Narkopolityka

Psychodeliki to potężne narzędzie

Substancje psychodeliczne mają wiele wspólnego ze sztuką: opowiadają się po stronie wolności i są narzędziami do jej osiągania.

Jakub Gawkowski: Na swojej wystawie odwołujesz się do estetyki kultury psychodelicznej lat 60. i 70. W tamtym okresie doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi przedstawiane były zazwyczaj w podobny sposób: za pomocą ferii kolorów, zniekształceń obrazu i wirujących fraktali. Na twoich pracach prezentowanych na wystawie Ultrastruktury jest inaczej: wszystko jest zorganizowane, gama barw ograniczona. Skąd ta zmiana?

Dominik Jałowiński: Rezygnując z kolorów, chciałem zrezygnować z popowego, czy „rozrywkowego” wymiaru psychodelii, z którymi wiążą się lata 60. i 70., czyli czas tzw. drugiej fali używania psychodelików. To właśnie wtedy powstał nurt tzw. “Psychedelic art”, który niestety do dziś nie wyszedł poza sferę ornamentu, czyli w tym przypadku czysto wizualnej reprezentacji tego doświadczenia. W mojej wystawie chodzi o coś więcej. Staram się tu pokazać złożoność ludzkiej psychiki oraz wpływ historii i kultury na to kim jesteśmy. Bo psychodela to nie tylko wzory, mandale i fraktale. To przede wszystkim konfrontacja z samym sobą na bardzo głębokim psychicznym poziomie.
I ten właśnie aspekt był dla mnie największą inspiracją przy powstawaniu “Ultrastruktur”.

A kiedy była w takim razie pierwsza fala?

Pierwsza fala to trwające od tysięcy lat używanie tych substancji przez szamanów i kapłanów w różnych kulturach plemiennych. Druga fala przyszła dzięki pojawieniu się LSD. To była terra incognita, a substancje zupełnie nieznane i niezbadane. Te doświadczenia zostały skojarzone z kolorowym obrazem, który mocno wniknął do popkultury.

Rozumiem, że dziś żyjemy w czasach trzeciej fali?

Tak, wiąże się to ściśle z renesansem zainteresowania naukowców tymi substancjami ich medycznym potencjałem wpływem na człowieka . Nie jest to już ta kolorowa, młodzieńcza psychodelia: zaczynamy wchodzić w rejony, gdzie do powiedzenia najwięcej ma nauka. Do tego dochodzą również próby zrozumienia psychologicznych mechanizmów rządzących tym doświadczeniem i przeniesieniem ich pozytywnych aspektów do życia codziennego

Doświadczenia psychodeliczne nie są już traktowane po prostu rekreacyjnie?

Nie są. Jesteśmy w stanie je uporządkować i poukładać. Nie musimy wkładać ich w sztywne ramy, ale wiemy o nich coraz więcej.

Grzyby psylocybinowe, które w 1955 roku odkrył Gordon Wasson, zostały całkowicie zakazane w jedenaście lat po ich odkryciu, czyli w 1966 roku. To samo było z LSD, które pomimo że zostało odkryte w roku 1938, do powszechnej świadomości weszło w latach pięćdziesiątych a już 1966 roku zostało również wpisane do pierwszej, najniebezpieczniejszej grupy narkotyków. Badania nad potencjałem LSD, które były bardzo intensywne w tamtych latach, po 1966 roku zostały praktycznie zatrzymane. Dziś to wszystko wraca.

Jak możemy skorzystać z tej wiedzy?

Dziś już wiemy, że substancje psychodeliczne maja potencjał w leczeniu depresji, stresu pourazowego czy uzależnień. Odpowiednio używane psychodeliki mogą nam służyć do samorozwoju, pomóc przezwyciężać nałogi. Okazuje się też że z ich pomocą możemy się bardzo dużo dowiedzieć także o działaniu mózgu. Psychodeliki sprawiają, że w mózgu zaczynają łączyć się obszary, które w innych okolicznościach nie mają szans się połączyć, może więc dzięki nim w przyszłości będziemy mogli odkryć zasady działania świadomości.

Grzybki, które leczą, czyli czescy hipisi mają receptę na twoje problemy

Artyści też podchodzą dziś do tematu inaczej niż w latach 60.?

Mamy coś, czego wcześniejsze pokolenia zainteresowane doświadczeniami psychodelicznymi nie miały: komputery. Kiedy wpiszesz sobie w Google „Psychedelic art” wyskoczą ci tysiące obrazów. Dzięki rozwojowi technologii cyfrowych dysponujemy dziś narzędziami obróbki obrazu, które są w stanie przedstawić niektóre z psychodelicznych doświadczeń. Są nawet aplikacje na komórki, które pozwalają nam zmienić każde zdjęcie w psychodeliczny wizual. Nie zmienia to jednak faktu że cały czas pozostaje to tylko ornamentem, o którym mówiłem wcześniej.

Dla mnie substancje psychodeliczne mają wiele wspólnego z szerzej rozumianą sztuką: opowiadają się po stronie wolności i mogą być narzędziami do jej osiągania. Są na pewno czymś więcej niż czysty wizual. Doświadczenie psychodeliczne tak samo jak doświadczenie sztuki może mieć wyzwalającą moc polegającą na uświadomieniu sobie tego, jak kultura wkłada nas w sztywne ramy i jak nas determinuje. Terence McKenna, który był wielkim mówcą i zwolennikiem psychodelików, mówił „kultura nie jest twoim przyjacielem” i ja się z nim zgadzam.

To, że trip może być wykorzystany terapeutycznie, jest dziś czymś oczywistym. Wspominałeś o leczeniu depresji czy stresu pourazowego. Ty jednak idziesz o krok dalej, proponujesz aby przyjrzeć się pozytywnemu wpływowi, jaki może mieć na nas tzw. bad trip, kiedy psychodeliczna podróż nie jest czymś przyjemnym.

Sam przeżyłem kilka bad tripów i za każdym razem miało to dla mnie oczyszczający wymiar. Sama nazwa psychodelia, czyli objawienie duszy [gr. psyche, dusza, i delos, ujawnić, objawić – JG] oznacza, że po zażyciu takiej substancji musisz się skonfrontować z sobą samym. Wszystko, co na co dzień zamiatamy pod dywan, staje przed nami w momencie kiedy mózg zaczyna działać na trochę innych zasadach.

W psychologii, kiedy nie potrafimy uporać się z traumą, rozwiązaniem jest przeżycie jej jeszcze raz i odseparowanie swoich emocji od wspomnień. Zły trip, kiedy wszystko przychodzi do ciebie z taką mocą, paradoksalnie daje nam możliwość spojrzenia na męczące nas sprawy z innej perspektywy. W nim również może być coś pozytywnego. Ale zdecydowanie nie polecam tego bez uprzedniego przygotowania.

W jaki sposób?

Psychodeliki oddają ci wszystko, co masz w danej chwili w sobie. Nie są więc polecane ludziom ze skłonnościami psychotycznymi. Do tego dochodzi jeszcze kwestia “Set and Setting”, czyli twojego nastawienia i stanu psychicznego w połączeniu z warunkami otaczającymi Cię w danym momencie. Kiedy decydujesz się na taki krok, musisz być świadomy po co, gdzie i z kim to robisz. Indianie z Ameryki Południowej, którzy praktykują picie ayahuaski, zawsze przed zażyciem jej wypowiadają na głos intencję, w której to robią. Ważne jest żeby wszystkie tego typu substancje przyjmować świadomie i z konkretnym nastawieniem.

Też nastawiasz się na coś konkretnego, wypowiadasz intencje?

Często są to osobiste kwestie, nie ma tu reguł. Można też założyć sobie, że będziesz otwarty i zobaczysz, co twój mózg ci przyniesie, a to cenne w kontekście samopoznania. Wszystko, o czym mówię, zależy od świadomości użytkownika. Inaczej to działa, kiedy masz osiemnaście lat i robisz to z przyjaciółmi na imprezie, inaczej kiedy jesteś po trzydziestce i robisz to w wąskim gronie na łonie natury.

Co dały ci te doświadczenia?

Przede wszystkim dały mi większą świadomość samego siebie i moich relacji z innymi. W pewnym sensie pomogły mi też zmienić mój stosunek do alkoholu, z którym miałem lekki problem. Mogę śmiało powiedzieć że doświadczenia z tymi substancjami w jakiś sposób wpłynęły na zmianę mojego postrzegania rzeczywistości, jednak muszę też zaznaczyć iż wynikało to z głębszej potrzeby i dłuższych przemyśleń a nie z samych substancji. Myślę że dla ludzi poszukujących i chcących coś zmienić w swoim życiu może być to potężne narzędzie. Tylko jak każde narzędzie, musi być mądrze używane.

Jakie znaczenie miały inne substancje na wcześniejszych etapach twojej drogi artystycznej?

Wszyscy jesteśmy w ten lub inny sposób programowani. Jeśli chodzi o używki, to wiadomo, że w Polsce zdecydowanie rządzi alkohol. To był świat, w którym dorastałem i kończyłem studia w 2008 roku.

Doświadczenie studiów związane było z alkoholem?

Wyniosłem to doświadczenie z domu, a na studiach się w nim po prostu kulturowo umocniłem. Normalne było to, że po zajęciach zostawało się ekipą, szło się do sklepu po wino i piło, dopóki nie wyrzucili nas z uczelni. Piliśmy na akademii i po domach, wszędzie i cały czas był alkohol, od czasu do czasu jakieś jointy. Kiedy zaczynasz pić, alkohol ma na ciebie dobry wpływ: zmienia cię emocjonalnie, pewne rzeczy łatwiej ci przychodzą, jesteś taki rozedrgany, towarzyski. Ale jeśli spojrzymy na jego długoterminowe działanie, to efekt jest odwrotny.

Skąd wzięło się w tobie zainteresowanie psychodelikami?

Zawsze byłem ich fanem i mnie do nich ciągnęło.

Interesowała cię psychodelia i kontrkultura lat 60. i 70.?

Nie interesowałem się tym jako kulturą, bardziej pociągająca była raczej tajemnica odmiennych stanów świadomości i stojące za tym pytania. Od zawsze zadawałem sobie wiele pytań i ważna była dla mnie kwestia duchowości – przez kilka lat byłem nawet ministrantem, choć dziś jestem bardzo daleko od religii. Stąd wzięło się moje zainteresowanie tym bajkowym, niedostępnym światem. Od dziecka, kiedy tylko słyszałem coś o narkotykach, zawsze wydawało mi się, że to coś takiego, co cię musi przemieścić w kosmos i Krainę Czarów.

Mikrodawki. Jak to się robi w Polsce?

Czyli straszenie narkotykami i teorią bramy, według której wszyscy ich użytkownicy kończą jako heroiniści, nie działało na ciebie?

Nie, a nawet jeszcze bardziej podkręcało tę ciekawość. To stary numer z zakazanym owocem – najbardziej ciągnie nas do tego, co niedostępne. Ale przez lata był do tego wszystkiego trudny dostęp i tak naprawdę nie było wokół mnie tych rzeczy.

Co w takim razie z powrotem cię do nich przyciągnęło?

Myślę że doświadczenie z ayahuascą. Byłem w ciężkim momencie życia, kiedy okazało się, że kolega, którego nie widziałem przez dziesięć lat, mieszka po drugiej stronie ulicy. Odzyskałem z nim kontakt w momencie kiedy akurat jechał na sesje z ayahuascą. Zaprosił mnie, chętnie wziąłem w tym udział i to było niesamowite: często powtarza się, że jako ludzie jesteśmy ze sobą połączeni i zależni od siebie nawzajem – wtedy uderzyło mnie właśnie to uczucie. Zeszło się to w czasie z rosnącym zainteresowaniem psychodelikami na świecie i nasileniem działań takich organizacji zajmujących się ich badaniem jak Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (MAPS) czy Beckley Foundation.

Jaki wpływ miał na rozwój twoich zainteresowań internet? Dziś fora i strony umożliwiają wymianę informacji o doświadczeniach z narkotykami na niespotykaną wcześniej skalę.

Dopóki nie pojawił się internet, wszyscy ludzie byli zdani na łaskę informacji kolportowanych przez media głównego nurtu. Te, jak wiadomo, przedstawiały jednostronny obraz: że wszystkie narkotyki to najgorsze zło, smaży się po nich mózg i w najlepszym wypadku lądujesz w psychiatryku. W przeciwieństwie do alkoholu, który trzeba pić na chrzcinach, weselach i pogrzebach, bo to nasz największy przyjaciel i utuli cię, kiedy ci smutno. Jednak ludzie nie są głupi, a wielu osobom zależy na tym, aby dzielić się wartościowymi przeżyciami.

Dzięki przepływowi informacji w internecie orientujesz się, że różni ludzie robią to w różnych miejscach świata i wbrew temu, co mówią oficjalne media, nie jest to banda zaćpanych, patologicznych narkomanów. Przeważnie są to wrażliwi i empatyczni ludzie chętnie dzielących się swoją wiedzą i doświadczeniami.

Rozmawialiśmy o edukacji dotyczącej narkotyków, która na Ciebie i wielu innych miała odwrotny efekt. Jak w takim razie powinniśmy mówić o substancjach psychoaktywnych?

Otwarcie. Może powinno być coś takiego jak „używki w życiu społecznym”, jakieś zajęcia które wprowadzałyby młodych ludzi w ten temat? Ludzie odurzają i stymulują się od tysięcy lat i nic nie zapowiada, żeby mieli kiedykolwiek przestać. Im więcej wiemy i im więcej doświadczamy, tym większą mamy świadomość, a to ułatwia nam życie. Ludzie, a w szczególności Ci młodzi powinni mieć dostęp do spisanej i usystematyzowanej wiedzy, a nie osądów, co jest dobre, a co złe.

Młodzież nie jest dziś „rozseksualizowana” bardziej niż sto lat temu

Przygotowanie do życia w społeczeństwie powinno zawierać nie tylko widzę o naszej seksualności czy mechanizmach społecznych, ale również o substancjach psychoaktywnych, których używamy i związanych z nimi niebezpieczeństwami. Nie powinno być to stygmatyzowane i spychane do szarej strefy, bo to powoduje różnego rodzaju patologie. Ktoś kiedyś powiedział że kiedy chcesz zabrać człowiekowi wolność to najpierw musisz mu zabrać prawdę. Dlatego z wielką chęcią dokładam swoje pięć groszy do odkłamywania psychodelików i ich uwalniającego potencjału.

Dominik Jałowiński – urodził się w 1981 roku w Lublinie, mieszka i pracuje w Warszawie. Artysta wizualny, performer, malarz, twórca kolaży. Prowadzi warsztaty, podczas których bada granice sztuki oraz więzi kulturowych, etnicznych i społecznych. W 2008 roku obronił dyplom w pracowni malarstwa prof. Krzysztofa Wachowiaka na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 2015 roku był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zapraszamy w piątek 23.06 o godz. 20.00 na towarzyszącą wystawie debatę Doświadczenie psychodeliczne w dobie transformacji. Wśród dyskutantów m.in. Dominik Jałowiński, a debatę poprowadzi Natalia Sawka (sonar.wyborcza.pl).

 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Konserwatystom nie przeszkadza, że chłopcy sobie bzykają.
Im przeszkadza jedynie, że dziewczęta się puszczają...

Logika konserwatystów jest b.prosta: jeśli coś było dawno temu, to jest okej i nawet można nad tym porechotać(na przykład czytając "Statek" konserwatysty Łysiaka). Jeżeli zaś coś jest zjawiskiem współczesnym to degrengolada moralna, Zgniły Zachód i Cywilizacja Śmierci. A taki Legutko to nawet pisze książki(niezbyt mądre nawiasem mówiąc, bo nawet jeżeli Sokrates faktycznie był "wierzący" tj. wierzył w istnienie jakiejś wyższej siły sprawczej, to czy oznacza to, że uklęknąłby przed żydowskim Bozią, który zapładnia dziewice i gada do ludzi za pośrednictwem płonących krzaków? ) poświęcone pederaście Sokratesowi, elo.

Alkibiades by sie z Toba nie zgodzil co do tej pederastii...