Nauka

Osoby otyłe niemal wszędzie spotykają się z dyskryminacją

Tess-Holliday

Panuje przekonanie, że są leniwe, nienasycone, mniej inteligentne, że mają mniejsze umiejętności społeczne. A to tylko niektóre przejawy uprzedzeń wobec nich.

Otyłość jest poważnym problemem w całym zachodnim świecie. Znamy ryzyko zdrowotne, z jakim się wiąże, natomiast niewiele mówi się o konsekwencjach stygmatyzacji i dyskryminacji, które często towarzyszą podejściu społeczeństwa do ludzi z wyraźną nadwagą. Właśnie o tym rozmawialiśmy z psychologiem Stuartem Flintem, naukowcem z Leeds Beckett University specjalizującym się w temacie otyłości i stygmatyzacji cielesnej, który na początku czerwca zaprezentuje swoje badania w ramach międzynarodowej konferencji o stygmatyzacji związanej z nadwagą – 5th Annual Weight Stigma Conference w Pradze.

Veronika Pehe: Zajmuje się pan badaniem stygmatyzacji ciała. Co powinniśmy rozumieć przez to pojęcie?

Stuart Flint: Chodzi o uprzedzenia wobec osób o wyższej wadze. Taka postawa powstaje często na podstawie rozpowszechnionych stereotypów na temat osób z wyższym indeksem masy ciała (body mass index, BMI). Panuje przekonanie, że są leniwi, nienasyceni, mniej inteligentni, że mają mniejsze umiejętności społeczne. Społeczeństwo najczęściej myśli, że otyłość można kontrolować, więc ważący zbyt wiele ludzie sami są sobie winni, ponieważ dużo jedzą i mało się ruszają.

Tymczasem otyłość jest stanem chronicznym, a badania dowodzą, że w rzeczywistości istnieje cały szereg czynników, które wpływają na naszą kategorię wagową, a na niektóre z nich nie możemy wpłynąć. Są to na przykład czynniki genetyczne, ale też takie kwestie jak środowisko, w jakim żyjemy czy nasza sytuacja finansowa. Ale jeśli ktoś wierzy, że otyłość znajduje się pod pełną kontrolą dotkniętych nią jednostek, to może je potem stygmatyzować, będzie obarczał je winą za ich stan fizyczny.

Uważa pan, że takie obwinianie jest najbardziej powszechnym uprzedzeniem związanym z otyłością?

To często początek, z którego bierze się dalsza stygmatyzacja i dyskryminacja. W społeczeństwach zachodnich wierzymy, że podstawowymi wartościami, które powinniśmy wszyscy wyznawać, jest aktywność i przezwyciężenie lenistwa.

Skąd się biorą te wartości?

Najczęściej są związane z kulturą, religią oraz rozumieniem dyscypliny. Na przykład w niektórych społeczeństwach zachodnich na wartości wyraźnie wpływa protestancka dyscyplina pracy, która docenia ciężką pracę, natomiast nieprzychylnie spogląda na lenistwo.

Jakich grup najbardziej dotyka otyłość w krajach zachodnich?

Otyłość występuje we wszystkich grupach społecznych. Jednak istnieją pewne trendy dotyczące statusu socjoekonomicznego. Na przykład osoby z grup o niskich dochodach mają większą szansę stać się otyłymi.

Oczywiście musimy brać pod uwagę czynniki, które zwiększają to ryzyko. Chodzi na przykład o to, że właśnie w tych grupach może występować więcej niekontrolowalnych czynników. Wiemy też, że wśród niektórych grup etnicznych istnieje większe prawdopodobieństwo pojawienia się otyłości. Jest to mocno związane z wartościami kulturowymi oraz z socjalizacją w ramach społeczności.

A gdzie najczęściej spotykamy się ze stygmatyzacją otyłych osób?

Moje badania pokazują, że postawy stygmatyzujące wobec osób z nadwagą i otyłością mają ludzie wszystkich kategorii wiekowych. Inne badania pokazują, że takie postawy są rozpowszechnione w różnych grupach społecznych. Nawet pracownicy służby zdrowia podzielają taki obraz otyłości, a to oczywiście wpływa na sposób, w jaki wykonują swoją pracę.

Czy to znaczy, że to piętno uniemożliwia skuteczne leczenie?

Tak, a nawet do leczenia zraża. Jeśli w służbie zdrowia otyłe osoby spotykają się ze stygmatyzującym czy dyskryminującym zachowaniem ze strony personelu, jest mniej prawdopodobne, że w przyszłości poszukają jakiejś formy pomocy lekarskiej. A jeśli nawet zdecydują się na leczenie, ale czują się stygmatyzowani, wzrasta ryzyko, że nie dokończą leczenia lub że zmniejszy się efektywność tego, co starają się im przekazać lekarze.

W jakich jeszcze sferach stygmatyzacja jest szczególnie problematyczna?

Intensywnie współpracujemy z instytucjami edukacyjnymi, na przykład w kwestii zapobiegania szykanowaniu. W ostatnich dekadach wzrasta otyłość wśród dzieci, więc podejście do niej w szkołach jest kluczowe. Badania pokazują też, że dyskryminacja ze względu na wagę jest wyraźna również w pracy, czy to podczas rozmów o pracę, czy też w przebiegu samej kariery. Osoby o wyższej wadze są często uważane za mniej zdolne do zajmowania stanowisk kierowniczych. Moje badania pokazują, że otyłe kobiety są w jeszcze trudniejszej sytuacji niż otyli mężczyźni.

Dlaczego uprzedzania wpływają bardziej właśnie na sytuację kobiet?

W naszym społeczeństwie kobiety są częściej niż mężczyźni oceniane na podstawie wyglądu i kształtu czy wagi ich ciała. W przypadku mężczyzn ten czynnik nie gra tak istotnej roli. Na przykład jedno z badań dowiodło, że podczas procesów sądowych większe prawdopodobieństwo skazania mają oskarżeni z nadwagą w porównaniu z oskarżonymi z normalną wagą. Natomiast moje badania pokazały, że ten efekt jest jeszcze bardziej wzmocniony u kobiet – więc otyła oskarżona będzie z większym prawdopodobieństwem uznana za winną niż oskarżony otyły mężczyzna.

Żyjemy w społeczeństwie opętanym na punkcie wizerunku ciała. Kultura fitness i zdrowa żywność stały się symbolem statusu wyższej klasy średniej. Jaki ma to związek z klasowym wymiarem stygmatyzacji cielesnej?

W kulturze fitness stygmatyzacja cielesna jest ewidentna. Jednak nie mamy na razie danych, które wiązałyby ją z aspektem klasowym. Z badań wynika raczej, że postawy stygmatyzujące przejawiają osoby należące do wszystkich klas społecznych, tak samo jak osoby z różnymi wartościami indeksu masy ciała BMI, ponieważ wszyscy są socjalizowani do podobnych wartości i przekonań dotyczących masy ciała. W praktyce oznacza to, że z łatwością możemy zinternalizować stygmatyzującą postawę, nawet jeśli sami jesteśmy otyli, co utrudnia później skuteczne leczenie i jednocześnie może prowadzić do obwiniania siebie, a także do dalszych problemów psychicznych, na przykład do depresji.

Czy słuszne jest w ogóle mówienie o osobach z nadwagą? Czy już sama ta kategoryzacja nie prowadzi do tworzenia negatywnych stereotypów?

Oczywiście potrzeba kategoryzowania ludzi według ich BMI nie zawsze jest pomocna, bowiem taka klasyfikacja wpływa później na postrzeganie ludzi oraz na ich tożsamość. Gdyby udało się nam zmienić słownictwo w taki sposób, żebyśmy mówili raczej o niższej i wyższej wadze w ramach pewnego spektrum, byłoby to bardziej zasadne.

W takim razie moglibyśmy też mówić o różnych rodzajach ryzyka zdrowotnego w danym spektrum…

Tak. Pamiętajmy, że wszystko to odnosi się do nadmiaru tkanki tłuszczowej, co nie zawsze odbija się na BMI. Może wyglądać na to, że ktoś ma normalną wagę, ale przy tym dość wysoki procent tłuszczu, tak samo wysoki jak u kogoś, kto ma według BMI nadwagę. Powinniśmy się skupić przede wszystkim na problemie gromadzenia tłuszczu, ponieważ ostatecznie jest to dużo ważniejsze niż sama waga.

W swoich badaniach poświęca pan też uwagę mediom. Jaką rolę odgrywają one w tworzeniu stereotypów o osobach z nadwagą?

Dużą. Zaczyna się to już w mediach dziecięcych, bowiem dzieciństwo jest czasem, kiedy przyswajamy sobie wiele wartości i przekonań. Istnieją na przykład badania dotyczące stygmatyzujących sposobów przedstawiania postaci bajkowych z nadwagą. Z kolegami ustaliliśmy też, że media nieustannie piszą o otyłości jako o stanie, który możemy kontrolować, któremu winne są osoby nim dotknięte. W 98 procentach przypadków artykuły skupiały się na tych przyczynach otyłości, na które mamy wpływ. W ten sposób dochodzi do znacznej stereotypizacji. Zrozumiałe jest, że czytelnicy przejmują ten przekaz. A np. w Anglii istnieje Stowarzyszenie Profesjonalnych Dziennikarzy, w którego regulaminie jest jasno napisane, że nie można stygmatyzować ludzi ze względu na ich wygląd. Ale media często łamią własne zasady.

W takim razie jak powinno wyglądać odpowiedzialne przekazywanie tego tematu przez media?

Możemy zacząć na przykład od mniej stygmatyzującej terminologii. Albo proszę spojrzeć na ilustracje, które towarzyszą informacjom o otyłości. Z pewnością spotkała się pani ze zdjęciami, na których widać jedynie ciało bez głowy, często gołe, bez koszuli. Taki niegodziwy sposób przedstawienia nie występuje w przypadku osób z normalną wagą. Jest dużo pracy, którą trzeba wykonać w tym kierunku. Istnieją już na przykład banki zdjęć z subtelniejszymi ilustracjami, przykładem jest ta umieszczona przy naszej rozmowie.

 

W mediach spotykamy się często z tzw. historiami „przed i po”, które pokazują, jak ktoś cudownie schudł. Musi to wywierać znaczną presję na osoby z nadwagą.

Z pewnością, i znowu przyczynia się to do wrażenia, że problem otyłości można kontrolować, a do tego szybko do rozwiązać. Przy czym jest to nonsens. Wróćmy do samej definicji otyłości. Pamiętajmy, że chodzi o chroniczny stan, który trwa przez dłuższy okres czasu. Nie jest to coś, co można zmienić w ciągu zaledwie kilku tygodni, jak sugerują często historie w mediach.

Więc jak ograniczyć dyskryminację?

Kluczowe są działania oświatowe zarówno w mediach, jak i w szkolnictwie. Również pracodawcy powinni wziąć na siebie większą odpowiedzialność. W Wielkiej Brytanii coraz więcej miejsc pracy oferuje różne programy zdrowotne, wspierając w ten sposób zdrowie swoich pracowników, ale brakuje sposobów, jak włączyć do tych programów pracowników z nadwagą bez dopuszczania się stygmatyzacji. I oczywiście najważniejsze jest stworzenie niestygmatyzującego środowiska w samej służbie zdrowia. Myślę, że ważne jest, aby przystępować do otyłości w sposób systemowy, to znaczy starać się jak najbardziej wspierać zdrowie osób należących do wszystkich możliwych kategorii wagowych.

**
Artykuł okazał się na stronie A2larm.cz. Z czeskiego tłumaczyła Olga Słowik.

 

Bio

Veronika Pehe

| Historyczka, redaktorka A2larm.cz
Historyczka środkowoeuropejskiej kultury, badaczka, dziennikarka, autorka tekstów. Absolwentka King’s College London. Na University College London obroniła doktorat z historii. Stypendystka na Yale University i Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. Pracuje na European University Institute we Florencji oraz jako redaktorka czeskiego A2larm.cz.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Problem otyłości w dużej mierze związany jest niską jakością jedzenia. Nigdy nie było tylu ludzi otyłych, a otyłość nie była tak chora. Niegdysiejszy straszny grubas, z którego szydziliśmy w podstawówce, byłby dziś dzieckiem z normalną budową. Niestety rzeczywistość wygląda tak, że nie w UE nie można sprzedać rtęciowego termometru czy żarówki żarowej, ale za to do żywności można dodać całą masę chemicznego gówna. Zarówno na etapie hodowli/ uprawy surowców, jak i produkcji wyrobów. To całe ostrzykiwanie mięsa, glazurowanie ryb, woskowanie roślin, posypywanie chemią, żeby wyglądały soczyście. Pominę milczeniem wyroby wysoko przetworzone parówki, pasztety (również te "vegańskie"), soczki do których dodaje się wszystko by podbić smak, objętość i wagę. To wszystko totalnie zaburza metabolizm i gospodarkę hormonalną. Walka nie powinna się toczyć o akceptację dla otyłości, lecz o odpowiednie normy dla żywności. Akceptacja dla otyłości jest młynem na wodę producentów oszukanej żywności.

Osoby otyłe stanowią coraz większe obciążenie służby zdrowia. Z powodu otyłości po ra z pierwszy od wielu, wielu lat, najmłodsze pokolenie będzie żyło krócej niż poprzednicy.
Zwróćmy uwagę, jak są traktowani palacze, choć to przecież ludzi chorzy, uzależnieni. Czy ktoś się nad nimi zapłakuje, że "są dyskryminowani"?

Jakieś może dowody na obciążenie? Najwięcej kosztują ludzie starsi oraz różni chorzy. I co eutanazja?
Palacze traktowani są normalnie. Ktoś na widok wrzeszczy, że śmierdziel? Ktoś ich stygmatyzuje? Wymyśla łatki?
W kwestii dyskryminacji, pojawia się od czasu do czasu pomysły, żeby zakazać palenia we własnym domu albo samochodzie. Jakoś wtedy znajdują się ludzie, którzy są przeciw ograniczeniom. Natomiast grubych zawsze się można czepić.

Napisałam dość wyczerpująca odpowiedź, z linkami do stron, skąd biorę uzasadnienie, ale, niestety, gdzieś wsiąkła.

Owszem, bywa, że ktoś wrzeszczy ( podobnie jak bywa,że ktoś rzuci wredną uwagę pod adresem otyłych).

"More recently, psychologists have found that smokers are seen as “outcasts” and even “lepers.”
https://newrepublic.com/article/116553/smoking-and-stigma-war-smoking-has-gone-too-far
https://www.fredhutch.org/en/news/center-news/2015/11/smoking-stigma-backfires-hurts-efforts-quit.html
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4006698/

Ja palaczy nie bronię, adresuję tylko sytuacje, kiedy i jedno i drugie mają określone, negatywne konsekwencje, a jednak traktowani są inaczej: palących należy przeganiać, otyłych rozumieć i emocjonalnie wspierać.

Otyłość też, często, jest wynikiem uzależnienia. A że choroby z nią związane pochłaniają coraz więcej pieniędzy, ponieważ zjawisko rośnie, piszą dziś we wszystkich fachowych periodykach. Tu masz kilka z nich:
http://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/195663
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1046/j.1467-789x.2001.00032.x/full
http://search.proquest.com/openview/72da6c42a6dbd3d1811c4679fa184c93/1?pq-origsite=gscholar&cbl=38864
http://search.proquest.com/openview/7a605eb8b7c950eac8cd835be194e37b/1?pq-origsite=gscholar&cbl=36027

Także w pop mediach znajdziesz wiele artykułów na ten temat, ze starannie wyliczonymi statystykami i prognozami.
Wyrazem tej rzeczywistości jest kampania umiarkowanego, zdrowego odżywiania się i licznych ostrzeżeń, którą, mam nadzieję, zauważyłeś.

Roznica jest taka, ze palacze rowniez truja innych.

Różnic jest więcej, ale w zdecydowanej większości palacze nie oponują wobec tworzenia kolejnych stref niepalących i ich przestrzegają.

A teraz wyobraź sobie, że restauracja odmawia osobie o potężnych gabarytach, deseru....
Nie jest do końca prawdą, że otyli nie mają wpływu na środowisko, tym bardziej, że broniąc ich generujemy przyzwolenie na fatalny tryb odżywiania się, jaki praktykują. Także otyli rodzice, częściej niż inni, doprowadzają do otyłości u dzieci.

http://news.stanford.edu/news/2004/july21/med-obesity-721.html

Podczas kiedy ( słusznie) ogranicza się reklamę papierosów oraz propaguje opakowania zniechęcające do palenia, słodycze maja się świetnie ( zwłaszcza w programach dla dzieci), a ze sklepowych półek krzyczą "Kup mnie" wielokolorowymi paletami niekiedy bardzo wyrafinowanych, uwodzicielskich kształtów. Czyż Ferrero Rocher niemal automatycznie nie kusi do sięgnięcia po nie?

https://www.google.ca/search?q=ferrero+rocher+shapes&client=safari&rls=en&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwjnjIrfssXUAhUo_4MKHcbAAIgQsAQIJQ&biw=1023&bih=746

Co najmniej kilka razy byłam świadkiem sytuacji, kiedy osoba bardzo otyła, bluzgała błotem na palacza. A niechby spróbowałby odciąć sie jej: A ty tyle nie jedz! Raz podczas przerwy w koncercie widziałam paniusie, która wyszła na zwewnątrz, wtargnęła w niewielką grupke palaczy i zaczęła ostentacyjnie wahlować się, piorunującym spojrzeniem obrzucając sąsiadów. Mogła się przejść dosłownie kilka kroków dalej, aby odseparować się od niechcianego dymu, ale, widać, uznała,że to idealna okazja do "przeprowadzenia misji edukacyjnej". Nie była to, w dodatku osoba szczupła, a wręcz przeciwnie.

Są problemy i skrajności po obu stronach, a ja sądzę, że z w/w względów powinny być traktowane podobnie, zaś szyderswo i obelgi w obu przypadkach nie powinny mieć miejsca.

Implikowanie, że otyłość jest ok. zdecydowanie nie należy do arsenału pożądanych narzędzi propagandowych. Nie jest! Tak samo, jak nie jest ok. palenie.

N.b. palenie marihuany też powoduje dym, ale teraz tak jakby marihuana jest w odzie i trwa zawzięta walka o jej legalizację -w aspekcie jej leczniczych właściwości, choć przecież szkodliwe też ma.

https://www.drugabuse.gov/publications/marijuana/what-are-effects-secondhand-exposure-to-marijuana-smoke

"Panuje przekonanie, że są leniwi, nienasyceni, mniej inteligentni, że mają mniejsze umiejętności społeczne. Społeczeństwo najczęściej myśli, że otyłość można kontrolować, więc ważący zbyt wiele ludzie sami są sobie winni, ponieważ dużo jedzą i mało się ruszają."
Ależ przecież w 99% przypadków sa sobie winni oprocz tego 1 % chorych na coś. Wszyskie grubasy które znałem żarły więcej niż normalsi i ruszali się mniej.

Ci, którzy są grubi praktycznie całe życie, też są winni? Myślisz, że grubość hyc, anorektyk albo normals postanowi jeść więcej i już 100 kilo. Znam z kolei normalsów, którzy żarli dużo, a byli szczupli. Jeden miał niedowagę.

Jesteś idealną ilustracją tego tekstu.

Czesc lewicy ma niefortunna tendencje do prawie calkowitego zwalniania ludzi z indywidualnej odpowiedzialnosci za swoje zycie. To nie jest droga do "rzadu dusz", tylko do osmieszenia sie. Jestem goracym zwolennikiem lewicy (w UK popieram Corbyna), ale nie podoba mi sie taka postawa.

jak wszyscy ci co żarli i sie nie ruszali aż zmienili nawyki żywieniowe i włączyli ruch do swojej aktywności zamiast zalegania na kanapie. Tak, tez byłem grubasem i wiem co do niego doprowadziło.
Ten tekst to takie same brednie jak cytowanie wszelakich "puszystych" jak to im cudownie w ich wielorybim ciele. A od czasu do czasu jakiś grubas w przypływie szczerości przyznaje że to nigdy nie jest prawda i chcieliby być szczupli.

Oho znalazł neofita szczupłości i już twierdzi, że nie istnieje żadna dyskryminacja. Że nikt nigdy nie wygłaszał idiotycznych komentarzy na czele z tekstem o obozach koncentracyjnych, nie ma bullyingu w szkole, ani dobrych rad od cioć, które zawsze szczupłe i one by się nie zapuściły, a gówno wiedzą o byciu grubym. Gdzie każdy grubas pokazany w medialnym świetle pozytywnie od razu propaganda otyłości. Myślisz, ze ciebie problemy nie dotyczą, bo zmądrzał, wyzwolił od nadwagi, ale reszta niech znosi. Bo przecież dzieciaka będą codziennie wyzywali od baleronów, spaślaków na pewno schudnie od tego i właściwa droga dla społeczeństwa wykluczać grubych ludzi.

Moge Ci powiedziec jedno. Jezeli, jak twierdzisz, byłeś grubasem to na 99% jeszcze wrócisz do wagi (pewność co do liczby procent zapożyczylam od Ciebie). Rozumiem, że chwilowo czujesz się lepszy, ale spokojnie, życie często weryfikuje takie poglądy. Popatrz jakich Ty słów używasz.. nawet nie potrafisz napisać komentarza bez obrażania ludzi.

15 lat temu wazylem 112 kg, 10 lat temu wazylem 90kg, teraz waze 81kg przy wzroscie ~185cm. Jakos nie wracam do dawnej otylosci. Wystarczy odrobina samokontroli (bardz pomoglo to, ze przestalem jesc mieso i nabial).

Problem otylosci nie jest wylacznie problemem ludzi otylych, bo za leczenie ich chorob wynikajacych z otylosci (np. cukrzycy) placimy my wszyscy.

może masz racje że kiedyś znów bedę gruby choć juz kilka lat udało sie nie przytyć, jednak niczego nie mozna wykluczyć znając ludzkie słabostki. Tym niemniej bedzie to tylko moja wina. Nie chce nikogo obrażać, stwierdzam tylko że jakaś dziwna maniera panuje z zrzucaniem winy za swoje błędy na otoczenie zewnętrzne a rozgrzeszanie siebie. I jeszcze z tego robi sie niemal ruch filozoficzny ;-). Po prostu widze sprawy takimi jakie sa a denerwuja mnie rojenia pokrętnych umysłow. Ludzie na 99 % nie zmienią swoich stereotypów na temat otyłosci i nie na tym nalezy się koncentrować, tylko na tym jak pomóc ludziom w walce z otyłością. Przez ileś lat pracowałem w korporacji i widziałem jak grupa ludzi bardzo otyłych zdecydowała się pójść do dietetyka co okazało sie dla nich bardzo dobrym posunięciem gdyż nie dosć że bardzo stracili na wadze to dodatkowo nabrali należytych nawyków zywieniowych. Mozna? Mozna!

Wydaje mi się, że problem otyłości związany jest też z brakiem odpowiedniej edukacji młodzieży w szkołach (WF to nie powinny być tylko ćwiczenia ruchowe ), a idąc dalej może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie " akcyzy" na śmieciowe jedzenie, ..zachęt, chociażby podatkowych, do dbania o swoje zdrowie, uznanie otyłości za uzależnienie,

BMI nie jest idealnym wskaznikiem (zaden wskaznik redukujacy organizm do jednej liczby nie jest), ale jest jednak mocno skorelowany z np. ryzykiem cukrzycy.

Otyłość to kalectwo na własne życzenie, trudno żeby tego nie stygmatyzować.

Jest to nawet rodzaj wyciągniętej reki do ludzi otyłych, dobrze pojętej presji społecznej.

Racjonalizowanie tej porażki to fałszywa troska.

Oczywiście czym innym jest fanatyczna moda na bycie fit urastająca do rangi religii mającej zastąpić wiarę w Boga.

A wystarczy mniej żreć, nie trzeba wtedy dorabiać ideologii do sadła.

W sporcie nie ma ludzi otyłych. Wyjątek sumo. A schudnąć jest bardzo łatwo. 2000 kilokalorii dziennie i się chudnie. Tylko ograniczyć węgle i białko do 50 gramów każdego. To tylko 400 kilokalorii. I tu zagadka co z resztą, Tylko ludzie otyli najczęściej wolą umrzeć, chorować, cierpieć, niż zmienić nawyki żywieniowe.

ŻP, czyli żreć połowę!
Dyskryminacja my ass.

Autorka, mówiąc o stygmatyzacji ...stygmatyzuje de facto. Ot, chociażby przez wskazywanie na przynależność do określonej kasty ekonomicznej. To pierwszy krok do protekcjonalnego traktowania takich osób.

Otyłość stała się plagą, która prowadzi do wielu chorób a nawet zgonów. http://www.exmetrix.com/pl/posty/52-procent-kobiet-i-65-procent-mezczyzn-w-polsce-to-ludzie-otyli/