Świat

Bezsiła i wściekłość Trumpa

Od listopadowych wyborów uzupełniających do Kongresu Trump zachowuje się jeszcze bardziej agresywnie i nieobliczalnie niż dotąd. Co zrobi, gdy poczuje, że władza wymyka mu się z rąk?

Najbardziej dramatyczne pytanie o prezydenturę Donalda Trumpa dotyczy tego, czy prezydentowi ekstremiście uda się wprowadzić w życie swój radykalny program wbrew woli większości Amerykanów. Dotychczas odpowiedź brzmi: nie, a po ostatnich wyborach uzupełniających do Kongresu staje się to jeszcze mniej prawdopodobne. Jednak rosnąca frustracja Trumpa może go jeszcze popchnąć do nieprzewidywalnych czynów, których konsekwencje dla demokracji w Ameryce i dla całego świata mogą być opłakane.

Amerykańska wojna domowa wciąż trwa

Żaden z ekstremistycznych punktów programu Trumpa nie spotkał się z publicznym poparciem. Badania pokazują, że opinia publiczna sprzeciwiła się zeszłorocznym cięciom podatków przegłosowanym przez republikanów, staraniom Trumpa o zniesienie tzw. Obamacare, czyli ustawy Affordable Care Act, która ułatwia potrzebującym dostęp do opieki zdrowotnej, prezydenckim próbom postawienia muru na granicy z Meksykiem, decyzji o wycofaniu się z porozumienia nuklearnego z Iranem czy też nałożeniu wyższych ceł w handlu z Chinami, Europą i innymi regionami. Jednocześnie, wbrew nieustającemu promowaniu przez Trumpa paliw kopalnych takich jak węgiel, ropa i gaz, Amerykanie preferują inwestycje w energię odnawialną i realizację paryskiego porozumienia klimatycznego.

Trump spróbował wprowadzić w życie swój radykalny program za pomocą trzech metod. Po pierwsze, polegał na republikańskiej większości w obu izbach Kongresu, która przegłosowywała ustawy wbrew silnemu sprzeciwowi opinii publicznej. Metoda ta raz przyniosła Trumpowi sukces: w 2017 roku udało się obniżyć korporacjom podatki, na co nalegali wielcy fundatorzy Partii Republikańskiej. Już jednak próba zniesienia w ten sposób Obamacare zakończyła się fiaskiem, kiedy trzech republikańskich senatorów zagłosowało w obronie ustawy.

O tych reformach Trumpa nigdy nie słyszeliście

Drugą metodą Trumpa jest omijanie Kongresu za pomocą dekretów prezydenckich. W tych przypadkach interweniują z kolei sądy. Ostatni taki przypadek miał miejsce na kilka dni przed wyborami, kiedy to federalny sąd okręgowy wstrzymał prace nad rurociągiem Keystone XL, kontestowanym przez obrońców środowiska, ponieważ rząd Trumpa nie był w stanie „racjonalnie uzasadnić” swoich poczynań. Chociaż więc Trump nieustannie nadużywa władzy, jak dotąd sądy skutecznie go blokują.

Trzecia taktyka Trumpa polega na przeciąganiu opinii publicznej na swoją stronę. Jednak pomimo często organizowanych prezydenckich wieców – a być może właśnie z powodu ich prowokacyjnej wulgarności – dezaprobata dla Trumpa przewyższa jego poparcie od pierwszych dni w Białym Domu. Obecnie wskaźnik dezaprobaty wynosi 54 procent, a wskaźnik poparcia – 40 procent, z czego silne poparcie dla prezydenta wyraża 25 procent ankietowanych. Nie odnotowano przepływu wyborców do prezydenckiego obozu.

W wyborach uzupełniających do Kongresu, które sam Trump uznał za referendum na temat swojej prezydentury, kandydaci demokratów zarówno do Izby Reprezentantów, jak i do Senatu, otrzymali znacznie więcej głosów niż ich rywale z Partii Republikańskiej. W wyścigu do Izby na demokratów oddano w całym kraju 53 314 159 głosów, natomiast na republikanów – 48 439 810 głosów. W wyborach do Senatu demokraci przegonili republikanów w proporcji 47 537 699 do 34 280 990 głosów.

Zsumowanie głosów oddanych  w trzech ostatnich cyklach wyborczych (w latach 2014, 2016 i 2018) pokazuje, że na kandydatów Partii Demokratycznej do Senatu oddano w tym czasie około 120 milionów głosów, a na republikanów – około 100 milionów. Pomimo tego republikanie utrzymują w Senacie nieznaczną większość, ponieważ każdy stan wybiera dwóch senatorów, niezależnie od liczby mieszkańców. Republikanie często wygrywają w stanach mniej ludnych, a demokraci – w dużych stanach na wybrzeżach i Środkowym Zachodzie USA. Na przykład stan Wyoming zwykle wysyła do Senatu dwóch republikanów, którzy reprezentują jego 580-tysięczną populację, podczas gdy ponad 39 milionów mieszkańców Kalifornii najczęściej wybiera dwoje demokratów. Demokraci dostają więcej głosów, republikanie – więcej mandatów.

Strach. Fragment książki Boba Woodwarda

czytaj także

Utraciwszy kontrolę nad Izbą Reprezentantów, Trump nie będzie już mógł wprowadzać niepopularnych zmian w prawie. Tylko ustawy wspierane przez obie partie mają szansę przejść przez obie izby Kongresu.

Natomiast na froncie gospodarczym w nadchodzących miesiącach polityka handlowa Trumpa będzie tracić na popularności. Gospodarka USA ochłonie po euforii cięć podatkowych dla korporacji, a rosnąca niepewność związana z polityką handlu zagranicznego, wraz ze wzrostem deficytu budżetowego i stóp procentowych, spowodują wyhamowanie inwestycji. Trump uzasadnia podwyższenie ceł względami bezpieczeństwa narodowego, ale te argumenty brzmią fałszywie i zapewne będą podawane w wątpliwość tak przez polityków, jak i przez sądy.

Porzućcie swoje analizy. Donald Trump to wariat

To prawda, że Trump nadal będzie nominować konserwatywnych sędziów federalnych, a republikański Senat najprawdopodobniej będzie zatwierdzać te nominacje. W kwestii wojny i pokoju Kongres i amerykańskie społeczeństwo sprawują przerażająco nikły nadzór  nad poczynaniami prezydenta, co pozostaje utrapieniem amerykańskiego systemu politycznego od drugiej wojny światowej. Trump, tak jak jego niedawni poprzednicy, prawdopodobnie podtrzyma uwikłanie USA w wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce, pomimo braku zrozumienia i poparcia dla tej polityki ze strony obywateli.

Tym niemniej, są jeszcze trzy powody, by przypuszczać, że władza Trumpa znacznie się osłabi w nadchodzących miesiącach. Po pierwsze, specjalny prokurator Robert Mueller może dokumentować poważne nadużycia władzy przez Trumpa, członków jego rodziny i bliskich doradców. Przed wyborami Mueller pracował dyskretnie, jednak prawdopodobnie wkrótce przypomni o sobie.

„Łapać kobiety za cipki? Daj spokój! Każdy mówi takie rzeczy. A kobiety to nie?“

Po drugie, demokraci w Izbie Reprezentantów zaczną badać sprawy podatkowe Trumpa i jego osobiste interesy, a w tym celu zapewne wezwą go do złożenia zeznań przez Kongresem. Istnieją ważne powody, by przypuszczać, że Trump uchylał się od zobowiązań podatkowych (co ostatnio opisał „New York Times”) i bezprawnie wzbogacił swoją rodzinę jako prezydent (przyjęty przez sąd pozew oskarża Trumpa o złamanie klauzuli o wynagrodzeniu zamieszczonej w konstytucji USA). Trump zapewne zignoruje bądź spróbuje oddalić wezwania do zeznań, co może stworzyć grunt pod polityczny kryzys.

Po trzecie, Trump nie jest zwykłym ekstremistą. Ma „zaburzony umysł”, poddający się  nienawiści, paranoi i skłonnościom narcystycznym, o czym pisze w swojej książce Ian Hughes. Według dwojga obserwatorów bliskich Trumpowi, kontakt prezydenta z rzeczywistością „prawdopodobnie będzie coraz bardziej ograniczony” w obliczu politycznych przeszkód, śledztwa skupionego na jego podatkach i interesach, spodziewanych rewelacji prokuratora Muellera oraz nowego zastrzyku energii dla opozycji. Być może już dostrzegamy objawy tego załamania w postaci nieobliczalnego i agresywnego zachowania prezydenta po wyborach.

Oto ostateczny dowód na socjopatię Trumpa

Nadchodzące miesiące mogą być szczególnie niebezpieczne dla USA i całego świata. Wraz ze słabnięciem politycznej pozycji Trumpa i piętrzeniem się przeszkód na jego drodze, umysłowa niestabilność prezydenta może stworzyć jeszcze większe zagrożenie niż dotychczas. Mógłby wybuchnąć gniewem, zwolnić Muellera i być może spróbować wypowiedzieć jakąś wojnę albo przyznać sobie nadzwyczajne uprawnienia, by odzyskać autorytet. Nie widzieliśmy jeszcze Trumpa w pełnej furii, ale kiedy pole manewru mu się zacieśni, wkrótce możemy jej doświadczyć. W takim przypadku wiele zależeć będzie od skuteczności konstytucyjnego porządku Stanów Zjednoczonych.

 

**
Copyright: Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

Bio

Jeffrey D. Sachs

| Ekonomista, Columbia University
Profesor Zrównoważonego Rozwoju oraz profesor Polityki i Zarządzania Zdrowiem Publicznym na Uniwersytecie Columbia. Jest dyrektorem Centrum ds. Zrównoważonego Rozwoju na Columbii oraz Sieci Rozwiązań na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju przy ONZ.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.