nabiegać za kartą do głosowania dla nieobecnych (absentee ballot). Ale Sederia jest dużo bardziej „polityczna” niż większość jej rówieśników z Missisipi. To dlatego, że pochodzi z rodziny aktywistów; jej rodzice prowadzą fundację zajmującą się biznesem i tworzeniem miejsc pracy.

„Moi znajomi w Missisipi nie wierzą w sens głosowania” przyznaje. „Coś musiałoby się najpierw zmienić, żeby zaczęli głosować. Więc to jest takie błędne koło. Ciągle im powtarzam, że muszą głosować, jeśli chcą, żeby coś się zmieniło.”

Tabish Mian, 25-latka z New Jersey, nie głosowała w śródwyborach 2014. Tabish pracuje w służbie zdrowia, ma pakistańskie korzenie i należy do 40 procent millenialsów, którzy identyfikują się jako „kolorowi”. Jest przekonana, że jej głos (lub jego brak) w 2014 nie miał żadnego znaczenia. „W końcu to nie są wybory prezydenckie” tłumaczy. „Przecież tak naprawdę liczą się tylko wybory prezydenckie”.

Demokraci lubią myśleć, że millenialsi stanowią ich naturalny elektorat. Okazuje się, że niekoniecznie.

Popęda: Co dalej z ludźmi Berniego?

„Millenialsi nie są demokratami” stwierdził demokratyczny weteran i były gubernator Vermont Howard Dean w wywiadzie dla “The Washington Post” z 2017 roku. „Raczej uważają się za niezależnych, są tak samo nieufni wobec systemu wyborczego w USA, jak wyborcy Trumpa”. Ekonomicznie stoją gorzej niż ich rodzice, mają długi za college i brakuje im środków, żeby założyć rodziny. Rozczarowani kapitalizmem, zaczynają rozważać socjalizm. Hilary Clinton nie wzbudziła ich entuzjazmu, ale zademonstrowali przecież wystarczająco dużo entuzjazmu dla Obamy, Justina Trudeau czy Jeremy’ego Corbyna. Przekonuje ich autentyzm. W 2016 Bernie Sanders zebrał więcej młodych wyborców niż Hilary i Trump razem.

Od zera do bohatera: jak Jeremy Corbyn tchnął nowe życie w Partię Pracy

Fakt, że Partia Demokratyczna próbuje ostrożnie trzymać się tzw. centrum, wcale nie podoba się millenialsom. Najlepszym dowodem na to jest napływ młodych do Demokratycznych Socjalistów Ameryki, partii, która mocno wsparła Alexandrię Ocasio-Cortez, a która jeszcze kilka lat temu była powszechnie uważana za partię radykalną. Skoro demokraci nie potrafią przekonać do siebie młodych, pozostaje mieć nadzieje, że odraza do Trumpa będzie wystarczającym bodźcem, żeby młodzi jednak zagłosowali jesienią.

„Nie identyfikuję się z żadną z partii” mówi Sederia. „Mam szacunek dla Demokratów za ich wkład w wielokulturowość, ale nie podobają mi się ich niefunkcjonalne metody pomagania biednym. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie zagłosować na Republikanów… Republikanie nie rozumieją czarnych i mają gdzieś prawa kobiet”.

37 procent młodych, którzy oddali głos na Trumpa, pochodzi głównie ze środowisk robotniczych położonych poza wielkimi miastami. Zazwyczaj to mężczyźni, ewangelicy bez wyższego wykształcenia. Trump dostał wiele takich głosów w Kentucky, Missouri, Utah i Południowej Karolinie.

David Mindich, autor książki z 2004 roku Tuned Out: Why Americans Under 40 Don’t Follow the News, zauważa zmianę w nastawieniu młodych wyborców.

„Wydaje się, że młodzi ludzie z konserwatywnymi poglądami są zbyt zażenowani, żeby publicznie popierać Trumpa. Podobnie jak ich rówieśnicy, stają się coraz bardziej liberalni, jeśli chodzi o kwestie tożsamościowe”.

Pogadajmy o rejestracji.

USA należy do nielicznych zachodnich demokracji, które zostawiają odpowiedzialność za rejestrację swoim obywatelom. Taki system działa na korzyść starszych, bardziej doświadczonych wyborów, którzy siedzą w jednym miejscu i przez lata nauczyli się lokalnych reguł.

Brooke Kathleen, 20-latka ze stanu Waszyngton, uważa się za bardzo zaangażowaną politycznie. Studiuje dziennikarstwo ze specjalnością politologia. Zamierza być następnym Andersonem Cooperem albo przynajmniej korespondentką z Białego Domu. Brooke nie zagłosowała w 2016 roku, chociaż mogła. Do teraz nie jest w stanie sobie tego wybaczyć. Jej uniwersytet jest położony w innym stanie i długo nie była pewna, jak zgłosić się po kartę do głosowania dla nieobecnych. Kiedy w końcu zdobyła tę informację, okazało się, że jest za późno, a podróż do domu, żeby głosować, też nie wchodziła w grę. Brooke reprezentuje tysiące młodych ludzi, którzy są aktywni politycznie, a którzy nie zarejestrowali się prawidłowo lub na czas.

Cody odpuścił sobie wybory prezydenckie 2012. „Próbowałem się zarejestrować online i nie poszło” stwierdza zażenowany. „Nie jestem z tego zbyt dumny. Ale zarejestrowałem już zaraz po wyborach i głosowałem w 2016”. Jeśli jego stan miałby automatyczną rejestrację (tak jak Oregon czy Kalifornia), byłby w systemie automatycznie.

Ponad 40 procent młodych Amerykanów nie ma podstawowych informacji o regułach wyborczych w swoim stanie. Nie wiedzą, kiedy zaczyna się tzw. early voting ani jakie dokumenty są wymagane do rejestracji. 55 procent młodych Afroamerykanów, 45 procent młodych Latynosów i 61 procent młodych białych podaje brak rejestracji jako powód, dla którego nie głosowali w 2016. 25 procent millenialsów musiało ubiegać się o tymczasowe karty do głosowania, wielu z nich z kluczowych stanów jak Ohio, Floryda czy Wisconsin.

Amerykańskie dzieciaki mówią basta

Przeciętny młody Amerykanin przeprowadza się cztery razy między 18. a 30. rokiem życia. Studenci muszą albo jechać głosować do domu albo zgłaszać się dużo wcześniej o przesłanie karty do głosowania dla nieobecnych. Wiele stanów rejestruje zgodnie z tym, w jakim stanie dana osoba płaci podatki lub gdzie ma zarejestrowany samochód. 37 stanów nie pozwala na rejestrację i oddanie głosu w tym samym dniu. W 2016 Północna Karolina odesłała od urn tysiące potencjalnych wyborców, którym na miejscu zakomunikowano, że nie są zarejestrowani. Strategie powstrzymywania ludzi przed głosowaniem są różnorakie – wymaganie wyrobienia specjalnych ID wyborczych, wymaganie zameldowania lub po prostu zamykanie punktów wyborczych.

Tabish jest jedyną osobą, z którą rozmawiałam, która otrzymała pomoc przy rejestracji. Kiedy skończyła 18 lat, jej liceum dostarczyło wszystkich informacji i pomogło w procesie rejestracyjnym. Tego typu działania obok automatycznej rejestracji, prerejestracji dla 16 i 17-latków oraz możliwości rejestracji i głosowania w tym samym dniu mogłyby naprawdę pomóc w zagonieniu millenialsów do urn.

David Mindich nie traci nadziei.

„Pamiętasz, jak w 2016 popełniliśmy błąd ignorując tłumy na wiecach Trumpa?” pyta. „Teraz jest odwrotnie, tłumy są po stronie Demokratów. Jeśli energia Marszu Kobiet z 2017 i 2018 i wielkich zgromadzeń, które nie pozwoliły Republikanom znieść Obamacare, przełoży się na głosy, Demokraci odzyskają Kongres”.

Nawyki młodych bardzo zmieniły się odkąd Mindich napisał książkę o tym, dlaczego Amerykanie przed 40-tką nie śledzą wiadomości. Okazuje się, że teraz śledzą. Nie w telewizji, ale na Twitterze i Facebooku. Używając aplikacji, czytają „The New York Times”, „Associated Press” i Politico. Mają swoje zdanie na wiele tematów. Cody, który w 2016 popierał Berniego Sandersa, domaga się uniwersalnej służby zdrowia. Tak samo Brooke, która dorzuca do tego postulat publicznego szkolnictwa wyższego. Sederia jest zafascynowana Kamalą Harris, charyzmatyczną panią senator z Kalifornii, która przymierza się do walki o prezydenturę w 2020.

20 typów na wybory prezydenckie w 2020

„Pewnie, że będę głosował” mówi Cody zapytany o śródwybory 2018. „Wcześniej myślałem, że mój głos nie ma znaczenia tutaj, w Idaho. Liberałowie nie mają tu zbyt wiele do powiedzenia. Ale teraz myślę, że takie myślenie to błąd. Ciężko mi patrzeć jak facet, taki jak Trump, niszczy naszą demokrację i jej instytucję. Nawet jeśli mój głos nie zrobi wielkiej różnicy, przynajmniej będę miał poczucie, że spełniłem swój obywatelski obowiązek”.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.