Nauka, Świat

Postprawda: odporna na fakty

Zwalczanie postprawdy przez prostowanie faktów jest skazane na porażkę, bo opiera się na błędnym założeniu, że ci, którzy dali się przekabacić fałszywym autorytetom, z grubsza podzielają nasz zestaw przekonań. Tymczasem problem nie leży w weryfikacji faktów. Problem leży w zaufaniu.

W chwili, gdy to piszę, a Wy czytacie – oraz przez następne kilka milionów lat – po kosmosie w czerwonej Tesli będzie krążyć kukła imieniem Starman, zasłuchana w grającą w nieskończonej pętli piosenkę Space Oddity Davida Bowiego. Ten wyczyn rakiety Falcon Heavy firmy SpaceX niesie przeróżne znaczenia. Jednym z nich, o którym entuzjastycznie trąbiono na Twitterze, miało być to, że przekazywane na żywo obrazy Starmana na tle kuli ziemskiej położą ostatecznie kres teoriom płaskiej Ziemi, których wyznawcy często powołują się na brak wyraźnej krzywizny na dotychczasowych zdjęciach naszej planety.

Płaskoziemcy, podobnie jak przeciwnicy szczepień oraz ci, którzy uwierzyli w aferę „Pizzagate” – nowi krzyżowcy w świecie postprawdy – pozostają jednak niewzruszeni. Przestrzegają zarówno swoich współwyznawców, jak i przeciwników przed bezkrytyczną wiarą w informacje szerzone w Internecie przez fałszywe portale. Nalegają, aby odbiorcy informacji podchodzili z większym sceptycyzmem do internetowych źródeł wiedzy – w przypadku Starmana, do prywatnej firmy kierującej się żądzą zysku, a nie prawdy. Twierdzą, że reklama choćby najlepszego pojazdu nie może przesądzić o tak kluczowej kwestii jak krzywizna Ziemi, że to po prostu „słaby argument”. Przywiązani do wizji naszej planety jako unoszącego się w przestrzeni dwuwymiarowego dysku, odwołują się w rzeczy samej do obiektywizmu, sceptycyzmu i poszukiwania prawdy.

50 twarzy postprawdy

Antyszczepionkowcy, którzy nie szczepią własnych dzieci z obawy przed autyzmem, zazwyczaj o wiele bardziej przejmują się ryzykiem, jakie może nieść szczepienie ochronne niż, powiedzmy, bezdzietni naukowcy. Mało który liberał poświęcił pięć godzin na to, by pojechać do Waszyngtonu i na własne oczy zweryfikować „obiektywne” fakty wokół afery „Pizzagate”. Ten trud zadał sobie natomiast Edgar Maddison Welch, który w 2016 r. pojechał na miejsce i rozpoczął strzelaninę w restauracji, w której rzekomo mieściło się centrum siatki pedofilów prowadzonej przez wyborczego doradcę Hilary Clinton. Ugrupowania szerzące postprawdę nie kwestionują obiektywnych faktów ani procedur ich weryfikacji. Przeciwnie: czerpią z nich pełnymi garściami. Kwestionują natomiast „ustalone” fakty i „powszechnie przyjęte” prawdy.

To nie weryfikacja faktów jest problemem. Problemem jest zaufanie.

W książce The Web of Belief („Sieć wiary”, wydanie anglojęzyczne 1970), W. V. Quine i J. S. Ullian postulowali, że twierdzenia nauki uważamy za prawdziwe nie dlatego, że wiernie odpowiadają obserwowanym faktom, ale dlatego, że są wewnętrznie spójne i razem składają się na przekonującą opowieść o świecie. Nasze przekonania stają przed trybunałem doświadczeń nie w pojedynkę, każde uzbrojone w listę faktów, które je potwierdzą lub obalą, ale jako wielowarstwowa konstrukcja bądź sieć, która z osobiście zaobserwowanymi przez nas faktami styka się jedynie na swoich obrzeżach.

Nadzieja oparta na dowodach

Gdy napotykamy fakt, który przeczy jednemu z naszych przekonań, pojawia się impuls, by skorygować część zapatrywań w obrębie naszej sieci i w ten sposób przywrócić jej wewnętrzną spójność. Jednak wybierając, które konkretnie przekonania chcemy poddać rewizji, nie opieramy się jedynie na faktach. Wychodząc od obserwacji, która zaprzecza naszej dotychczasowej wiedzy, przyglądamy się naszym utrwalonym już przekonaniom i ich uzasadnieniom i szacujemy, jak przywrócić spójność całej sieci przekonań możliwie najmniejszym kosztem. W rezultacie tego procesu coś się zmieni, ale nie sposób z góry przewidzieć, co konkretnie. Być może zaczniemy powątpiewać, czy rzeczywiście zaobserwowaliśmy sprzeczne z naszą wiedzą zjawisko – a być może zaczniemy podważać fundamentalne zasady logiki i matematyki, leżące u początku całej sieci przekonań.

Według sfinansowanej społecznościowo kampanii „Pokaż BoBowi krzywiznę” (Show BoB The Curve), fotografia miasta widocznego ze znacznej odległości, które powinno przecież skryć się za horyzontem, zadaje kłam przekonaniu, że Ziemia jest okrągła. Aby zniwelować powstałe napięcie, możemy albo odrzucić tę obserwację jako pozbawioną znaczenia (bo nasze przekonania co do ustalonych faktów astronomicznych i geologicznych są silniejsze), albo zakwestionować naukowy konsensus oparty na zdjęciach satelitarnych i świadectwach astronautów. Pierwsza opcja nie narusza naszej sieci przekonań, ale wymaga zignorowania bezpośredniej, empirycznej obserwacji. Opcja druga – bliska zwolennikom płaskiej ziemi – potwierdza bezpośrednie obserwacje, ale wymaga odrzucenia każdej teorii, eksperymentu i obserwacji, które świadczą o kulistości planety. Różnica nie polega na tym, czy w dochodzeniu do prawdy kierujemy się faktami, ale na tym, którym autorytetom postanowimy zawierzyć.

Pseudonaukowa lista przebojów

Kluczowe znaczenie zaufania dotyczy zresztą samych naukowców, których obserwacje opierają się na zaufaniu do teorii i eksperymentów innych badaczy (współczesnych i minionych), zaufaniu do instrumentów pomiarowych i interpretacyjnych, do podręczników i prac, z których pochodzą podstawy wiedzy w danej dziedzinie i tak dalej. Według brytyjskiego socjologa nauki Harry’ego Collinsa i jego książki pt. Gravity’s Shadow (Cień grawitacji, wydanie anglojęzyczne 2004) nawet bezpośrednie obserwacje są zaledwie „maleńkimi korkami unoszącymi się na wielkim morzu zaufania”. Dla płaskoziemców brak zaufania do naukowego konsensusu oznacza konieczność odtworzenia dowodów, które ludzkość ma na podorędziu od XVI wieku, w nadziei na to, że przy użyciu choćby społecznościowo finansowanych balonów meteorologicznych znajdą odpowiedzi sprzeczne z tym konsensusem.

 

Sami wyprodukowaliśmy miliony medialnych analfabetów

Taki hurtowy rewizjonizm podkreśla społeczne i polityczne konsekwencje postprawdy, jak również fałszywe symetrie wynikające z twierdzenia, że ci, którzy się z nami nie zgadzają, są sami winni tego, o co nas oskarżają. Według modelu Quine’a i Ulliana, takie sprzeczności podważają całą sieć naszych przekonań, a to wymaga od nas decyzji: któremu z autorytetów zawierzymy, by przywrócić spójność?

W przypadku tłumów na inauguracji Donalda Trumpa, wiara w oficjalne dane na temat frekwencji oznaczała brak wiary w dokumentację zdjęciową, udostępnioną przez „liberalne media”. Brak zaufania nie ograniczał się do obserwacji jednej fotografii (w gruncie rzeczy drugorzędnej), ale przebiegał wzdłuż całej sieci przekonań, podważając wszelkie informacje z tego zatrutego źródła. Niezależnie od politycznej rozgrywki, jakiej ta kontrowersja służy, wynikiem jest eskalacja zaangażowania w określony rodzaj wiedzy, przebiegająca wzdłuż linii podziałów społecznych. Powstaje w ten sposób wrażenie, że druga strona nie tylko dała się przekabacić fałszywym autorytetom, ale również funkcjonuje w zupełnie odrębnej rzeczywistości.

Nie ma nic nowego w opieraniu się na autorytetach w celu ustalenia prawdy. Jednak w realiach postprawdy, które są istotnie nową okolicznością, a nie jedynie starym i dopiero od niedawna widocznym kontekstem, nowość polega na braku zaufania do uznanych gwarantów prawdy – częściowo właśnie dlatego, że są powszechnie uznane – przy jednoczesnym zaufaniu do obserwacji oddolnych, dokonywanych poza szacownym gmachem nauki. Chociaż pozornie mamy tu do czynienia ze skrajnym subiektywizmem, to – paradoksalnie – w całym zjawisku chodzi o dociekanie obiektywnej prawdy. Dlatego weryfikacja faktów nie jest antidotum na postprawdę, bo opiera się na błędnym założeniu, że ci, którzy zawierzyli fałszywym autorytetom, z grubsza podzielają nasz zestaw przekonań.

Matthew d’Ancona: Postprawda

czytaj także

Musimy przyjąć do wiadomości, że kiedy zmieniają się autorytety, zmienia się świat, a różnice stanowisk nie ograniczają się do garści jednostkowych faktów, które można łatwo sprostować. Przywołując obrazy Starmana, aby obalić teorie płaskoziemców, postępujemy tak, jak gdyby wiedza płynnie przechodziła od obserwacji do teorii o tym, jaki „naprawdę” jest świat. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Jak pisze Collins w Gravity’s Shadow, „ciąg przyczynowo skutkowy przebiega w przeciwnym kierunku: nie od gwiazd do ludzkiego zrozumienia, ale od ludzkiego porozumienia do gwiazd”. Licznik Aeon, nie usuwać

 

**
Diana Popescu jest filozofką i politolożką, doktorantką w London School of Economics and Political Science. Zajmuje się polityką tożsamości, prawami osób z niepełnosprawnościami, dyskryminacją i wykluczeniem społecznym.

Artykuł z serwisu Aeon.co, przedrukowany na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów-Antkowiak.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.