Narkopolityka

O bracie Davidzie mówią „psychodeliczny mnich”

„Jeśli spotykamy Boga poprzez wschód słońca widziany z górskiego szczytu, dlaczego nie poprzez zjedzonego z modlitwą grzyba”.

Brat David Steindl-Rast (ur. 1926), z wykształcenia doktor psychologii eksperymentalnej, jest benedyktyńskim mnichem uchodzącym za katolickiego mistyka i następcę Tomasza Mertona (amerykański pisarz, poeta, ksiądz katolicki, trapista, autor Siedmiopiętrowej góry, jednej z najsłynniejszych książek, jakie kiedykolwiek napisano o poszukiwaniu wiary i pokoju). Studiował u mistrzów zen i większość życia poświęcił na dialog między wyznaniami. Mówiąc o duchowości potrafi znaleźć wspólny język z ateistami. Psychodeliki określa mianem „enteogenów”, czyli substancji duchowych.

Brat David Steindl-Rast
Brat David Steindl-Rast, fot. wikipedia

Spotkałem go na Międzynarodowej Konferencji Transpersonalnej w Pradze, która niedawno się odbyła pod hasłem W stronę jedności, poza materializm. Zorganizowana została przez najbardziej wpływowych fanów kwasów i ekstazy na świecie – od Stanisława Grofa, słynnego czeskiego badacza LSD i stanów holotropowych, przez badaczy zajmujących się legalizacją ekstazy z Rickiem Doblinem z MAPS na czele, po śmietankę podziemnej terapii psychodelicznej z całego świata. Wszystkich łączyło jedno – chcieliby zalegalizować psychodeliki, a o korzyściach eksperymentów z nimi nie trzeba było nikogo przekonywać.

Wszyscy mówili o bracie Davidzie „psychodeliczny mnich”, więc nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji i zapytałem go o grzyby i duchowe podróże.

Jerzy Afanasjew: Bracie Davidzie, zajmujesz się dialogiem między wyznaniami przez niemal całe swoje życie. Co sprowadza Cię na konferencję psychologii transpersonalnej?

David Steindl-Rast: Cóż, historycznie rzecz biorąc sam jestem psychologiem. Studiowałem psychologię, zrobiłem doktorat i kiedy w latach 80. byłem w Instytucie Esalen Stan Grof (amerykański psycholog czeskiego pochodzenia, jeden z twórców psychologii transpersonalnej – przyp. red.) też tam uczył. Stan wielokrotnie próbował zaprosić mnie, abym wpadł i wygłosił wykład w trakcie jego długich, kilkutygodniowych warsztatów. Zapraszał innych nauczycieli i między innymi mnie. Wtedy stałem się znany w Instytucie Esalen (ośrodek humanistycznej edukacji alternatywnej w Big Sur w Kalifornii, epicentrum kontrkultury od lat 60. – przyp.red.). Mieszkałem bardzo blisko, ponieważ był tam też klasztor, oddalony 20 minut drogi samochodem.

Pewnego sobotniego poranka dostaje telefon z Esalen i mówią: „Wczoraj w nocy miał przyjechać mówca na weekend, ale nie dotarł. Ludzie już na niego czekają, było osiemnastu, ale nadal czeka dwunastu. Mógłbyś szybko przyjechać i ich przejąć?”. Powiedziałem: „cóż, mogę się wyrobić na 10”, poszedłem do samochodu i pojechałem, a kiedy prowadziłem dotarło do mnie – nie spytałem ich, jaki jest temat.

Nie uwierzysz, kiedy dotarłem, temat weekendu brzmiał Dlaczego nie jestem katolikiem. Miał go wygłosić były ksiądz i nie przyjechał. Zacząłem więc od powiedzenia im: „słuchajcie, mógłbym podać wam wiele powodów, dla których nie byłbym katolikiem, ale zajmijmy się lepiej jakimiś innymi rzeczami”. To był mój pierwszy samodzielny warsztat w Esalen i przez Esalen zostałem połączony ze Stanem Grofem. Zostaliśmy przyjaciółmi i wtedy się w to wkręciłem.

Byłeś tutaj 25 lat temu, na pierwszej Międzynarodowej Konferencji Transpersonalnej w Pradze. Czy ruch transpersonalny był taki sam? Co się zmieniło w ruchu od tamtego czasu?

Wydaje mi się, że bardzo się rozszerzył. Stał się znacznie lepiej znany na całym świecie, ma wiele centrów, gdzie psychologia transpersonalna jest nauczana, jak i znacznie więcej ludzi uświadamia sobie, jak ważna jest w dzisiejszych czasach. Widzę też tutaj innych ludzi, którzy przypuszczam nie są bezpośrednio powiązani z ruchem.

Psychodeliki to potężne narzędzie

Czy potrzebujemy katolicyzmu lub innych religii, aby doznać własnej duchowości? Co z doświadczaniem życia, tajemnicy lub Boga poprzez sztukę lub doświadczenie psychodeliczne?

Musimy patrzeć na wszystkie rzeczy, które pomagają nam naprawdę… ożyć. Bo to jest cel religii, sztuki, nauki, wszystkiego. Naszym zadaniem, jako istot ludzkich, jest żyć pełnią życia na wszystkich poziomach. To bardzo dobry pomysł, aby spojrzeć też na różne religie, ze wszystkimi ich winami i trudnościami, ponieważ zawierają wielką mądrość z przeszłości, z teraźniejszości i cudowne przykłady osób, które naprawdę żyją pełnią życia i służą innym. Ale również bardzo ważne jest spojrzeć na inne rzeczy poza religiami, jak na przykład te, które wymieniłeś, ponieważ one również mogą nam pomóc ożyć.

„Jeśli spotykamy Boga poprzez wschód słońca widziany z górskiego szczytu, dlaczego nie poprzez zjedzonego z modlitwą grzyba” – to twoje słowa. Co myślisz o prawach, które prowadzą do zamykania w więzieniach ludzi, którzy chcą mieć doświadczenie z substancjami psychoaktywnymi?

Poznałem wielu ludzi, którzy mieli doświadczenia z substancjami psychodelicznymi i którzy dzięki tym doświadczeniom obudzili się do czegoś większego, poszerzyli horyzonty. Wydaje mi się, że to trochę inna grupa niż ludzie, którzy używają psychodelików jedynie dla rozrywki i czasem się w nich gubią.

Wszystko ma swoje pozytywne i negatywne aspekty, musisz zapytać siebie, czy naprawdę potrzebujesz poszerzenia umysłu w taki sposób. Wielu ludzi go potrzebuje i dla części z nich okaże się to dobre, kiedy twój umysł się rozszerzy, możesz zostawić [psychodeliki] za sobą.

Charlotte Selver, bardzo wybitna kobieta, żyła ponad 100 lat i nadal nauczała, kiedy miała ponad 90 lat. Uczyła świadomości zmysłowej i była trochę babcią tego całego ruchu uważności. Wzięła psychodeliki, kiedy była już dość stara i później powiedziała „ja nie potrzebuję, aby kamienie na mnie krzyczały, one zawsze do mnie mówią”. Niektórzy ludzie tego nie potrzebują, ale wielu potrzebuje i to będzie dla nich dobre. I na pewno nie należy zamykać ich w więzieniach.

Jesteś bardzo otwarty wobec różnych dróg doświadczania duchowości. Czy mistycyzm i tradycja monastycyzmu nie są przypadkiem sceptyczne wobec takiego podejścia?

To częste nieporozumienie, ponieważ częścią monastycyzmu i tradycji klasztornej jest asceza. Tylko, że samo słowo asceza oznacza ćwiczenie, pochodzi z atletycznego słownika. Trzeba się pozbawić bardzo wielu rzeczy, aby zostać dobrym piłkarzem i tak samo jest z tradycją klasztorną. To nie żadna niechęć do czegokolwiek zmysłowego, ale praktyka zachowania równowagi. Kiedy spojrzysz na plac Wacława w Pradze, zobaczysz, że połowa ludzi, sądząc wprost z budowy ciała, nie jest zdrowa. Są niezdrowi, ponieważ nie zachowują równowagi w tym, co jedzą i piją. Ascetyzm to nie niechęć do jedzenia i picia, ale trzymanie ich w równowadze.

Czy myślisz, że dostęp do substancji psychodelicznych powinien być legalny?

Tak, zdecydowanie tak. W Portugalii zdekryminalizowano posiadanie wszelkich substancji psychoaktywnych i wyniki były znacznie, znacznie lepsze, niż tam, gdzie kara się ludzi za ich posiadanie.

Wchodzi Amerykanin, Czech i Indianin i rozmawiają o psychodelicznej herbatce

Co sądzisz o tak zwanych „współczesnych rytuałach”, jak psytrance i inne festiwale muzyczne, które w dużej mierze zazębiają się z kulturą psychodeliczną?

W dzisiejszych czasach potrzebujemy rytuałów, to fakt. I festiwale muzyczne, o których wspomniałeś, to bardzo dobry przykład. Ale rytuały mogą się wymknąć spod kontroli, jak stało się chociażby w moim własnym kościele. Powinniśmy o tym pamiętać.

Tekst jest skróconą wersją wywiadu, który ukazał się na stronie Political Critique.

Bio

Jerzy Afanasjew

| Badacz narkotyków

Student piątego roku socjologii i aktywista redukcji szkód. W Instytucie Socjologi Uniwersytetu Warszawskiego pisze pracę magisterską o dopalaczach. Zajmował się problematyką polityki narkotykowej na stażach w „Romanian Harm Reduction Network” w Rumunii oraz w „Check!t” w Portugalii i „Energy Control” w Hiszpanii. W Społecznej Inicjatywie Narkopolityki prowadzi laboratorium poświęcone wykrywaniu nowych substancji psychoaktywnych.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.