Nauka

Wstydliwa historia ruchów antyszczepionkowych

Analiza struktury teorii pseudonaukowych czy spiskowych jest narzędziem, którym może posługiwać się każdy. Nie wymaga wiedzy eksperckiej z danej dziedziny, a jedynie zdolności do odkrywania pewnych powtarzalnych wzorów.

Jest środek nocy. Sąsiad łomoce do twoich drzwi. Na jego czole perli się pot, żyły na skroniach pulsują w rytm oszalałego bicia serca.

– Pod żadnym pozorem nie pij wody z kranu! – Dyszy. – Właśnie wyszło na jaw, że do wodociągów przedostała się zabójcza bakteria.

Nim zdążyłeś na dobre przełamać rozespanie i zapytać o szczegóły już go nie ma. Pobiegł zbudzić i ostrzec kolejnych.

Nie wiem, co dokładnie byś zrobił. Pobiegłbyś ostrzegać następnych, zadzwonił do rodziny, a może włączył radio albo zajrzał do internetu? Z całą pewnością nie poszedłbyś jednak do kuchni i nie nalał sobie wielgachnej szklanki kranówy na ugaszenie pragnienia. Prawda? Pewnego typu ostrzeżeń lepiej pochopnie nie lekceważyć…

* * *

A teraz wyobraź sobie drugą sytuację. Znów jest środek nocy. I znów budzi cię łomotanie do drzwi. Wściekły i zaspany wsuwasz nogi w kapcie i suniesz do przedpokoju. Wiesz dobrze, że to znowu twój sąsiad – miłośnik teorii spiskowych. W poniedziałek twierdził, że kranówka zatruta jest tajemniczym wirusem, we wtorek – że dodają do niej LSD, żeby wywołać zbiorowe halucynacje. W środę najwyraźniej zaspał, bo nie było żadnych wieści o śmiertelnych niebezpieczeństwach czyhających w wodociągach, ale cały czwartek próbował cię przekonać, że od picia kranówki lęgną się pasożyty. W piątek w wodzie kryły się zarodniki pewnego szczególnie złośliwego grzyba, w sobotę – metale ciężkie. Półprzytomny patrzysz w kalendarz. Niedziela. Co dzisiaj? Bakterie? Gluten? Tlenek wodoru? Zapowiada się kolejna ciężka rozmowa. Nim otworzysz drzwi, bierzesz kilka długich łyków orzeźwiającej kranówki.

Oblicza konsensusu

Jak się domyślacie, to nie będzie opowieść o sąsiadach i kranówce. Wbrew pozorom nie będzie to też tekst wyłącznie o historii ruchów antyszczepionkowych. Na ich przykładzie chciałbym opowiedzieć o pewnym ogólnym zjawisku, charakterystycznym dla większości ruchów spiskowych i pseudonaukowych.

Tym zjawiskiem jest rozproszenie wyjaśnień. Jeżeli spytamy dwudziestu profesjonalnych badaczy katastrof, dlaczego upadły wieże World Trade Center, otrzymamy dwadzieścia identycznych lub bardzo podobnych wyjaśnień. W najgorszym wypadku dziewiętnaście identycznych historii i jedno zdanie odrębne.

Wbrew pozorom nie będzie to tekst wyłącznie o historii ruchów antyszczepionkowych.

Jeżeli o to samo zapytamy dwudziestu zwolenników „alternatywnych wyjaśnień katastrofy” (zwanych czasem teoriami spiskowymi), jest niemała szansa, że usłyszymy dwadzieścia pięć całkiem różnych odpowiedzi – niepowiązanych, a często wręcz sprzecznych. „Zrobiła to Alkaida, ale rząd wiedział o ataku na WTC”, „zrobił to rząd, żeby wywołać wojnę”, „zrobili to Żydzi”, „nikt tego nie zrobił – nie było żadnego zamachu”…

Badacze komunikacji i pamięci kulturowej od dawna interesują się mechanizmami „uzgadniania dyskursu” i dziś zgodnie uważa się je za podstawę wykształcenia się nowoczesnej nauki. Jan Assmann, niemiecki specjalista od pamięci i społeczeństw starożytnych, przedstawia to obrazowo jako „zdolność rozpoczynania naszej wypowiedzi tam, gdzie skończyli inni”. [Jan Assmann, Pamięć kulturowa, Warszawa 2008, s. 291–303]. Naukowcy mogą spierać się, rewidować teorie albo powracać do tych uznanych wcześniej za błędne; w nauce może z powodzeniem funkcjonować kilka sprzecznych wyjaśnień tego samego zjawiska. Ale nigdy nie jest tak, że każdy gada sobie oddzielnie. Istniejące sprzeczności są dostrzegane i problematyzowane.

Tymczasem pseudonauka niemal zawsze przypomina sąsiada z przedstawionej we wstępie anegdoty. W poniedziałek wirusy, we wtorek LSD, w czwartek pasożyty… Spójność pseudonaukowej opowieści o świecie zapewnia nie spójność argumentów, lecz poczucie misji, strachu czy niechęci wobec takich lub innych przeciwników.

Odnajdywanie tego rodzaju cech charakterystycznych pseudonauki jest niezwykle istotne. Właściwie to wydaje mi się znacznie istotniejsze niż weryfikowanie obalanie poszczególnych nieprawdziwych twierdzeń głoszonych na przykład przez ruchy antyszczepionkowe. I to z dwóch powodów.

Po pierwsze, choćbyśmy udowodnili z całą pewnością, że tiomersal w szczepionkach nie jest szkodliwy, choćbyśmy nawet usunęli go ze szczepień – na miejsce jednego śmiertelnego zagrożenia pojawi się natychmiast pięć nowych. Tymczasem jeżeli raz nauczymy się bezbłędnie rozpoznawać pseudonaukę (nauczymy tego dzieci w szkołach, studentów i lekarzy, którzy muszą potem przekonywać pacjentów), to rozwiązanie problemu przybliży się definitywnie.

Po drugie, analiza struktury teorii pseudonaukowych czy spiskowych jest narzędziem, którym może posługiwać się każdy. Nie wymaga wiedzy eksperckiej z danej dziedziny, a jedynie zdolności do odkrywania pewnych powtarzalnych wzorów. Nie znam się ani odrobinę na szczepionkach. Ty, czytelniczko, mam nadzieję – też. (Jeżeli akurat, pechowo, jesteś ekspertką w tej dziedzinie – wyobraź sobie, że cały tekst dotyczy fizyki kwantowej, GMO albo globalnego ocieplenia…) Dlatego w ogóle nie zajmujemy się tu weryfikowaniem poszczególnych faktów. Nie sprawdzamy po kolei – wracając do historii ze wstępu – czy w kranówce są wirusy, bakterie, czy grzyby. Zamiast tego próbujemy ocenić, czy tego, kto do nas mówi, w ogóle warto traktować poważnie.

Jednym z pierwszych sprawdzianów, które można przeprowadzić, jest przyjrzenie się historii tego, co w danej sprawie głoszono. Dzieje ruchów antyszczepionkowych dostarczają wręcz modelowego przykładu.

Ulotka antyszczepionkowa (Wielka Brytania 1884)

Narodziny antyszczepionkowej paniki

Nadja Durbach, historyczka badająca najwcześniejszą fazę ruchów szczepionkowych, przedstawia w swojej książce niebywały wręcz kalejdoskop społecznych lęków, jakie obowiązkowe, powszechne szczepienia wzbudzały w ludziach z dziewiętnastego wieku. Od momentu wprowadzenia na Wyspach Brytyjskich Compulsory Vaccination Act (1853), kolejne teorie dotyczące złowrogich skutków szczepionek pojawiały się niemal każdego roku. Niektóre z nich umierały niemal natychmiast, ginąc w pomroce dziejów. Inne, które doczekały się bardziej elokwentnych zwolenników, inspirowały mniej lub bardziej liczne grupy społeczne, prowokując płomienne kazania, ulotki i masowe protesty. [Por. Nadja Durbach, Bodily Matters, Durcham 2004; Nadja Durbach, They Might As Well Brand Us’: Working-Class Resistance to Compulsory Vaccination in Victorian England, „Social History of Medicine” (2000) 13 (1): 45–63.]

Oto kilka najbardziej soczystych antyszczepionkowych pomysłów z pierwszego okresu:

1. Szczepionki to znamię Bestii zapowiedziane w Apokalipsie.

2. Szczepionki na ospę są nieczyste, bo pochodzą od zwierząt. Mogą więc zarazić dzieci zwierzęcymi chorobami.

– Wersja bardziej radykalna: pochodzą od zwierząt, więc mogą… zamienić dzieci w zwierzęta (po szczepionkach wyrosną im kopytka!).

– Wersja naprawdę hardcore’owa: nawet jeżeli nie szkodzą ciału, to mogą narazić na szwank życie wieczne dziecka, mieszając jego duszę z duszą zwierzęcia (a zwierzęta, jak wiadomo, nie trafiają do nieba…).

3. Szczepionki są nową wersją piętnowania – oznaczania niewolników i przestępców.

4. Szczepionki przenoszą choroby umysłowe.

Oprócz poszczególnych teorii warto zdać sobie sprawę z szerokiego kontekstu społecznego pierwszych ruchów antyszczepionkowych. Przede wszystkim, były to ruchy o silnej podbudowie religijnej, rozpowszechnione wśród najniższych warstw społeczeństwa. Ich źródłem był lęk przed nową praktyką, w ramach której państwo w sposób dotychczas niespotykany ingerowało bezpośrednio w ciało obywateli.

Ulotka antyszczepionkowa (USA, ok. 1905 r.)

Warto też pamiętać, że pierwsze szczepionki przeciw ospie faktycznie wyglądały dość makabrycznie. Opierały się na nacinaniu skóry dzieci i wcieraniu w ranę płynu pozyskanego z ran… dzieci zaszczepionych wcześniej (lub bezpośrednio od cieląt). Te szczepionki faktycznie często zostawiały paskudne blizny (stąd porównania do piętna czy znamienia Bestii), bywały też przyczyną groźnych powikłań i zakażeń.

A jednak, szczepienia przyjęły się w społeczeństwie, a ich przeciwnicy, choć głoszone przez nich teorie były naprawdę spektakularne, ponieśli klęskę. Wiecie, dlaczego?

Bo był to czas, gdy wciąż jeszcze doskonale pamiętano tysiące ofiar, jakie każdego roku zbierała na ulicach Anglii ospa. Kiedy więc przeciwnicy szczepień w swych niezwykle sugestywnych ulotkach opowiadali o kilkudziesięciorgu dzieci, które szczepienia zabiły w ciągu dwóch dekad – te liczby nie robiły wielkiego wrażenia.

DPT – powrót antyszczepionkowców

A jednak, szczepienia przyjęły się w społeczeństwie, a ich przeciwnicy, choć głoszone przez nich teorie były naprawdę spektakularne, ponieśli klęskę. Wiecie, dlaczego?

Lata 70. XX wieku to okres paniki wobec skojarzonej szczepionki DPT – błonica, krztusiec, tężec. [Por. Jeffrey T. Baker, The pertussis vaccine controversy in Great Britain, 1974–1986, „Vaccine” 21 (2003) 4003–4010.] W wyniku przeprowadzonych na bardzo małej próbce badań pojawiło się podejrzenie, że szczepionka może powodować uszkodzenie mózgu. Choć po dalszych badaniach teorię tę niemal natychmiast odrzucono, rodzice wielu chorych dzieci (także tych cierpiących już od wielu lat) przypisali winę za nieszczęście, jakie na nich spadło, szczepieniom, zakładając Association of Parents of Vaccine-Damaged Children. W wyniku medialnej paniki współczynnik szczepień zmalał z 77% do 33%, w niektórych rejonach osiągając pułap zaledwie 7%. Jak nietrudno się domyśleć, rezultatem była epidemia krztuśca, której śmiertelne żniwo ostatecznie utwierdziło społeczeństwo, że korzyści ze szczepień dalece przekraczają ewentualne niebezpieczeństwa.

W USA tymczasem ukazał się film pt. DPT: Vaccination Roulette (1982) i popularna książka Harrisa L. Coultera A Shot in the dark (1985). Kiedy w Wielkiej Brytanii sytuacja powoli wracała do normy – te same wątpliwości odżyły nagle w Stanach. I znowu – niestety – remedium na nie okazał się dopiero powrót niemal już wyplenionej choroby.

MMR – powrót powrotu antyszczepionkowców

Dla każdego, kto pamięta historię z DPT, opowieść, którą do dziś sprzedaje Andrew Wakefield, wydaje się co najmniej podejrzana. A to dlatego, że stanowi niemal dosłowne powtórzenie tamtego scenariusza. Zamiast szczepionki DPT śmiertelnym niebezpieczeństwem okazuje się tym razem MMR (odra, świnka, różyczka), a zamiast encefalopatii dostajemy autyzm.

Znów jedno badanie (jego rzetelność podważono potem wielokrotnie), sugerujące związek między chorobą a szczepionką, zostało pochwycone przez media i zaowocowało paniką, powstaniem nowych ruchów społecznych, świetnie sprzedających się książek i filmów (np. Vaxxed nakręcone przez samego Wakefielda). Warto w tym kontekście pamiętać, że nie tylko firmy produkujące szczepionki zarabiają na swojej działalności!

Teoria wiążąca autyzm ze szczepionką MMR do dziś cieszy się sporą popularnością. Dowodem na to są spadające współczynniki szczepień oraz… coraz liczniejsze w USA i Europie epidemie odry. Czy historia naprawdę musi się powtarzać?

Zrzut ekranu ze strony internetowej

Tablica Mendelejewa

Za straszliwe niepożądane efekty szczepień obwiniano tiomersal (sól sodowa kwasu etylortęciotiosalicylowego). Choć nie stwierdzono jego szkodliwości w szczepionkach (w szczególności zaś nie potwierdzono związku z autyzmem), tiomersal został – dla świętego spokoju – usunięty ze szczepień.

Okazało się wówczas, że szczepionki zawierają związki glinu (aluminium), którym przypisano… te same niebezpieczne właściwości.

Z kolei ci, dla których autyzm nie wydaje się dość atrakcyjnym straszakiem, mogą dowiedzieć się z internetu, że szczepionki powodują także: „padaczkę, ADHD i choroby psychiczne…”

Oczywiście możemy usuwać ze szczepionek kolejne substancje, nie wydaje się jednak, żeby ta strategia miała jakikolwiek sens… Tym bardziej, że tropicieli spisków naprawdę niełatwo jest przekonać:

Podobno rtęć została usunięta ze szczepionek, ale wskaźniki występowania autyzmu wciąż są wysokie. Możliwe wyjaśnienia tej sytuacji są takie:

Dzieci nadal otrzymują niezwykle wysoką liczbę szczepionek, które zawierają inne potencjalnie toksyczne i/lub zaburzające pracę układu odpornościowego składniki takie jak aluminium i duże ilości żywych wirusów.

Istnieje wiele zanieczyszczeń środowiskowych jak rtęć z elektrowni spalających węgiel, które mogą być potencjalną przyczyną.

Ale może przeoczyliśmy inne możliwe wyjaśnienie: Czy rtęć naprawdę została usunięta ze szczepionek?

Podsumowanie

Jest środek nocy. Sąsiad łomoce do twoich drzwi. Chce ci powiedzieć, że aluminium w szczepionce MMR powoduje autyzm. Czy potraktujesz go poważnie, skoro w poniedziałek twierdził, że szczepionki to znamię bestii, we wtorek – że twoim dzieciom wyrosną kopytka, w środę – że całkiem inna szczepionka powoduje encefalopatię, a w czwartek – że winny autyzmowi jest jednak tiomersal?

Ruchy antyszczepionkowe nie są chyba zbyt dumne ze swej dwustuletniej historii. Zaskakująco niewiele przeczytamy o niej na stronach internetowych i w antyszczepionkowych książkach. Warto tę historię przypominać – i samym antyszczepionkowcom, i społeczeństwu.

Ruchy antyszczepionkowe nie znikną dlatego, że obalimy fałszywe twierdzenia czy zmienimy składy szczepionek.

Wielu badaczy ruchów antyszczepionkowych pokazuje, w jaki sposób społeczne lęki przyczyniały się do kształtowania ruchów społecznych mających swoje struktury, zebrania, antyszczepionkowych celebrytów, wydające własną prasę, książki czy filmy. Z punktu widzenia semiotyki równie interesująca wydaje się relacja odwrotna. Od dwustu lat istnieje potężny ruch antyszczepionkowy. Ludzie, zasoby, książki, celebryci. Sensem ich istnienia jest podtrzymywanie i generowanie społecznych lęków. Ruchy antyszczepionkowe nie znikną dlatego, że obalimy fałszywe twierdzenia czy nawet – kapitulując – zmienimy składy szczepionek. Nic sobie nie robiąc z naszych wysiłków, po prostu wygenerują nową, równie straszną opowieść.

P.S. Tajna matryca

R. T. Chen, B. Hibbs, Vaccine Safety: Current and Future Challenges, „Pediatric Annals” 27(7), s. 445–55.

Robert T. Chen i Beth Hibbs analizujący mechanizmy ruchów antyszczepionkowych doszli do wniosku, że kolejne ich fale da się opisać za pomocą niezwykle prostego diagramu:

Na początku ludzie szczepią się powszechnie z lęku przed chorobami, które wciąż doskonale pamiętają. Kiedy stopień zachorowań spada radykalnie w wyniku szczepień – paradoksalnie spada też zaufanie do szczepionek! Wobec nieobecności bezpośredniego zagrożenia wydają się mniej potrzebne, a ewentualne skutki uboczne przemawiają do wyobraźni bardziej niż korzyści. Wtedy – niestety – choroba powraca, ostatecznie przekonując społeczeństwo do danej szczepionki.

Dokładnie taki mechanizm obserwowaliśmy w przypadku DPT. Obowiązkowe szczepienia przeciw krztuścowi wprowadzono w Wielkiej Brytanii w latach pięćdziesiątych, panika w późnych latach siedemdziesiątych przypadła więc na okres, gdy pamięć choroby zaczęła się zacierać.

Szczepionki MMR wprowadzono ponad dekadę później i – z zaskakującą precyzją! – w takim właśnie odstępie dostajemy badania Wakefieda.

Nie tylko mamy więc wgląd w fascynująca historię ruchów antyszczepionkowych. Możemy także, pod wieloma względami, przewidzieć ich kolejne ruchy. Odgadnąć, kiedy pojawi się nowa, zwariowana teoria, i czego mniej-więcej będzie dotyczyć.

Science!!!

Tekst ukazał się na blogu mitologiawspolczesna.pl

Bio

Marcin Napiórkowski

| Semiotyk kultury, mitologiawspolczesna.pl
Semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013) i Władza wyobraźni (2014). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów (www.mitologiawspolczesna.pl).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. A jaka była mina antyszczepionkowców jak zabrałem dzieciaka z kinderbalu potym jak dwójka z rodziców oznajmiła że niezaszczepiła swoich dzieci. Chętnie bredzą ale jakby odczuli napiętnowanie to by im rura zmiękła.

  2. Tu nie chodzi o to by nie szczepic. Tu chodzi o to ze kiedyś szczepionki były bezpieczne, dziś maja więcej metali ciężkich itp. Dziś nie maja zapobiegać choroba. Dziś maja napedzac biznes farmaceutyczny.

  3. A ja uważam ze obydwie strony mają trochę racji i prześciganie się w tym kto ma jej więcej jest absurdem.Bo Obydwie te grupy kierują się lękiem. Jedni o powrót chorób I ZMIANY NIEODWRACALNE POCHŁANIAJĄCE LUDZKOSĆ …NA KTÓRE SĄ LEKI W 21 WIEKU A Drudzy o komplikacje poszczepionkowe,zakażenia,efekty uboczne i ZMIANY NIEODWRACALNE KTÓRE RÓWNIEŻ POCHŁANIAJĄ LUDZKOŚĆ!!!!!!SZCZEPIONKI NIE GWARANTUJĄ NIAZACHOROWALNOŚCI TAK MÓWI KAZDY PEDIATRA TYLKO SĄ PO TO ABY CHOROBE PRZEJŚĆ LŻEJ!!!!!!!O, teraz każdy subiektywnie bo według swojego własnego poglądu na rzeczywistość MUSI NO KONIECZNIE MUSI OCENIĆ I WYDAĆ WYROK. PROBLEM W TYM ŻE OBYDWA POGLĄDY MAJĄ ZŁE I DOBRE STRONY.A CÓŻ BY SIE STAŁO GDY NARÓD ZACZĄŁ BY PEWNE SPRAWY OBIEKTYWIZOWAĆ ZAMIAST SZERZYĆ PROPAGANDY I WYROKI! P.S. NO TAK JESTEM ZŁEM NARODOWYM . CHCE WOLNEGO CZŁOWIEKA . NIE POTĘPIAM ŻADNEJ ZE STRON. JAK MYSLISZ PO KTÓREJ JESTEM STRONIE BARYKADY??!!!

    POŚRODKU.

  4. Błędem jest uogólnianie i wrzucanie wszystkich przeciwników szczepień do worka pod hasłem ruchy antyszczepionkowe. Generalnie zamiast straszyć sądami, policją, odebraniem praw rodzicielskim itp. powinna być przedstawiana rzetelna, zwięzła informacja nt. szczepień, szczepionek, historia szczepionki itp. a nie bełkot marketingowy farmaceutów. Ja przez długi czas także uważałem, że szczepionki przynoszą więcej zła niż dobrego, zwłaszcza po totalnych wpadkach w 2009r z A/H1N1 czyli świńską grypę. Dopiero niedawno, czytając wyważone i rzetelne artykuły, wyrobiłem sobie WŁASNE już rozumowe a nie emocjonalne zdanie na temat szczepień.

  5. Nie ma teorii spiskowych są tylko niewygodne fakty.
    NaSkoro szczepiojki sa takiecdovre to czekucjest przymus? Czemu jest zajestrowana jako lek skoro nic nie leczy? Wystarczy nie czytac tego portalu i myslec

    1. Z myśleniem to chyba niestety masz problem….
      1. Jest przymus, bo coraz więcej debili nie chce szczepić dzieci, a wystarczy ze 1/5 ludności danego obszaru będzie niezaszczepiona, żeby wirusy zaczęły mutować i zagrazac ludziom zaszczepionym.
      2. Nie slyszales/as nigdy o lekach, które nie lecza, lecz zapobiegaja powstawaniu chorob?

      1. Widzisz… Jeśli się nie doszczepiasz wg kalendarza szczepień (tego dziecięcego), to po 30tce stajesz się proepidemikiem. Idź się zaszczep dla dobra ogółu.

  6. „I znowu – niestety – remedium na nie okazał się dopiero powrót niemal już wyplenionej choroby.” jakieś dane potwierdzające tenże powrót?

    1. Też jestem ciekawa. Toż epidemie krztuśca obserwujemy w mediach rokrocznie pomimo wyszcepialności na dużo wyższym poziomie niż 30%

  7. Bardzo erudycyjna i elokwentna racjonalizacja neurotycznego strachu autora artykułu przed wszelkimi teoriami spiskowymi, o których wiadomo, że ich nie ma, nie było i nie będzie, a już szczególnie nasza święta krowa demokracji została jeszcze w łonie zaszczepiona na wypadek spiskowej infekcji i spiski w niej są absolutnie nie możliwe.
    No cóż, lęk przed dysonansem poznawczym chyba szczególnie wielkim jest wśród, (pod latarnią najciemniej!) apologetów naszej Nauki racjonalnie i niepokalanie jedyno-zrodzonej.

    ps.
    A propos pamiętnego 11/9. Zgodnie z opinią Johna Skillinga ( główny inżynier odpowiedzialny za plany konstrukcyjne wież WTC 1 i 2) wieże zostały zaprojektowane w taki sposób, aby w razie uderzenia weń samolotu z pełnymi bakami paliwa, ich konstrukcja pozostała nienaruszona. Wszelkie teorie tłumaczące zawalenie się wież z powodu uderzenia Boeingów i pożaru są po prostu sprzeczne z założeniami konstrukcyjnymi.
    Proszę fanatycznych przeciwników teorii spiskowych o spokojne zapoznanie się z artykułem:“15 years later: On the physics of high-rise building collapses.” opublikowanym w renomowanym czasopiśmie naukowym Europhisicsnews.
    Do przeczytania tu:
    https://www.google.com/url?hl=pl&q=http://salsa3.salsalabs.com/dia/track.jsp?v%3D2%26c%3Di2UZnEDM6eOCaVX%252Fjk0ZwNrp%252BMi6KakA&source=gmail&ust=1492767843335000&usg=AFQjCNHY4Qa9yy80KqmixcCUsyo1Sm5rQQ

    Zaznajomienie się z wywiadem udzielonym przez Petera Michaela Ketcham’a – posiadającym 14 letnią historię pracy w NIST (National Institute of Standards and Technology) będzie również b. pouczające. Do oglądnięcia tu:
    https://www.youtube.com/watch?v=GvAv-114bwM&feature=youtu.be

    1. Zaś Titanic uważany był za niezatapialny. Gratuluję wiary w zapewnienia konstruktorów rzeczy, które się rozleciały. A co miał powiedzieć? Że zaprojektował domek z kart?

      1. @y.grek To nie jest zbyt mocny argument.

        1. Oficjalny raport NIST nic nie mówi o błędach konstrukcyjnych jako przyczynach zawalenia się wież. Natomiast o błędach i niedoróbkach konstrukcji Titanica wiadomo bardzo dużo.

        2. Johna Skilling ( główny inżynier) powiedział to jeszcze w 1993, a więc grubo przed 11/9. Więc argument urażonej dumy odpada. Zresztą konstruktor zmarł jeszcze przed 11/9

        3. „Niezatapialność” Tytanica bardziej była to propagandowym sloganem niż wynikiem skrupulatnych projektowych obliczeń na wypadek zderzenia z górą lodową. Natomiast projektanci przewidujący uderzenie w wieżę samolotu mieli do dyspozycji o wiele bardziej precyzyjne narzędzia do obliczeń niż inżynierowie z przed I wojny światowej.

        Poza tym kwestionowanie oficjalnej wersji nie opiera się jedynie na zeznaniu Johna Skillinga, ale na wielu oczywistych kwestiach o których tak zrozumiale mówi Peter Michael Ketcham –były członek i pracownik NIST, instytucji która wydała raport dot. przyczyn zawalenia się wież. Artykuł w Europhisicsnews również. Linki do wywiadu i do artykułu znajdują się w poprzednim wpisie.

        1. Rzeczy, budynki, konstrukcje, samoloty, statki są niezniszczalne dopóki nie zostaną zniszczone. Wydarzenia, zjawiska są niemożliwe dopóki się nie zdarzą – to taki komentarz nt. pana, który zaprojektował niezniszczalne przed uderzenie samolotu wieże. I były, dopóki nie uderzył w nie samolot, a i to nie największy.

          1. Pani Anielu, a czy 2+2=4 tylko do czasu dopóki dopóty ktoś nie napisze, że 2+2=17 ?

          2. A czy ktoś kiedykolwiek twierdził, że WTC zawaliło się od uderzenia jednego samolotu? Główną przyczyną był pożar, który zniszczył konstrukcję budynku.

          3. To co twierdzisz Sattivaso jest sprzeczne z założeniami konstrukcyjnymi dla wież WTC 1 i 2.

            „.. the head structural engineer (WTC 1&2), John Skilling,
            explained in an interview with the Seattle Times following
            the 1993 World Trade Center bombing: „Our analysis indicated
            the biggest problem would be the fact that all the
            fuel (from the airplane) would dump into the building.
            There would be a horrendous fire. A lot of people would
            be killed,” he said. „The building structure would still be
            there.” Skilling went on to say he didn’t think a single
            200-pound [90-kg] car bomb would topple or do major
            structural damage to either of the Twin Towers. „However,”
            he added, „I’m not saying that properly applied
            explosives—shaped explosives—of that magnitude could
            not do a tremendous amount of damage…. I would imagine
            that if you took the top expert in that type of work
            and gave him the assignment of bringing these buildings
            down with explosives, I would bet that he could do it.”
            źródło: mag. Europhisicsnews
            Do przeczytania tu:
            https://www.google.com/url?hl=pl&q=http://salsa3.salsalabs.com/dia/track.jsp?v%3D2%26c%3Di2UZnEDM6eOCaVX%252Fjk0ZwNrp%252BMi6KakA&source=gmail&ust=1492767843335000&usg=AFQjCNHY4Qa9yy80KqmixcCUsyo1Sm5rQQ

          4. A kogo to obchodzi, co miał do powiedzenia John Skilling osiem lat wcześniej?
            I co to ma wspólnego ze szczepionkami.

          5. To po co piszesz, że budynki zawaliły się z powodu pożaru zamiast iść się zaszczepić?

          6. ps.
            Jeżeli budynki nie mogły się zawalić z powodu uderzenia samolotu to przyczyną musiało być coś innego. Wieżowiec WTC 7 (wytrzymały, nowoczesny 47 piętrowy wieżowiec), zawalił się w podobny sposób, a nie był on uderzony przez żaden samolot. Tą inną przyczyną jest tzw. kontrolowane wyburzenie przez użycie ładunków wybuchowych zainstalowanych jeszcze w czasie budowy samych wież. Ówczesne prawo budowlane stanu Nowy Jork nie zezwalało na budowę drapaczy chmur, dopóki w planie budowy nie był zawarty plan bezpiecznego wyburzenia danego budynku w przypadku nagłej konieczności, czy też po zakończeniu jego eksploatacji.

        2. poczytaj głębiej – zawalenie nie było spowodowane uderzeniem (przecież po uderzeniu stały!) tylko pożarem paliwa co spowodowało uplastycznienie konstrukcji i zawalenie budynku. W innym wywiadzie ten sam konstruktor stwierdził ze nigdy nie liczono się z uderzeniem samolotu tej wielkości (ze względu na lokalizacje sprawdzano możliwośc zderzenia z nieielkim samolotem dyspozycyjnym/awionetką)

    2. Budynki nie są projektowane po to żeby wytrzymały uderzenie samolotem, a jeśli nawet to nikt nie będzie twierdził że po takim wydarzeniu konstrukcja będzie nienaruszona. Nie potrzeba żadnych źródeł, a jedynie zdrowy rozsądek żeby stwierdzić że pierdolisz głupoty.