Świat

Jak to jest umrzeć z pogardy na Krymie?

Anastazja Płatonowa

Na okupowanym przez Rosję Krymie i w samozwańczych republikach Donbasu osoby uzależnione od narkotyków walczą o przetrwanie.

W 2014 roku pochodzący z Doniecka Jewgienij Selin prowadził własną firmę, miał samochód i mieszkanie, które kupił za własne pieniądze. Poza pracą, Selin działał w ramach społeczeństwa obywatelskiego na rzecz praw osób zażywających narkotyków, był także w kontakcie z przedstawicielami ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia.

Jewgienij pamięta, że jeszcze kilka lat temu jego życie było zupełnie inne. „Były czasy dobre i złe, ale w większości złe. Byłem całkowicie uzależniony od heroiny – zacząłem brać, kiedy miałem około trzynastu, czternastu lat. Kiedy byliśmy chłopcami szukaliśmy i kradliśmy maki z ogrodów, to było w obwodzie orłowskim, gdzie mieszkałem. Tam maki rosną wszędzie. W zimie było trudniej, trzeba było więcej kraść. Potem przeniosłem się na Ukrainę i zacząłem brać metamfetaminę. Kiedy bierzesz, zawsze szukasz albo pieniędzy, albo narkotyków. Chyba że akurat jesteś na dragach – zażywasz i zasypiasz. I na tym polega twoje życie”.

Narkotyki w Rosji dziś

czytaj także

Narkotyki w Rosji dziś

Katya Shadkovska

W 2008 roku życie Jewgienija zaczęło się zmieniać. Na Ukrainie uruchomiono program leczenia substytucyjnego sponsorowany przez Światowy Fundusz na rzecz walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią (ang. The Global Fund). W 2004 roku, kiedy rozpoczęto pilotażowe programy leczenia w Chersoniu i Kijowie, parlament Ukrainy stwierdził, że jego normy są „zgodne z ukraińskimi przepisami”.

Substytucyjne leczenie metadonem jest stosowane we wszystkich krajach UE, podobnie jak w USA, Indiach, Kambodży i Chinach. Obecnie z tego rodzaju terapii korzysta 1,3 miliona pacjentów. W Rosji jednak taki rodzaj leczenia jest zakazany. Czołowy rosyjski narkolog [specjalista zajmujący się leczeniem alkoholizmu, narkomanii i toksykomanii – przyp. tłum.], Jewgienij Briun powiedział openDemocracy (oDR), że „terapia metadonem to tylko biznes” i że Rosja nigdy nie dopuści do stosowania takich programów.

Dla osób zażywających narkotyki na Krymie i we wschodniej Ukrainie rosyjskie prawo oznaczało katastrofę.

Żegnaj zespole abstynencyjny

Odsetek zakażeń wirusem HIV na Ukrainie utrzymuje się na wysokim poziomie: pół procent populacji żyje z HIV, a 60% tej grupy to ludzie używający igieł do wstrzykiwania narkotyków. Uważa się, że leczenie substytucyjne ograniczy liczbę zakażeń wirusem HIV, ponieważ zamiast wstrzykiwać sobie kupione za ulicach narkotyki, osoby uzależnione będą zażywały leki takie jak Metadol (substancja czynna: metadon) lub Ednok (substancja czynna: buprenorfina).

Iwan kontra rosyjski rejestr narkomanów

czytaj także

Leczenie substytucyjne zapobiega wystąpieniu zespołu abstynencyjnego i euforii. Zazwyczaj pacjent przychodzi do ośrodka leczenia uzależnień, dostaje szklankę z lekiem w postaci płynu, wypija ją i wychodzi. Osoba uzależniona nie musi już teraz starać się o narkotyki, przestaje naruszać prawo, zaczyna mieć nieco wolnego czasu – czasu, który dotąd wypełniony był poszukiwaniem narkotyków lub pieniędzy na nie.

W programie mogą uczestniczyć ludzie regularnie zażywający opioidy (takie jak heroina) przez ponad trzy lata. Ciąża i poważne choroby przewlekłe – na przykład zakażenie wirusem HIV – również stanowią podstawę przyjęcia do programu. Kiedy osoba uzależniona decyduje się na rozpoczęcie leczenia substytucyjnego składa podanie, podpisuje zobowiązanie do niesprzedawania leku, musi przejść badania lekarskie i konsultacje z tzw. narkologiem (tzn. specjalistą ds. uzależnień).

Ostateczna decyzja o przyjęciu do programu podejmowana jest przez komisję specjalistów z różnych dziedzin: dwóch lekarzy, pracownika służb socjalnych oraz lokalnego szefa projektu. Po rozpoczęciu leczenia, dawki są stopniowo zwiększane, aż do momentu, kiedy lek całkowicie zastąpi narkotyk.

Pierwsze efekty terapii stają się widoczne w ciągu trzech miesięcy: większość pacjentów stwierdza poprawę swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, oraz że znów stają się częścią społeczeństwa.

Po jakimś czasie, jeśli pacjent jest całkiem „czysty” i gotowy zaprzestać leczenia, dawka leku jest stopniowo zmniejszana aż do momentu, kiedy pacjent już go nie zażywa. To zazwyczaj wymaga kilku lat. Obecnie na Ukrainie działa 176 ośrodków terapii, zapewniających leczenie 9806 pacjentom.

Jewgienij złożył podanie o przyjęcie na leczenie na samym początku, już w 2008 roku. „Życie zaczęło się powoli zmieniać. Natychmiast przestałem wstrzykiwać” wspomina. „Moje relacje z ludźmi zaczęły się poprawiać, znajomi widzieli, że stałem się innym człowiekiem, udało mi się odzyskać ich zaufanie. Założyłem własną firmę budowlaną. Realizowaliśmy małe projekty, budowaliśmy stragany uliczne i małe hale targowe. Sprzedawaliśmy je miejscowym przedsiębiorcom – to przynosiło duże zyski i jak na donieckie standardy, moje zarobki były dobre. Kupiłem samochód i mieszkanie.”

„Chciałaś spędzić całe życie na haju?”

Zaraz po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r., rząd natychmiast ograniczył leczenie substytucyjne – gwałtownie zmniejszono dawki, a potem wręcz zaprzestano leczenia. Pozostałe w magazynach leki zostały spalone.

Anastazja (pseudonim), która poprosiła, aby nie ujawniać jej miejsca zamieszkania na Krymie, wyszła z więzienia w 2007 roku. Miała wtedy 29 lat. W 2012 roku zaczęła przyjmować metadon i udało jej się znaleźć pracę, uczyła angielskiego. Utrzymywała siebie, swoją małą córkę i swoją matkę.

Dla osób takich jak Anastazja, wprowadzenie zakazu terapii było katastrofą. Podobnie jak inni pacjenci, z którymi rozmawialiśmy, nie chciała wrócić do narkotyków, stracić pracy i rodziny, ale bała się objawów zespołu abstynencyjnego. Wszystko to nastąpiło, mimo że rosyjski rząd podkreślał, że żaden pacjent nie pozostanie pozostawiony sam sobie, a wszystkim udzielona zostanie pomoc.

Pochodząca z Sewastopola Natalia była przez 25 lat uzależniona od opioidów. Jej karta zdrowia oznaczona jest numerem „1” – była pierwszą pacjentką na Krymie objętą leczeniem substytucyjnym.

„Przez pięć lat, kiedy braliśmy metadon, odzyskaliśmy nasze życie. Przestaliśmy być ulicznymi ćpunami. Zamknięcie programu w 2014 roku było okrutne, bolesne i przerażające. Poszłam do szpitala psychiatrycznego, spędziłam tam dziesięć dni. Przeraziło mnie to, co nam podawali – te leki tylko zamraczały, ale w żaden sposób nie łagodziły objawów abstynencyjnych, bólu i lęku. Poważnie uszkodziłam sobie prawą stronę ciała, kiedy miałam objawy na łóżku z ostrymi krawędziami. Kiedy poprosiłam pielęgniarkę o pomoc, żachnęła się «Chciałaś być całe życie na haju? To teraz za to płacisz»”.

„Siedzieli przed gabinetami lekarzy i z płaczem pukali do drzwi”

Natalia odmówiła pozostania w szpitalu, po wyjściu wróciła do narkotyków. W końcu miejscowi lekarze doradzili, żeby pojechała na leczenie do Moskwy – w 2014 roku byli pacjenci programu bardzo szybko dostawali rosyjskie paszporty, więc wielu mogło wyjechać. Natalia twierdzi, że jest jedną z niewielu osób, którym naprawdę udzielono pomocy. Dziś nie bierze.

Aleksander, pacjent mieszkający w Sewastopolu, opowiedział przedstawicielowi Fundacji ds. Zdrowia i Sprawiedliwości Społecznej im. Andrieja Ryłkowa o tym, jak likwidowano program leczenia na Krymie. Dawki drastycznie zmniejszono, a kliniki nie miały nawet podstawowych leków. Dla tych, których stać było na zapłacenie około pięciu tysięcy hrywien (co w czerwcu 2014 r. było równowartością około 15 tysięcy rubli bądź 430 funtów brytyjskich), natychmiast znajdowano wszystko, nawet Ednok (buprenorfinę), który technicznie rzecz biorąc, był już wtedy nielegalny.

Skąd epidemia HIV w Rosji? Przyczyny są polityczne

„Inni, którzy zapłacili [jedynie] tysiąc pięćset hrywien, nie dostali tego [rodzaju pomocy]” – opowiadał Aleksander. „Siedzieli pod drzwiami gabinetów lekarskich i z płaczem pukali do drzwi”.

Kiedy zlikwidowano leczenie, byli pacjenci dostali minimalne ilości leków przeciwbólowych i środków nasennych. Szukając pomocy, trafiali do Symferopola, ale tam nie było dla nich łóżek.

Poza brakiem właściwej opieki medycznej, krymscy użytkownicy narkotyków byli także pod naciskiem władz. Według Anastazji, naruszano prywatność jej przyjaciół: „Ludzie przychodzili do ośrodków i stali w kolejce do pokoju, gdzie wydawano leki. A tam słyszeli «Jeśli nie podasz nam swoich danych, nie wpuścimy cię»”.

Słowa Anastazji znalazły potwierdzenie w raporcie Grupy Pompidou. Raport ten, opublikowany w 2014 roku, stwierdza, że po aneksji Krymu osoby uzależnione od narkotyków zaczęła odwiedzać policja – odnotowano przypadki naruszenia prawa do poufności kart choroby. Wiadomo o co najmniej jednym przypadku mężczyzny, który stracił pracę w wyniku tego, że jego szef dowiedział się, że jego pracownik jest na leczeniu substytucyjnym.

Stu zmarłych – może więcej?

Anastazja nie chciała wrócić do ulicznych narkotyków, a nie miała nadziei na uzyskanie pomocy na Krymie, dlatego natychmiast pojechała do Dniepru (dawniej zwanego Dniepropietrowskiem) w celu kontynuacji leczenia. Według OBWE około sto innych osób postąpiło podobnie.

Pośród mieszkańców Krymu są również tacy którzy, podobnie jak Natalia, pojechali na leczenie do Rosji. Według danych przedstawionych przez Tatianę Klimenko, asystentkę rosyjskiego ministra zdrowia, 113 spośród 806 krymskich pacjentów korzystających z leczenia substytucyjnego zdecydowało się na taką podróż.

Jednak nie wszyscy uzyskali w Rosji niezbędną im pomoc. Były pacjent (który poprosił o zachowanie anonimowości) powiedział redakcji OpenDemocracyRussia (oDR), że osobiście znał Antona, urodzonego na Krymie, który zgodził się na leczenie w Sankt Petersburgu. Alternatywne leczenie nie zadziałało. Anton przedawkował.

Według Michela Kazatchkina, specjalnego wysłannika Sekretarza Generalnego ONZ ds. HIV/AIDS w Europie wschodniej i środkowej Azji, likwidacja programu leczenia substytucyjnego doprowadziła na Krymie do śmierci co najmniej stu osób.

Paweł Skala, dyrektor ds. strategii i partnerstwa w fundacji Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego („Sojusz”) uważa, że rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych na Krymie jest wyższa: „Według naszych szacunków do 2014 roku zmarło tam 120 osób. Przestaliśmy śledzić przypadki śmiertelne, żeby nie narażać ludzi na Krymie, bo rosyjski rząd czynnie przeciwstawiał się zbieraniu przez nas danych. Wiemy jednak, że byli pacjenci na Krymie nadal umierają. Trzy lata później liczba ofiar śmiertelnych jest dużo wyższa niż 120 osób”.

Naczelny rosyjski ekspert ds. narkomanii, Jewgienij Briun podważa te dane, uważając, że są przesadzone. A jednak czworo byłych krymskich pacjentów w rozmowach z oDR potwierdziło, że większość ich znajomych nie żyje, a ci którzy żyją, wrócili do narkotyków.

Chcesz się leczyć? A może zamiast tego zafundujemy ci wojnę?

W 2014 r. organizacja Skali uruchomiła specjalny program dla ludzi przesiedlonych z Krymu. To pozwoliło Anastazji, która przeniosła się do Dniepru, dostawać 260 hrywien dziennie (w tym mieścił się dodatek mieszkaniowy). Kilka miesięcy później program musiał zostać rozszerzony, aby objąć pomocą pacjentów opuszczających obwody ługański i doniecki. Ponieważ konflikt wybuchł także we wschodniej Ukrainie, także i tam zaprzestano leczenia substytucyjnego.

Jewgienij Selin zaczął korzystać z programu Sojuszu kiedy, nie chcąc powrócić do brania, uciekł z Doniecka do Kijowa. Kiedy Jewgienij dostał się do ukraińskiej stolicy odkrył, że tak zwana Doniecka Republika Ludowa (DRL) wysłała za nim list gończy, posądzając go o działania pro-ukraińskie.

Jewgienijowi udało się szybko wyjechać, ale Andriej, inny pacjent z Doniecka był nadal w mieście, kiedy wybuchła wojna. Andriej powiedział Sojuszowi, że do ośrodka wydawania leków przyszli ludzie z karabinami maszynowymi i zmusili pacjentów do kopania okopów.

Pomimo oferty udzielenia pomocy większość nie miała odwagi wyjechać. Narkomani z trudnością znajdują pracę i budują relacje w rodzimych miastach, jeszcze ciężej robić to w nowym miejscu. Przed wojną w obwodzie donieckim zarejestrowanych było 759 pacjentów, spośród których 327 wyjechało do tej pory. W Ługańsku zarejestrowanych było 639 pacjentów, a wyjechało 289. Według danych z pierwszego lutego 2016 r. Sojusz miał 207 klientów przybyłych z obydwu tych obwodów

Według relacji świadków, większość pacjentów, którzy pozostali na terenach, nad którymi Ukraina utraciła kontrolę zmarło, bądź wróciło do narkotyków. Brakuje dokładnych danych.

Jewgienij mieszka w Kijowie i nie planuje wrócić do Doniecka. W Kijowie ma dziewczynę. W dniu, kiedy udzielił nam wywiadu, poszli razem na zakupy i spacer po ulicach miasta. W Doniecku, bez dostępu do leczenia substytucyjnego, życie Jewgienija byłoby zupełnie, ale to zupełnie inne.

*

Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów–Antkowiak. Oryginalne tłumaczenie Natalia Antonowa. Ten tekst został opublikowany przez openDemocracy. Jest publikowany w ramach międzynarodowej licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0. W razie pytań o prawa do ponownej publikacji prosimy o kontakt z openDemocracy. Prosimy sprawdzić prawa do publikacji poszczególnych zdjęć.

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Jak by się komuś nie chciało czytać powyższego artykułu to streszczam — pod światłymi rządami Ukrainy narkomanom na Krymie brakowało tylko ptasiego mleka i 99% koki prosto z Kolumbii (80% mieli), państwo się nimi opiekowało niczym matka dzieckiem, howgh.
    Po aneksji przez tych niedobrych ruskich narkomani mają przerąbane, że hej!!!
    Howgh.
    Pozdrawiam.

  2. W Rosji karany jest jedynie handel narkotykami, posiadanie narkotyków na własny użytek już nie, a uzależnienie od narkotyków nie jest traktowane jak u nas jako przestępstwo, ale jako choroba….i to byłoby myszki na tyle