Kraj

Bez trzymanki z mefedronem

Przemek Hirniak

Niektóre narkotyki określane substancjami nowej generacji aż takimi nowymi nie są. Nowe są za to problemy medyczne i społeczne i spędzają sen z powiek terapeutom, lekarzom. Jedną z takich substancji jest mefedron (mefka).

Jak każdy rynek, również ten narkotykowy ulega wahaniom i niedoborom. Jedną używkę można mieć w 15 minut, druga jest praktycznie niedostępna. Niektóre substancje wychodzą z mody, ustępując pola nowym. W małych, powiatowych miejscowościach z piedestału nie schodzi marihuana i amfetamina. W większych miastach użytkownicy są bardziej wymagający, a i dostęp do różnych specyfików jest łatwiejszy. Nie zawsze jednak. W Gdańsku, ojczyźnie makowego kompotu, obecnie heroiny można ze świeczką  szukać. Kokaina bardzo droga – 170 zł za działkę wydać mogą nieliczni, o tańszych zapasach nie ma mowy. Czasy się zmieniły. Kto nie wie, jak dotrzeć do klasycznych dragów lub nie chce mu się szukać z lenistwa, zawsze może odpalić Internet, a tam hulaj dusza, piekła nie ma. A raczej może się pojawić, gdy przesadzi się z mefedronem…

Ostatnio mefedron cieszy się coraz większą popularnością. Liviu Alexandrescu na łamach Drug Reportera ogłosił mefkę „królową dopalaczy”. Wyekstraktowana w 1929 r. z rośliny o nazwie khat, rosnącej we wschodniej Afryce, na długo została zapomniana, by – jak pisze Alexandrescu – wrócić w wielkiej chwale na łamach tabloidu „The Sun” w listopadzie 2009 r. Nastolatek miał halucynogenną jazdę przez 18 godzin, czując, jak coś pełza po jego ciele. Zakończył ją ciężkim samookaleczeniem.

Mefedron wrócił do łask dość przypadkowo. Izraelski naukowiec zaczął eksperymentować na początku XXI w. z katynonami, których pochodną jest właśnie mefka. Kierował nim szczytny cel. Substancja miała na tyle poważnie zaburzać działanie układu nerwowego mszyc, by mogły stać się łatwiejszym łupem dla innych owadów. Ale psychoaktywne walory mefedronu zauważyli amatorzy doznań i nim izraelskie władze się połapały i zdelegalizowały mefkę, substancja zaczęła być wykorzystywana bynajmniej nie do walki z mszycami.

Z mefedronem jest taki sam problem jak z innymi substancjami określanymi mianem „designer drugs” (dopalaczami), czyli nowymi substancjami, których polska nazwa wzięła się od części silnika odrzutowego dającego niezwykłą moc i przyspieszenie w krótkim czasie. Nie wiemy do końca, jakie skutki może przynieść użytkownikom. Mefka jako narkotyk nowej generacji ma oczywiście różne walory. Jej działanie to połączenie ecstasy, amfetaminy i krótkotrwały efekt zbliżony do kokainy. Dużo można by wyliczać: pobudzenie, euforia, gonitwa myśli, słowotok, sny prawie na jawie… Ale, żeby nie było za wesoło, także drżenie rąk, zmiany temperatury ciała, szczękościsk, niepokój, paranoja, stany depresyjne, napady płaczu. Długotrwałe i częste zażywanie działa wręcz jak dieta cud. Alexandrescu w swoim tekście przytacza przypadek osoby, która schudła 30 kg w mniej niż dwa tygodnie. Można przypuszczać, że stan zdrowia psychicznego pogarsza się w tempie wprost proporcjonalnym do utraty wagi. Tajemnicą poliszynela jest, że mefedron to neurotoksyna, czyli substancja działająca toksycznie bezpośrednio na układ nerwowy. Stąd w najlepszym przypadku drżenie rąk, w najgorszym paraliż mięśni oddechowych i w konsekwencji pogrzeb.

W Polsce mefedron jest na topie. Fora internetowe są miejscem szerokiej dyskusji na temat efektów działania. Można też znaleźć pytania: „Dlaczego mój mefedron śmierdzi?”. Nie znam odpowiedzi. Natomiast wiem, że samą substancję i jej pochodne można bardzo łatwo nabyć drogą elektroniczną. Około. 50 zł za gram substancji pod wdzięcznymi nazwami „M-Cat” lub sól do kąpieli nie jest ceną zbyt wygórowaną. Dostawa szybko, dyskretnie i chciałoby się napisać „satysfakcja gwarantowana”. Za lepszy towar wyższa cena. Można brać jak się podoba – jeść, wstrzykiwać, wciągać.

Polskie władze niestrudzenie walczące o dobre wychowanie młodzieży połapały się czym jest mefedron 25 sierpnia 2010 r. To data delegalizacji tej substancji. I to tyle, jeśli chodzi o walkę. Dilerem został listonosz dostarczający paczkę. Jest delegalizacja, problemu nie ma. Niestety zdelegalizowanie jakiejś substancji nie sprawia, że znika ona z rynku, a kryminalizacja korzystania z Internetu nie wchodzi w grę. Rynek, również narkotykowy, podlega takim samym prawom ekonomicznym, jak każdy inny – nie znosi próżni. Kto by pomyślał, że mszyce narobią tyle kłopotów.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.