Zdrowie

Psychodeliki – ani trucizna, ani panaceum. W takim razie, co?

Anna Hoss

Coraz częściej słychać o terapeutycznym zastosowaniu psychodelików. Psylocybina, LSD, MDMA, ketamina czy ibogaina mogą wspomóc leczenie najpowszechniejszych zaburzeń psychicznych.

Dla zainteresowanych nie są to informacje nowe. Pierwszym badaniom na temat wykorzystania psychodelików w leczeniu zaburzeń psychicznych często brakowało poprawnej metodologii, a to spychało ich wyniki do naukowego podziemia. Rezultaty – na przykład długotrwała poprawa stanu pacjentów z lekooporną depresją – były zauważalne, ale bezużyteczne. Anegdotyczne dowody, zbyt małe grupy, niedopracowane metody pomiaru czy sam kontekst kontrkultury lat 60. przyczyniły się do zawieszenia poszukiwań na lata. Dziś wyniki spełniają już kryteria EBM (evidence-based medicine), czyli praktyki badawczej opartej na wiarygodnych, aktualnych dowodach. Jednak dla wielu naukowców są nadal  nieistotne.

Psychodeliki testowano w leczeniu psychiatrycznym już w połowie XX w. Efekty pilotażowych  sesji terapeutycznych wspomaganych działaniem psylocybiny lub LSD były interesującą nowinką dla badaczy i lekarzy. W miarę przybywania „zaawansowanych” w swoim hobby użytkowników substancji psychodelicznych, podejście polityków radykalizowało się, pojawiały się kolejne zakazy i kary. Nie zmniejszyło to liczby rekreacyjnych konsumentów, a jednocześnie na długi czas utrudniło, a czasem całkowicie uniemożliwiło naukowcom prowadzenie badań. Firmom farmaceutycznym bezpieczniej było odmawiać produkcji kontrowersyjnych komponentów, komisje etyki zapobiegawczo odrzucały wnioski o dyskusyjne eksperymenty. Równolegle i USA, i ZSRR testowały te substancje zakulisowo – na szeroką skalę, przy użyciu gigantycznych pieniędzy i najnowszych metod, z udziałem najlepszych fachowców. A przede wszystkim – w celach zdecydowanie nieterapeutycznych.

Psychodeliki to potężne narzędzie

Z czasem z osób pracujących nad udoskonaleniem leczenia CMO (ang. common mental disorders – depresja, zespół stresu pourazowego, fobie, lęk, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne) za pomocą psychodelików pozostała zaledwie garstka najwytrwalszych. Badacze ci pogodzili się z etykietą „zajmujących się niepoważnymi tematami”, pobłażliwością ze strony kolegów, brakiem pieniędzy i wsparcia ze strony instytucji.

Dziś 1/3 pacjentów leczonych klasycznymi środkami przeciwdepresyjnymi nie odczuwa zadowalających efektów. Według WHO depresja jest wiodącą przyczyną niepełnosprawności. Oprócz oczywistych kosztów osobistych coraz bardziej odczuwalne są jej konsekwencje gospodarcze, wynikające z obniżenia poziomu produktywności pracowników czy częstych zwolnień chorobowych. Konieczne jest więc poszukiwanie rozwiązań, które skróciłyby czas leczenia, wydłużyły okres remisji i zwiększyły skuteczność terapii. Czy nie powinniśmy przyjrzeć się znowu psychodelikom?

Mikrodawki. Jak to się robi w Polsce?

Polska w ogonie badań

W obowiązującym w Polsce wykazie środków odurzających i substancji psychotropowych psylocybina i LSD kwalifikują się do grupy I-P. Według Ministerstwa Zdrowia cechuje je potencjał uzależniający, duże ryzyko nadużywania i brak zastosowań medycznych. To sprzeczne z wynikami badań empirycznych stanowisko powoduje, że środki psychodeliczne lądują w jednej kategorii z mefedronem. Trzeba jednak podkreślić, że ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii zezwala na wykorzystywanie ich w celach badawczych.

Według międzynarodowej bazy badań klinicznych w tym momencie na świecie trwają 62 badania nad MDMA, 11 nad LSD i 27 nad psylocybiną. Żadne w Polsce. Wyjątkiem jest ketamina – 5 projektów dotyczy jej zastosowania w lekoopornej depresji. Nic nie wskazuje na to, żeby polscy naukowcy zamierzali brać przykład ze światowych standardów. Brak im nie tylko możliwości, czasu, pieniędzy, ale i chęci.

Dlaczego? – Polska tradycja leczenia jest bardzo zachowawcza w porównaniu ze stylem farmakoterapii europejskiej czy amerykańskiej – mówi dr Justyna Holka-Pokorska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii (IPiN) w Warszawie. – Przykładowo Amerykanie stosują dwu-, trzykrotnie większe dawki leków, nie do końca zważając na objawy niepożądane i skutki uboczne. W europejskiej, bardziej powściągliwej praktyce klinicznej zwracamy znacznie większą uwagę na tego typu ryzyko. Wydaje mi się, że jest to powiązane – Amerykanie są bardziej skłonni do eksperymentowania, do poszukiwania i testowania nowych metod.

Psychodeliczny renesans

czytaj także

Psychodeliczny renesans

Iga Kender-Jeziorska

Dr Holka-Pokorska zaznacza, że IPiN jest pierwszą polską placówką, w której stosowano wlewy z ketaminy u pacjentów z lekooporną depresją. Kilkanaście lat temu było to działanie eksperymentalne – dziś jest stałą, bezkonkurencyjną praktyką. Warto zauważyć, że ketamina, w przeciwieństwie do LSD czy psylocybiny, jest od lat znana lekarzom przede wszystkim jako środek znieczulający.

Według Holki-Pokorskiej polska psychiatria nie jest gotowa na tego typu działania nie tylko ze względu na konserwatywną filozofię uprawiania nauki, ale i fundamentalne braki. – Sfera zdrowia psychicznego w Polsce jest cały czas bardzo zaniedbana, co rzutuje na stan leczenia psychiatrycznego. Czasem nawet psychoterapeuci nie mają podstawowej wiedzy o tym, jak działają standardowe leki. Mimo to wypowiadają się przeciwko jakiejkolwiekfarmakoterapii – że szkodzi. Bardziej więc niż eksperymenty z kontrowersyjnymi substancjami interesuje nas działanie u podstaw. Tu mamy jeszcze mnóstwo do zrobienia.

Michael Mithoewer, Charles Grob i Timothy Geberton opublikowali dwa lata temu w Lancecie artykuł, w którym podjęli kwestię roli standardowych leków psychotropowych. Umożliwiają one normalne funkcjonowanie, ratują od śmierci – ale ich wpływ na źródło patologii i ostateczne wyleczenie jest znikomy. Zespół przeprowadził badanie z zastosowaniem psylocybiny przy lęku u pacjentów onkologicznych, dowodząc, że jest ono bezpieczne psychologicznie i fizjologicznie; nie wywołując skutków ubocznych, pozwala ulżyć terminalnie chorym. Kilkukrotne podanie substancji w miesięcznych odstępach wywołało długotrwałe pozytywne efekty.

Wchodzi Amerykanin, Czech i Indianin i rozmawiają o psychodelicznej herbatce

Ibogaina i ayahuasca mogą mieć znaczący wpływ na leczenie uzależnień. Psylocybina redukuje spożycie alkoholu i nikotyny u nałogowych użytkowników. Inne psychodeliczne substancje wspomagają neuroplastyczność, czyli zdolność układu nerwowego do reorganizacji: samonaprawy, tworzenia nowych połączeń, adaptacji do wymogów środowiska, uczenia się i pamiętania. Po opublikowaniu wyników tegorocznego badania MAPS (Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies) nad leczeniem PTSD u weteranów, strażaków, policjantów i pracowników innych służb amerykańska Agencja Żywności i Leków uznała terapię wspomaganą MDMA za przełomową. To tylko kilka przykładów doniesień z ostatnich dwóch lat.

Tymczasem nad Wisłą

– W Polsce prowadzono wiele badań nad psylocybiną. Dotyczyły one jednak cech samej substancji: sposobu jej izolowania, pomiaru stężenia w konkretnych gatunkach grzybów, jej właściwości fizykochemicznych – mówi Karolina Dydak z Wydziału Farmaceutycznego UM we Wrocławiu. – Wykorzystanie psylocybiny jako potencjalnego leku wymagałoby przeprowadzenia badań z udziałem ludzi, co często rodzi problemy formalne ze strony Komisji Bioetycznej. Hipotetyczne wdrożenie do obrotu produktu leczniczego na bazie tej substancji musiałoby wiązać się z wprowadzeniem zmian w ustawie.

Co dziś wciągacie? Mefedron? Ta, jasne…

Rozpoczęcie procesu badawczego poprzedzają skomplikowane formalności, w tym konfrontacja ze wspomnianą Komisją Bioetyczną. Według doktora Pawła Grzegorczyka, psychiatry i psychoterapeuty ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, przeprowadzenie w Polsce badań klinicznych nad psychodelikami wydaje się niewykonalne: – Myślę, że ewentualne trudności związane z kwestiami prawnymi i Komisją mogą uniemożliwić przeprowadzenie takich badań. W końcu musiałby zająć się tym ktoś ze środowiska, które samo w sobie jest mocno konserwatywne i zamknięte – nie tylko na kontrowersyjne nowinki.

NFZ co roku przeznacza na cały sektor psychiatrii tylko około 3% środków. Woli założyć, że część jego podopiecznych zrezygnuje z domagania się pomocy ze strony publicznych placówek i poszuka jej w prywatnych ośrodkach badawczych. Te od lat oferują możliwość skorzystania z terapii nowatorskimi lekami lub technikami. Pośrednio i nieoficjalnie — odciążają fundusz, redukując liczbę pacjentów. Urzędnicy najwyraźniej nie rozumieją, że zaniedbywanie leczenia psychologicznego i psychiatrycznego podnosi koszta terapii wszystkich innych chorób. Rozwój zaburzeń psychicznych jest bowiem czynnikiem ryzyka między innymi dla dolegliwości ze strony układu krążenia, oddechowego czy pokarmowego. Z raportu WHO wynika, że każdy dolar zainwestowany w leczenie depresji i lęku zwraca się czterokrotnie: przez poprawę zdolności do pracy, polepszenie wydajności i kreatywności pracownika, oraz zmniejszenie wydatków na leczenie chorób towarzyszących. Krótkowzroczne zaniedbania w niedługim czasie odbiją się na stanie polskiej gospodarki, w bezpośrednich i ukrytych wydatkach: świadczeniach dla coraz szerszych grup osób z niepełnosprawnością, kosztach zwolnień chorobowych, większej rotacji pracowników.

Grzybki, które leczą, czyli czescy hipisi mają receptę na twoje problemy

Przez ostatnich trzydzieści lat liczba chorych na depresję wzrosła ponad dwukrotnie. Aktualnie dotyka ona około 350 milionów osób na świecie. Tymczasem ponad połowa chorych na nią Polaków nie szuka pomocy lekarza. Ci z objawami chorób psychosomatycznych są często latami odsyłani do specjalistów innych dziedzin. Kompletny system profilaktyki powinien utrwalać prozdrowotne wzorce, przyspieszać diagnozę, minimalizować konsekwencje rozwoju zaburzeń i ich powikłań. Dopóki nie zostanie wdrożony, dopóty grupa osób poszukujących efektów „terapeutycznych” w środkach z czarnego rynku będzie rosła. Przykładowo, stosowanie substancji psychoaktywnych to powszechna u osób z depresją próba samoleczenia. Na zmniejszone łaknienie i trudności ze snem – marihuana, na obniżenie sprawności psychoruchowej i nadmierną senność — amfetamina, kokaina i inne stymulanty, na spadek libido i fobię społeczną — ecstasy, na ból psychosomatyczny — opioidy, na skrajnie pesymistyczne postrzeganie świata — psychodeliki.

Nowe ścieżki

Psychiatria długo nie miała dobrej passy. Konsekwencje kontrowersyjnych praktyk z przeszłości — żeby wymienić tylko praktykę lobotomii, teorię frenologiczną, dehumanizację i izolowanie chorych czy stosowanie przemocy fizycznej w placówkach — ciągną się za nią do dziś. Psychologia od lat walczy o bardziej zmedykalizowany wizerunek, który przekona pacjentów, że czasy kozetki i romansu z ezoteryką minęły. Polskie społeczeństwo często umieszcza zdrowie psychiczne w sferze tabu, higienę psychiczną uznając za fanaberię klasy średniej, a zaburzenia za wymyślone przez koncerny farmaceutyczne środki kontroli społecznej. Między innymi dlatego „alternatywne terapie”, oparte na przekonaniu o dostatecznej sile prostych i dostępnych środków (aktywność fizyczna, zdrowa żywność, suplementacja, ziołolecznictwo, „medycyna” alternatywna) robią czasem zawrotną karierę.

Niegdysiejsze (legalne) odloty

czytaj także

Niegdysiejsze (legalne) odloty

Łukasz Kamieński

Medyczne zastosowanie substancji psychoaktywnych nie ma nic wspólnego z użytkowaniem rekreacyjnym. Ich jakość podlega ścisłej kontroli, a pacjent ma zapewnioną kompleksową opiekę wykwalifikowanego personelu oraz natychmiastową pomoc w przypadku komplikacji. Wreszcie terapeuta nie jest żadnym przypadkowym „przewodnikiem duchowym”. To specjalista, który zawarł z pacjentem kontrakt terapeutyczny i umie elastycznie dopasować swoją wiedzę do przebiegu sesji. To właśnie tak rozumiana terapia psychodeliczna może pomóc leczyć choroby psychiczne.

Wpływ psychodelików nie jest jednoznaczny — należy unikać myślenia życzeniowego i przyjąć ten fakt do wiadomości. Wyniki skandynawskiego badania z 2017 roku pokazały, że stan zdrowia osób, na których testowano substancje psychodeliczne w latach 60. pogorszył się. W grupie osób neurotycznych, spadek ten korelował z ilością i dawkami LSD. Czy jednak potencjalne skutki uboczne są powodem do dyskwalifikacji tych substancji? Praktycznie każdy lek psychotropowy – szczególnie źle dobrany – może mieć negatywne efekty towarzyszące. Żadna z substancji stosowanych w lecznictwie nie ma uniwersalnego zastosowania.

Jak Liroy i Gudaniec wywalczyli przyjęcie przez sejm projektu medycznej marihuany

Naukowcy uparcie eksplorują te same mechanizmy powstawania i przebiegu zaburzeń psychicznych, które rozpoznali lata temu. Przykładem może być koncepcja depresji, rozumianej jako konsekwencja wahań gospodarki serotoninowej w układzie nerwowym. Rozwiązania wynikające z dotychczasowych założeń są na wyczerpaniu. Kiedy stare narzędzia zawodzą, czas najwyższy rozpocząć poszukiwania nowych. Tymczasem Zakład Badania Nowych Leków przy Instytucie Farmakologii PAN w Krakowie za najważniejsze odkrycie ostatnich lat uznaje między innymi wykazanie, że szczury są optymistami.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.