Narkopolityka

Narkotyki w Rosji dziś

Branie narkotyków w dzisiejszej Rosji nie ma wiele wspólnego z tym, co działo się w latach 90. Zmieniły się substancje. Zmienili się użytkownicy. Posłuchajmy ich historii.

 

Branie narkotyków w dzisiejszej Rosji nie ma wiele wspólnego z tym, co działo się na scenie w latach 90. Zmieniły się substancje. Kiedyś królowało opium, kwas, stymulanty. Dzisiaj na terapiach odwykowych lądują głównie ludzie po dopalaczach takich jak Spice [syntetycznych kannabinoidach – przyp. red.]. Zmienili się użytkownicy. Kiedyś branie powiązane było z subkulturą, przyjmowanie narkotyków było prawie jak ideowa deklaracja. Nawet jeśli chodziło o punk rock, albo o hardcore, albo o rave. „Narkomani” byli bardziej pojechani, nie mieli hamulców, brali do upadłego. Teraz, mam wrażenie, są dużo… grzeczniejsi. Chodzą regularnie do pracy. Pracują spokojnie i biorą spokojnie.

Spotkałam się z Maksem, Olgą, Anną, Jurim, Warią i Andrejem. Jedni brali kiedyś, drudzy biorą wciąż, jeszcze inni po prostu „robią w narkotykach”. Z naszych rozmów wybrałam krótkie, surowe fragmenty.

Maks: Kiedyś amfetamina waliła na motor i trzymała 12 godzin. Nie to, co teraz.

– Nienawidzę jej. Chciałbym ją zabić. Jest stara, brudna, chora, łazi po domu, śmierdzi – opowiada Maks o swojej matce – gdybym mógł, to pewnie bym to zrobił.

Ma 42 lata, jest z Petersburga. Narkotyki brał przez niemal pół swojego życia, dwadzieścia lat. Siedem razy siedział w więzieniu, nawet czasem nie pamięta gdzie.

– Siedziałem z cwelami, nie ma sensu cię okłamywać. Poszedłem do pierdla po raz pierwszy jak miałem 18 lat i zrobiłem coś źle, spieprzyłem pewną sprawę. Za to trafiłem na cwelnię. Wiem że dla większości osób, którzy przychodzą na mitingi [AN – anonimowych narkomanów], to jest informacja totalnie nie do przełknięcia. Mają swoje skostniałe wyobrażenia. Ale właśnie o to chodzi, że jeżeli chcę wyjść z nałogu, muszę przejść pełną transformację, rozbroić swoje mechanizmy, być szczery do bólu przed sobą. I to akurat, jak widać, może pomóc w zmianie stereotypowego myślenia. Więc Free your mind!

Maks nie bierze od 7 lat. Ma rodzinę, dziecko. Żyje z HIV, przeszedł żmudne terapie na HCV i gruźlicę. Dużo pracuje i jest aktywny na terapii.

– Porównując narkomanię lat 90. i tę dzisiejszą muszę powiedzieć, że różnica jest olbrzymia. Po pierwsze, same narkotyki – ich rodzaj i jakość. Kiedyś perwitynę można było zrobić samemu z syropu na kaszel, którego składnikiem była efedryna. Heroiny jako takiej nie było, pojawiła się dopiero pod koniec lat 90., zamiast niej zażywaliśmy opium („kompot”), które również było robione w domu. Na kaukaskich bazarach zaczęli sprzedawać tak zwaną chankę – plastelinę z opium, po dodaniu 100% octu i odparowaniu można było sobie to wstrzykiwać. Laboratoria robiły wyłącznie amfetaminę i kwasy, oprócz LSD, MDMA i różnych shulginowskich 2-C, które teraz wszyscy żrą [Alexander Shulgin to urodzony w Kalifornii, a pochodzący z Rosji profesor chemii, który prowadził badania nad nowymi substancjami psychoaktywnymi – przyp. red.].

„Uzależnienie od narkotyków jest chorobą. Wymiana igieł i strzykawek to element leczenia”

Amfetamina z kolei była na tyle inna, że ja bym tej dzisiejszej nawet nie tknął. Teraz to po prostu stymulant, trochę mocniejszy niż kawa, wali na motor i przyspiesza aktywność. Daje odrobinę haju, ale to nie do porównania z tym, co było kiedyś, gdzie miałeś mocne wejście i taki falujący ciąg przez całe 10–12 godzin. Nie wiem, czy ta stara była brudniejsza, czy ta nowa ma zupełnie inną formułę, ale fakt faktem – to są dwie różne substancje.

Druga sprawa to stosunek władzy do narkomanów i dilerów. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale teraz jest znacznie ostrzej. Po prostu nie do porównania.

Kiedyś za dwa kilo marihuany przesiedziałem parę dni w więzieniu i puścili mnie za jakąś drobną łapówę. No, ale to były lata 90. Teraz nawet nie wyobrażam sobie, co mógł bym dostać za coś takiego. Na pewno „handel na dużą skalę” i minimum 20 lat więzienia.

Olga: Z roku na rok coraz gorzej

Lat 31, prawniczka. Zajmuje się sprawami osób oskarżonych o posiadanie i handel narkotykami.

– Wyroki są coraz dłuższe, a zarzuty coraz poważniejsze. Za posiadanie kilku ziarenek trawy możesz dostać 5 lat więzienia. Znam kilka osób, które złapano pod wpływem, ale niczego przy sobie nie miały. I tak wylądowali w więzieniu na rok–dwa. Od kilku miesięcy jest jeszcze gorzej. Nie wiem, czy to w związku z nadchodzącymi wyborami czy Mistrzostwami Świata w piłce nożnej. Nie wiadomo, ale odgórna decyzja, żeby przykręcić śrubę jest zbyt dobrze wyczuwalna.

Anna: Najgorzej jest w więzieniach

– Teraz zakłady są przepełnione narkomanami. Około 90% więźniów to są osoby uzależnione – mówi Anna, 29, psycholożka z zakładu karnego Kresty w Petersburgu. – I tak naprawdę nie ma tu żadnej terapii, ponieważ dla konserwatywnego, prawicowo-populistycznego rządu ci ludzie są warci tyle co nic. Najlepiej, żeby sobie zniknęli. Nasze państwo nie interesuje się wyleczeniem tych ludzi, dlatego właśnie prawie nie mamy państwowych ośrodków rehabilitacji, większość jest prywatna.

Wszyscy jesteśmy obcą agenturą

Jurij: Wsadzają nawet tych, co przehandlowali kilka gramów

– Jakiekolwiek zmiany następują jedynie wtedy, gdy ktokolwiek z ludzi mających władzę na własnej skórze odczuje, czym jest uzależnienie od narkotyków. Na przykład wtedy, kiedy zdarzy mu się problem z własnym dzieckiem – mówi Juri, lat 34, psycholog, pracownik prywatnego ośrodka rehabilitacji dla osób uzależnionych w Zielenogorsku który działa od 2000 roku.

Nasze państwo nie interesuje się wyleczeniem tych ludzi.

– Wówczas pojawiają się programy dotacyjne dla uzależnionych, jakieś wsparcie finansowe i tak dalej, ale samo z siebie państwo ten problem omija szerokim łukiem. Może to dlatego że państwo samo robi interesy narkotykowe? Przecież to nie jest żadna tajemnica że cały ten biznes trzyma Główna Inspekcja do Spraw Narkotyków i policja, i może dlatego właśnie tak ochoczo wsadzają do więzienia tych, co sprzedali parę gramów na własną rękę, a nie tych co handlują całymi tirami.

Waria: wciągnęłam, bo muszę pracować

Ma 28 lat, skończyła politologię na Uniwersytecie Moskiewskim. Chciała zrobić doktorat, ale jej nie przyjęli. Wtedy przeniosła się z Moskwy do Petersburga, gdzie narkotyków jest najwięcej i są najtańsze w kraju, zamieszkała w komunie anarchistycznej i pracuje w ambitnej księgarni/wydawnictwie.

– Teraz wciągnęłam, bo jest noc, a ja jeszcze muszę popracować – ułożyć i rozesłać informację do kupy osób. No i potem rano do księgarni, a tam mamy event wieczorem, więc znów muszę być w formie. Ale spoko, ja już od dawna nie mam zejść po amfie, po prostu trochę słabiej się czuję, ale to jest nic w porównywaniu do czasów, kiedy zaczynałam brać. Pewnie mojemu organizmowi akurat to służy, wiesz, każdy jest inny. Teraz, jak wciągam, to normalnie jem, śpię i robię wszystko. Wszystko jest fajnie, to pomaga mi skupić się na pracy. Wiesz, neurotycy nigdy nie potrafią się skupić. No to po co mam się męczyć, jak mam speeda?

Andriej: Piąteczek, imprezka, techno, a później do pracy i powtórka

– Heroina ma dzisiaj bardzo negatywny PR. Wszyscy już znają tych „heroinowych ćpunów”, którzy okropnie wyglądają, są chorzy na te swoje „hify”, etc. Sid Vicious is dead. Dlatego teraz ludzie chcą być takim „lepszym ćpunem”. Przecież nie jesteś heroinistą, nikogo nie okradasz i nie robisz sobie zastrzyków, tylko wciągasz sobie w piąteczek, idziesz na imprezkę, koncert, techno, z przyjaciółmi, wszyscy się dobrze bawią, potem wracacie do domu i idziecie pracować, żeby w następnym tygodniu zrobić powtórkę – opowiada Andriej, 42-latek, biznesmen, który brał heroinę przez prawie 20 lat. Andrej był hurtowym dilerem opium, stworzył w Peterburgu na przełomie wieków swoje małe imperium. Chodzi na anonimową terapię.

– Ja nigdy nie wciągam. To jest szajs. Tylko zastrzyki. Do towaru trzeba podchodzić z szacunkiem. To jest taka dziecinna hipokryzja z tym wciąganiem – oszukiwanie samego siebie.

*

Prawo narkotykowe w Rosji regulują zapisy Kodeksu Karnego, a dokładnie znaleźć można je w rozdziale poświęconym „zbrodniom przeciwko zdrowiu ludzkiemu i moralności publicznej”.

Generalnie zabronione jest przechowywanie, nabywanie, transportowanie, wytwarzanie, ani handlowanie niczym, co uznane jest przez międzynarodowe konwencje za narkotyki (m.in. marihuana, haszysz, MDMA, LSD, heroina, kokaina, metamfetamina, amfetamina). Rosyjskie prawo uzależnia kary od ilości substancji i wyznacza ich cztery kategorie: nieznaczna, znaczna, duża, ogromna. Reguluje to kilka różnych zapisów, więc czasem znaczna ilość w jednym miejscu jest mniejsza od nieznacznej w innym dokumencie, ale puenta jest taka, że kary zaczynają się od 1 grama marihuany, 0,5 grama MDMA, kokainy i narkotyków z rodziny amfetamin i 0,0001 grama kwasu.

Skąd epidemia HIV w Rosji? Przyczyny są polityczne

Co grozi za nabycie bądź przechowywanie tak niewielkiej ilości? Grzywna w wysokości od 4 tysięcy do 5 tysięcy rubli (ok. 250–310 złotych) albo „areszt administracyjny” do piętnastu dni. Za przestępstwa związane z handlem grożą dużo poważniejsze kary: pozbawienie wolności od 4 do 8 lat. Im więcej towaru, tym większe kary. Na przykład już za posiadanie 6 gramów zioła otwiera się cały wachlarz kar: grzywna w wysokości do 40 tysięcy rubli (ok. 2500 złotych), przymusowe prace społeczne (nawet do 480 godzin), pozbawienie wolności do lat 3. Za przehandlowanie lub produkcję 2 gramów haszyszu trzeba liczyć się z wyrokiem nawet od 8 do 15 lat. Co znaczy „ogromna” ilość narkotyków? Według Kodeksu Karnego to więcej niż 100 g marihuany, więcej niż 3 g MDMA, 5 gram kokainy. Czy to rzeczywiście ogromna ilość? Według autorów rosyjskiego prawa wystarczająca, żeby za posiadanie tych „ogromnych” ilości wsadzić kogoś nawet na 15 lat więzienia. Za handel zebrać można nawet dożywocie.

Iwan kontra rosyjski rejestr narkomanów

Z tego, co udało nam się ustalić, to z egzekwowaniem tego prawa bywa różnie. Za narkotyki można iść siedzieć, zostać wysłanym na przymusowy odwyk, albo być puszczonym wolno. W praktyce wiele zależy od decyzji policji i służb zaangażowanych w sprawę.

 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Totalnie nie rozumiem logiki w podejściu lewicy do narkotyków, narkomanii i za nic nie łapie tu żadnego sensu.

To fajnie, że chociaż tego jesteś świadomy.

Pytanie czy to ze mną jest coś nie tak, czy z lewicą - podejrzewam to drugie.

"KATYA SHADKOVSKA"? Po jakiemu to?

>Nienawidzę jej. Chciałbym ją zabić. Jest stara, brudna, chora, łazi po domu, śmierdzi – opowiada Maks o swojej matce – gdybym mógł, to pewnie bym to zrobił<
Moja empatia dla osób uzależnionych gwałtownie wzrosła.

w Rosji zażywanie narkotyków jest niekaralne, jedynie handel nimi ( identycznie było w PRL)