Kultura

Z tatuażem na ręku mogę być i damą, i dobrym żołnierzem

Po co komu udział w „Projekcie Lady”? Odpowiadają uczestniczki programu.

Po co kobiecie, która za chwile skończy trzydzieści lat i ma poukładane życie zawodowe oraz prywatne, udział w reality show? To pytanie zadaję Marcie Tomczak. Spotykamy się w centrum Warszawy tuż obok salonu kosmetycznego, który prowadzi ze znajomymi. „Z potrzeby buntu. Chciałam pokazać innym kobietom, że mogą wszystko”. Zaproszenie do Projektu Lady zbiegło się z zablokowaniem jej możliwości zostania żołnierzem zawodowym: „Ukończyłam służbę przygotowawczą i byłam marynarzem w Narodowych Siłach Rezerwowych. Marzyłam o tym, by zostać żołnierzem zawodowym. Dwa lata poświęciłam. Gdy już przeszłam wszystkie testy sprawnościowe, zmieniły się przepisy – osoba z tatuażem na przedramieniu nie może zostać żołnierzem zawodowym. Nikt mnie nie uprzedził, że taka ustawa może wejść w życie. Straciłam masę czasu… Zupełnie nie rozumiem, dlaczego moje tatuaże stały się problemem”. W tym czasie Marta dostała telefon z propozycją wzięcia udziału w castingu. Z przekory i ciekawości postanowiła spróbować: „Chciałam udowodnić, że kobiety mogą realizować dowolne cele, a tatuaże nie mają żadnego znaczenia. Uważam, że z wytatuowaną ręką mogę być zarówno damą, jak i dobrym żołnierzem”.

Potrzeba zmiany i udowodnienia czegoś samej sobie i innym – to motywacje, o których wspominają pozostałe uczestniczki. „Po licencjacie wyjechałam do Niemiec. Planowałam zostać tam przez rok i zarobić na studia magisterskie. Zaczynałam jako sprzątaczka. Z roku zrobiły się dwa lata. Nauczyłam się niemieckiego, zmieniłam pracę. Usamodzielniłam się, ale nie bardzo wiedziałam, co dalej – wracać do Polski, czy zostać. I wtedy dowiedziałam się o castingu. Pomyślałam, że to jest program dla mnie. Bardzo chciałam się do niego dostać” – opowiada Patrycja Wieja, zwyciężczyni pierwszej edycji Projektu Lady.

Angelikę Karwowską również przyciągnęła reklama: „Jeżeli wolisz grać w piłkę niż iść na zakupy, zgłoś się do nas – to było o mnie. Byłam ciekawa telewizji i tego programu. Zastanawiałam się, czy chodzi tylko o to, by nas medialnie wykorzystać, czy jednak nam pomóc. Okazało się, że pomóc”. Dla Projektu Lady Angelika na dziewięć tygodni porzuciła studia. „Nie bałaś się, że przez program zawalisz rok?” – pytam. „Nie, uważałam, że wszystko uda mi się spokojnie nadrobić”.

Na etapie weryfikacji swoich dotychczasowych wyborów życiowych i szukania nowych szans udział w reality show był dla moich rozmówczyń jedną z rozważanych opcji. „Sądziłam, że dzięki udziałowi w programie, zmienię swój wizerunek i łatwiej będzie mi znaleźć dobrą pracę” – tłumaczy mi Patrycja Karczewska, która od jakiegoś czasu jest bezrobotna. Podobnie było z Pamelą Szczepek, która poczuła, że program może być impulsem do rozwoju.

Zanim przyjdą zmiany i profity, trzeba wejść w konwencję show. A ta zakłada, że do pałacu w Radziejowicach wchodzą imprezowe dziewczyny z problemami.

„Robimy program telewizyjny, ale wierzymy w ich zmianę, dajemy im narzędzia. Trochę stawiamy się w roli rodziców, wychowawców. Nadrabiamy to, czego nie zrobiono w ich dzieciństwie” – tłumaczyła w jednym z wywiadów Małgorzata Rozenek, prowadząca. „Wyzywające, zbuntowane, bezczelne, lubiące ostro się zabawić. To na pewno nie są panienki z dobrych domów” – czytam na oficjalnej stronie programu. Czy moje rozmówczynie utożsamiały się z etykietką „wulgarnych imprezowiczek”? Jak ich rodzice reagowali na komentarze, że źle wychowali córki?

Patrycja Wieja: „Nikogo nie udawałam, byłam sobą. Dużo imprezowałam, więc byłam imprezowiczką. O programie dużo rozmawiałam z moją mamą, dała mi zielone światło”. Przed rozpoczęciem nagrań do Projektu Lady Patrycja przedyskutowała z mamą m.in. temat swojej pracy – w Niemczech pracowała w zwykłym klubie jako tancerka, nie był to taniec erotyczny. Ale kontekst, w którym ta informacja została przedstawiana, sugerował coś innego: „Od razu uprzedziłam mamę, że zostanę przedstawiona jako striptizerka. Byłam pewna, że moja praca zostanie tak przedstawiona. Praca w klubie byłaby zbyt nudna. Mama kazała mi się nie przejmować. Ona wie na czym polegała moja praca, a ludzie i tak będą gadać. Gdyby moja mama miała się stresować tym programem, to nie wzięłabym w nim udziału”.

Marta Tomczak: „Negatywne komentarze trochę bolały, ale liczyłam na to, że się wybronię z łatki »patologia«. Uważam, że uczestniczki to fajne dziewczyny, które dużo potrafią. Żadne ofiary losu. Najgorsze było to, że w tych komentarzach dostawało się rodzicom. Moi rodzice bardzo mnie kochają, o czym często wspominałam. Żałuję, że nie pokazano tego w telewizji”.

Angela Karwowska: „Byłam świadoma, czego mogę się spodziewać. Poza tym, postrzegałam siebie właśnie jako imprezowiczkę. Ojciec od początku mnie wspierał, ale mama była sceptyczna. Obawiała się, że się skompromituję. Już w trakcie trwania nagrań, gdy zobaczyła jak się zmieniam, zmieniła zdanie. Jest ze mnie bardzo dumna”.

Pamela Szczepek: „Przyznam, że przedstawili nas jako wypuszczone z buszu. To było bardzo przesadzone. Każda z nas miała rodziców i byłyśmy czegoś nauczone”. Na oficjalnej stronie programu Projekt Lady o Pameli można przeczytać: „Jest też dość leniwa. Pracowała niedawno jako kelnerka, ale zwolniła się, ponieważ uznała, że ma zbyt dużo obowiązków. Obecnie nie pracuje i uczy się w technikum hotelarskim dla dorosłych”. Dopytuję ją o to, bo choć obejrzałam wszystkie odcinki, nie dostrzegłam w niej lenia. „Nie jestem leniwa. Był moment, gdy równolegle ciągnęłam dwie prace i naukę w technikum. Z pracy odeszłam nie ze względu na zbyt dużą ilość obowiązków, ale z powodu atmosfery. Technikum skończyłam już po programie”. Zaznacza jednak: „uważam, że nikt z produkcji nie chciał nas skrzywdzić”.

W szczególnej sytuacji znalazła się mama Patrycji Karczewskiej: „Moja mama nie blokowała mojego udziału w programie, ale od początku zaznaczyła, że sama w nim nie wystąpi. Jest nauczycielką i konwencja programu mogłaby zniszczyć jej autorytet wśród uczniów – swojej córki dobrze nie wychowała, a nas będzie pouczać. Dlatego moja mama nie wzięła udziału w kolacji dla rodziców, a nie dlatego, że się mnie wstydzi. Bardzo mnie kocha i zabolały ją komentarze i sugestie, że się mnie wstydzi”.

Uczestniczki programu mocno podkreślały w rozmowie ze mną, że Projekt Lady nie był „ustawiony”. To, co widzimy na ekranie, to spontaniczne zachowania i reakcje uczestniczek. Reżyser nie sugerował im, jak mają się zachowywać i co mówić. Dziewczyny nie znały planu dnia, dowiadywały się o wszystkim w ostatniej chwili.

Inna sprawa to montaż. Zasady rządzące programami typu reality show przypominają te, które panują w kasynie. Ktoś zyska sympatie widzów, ktoś ją straci, a niektórzy zostaną potraktowani jako tło. Kasyno i stacja telewizyjna wygrywają zawsze.

O interes kasyna dbają krupierzy, stacji – montażyści. A interes idzie, jak jest show i dobre wyniki oglądalności. Projekt Lady gromadził przed telewizorami ponad dwumilionową publiczność. Pytam moje rozmówczynie o momenty, których najbardziej im zabrakło w zmontowanych odcinkach. Pochwał i momentów małych triumfów. Może dlatego, że widza bardziej interesują potknięcia młodych kobiet niż ich sukcesy.

„Było mi strasznie przykro, jak czytałam w komentarzach, że jestem bezbarwną postacią. Mentorki naprawdę często mnie chwaliły. Usłyszałam nawet, że jestem ikoną Projektu Lady. Ale w samym programie mało było mnie widać, wybijały się inne dziewczyny” – opowiada Pamela Szczepek, która doszła do finału programu. „Żałuję, że nie pokazano jak odbieram pochwały i gratulacje za rysunek i taniec” – wymienia Marta Tomczak. Za to pokazano, jak Marta nie radzi sobie z obsługą komputera i z pracą na targach kosmetycznych: „Zarzucono mi, że nie znam hierarchii między pracodawcą a pracownikiem. Jak żołnierz może nie znać hierarchii? Mam swoją działalność [gospodarczą – przyp. red.], jeżdżę na targi. Myślałam, że moja praca zostanie pochwalona, a wyszło na to, że nadaję się tylko do pracy fizycznej. Mogli pokazać, że w kuchni sobie nie radzę”.

Do montażu nie ma zastrzeżeń Patrycja Karczewska: „Uważam, że w stosunku do mojej osoby wyszło bardzo kulturalnie”. Z pierwszego odcinka Projektu Lady widz dowiaduje się, że Patrycja nie pracuje, nie uczy się, śpi do 15 i ubiera się w ciuchy kupowane w sex shopie. W programie swoją ekspresją przyciągała operatorów kamer – ma chyba najwięcej nagranych setek. Projekt Lady nie jest jej pierwszym reality show. Wcześniej wystąpiła w Wczorajsi, czyli taśmy prawdy – programie o imprezowiczach. Kręci ją występowanie przed kamerą. Co dał jej udział w Projekcie Lady? „Nie wróciłam do dawnego wizerunku. Ubrania z sex shopu zakładam tylko do alkowy, włosów już nie będę przedłużać. Ale przede wszystkim na okres programu byłam w stanie jeść, myślałam innymi kategoriami. Wyszłam z programu i powróciłam do starych nawyków”. Patrycja od sześciu lat zmaga się z bulimią anorektyczną. Gdy ruszyły nagrania, o jej chorobie dowiedziała się produkcja. Dostała ultimatum: jeżeli chce zostać w programie, musi jeść. „Mogłabym drugi raz wejść do Projektu Lady. Samo to, że odłożyłam tabletki i zaczęłam jeść, to było dla mnie dużo. Za drugim razem mogłabym dać jeszcze więcej z siebie. Udział w tego typu programach daje mi energię i siłę”.

Choroba doprowadziła ją do arytmii serca, która wywołuje u niej boleści i omdlenia. Szuka normalnej pracy, ale boi się, że nie da rady stać przez osiem godzin. „Ludzie, patrząc na moje filmiki, zdjęcia, uważają, że mam bezproblemowe życie i niczym się nie przejmuję. Ale to nie jest tak do końca”.

Na planie programu obecny był psycholog, a mentorki, Tatiana Mindewicz-Puacz i Irena Kamińska-Radomska, na okres nagrań również zamieszkały w pałacu w Radziejowicach. Uczestniczki programu mogły się do nich zwracać z różnymi problemami. Pamela Szczepek wykorzystała to, by porozmawiać z specjalistą o swojej sytuacji – jest dzieckiem adoptowanym. „Nie widziałaś, co ja przeżywałam poza kamerami. Ja tę informacje tłamsiłam w sobie przez wiele lat. Wypierałam to. W końcu to wyszło, powiedziałam o tym przed kamerami. Teraz czuję ulgę, mogę o tym swobodnie rozmawiać”.

„W Projekcie Lady nie chodziło o to, żeby zmienić nasze charaktery czy osobowość. Program dał mi wybór, teraz mogę chodzić i w trampkach i w szpilkach. Wcześniej myślałam, że kobiece stroje nie są dla mnie. Poza tym, program dał mi jeszcze te jedenaście dziewczyn, z którymi kontakt mam do dziś” – opowiada Angelika Karwowska, która po programie nadrobiła zaległości na studiach, dostała się na staż do firmy Tatiany Mindewicz-Puacz, a już za chwilę obroni tytuł magistra.

Patrycja Wieja: „Program dał mi pewność siebie”. Jak to możliwe, że ani licencjat, ani dyplom trenerki, ani niezależność, którą wypracowała w Niemczech nie wzmocniły jej pewności siebie, a dwa miesiące w reality show tak? „Może dlatego, że w życiu zbyt często słyszałam od innych, że nie dam rady? Nie trzymano za mnie kciuków. Gdy brałam się za nową rzecz, to słyszałam, że to dla mnie za trudne. Nie mobilizowano mnie. To, że dostałam się do tego programu na podstawie tego, kim jestem, już było dla mnie dużym sukcesem. Byłam sobą i przechodziłam do kolejnych etapów. To było niesamowite. W programie poznałam ludzi, którzy zobaczyli we mnie to, czego nikt wcześniej nie zauważył. Pani Tatiana bardzo mi pomogła”.

By porozmawiać z dwudziestojednoletnią Pamelą Szczepek, jadę dwie godziny z Warszawy do Małkini. Po programie wyszła za mąż i spodziewa się dziecka. Świadomie zrezygnowała z eventów i wywiadów promujących Projekt Lady. Nie chciała swoją ciążą wzbudzać sensacji. Pamela nie chce być matką-Polką: „Chcę tak ułożyć sobie życie, by mieć czas i na dziecko, i na pracę, i na swoje przyjemności i zainteresowania. Nie chcę ograniczyć się do prania i sprzątania. Planuję wrócić do pracy”. Pytania o ustawę antyaborcyjną i #czarnyprotest są dla niej trudne, ale dopuszcza sytuacje, w których kobieta powinna mieć możliwość wyboru.

Bezpośrednio w #czarnyprotest zaangażowały się Angelika Karwowska i Marta Tomczak – śledząc ich fanpage’a widzę, że wzięły udział w protestach.

***

Karolina Szczepaniakdziennikarka, zajmuje się nowymi technologiami, projektami IT, edukacją, prawem, polityką i popkulturą.

Czytaj także:
Agnieszka Wiśniewska: Projekt Lady”, czyli gdzie są twoje perły?
Kinga Dunin: Demokratyczny savoir vivre a „Projekt Lady”

Anna-Cieplak-Ma-Byc-Czysto

 

**Dziennik Opinii nr 289/2016 (1489)

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!