Kraj

Polskie dzieci są nieszczęśliwe, więc czasem się odurzają

Piotr Tubelewicz

Jaki jest najbardziej popularny wśród naszej młodzieży i dzieci w Polsce dopalacz? Napoje energetyczne.

Ostatnio w telewizji polityk rządzącej partii nie mógł zrozumieć, dlaczego ludzie biorą dopalacze. Stwierdził, że jeśli media pokazują straszne skutki używania dopalaczy, to tylko idiota mógłby je brać. Wszystko wydaje się logiczne, pokażesz ludziom płuca palacza i na każdej paczce papierosów napiszesz że zabijają, to tylko idiota będzie je palił. Eureka! Pokażmy osobę która umarła po alkoholu, a wszyscy alkoholicy przestaną pić! Żadnych pijaczków pod blokami! Przecież to wszystko takie proste i logiczne, mamy sprawę z głowy. Och,  na festiwalu Woodstock ludzie zatruwają się dopalaczami? Ale przecież pokazaliśmy tym idiotom, że dopalacze zabijają. W telewizji i na Youtube!

Instytucje administracji publicznej wypuściły już co najmniej 4 spoty o „skutkach brania dopalaczy” oraz odgrzały starą kampanię profilaktyczną „dopalacze ryją banię”. Prowadzono ją już pięć lat temu i gołym okiem widać jej niesamowitą skuteczność.

Dla przykładu: substancja 3MMC powstało jako pochodna mefedronu (wzór chemiczny 4MMC), który został zakazany w 2010 roku. Do pierwszego lipca legalne 3MMC było najprawdopodobniej najpopularniejszym dragiem imprezowym. Kiedy szło się przez Warszawę, to po drodze spotkać można było więcej wlepek z telefonem do sprzedawcy tego specyfiku (zamówienie i dowóz 24h) niż reklam alkoholu i papierosów razem wziętych. Gdy wpisywało się w wyszukiwarkę nazwę 3MMC i jedno z większych miast Polski, to wyskakiwała lista dziesiątków kontaktów do dostawcy. Tuż przed pierwszym lipca na rynku były już 2MMC i 5MMC. Przypuszczać można, że grupa MMC nie będzie jednak dalej królować. Dilerzy rozwożą już po Warszawie środek 3CMC, poetycko zwany metaklefedronem. Pojawiły się też 2CMC i 4CMC.

Wszystkie spoty i kampanie mają nastraszyć Polaków i pokazać, że zażycie dopalaczy to śmierć.

W pierwszym spocie możemy obejrzeć dwójkę dzieci siedzących przy trzepaku. Chłopak gra na komórce, dziewczynka rozgląda się po lekko zrujnowanym, szarym i brudnym podwórku. Podchodzi diler (oczywiście w kapturze i okularach przeciwsłonecznych) i stara się sprzedać dzieciom bliżej nieokreślone zielsko. Gdy w tym roku minister zdrowia został zapytany o ograniczenia importu dopalaczy do jednej z polskich miejscowości, odpowiedział: „oddalam to pytanie”. Tak samo odpowiedział chłopak ze spotu dilerowi, aż miło patrzeć, że nasze elity polityczne stanowią wzór dla młodzieży! Po oddaleniu pytania przyjeżdża policja i aresztuje dilera. Chłopak stwierdza, że diler pewnie pójdzie siedzieć, choć właściwie nie wiadomo za co – plotka głosi, że sprzedawał dopalacze, które są legalne. Dziewczynka odpowiada tekstem minister infrastruktury, gdy ta została zapytana, dlaczego pociągi mają w zimie takie opóźnienia: „sorry taki mamy klimat”. Właściwie nie wiem, czy ten spot to ocieplanie wizerunku PO, czy profilaktyka.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów ograniczania spożycia substancji psychoaktywnych wśród młodzieży są środowiskowe kampanie profilaktyczne. Branie narkotyków przez młodzież zazwyczaj łączy się z innymi problemami, np. biedą, rozwodem rodziców, przemocą, złymi ocenami, byciem gnębionym w szkole czy choćby brudnym i śmierdzącym otoczeniem w życiu codziennym. Kampanie środowiskowe są dlatego skuteczne, bo zmieniają środowisko, w którym żyje młody człowiek – na przykład uczą go umiejętności komunikacyjnych, asertywności, dają mu ciekawą rozrywkę, usuwają przemoc z jego życia. Jeśli jedna rzecz w życiu młodego człowieka się poprawi – przykładowo przestanie być bitym w klasie – to istnieje duża szansa, że nie będzie brał narkotyków albo będzie brał ich mniej.

Z raportu OECD z 2009 roku wynika, że polskie dzieci są najbardziej nieszczęśliwymi dziećmi w Europie. Wyprzedza nas tylko Rumunia. Jeśli ktoś chciałby realnie chronić przed narkotykami dzieci ze spotu, zacząłby od rewitalizacji tego brudnego i smutnego podwórka ze spotu.

Dopalaczy w Polsce sprzedaje się dużo (oczywiście nie wiadomo, ile dokładnie). „Global drug survey” podaje że 31% osób z polski biorących udział w badaniu, przyjmowało dopalacze (na drugim miejscu jest Szwecja z 9%). Nie są to badania przedstawiające problem na tle całej populacji, ale pokazują, że Polska ma problem.

W kolejnym spocie sfinansowanym przez wojewodę warmińsko-mazurskiego widzimy dwie dziewczyny, starające się kupić wino. Gdy sprzedawczyni żąda od nich dowodu, idą do sklepu z dopalaczami i oczywiście kończą, leżąc na ziemi w bramie, do której przyjeżdża karetka. Gdyby jednak każdy umierał bądź przewracał się po dopalaczu w bramie, to nasze szpitale nie byłyby w stanie obrobić tej ilości pacjentów.

W gimnazjum niejednego z nas próbowano przekonać, że jeśli zapali się papierosa, to już się nie urośnie. Przypuszczam, że gdyby przeciętnemu polskiemu posłowi powiedzieć, że po spożyciu wódki się zawsze umiera, to dostałby ataku śmiechu. Podobnym atakiem śmiechu na kampanie naszego państwa zareaguje przeciętny polski młodzieniec, który miał kontakt z dopalaczami. Zazwyczaj, jak ktoś umiera lub ląduje w szpitalu z powodu narkotyków, oznacza to, że albo nie miał pojęcia, jak używać substancji (np. w jakich ilościach) lub pomieszał ją z innymi narkotykami – albo – po prostu  tego dnia był w złej kondycji.

Z wspomnianego spotu można wywnioskować, że dziewczyny najlepiej by zrobiły, gdyby nic nie brały (najlepszy środek na kaca – nie pić). Mimo powtarzania, że narkotyki mogą być szkodliwe, bo mogą, poziom konsumpcji narkotyków na świecie jest największy w dziejach. Wniosek jest jeden: jeśli przez prawie 100 lat powtarzania „nie bierzcie narkotyków, bo to szkodzi”, ludzie nadal biorą, to oznacza, że zawsze będzie grupa niewrażliwa na ryzyko.

Na wszystkich szczeblach kultury, od najniższych do najwyższych, człowiek ucieka się do używania środków podniecających i narkotyków ażeby przynajmniej chwilowo oderwać się od zbyt jednostajnych lub ciężkich warunków bytu, zwłaszcza o ile nie potrafi czynnie ich przekształcić. Stąd płynie potrzeba znajomości roli narkotyków zarówno w życiu ludów cywilizowanych jak i niecywilizowanych – pisze w swojej naukowej pracy „Konopie w wierzeniach i zwyczajach ludowych” Sara Benetowa. Następnie w rozdziale dotyczącym społeczeństwa i marihuany dodaje, że żadne kary nie wypleniły używania konopi ze społeczeństwa – więc zrobić się tego nie da. Książka pochodzi z 1936 roku i jest antropologiczną pracą naukową wydaną Instytut Nauk Antropologicznych i Etnologicznych Towarzystwa Naukowego w Warszawie. Oni to wiedzieli jeszcze przed prohibicją narkotykową!

Znajomy opowiadał, że parę razy kupił haszysz od kolegów z bloku. Za każdym razem palenie tego towaru kończyło się dla niego i towarzyszy źle. Wymioty, halucynacje. Po czterech latach koledzy przyznali się, że robili ten haszysz u siebie w piekarniku. Czyli haszysz nie był haszyszem, ale narkotykiem podobnym do popularnego ostatnio mocarza.

Najważniejszą zasadą profilaktyki jest: nie straszyć. Tymczasem zamiast spotu, jak odróżnić mocarza od na przykład marihuany, mamy wyłącznie straszenie.

Taka strategia nie zadziała, a narkotyki zbiorą żniwo. Na Przystanku Woodstock odmówiono miejsca organizacjom zajmującym się redukcją szkód. Organizatorzy odpowiedzieli, że mają inną koncepcję ochrony ludzi na festiwalu. Natomiast gdyby ludzie mieli miejsce, gdzie mogą zbadać, jakie substancje kupili od dilera, to prawdopodobnie udałoby się uniknąć wielu zatruć. A tak, gdy będą źle się czuli, prawdopodobnie zostaną wywaleni z festiwalu, więc po pomoc udadzą się w ostateczności. A organizatorzy, jak się jakieś dopalacze pojawią, będą udawać że ich nie było.

Jaki jest najbardziej popularny wśród naszej młodzieży i dzieci w Polsce dopalacz? Napoje energetyczne.

Litwa w 2014 roku zakazała sprzedaży napojów ze zbyt wysoką zawartością kofeiny (np. Red Bull). Dania i Norwegia zakazały ich z tego samego powodu, nie zakazując przy tym większości z dopalaczy nielegalnych już w Polsce.

Napoje energetyczne zawierają oprócz dużych ilości kofeiny również taurynę, cukier oraz dużo innych skomplikowanych związków chemicznych. Wedle badań zleconych przez EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) młodzież jest najbardziej narażona na chroniczne używanie napojów energetycznych (4-5 puszek dziennie zawierających ponad 150 miligramów kofeiny). W Polsce około 8% młodzieży między 10 a 18 rokiem życia chronicznie używa napojów energetycznych, a 73% polskich nastolatków używało ich w ciągu ostatniego roku. Wśród dzieci poniżej 10 roku życia w Polsce napoje energetyczne konsumowało 12%, a ponad 1,7% używa ich chronicznie. Takie spożywanie napojów  powoduje na przykład szybkie tycie (zmiana metabolizmu, duże ilości cukru).

Co to oznacza? Dwoje na sto dzieci poniżej 10 roku życia pije dziennie co najmniej 4-5 puszek napoju które inne państwa zakazują, bo szkodzi zdrowiu i szybko uzależnia. Zwłaszcza młodzież i dzieci.  U nas takie napoje można kupić w sklepie za cenę mniejszą niż wodę. Każdy może kupić, nawet pięcioletnie dziecko. Łatwiej niż 3MMC, 3CMC,  czy jakieś inne pochodne.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.