Świat

Krótka droga od miejscowego Obamy do mordercy dilerów

Po co prezydent Joko Widodo rozpętał antynarkotykową kampanię w Indonezji? I jak to możliwe, że z technokraty obiecującego budowę szkół i dróg przeistoczył się w naśladowcę Rodrigo Duterte?

Kiedy do wyszukiwarki Google wklepie się nazwisko prezydenta Filipin Rodrigo Duterte, niemal wszystkie wyniki będą dotyczyć morderczej wojny z narkotykami prowadzonej od blisko dwóch lat. Największe światowe organizacje zajmujące się obroną praw człowieka, Amnesty International i Human Rights Watch, przeprowadziły wielomiesięczne śledztwa i udokumentowały tysiące morderstw, których dopuściła się policja na użytkownikach metamfetaminy, dilerach i zupełnie przypadkowych ludziach. W lutym 2018 roku Międzynarodowy Trybunał Karny zapowiedział, że rozpocznie śledztwo w sprawie zbrodni, których miał dopuścić się Duterte.

Niezależnie od rozstrzygnięć Trybunału Filipiny pozostaną przez lata jednym z najbardziej ekstremalnych przykładów morderczej antynarkotykowej polityki. Przez skalę tragedii rozgrywającej się na ulicach Manili i innych filipińskich miast łatwo zapomnieć o innych krajach, gdzie kara śmierci za narkotyki jest standardem od lat.

Jak się rozstrzeliwuje narkomanów

Na początku marca Donald Trump wypowiadał się po raz kolejny na temat amerykańskiego kryzysu opioidowego. Magazyn „Time” podsumował ten występ nagłówkiem: „Prezydent Trump zasugerował, że powinniśmy poddawać dilerów egzekucjom”. I rzeczywiście trudno inaczej zinterpretować słowa prezydenta: „Niektóre kraje stosują bardzo, bardzo ciężkie kary – nawet karę ostateczną. I przy okazji, mają jednocześnie dużo mniejszy problem z narkotykami niż my”.

President Trump Just Suggested Executing Drug Dealers

President Trump suggested executing drug dealers to crack down on America's opioid crisis. http://ti.me/2oMYzYn

Opublikowany przez TIME na 1 marca 2018

Jednym z krajów, o których mówił Trump, jest Indonezja. Ale kiedy do tej samej wyszukiwarki internetowej wpiszecie nazwisko prezydenta Indonezji, Joko Widodo, pierwsze newsy, które wyskoczą, dotyczyć będą kurtuazyjnej wizyty premiera Danii w Dżakarcie. W listopadzie zeszłego roku Lars Løkke Rasmussen wręczył w prezencie indonezyjskiemu przywódcy limitowaną edycję winylu zespołu Metallica. Dopiero po dziesiątkach podobnych wiadomości dogrzebiecie się do informacji o zabójstwach dilerów, których nagminnie dopuszcza się policja.

Żeby zrozumieć, jak to możliwe, że wojna z narkotykami uchodzi prezydentowi Indonezji na sucho, umówiłem się na rozmowę z Rickym Gunawanem, który na co dzień mieszka i pracuje w Dżakarcie. Udziela porad prawnych osobom oskarżonym o przestępstwa narkotykowe i pomaga uzależnionym znaleźć skuteczne terapie. Po co w ogóle Widodo potrzebuje tej antynarkotykowej kampanii? I jak to możliwe, że z technokraty obiecującego budowę szkół i dróg przeistoczył się w naśladowcę Rodrigo Duterte?

Dawid Krawczyk: Czy to prawda, że w Indonezji można zostać rozstrzelanym za przestępstwa narkotykowe?

Ricky Gunawan

Ricky Gunawan: Tak, to prawda

I rozumiem, że dzieje się to w majestacie prawa: aresztowanie, sąd, wyrok, kara śmierci, tak? Czy mamy raczej do czynienia z „polowaniem na narkomanów” w stylu Rodrigo Duterte z Filipin?

Od niedawna z jednym i drugim. Ale może najpierw porozmawiajmy o karze śmierci. Indonezja jest jednym z tych krajów, gdzie za przestępstwa narkotykowe można zostać skazanym na śmierć. Nie mówimy tu o historii, jakiejś zamierzchłej przeszłości, tylko o tym, co dzieje się teraz. Styczeń 2015, kwiecień 2015, lipiec 2016 – to miesiące ostatnich egzekucji za narkotyki.

Kim byli ludzie, którzy zostali straceni?

Łączy ich kilka rzeczy. W przeważające większości to cudzoziemcy i wszyscy zostali skazani za jakaś formę przemytu narkotyków. Jedni robili za mrówki, inni koordynowali międzynarodowy przemyt. W styczniu 2015 roku stracono 8 osób, z czego 7 pochodziło spoza Indonezji, trzy miesiące później 6 osób (5 cudzoziemców, 1 Indonezyjczyk), lipiec 2016 to kolejne 4 osoby, z czego jedna z Indonezji.

Najgłośniejsza sprawa z ostatnich lat to „Dziewiątka z Bali”. Chodzi o dziewięciu Australijczyków, którzy w 2005 próbowali przeszmuglować ponad 8 kilo heroiny z Indonezji do Australii. Po dziesięciu latach od aresztowania dwoje z nich zostało rozstrzelanych przez pluton egzekucyjny.

Z tego, co sprawdziłem, wynika, że wszystkie egzekucje od 2015 roku dotyczą przestępstw narkotykowych.

Zgadza się. Kiedy Joko Widodo objął urząd prezydenta, w październiku 2014 roku, od razu ogłosił „wojnę z narkotykami”. W mowie inauguracyjnej opowiadał o kryzysie, o 40-50 ofiarach narkotyków dziennie. Sprawdziłem te liczby i okazuje się, że metodologia badań, które za nimi stoją, jest zupełnie skopana – włączyli tam nie tylko wszystkie osoby, które umarły na skutek przedawkowań, ale również z powodu HIV czy zapalenia wątroby typu C (nawet jeśli nie miało to nic wspólnego z narkotykami).

Kim jest Joko Widodo? Sam o sobie mówi Jokowi.

Startując na prezydenta nie miał doświadczenia w krajowej polityce. Ale przez lata był aktywny na poziomie samorządowym, najpierw jako burmistrz Suarakarty [miasto w Indonezji o populacji ok. 500 tysięcy mieszkańców – przyp. red.]. Miał bardzo dużo poparcie społeczne, w granicach 60-70%. Wystartował więc w wyborach w stolicy, Dżakarcie. I wygrał. Dwa lata później został wybrany na prezydenta Indonezji.

Jest jakiś zbiór wartości, które wyznaje?

Przedstawia się jako obrońca ubogich i uciśnionych. Ale większość część życia robił w biznesie. Nie dorobił się fortuny, zarabiał raczej przeciętnie. Jeśli chodzi o jego religijne inklinacje, to raczej nie jest postrzegany jako ktoś głęboko religijny.

To taki typ macho? Populiści często wkładają maskę twardziela.

Nie, nie, zupełnie nie. Wiesz, zupełnie bez ironii, porównałbym go nawet do Obamy z czasów pierwszej kampanii. Naprawdę udaje mu się budować wizerunek kogoś, kto jest blisko ludzi i rozumie ich potrzeby. I na opozycji do innych maczystowskich polityków i krętaczy buduje swoją pozycję. Kiedy udziela wywiadów, nie ma w nim nic z arogancji, od której inni indonezyjscy politycy wręcz kipią.

Nie miał też na koncie żadnych naruszeń praw człowieka. Dlatego kiedy od razu po dojściu do władzy, w październiku 2014 roku, ogłosił tę swoją „wojnę z narkotykami”, a w styczniu 2015 wznowił egzekucje, ludzie byli szczerze zdziwieni. To nie był image, który wykreował w czasie kampanii, kiedy opowiadał o budowaniu dróg, infrastruktury, szkół, szpitali. Takie obietnice zapewniły mu wygraną, a nie antynarkotykowe doktrynerstwo.

To dlaczego w ogóle się zabrał za walkę z narkotykami?

Wznowienie egzekucji było bezpośrednio poprzedzone ogólnokrajową dyskusją na temat korupcji. W policji wybuchło kilka skandali o podłożu korupcyjnym, a Jokowi zaczął dramatycznie tracić na popularności, zaczęto postrzegać go jako słabego lidera, który nie potrafi rozwiązywać problemów. Więc co zrobił? Wykorzystał narkotyki, żeby przedstawić się jako silny, zdecydowany przywódca.

Jak bardzo indonezyjskie społeczeństwo okazało się podatne na antynarkotykową histerię?

Prezydent wykorzystał narkotyki, żeby przedstawić się jako silny, zdecydowany przywódca.

Cóż, na poziomie poglądów i takich ludowych wyobrażeń narkotyki zawsze były postrzegane jako coś złego, a użytkownicy i dilerzy jako zaraza na zdrowej tkance społecznej. Ale jakoś przez lata politycy nie zdecydowali się skapitalizować tych poglądów. Jak się okazało, do czasu.

Indonezja jest dość religijnym społeczeństwem, prawda? Czy to ma jakiś wpływ na stosunek do narkotyków?

Religia rzeczywiście ma wpływ na politykę i prawo. Muzułmanie są zdecydowaną większością, sięgającą nawet 90% w naszym 250-milionowym kraju. Więc siłą rzeczy jest grupa polityków, którzy starają się zaprowadzić „islamskie wartości” w sferze prawa. Kiedy Jokowi planował wznowić egzekucje w 2015 roku, zgłosił się do dwóch największych muzułmańskich organizacji z prośbą o błogosławieństwo. Otrzymał je, bo, wiadomo, ci dilerzy i cudzoziemcy niszczą nasze islamskie wartości…

Cudzoziemcy?

To, że większość skazanych na śmierć było cudzoziemcami, nie jest przypadkiem. Kiedy dokonujesz egzekucji na przemytnikach narkotyków spoza Indonezji, łatwo sprzedać to jako wyraz najwyższej troski o bezpieczeństwo kraju.

Strategia, która pozwoliła Jokowiemu odbudować pozycję w kraju, zniszczyła mu reputację za granicą.

Jego polityczne CV to rządzenie najpierw małym miastem, a później stolicą. Przed objęciem prezydentury nigdy nie musiał brać pod uwagę czynnika międzynarodowego. Ewidentnie nie czuł się komfortowo za granicą – na szczyty ONZ wysyłał wiceprezydenta. Ze względu na to, że Indonezja starała się o miejsce wśród niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, egzekucje wstrzymano. [Ostatecznie Indonezja nie została wybrana na niestałego członka rady – przyp.red.]

60. sesja Komisji Śródków Odurzających: Po co właściwie spotyka się to towarzystwo

Czyli po problemie z karą śmierci za narkotyki?

Niestety nie. Co prawda ostatnia oficjalna egzekucja miała miejsce w lipcu 2016 roku, ale w zeszłym roku policja dostała zielone światło na strzelanie do osób podejrzanych o handel narkotykami.

Tak jak na Filipinach?

Bardzo podobnie. W narodowy dzień walki z narkotykami, w czerwcu 2017 roku, Jokowi powiedział ze sceny do policjantów, że jeśli chcą strzelać do dilerów, to nie powinni się wahać. Jeśli dilerzy uciekają albo próbują walczyć, policja może strzelać, żeby zabić. I było to tylko publiczne przyznanie się do tego, co działo się od dłuższego czasu. Amnesty International stwierdziło, że od stycznia do września zeszłego roku policja zastrzeliła w związku z narkotykami około 80 osób.

Ofiary filipińskiej wojny z narkotykami liczone są w tysiącach. Myślisz, że Jokowi zdecydował się na taki ruch ze względu na bezkarność Rodrigo Duterte?

Na pewno to, co robi prezydent Filipin, miało wpływ na Jokowiego. Ale nie wiem, czy wiesz, że to Duterte zainspirował się Indonezją, a nie na odwrót. Mało kto o tym pamięta, bo to historia regionu, ale w Indonezji w latach 80. mieliśmy autorytarny reżim Muhammada Suharto. Między 1983 a 1985 rokiem policja przeprowadziła tajną operację, której celem było zamordowanie tysięcy przestępców – później nazwano tę operację „tajemniczymi morderstwami”. Całkiem niedawno dotarłem do artykułu, który stawiał tezę, że Duterte, organizując rzeź użytkowników shabu [metamfetaminy – przyp.red.], powoływał się właśnie na tę operację.

Skala tego, co dzieje się na Filipinach i morderstw w Indonezji, jest zupełnie inna. Ale w działaniu Duterte i Jokowiego jest zasadnicze podobieństwo. Zupełnie nie obchodzi ich opinia międzynarodowa.

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.