Kultura

„W labiryncie ludzkich spraw zagubieni ty i ja”

W labiryncie

„Pozornie bezideowe programy rozrywkowe czy seriale okazują się być często bogatym złożem bardzo politycznych konceptów i struktur.” – pisze Przemysław Witkowski we wstępie do książki „Chwała Supermanom”. Jednym z seriali, którym się przygląda, jest „W labiryncie”.

Dziś może trudno nam to sobie wyobrazić, ale serial W labiryncie (1988–1991) gromadził przed ekranami naprawdę rekordową widownię. Zdarzało się, że oglądało go w tym samym momencie nawet 16 mln fanów. Dla porównania, pierwszy mecz reprezentacji Polski na Euro 2016 obejrzało 11 mln ludzi. Biorąc pod uwagę, że do promocji tych sportowych igrzysk zaprzęgnięto całą wielką machinę reklamową i ogromne pokłady nacjonalizmu, to miażdżące zwycięstwo pierwszej polskiej soap opery pokazuje siłę i zasięg oddziaływania owej produkcji.

Kręcony na początku jeszcze w schyłkowym PRL serial rozgrywa się w środowisku pracujących w jednym instytucie warszawskich naukowców i ich rodzin. W tej pierwszej polskiej telenoweli bardzo istotną rolę odgrywa temat transformacji ustrojowej. Masę uwagi poświęca się tu zmianom, jakie wprowadzały w polskiej gospodarce decyzje ministra przemysłu Mieczysława Wilczka, i wyraźnie postuluje pożądany kierunek reform społeczno-ekonomicznych w Polsce.

Porządek społeczny PRL jest tu przedstawiany jako gospodarka niedoboru, machina skrępowana biurokracją, ograniczającą inicjatywę i przedsiębiorczość zdolnych młodych naukowców, takich jak główny bohater serialu dr Jan Duraj. Jego głównym antagonistą jest dyrektor Stopczyk, przedstawiciel peerelowskiej nomenklatury, który blokuje wytwarzanie produktu, na który czekają polscy pacjenci – nowego leku przeciwbólowego, Adoloranu (warto zwrócić uwagę na nazwę leku – znaczy ona dosłownie „przeciw cierpieniu”). Nad tym projektem pracuje właśnie doktor Duraj. Dyrektor wstrzymuje jednak badania nad Adoloranem, aby w ten sposób odegrać się na swoim przeciwniku naukowym i politycznym. Jest mściwy i zazdrosny o swoją władzę.

Stopczyk jest w serialu modelowym reprezentantem władzy, która nie tylko blokuje produkcję ważnego leku, ale również odmawia Polsce zmian na lepsze. Ostatecznie, gdy prace nad stworzeniem nowego leku zostają jednak podjęte, Stopczyk udziela „Trybunie Ludu” wywiadu, w którym podaje się za kierownika badań nad Adoloranem. Grany przez Leona Niemczyka partyjniak jest zresztą W labiryncie szwarccharakterem pełną gębą. Robi, co może, żeby utrudnić jednemu z badaczy, Adamowi Racewiczowi, wyjazd do USA. Do pracy przyjmuje swoją kochankę Bożenę i mimo tego, że czyni ona codziennie spustoszenie w laboratorium, nie pozwala jej zwolnić. „Cały kraj jest pełen takich Stopczyków”, mówi do żony, kładąc się spać doktor Duraj, a my – widzowie, wiemy już, że W labiryncie konflikt młodzi–starzy, jest zarazem konfliktem ideologicznym. Zasiedziałe, nierespektujące potrzeb pacjentów i biurokratyczne kierownictwo przeciwstawiono młodemu pokoleniu idealistycznych solidarnościowców.

Duraj jest też na bieżąco z zachodnią prasą – czytuje regularnie anglojęzyczny „Lancet”. Jego kolega dr Hanisz wyjeżdża na stypendium zagraniczne do Szwajcarii. Stopczyk tymczasem, jak typowy nepota, regularnie powołuje się na swoje prywatne układy i znajomości, aby załatwiać dostawy składników lub przekupić pracowników bonusami. „Ma dojścia” i robi rzeczy „dla starych dobrych przyjaciół”. Wolny etat obsadza odgórnym nakazem. Podobnie przydziela ważne i wartościowe stypendia zagraniczne (odc. 6, Ciąża). Władza związana z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą okazuje się do cna skorumpowana i przesiąknięta kolesiostwem i klientelizmem. W rozmowach bohaterów pojawiają się często zdania o konieczności przeprowadzenia, zarówno w ich zakładzie pracy jak i w całej gospodarce, niezbędnych cięć i o permanentnych brakach „niedostępnych w kraju komponentów”. Sam wyjazd na Zachód przedstawiony zostaje jako najwyższe szczęście, jakie może spotkać polskiego naukowca. Z kolei najlepszą opcją zawodową dla mniej wykształconych jest zostanie stewardessą. Znają one świat, mają dostęp do luksusowych towarów i regularnie obcują z Zachodem, wyobrażonym jako kraina zamożności i dostępnej wszystkim masowej konsumpcji towarów.

Sam wyjazd na Zachód przedstawiony jest jako najwyższe szczęście, jakie może spotkać polskiego naukowca.

Pojawia się również wyraźnie motyw uwłaszczenia się dawnej nomenklatury w nowym systemie. Podobnie jak w pozaserialowej rzeczywistości to dyrektorzy zakładów, dobrze wykształceni i posiadający kontakty z zachodnią gospodarką najszybciej odnajdują się w wolnorynkowych zmianach, jakie następują w latach 80. w Polsce. Zakładają firmy-córki, które uzupełniają podstawową działalność firm państwowych – komputerowe, handlowe czy świadczące dodatkowe inne usługi. Dyrektor Stopczyk z hamulcowego zmian, bardzo szybko staje się ich parowozem. Zakłada z Robertem Hellerem, właścicielem Farmapolu, spółkę Stopczyk-Heller i błyskawicznie dorabia się jachtu. Aby zarobić, nie cofnie się przed niczym. Składuje na terenie instytutu beczki z toksyczną substancją, wchodzi w interesy z Niemcami i próbuje kilkakrotnie kupić idealistycznie nastawionych młodszych naukowców. Ostatecznie jednak ponosi zasłużoną karę, gdyż okazuje się, że jego wspólnik oszukuje go, okrada z pieniędzy konto ich spółki i ucieka za granicę. Przez większość czasu trwania serialu bohaterowie co chwilę kuszeni są jednak stypendiami i pracą dla różnych zagranicznych firm. Pojawiają się dla nich opcje wyjazdu do najbogatszych krajów świata: USA, Szwajcarii czy Norwegii. Polski naukowiec jest cenny, a jego wykształcenie to ogromny kapitał. Duraj i Hanisz są kuszeni pracą w Farmapolu, a jej właściciel oferuje im stałe, korzystne etaty. Jednak idealistycznie nastawieni Paweł Hanisz i Janek Duraj nie przyjmują tej propozycji i postanawiają pozostać w instytucie. Jak się ostatecznie okazuje, to dobra decyzja. Heller objawia się w końcu przecież jako złodziej i oszust. Hanisz i Duraj tymczasem nawiązują współpracę ze Szwajcarami i ostatecznie w nowym systemie odnoszą sukces.

Co ciekawe, w serialu z przełomu lat 80. i 90., pojawia się, zupełnie niestandardowe dla późniejszych produkcji, ujęcie kilku problemów społecznych. Demonizowana w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu aborcja została potraktowana jak całkiem zwyczajny zabieg. Kiedy główna bohaterka kobieca, Ewa, okazuje się w ciąży ze zmarłym partnerem, jej lekarz ginekolog spokojnie proponuje jej zabieg. Bohaterkę za rozważanie tego pomysłu nie spotyka żadna „kara”, a sam problem nie jest postawiony jako decyzja o ogromnej wadzie moralnej, tylko raczej jako opcja do rozważenia. […] Podobnie, kiedy córka dr Duraja Ola przejęta poleceniami wyniesionymi z lekcji religii chce koniecznie udekorować wszystkie okna wizerunkami papieża przed zbliżającą się jego wizytą, religijne zaangażowanie córki nie znajduje zrozumienia u ojca.

Zamienię dyplom na metrykę z Sosnowca

Wpływ religii jest w serialu jeszcze znikomy i daleko mu do tak kuriozalnych produkcji, jak mówiąca o życiu księży-ideałów Plebania (2000–2012). Trzeba zresztą przyznać, że zakres tematów poruszanych w emitowanym tylko trzy lata serialu znacząco wykracza poza zbiór przyjęty w kolejnych produkcjach polskiej telewizji. Została w nim poruszona kwestia, nie tylko aborcji, ale i mieszanych kulturowo małżeństw, picia alkoholu przez młodocianych, bezrobocia, niskich zarobków, fali przestępczości, prostytucji zarówno dorosłych jak i nieletnich, pornografii, romansów pozamałżeńskich, incestu, alkoholizmu, powstania warszawskiego, festiwalu w Jarocinie, AIDS, ucieczki nieletnich z domu, kobiety więźniarki i afrykańskich imigrantów. Wszystko to zarysowane daleko liberalniej od katolickiego moralizatorstwa, tak typowego dla produkcji o kilkanaście lat późniejszych. Biznes i prywatyzacja okazują się jednak ostatecznie jedynym sensownym wyjściem dla bohaterów, a samemu instytutowi grozi zamknięcie i przekształcenie w zakład produkcyjny.

Serial kończy swoją emisję w 1991 roku. Ci sami scenarzyści wrócą kilka lat później już w dużo bardziej mieszczańskiej odsłonie, z serialem Klan (1997-), opowiadającym o losach Lubiczów nobliwej rodziny z warszawskiej Sadyby. Nie zajmują się już w nim kwestią transformacji, a problemy w nim podejmowane są w sposób dużo bardziej konserwatywny niż W labiryncie.

**

Fragment książki Przemysława Witkowskiego Chwała Supermanom, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Książka i Prasa. Zapraszamy na premierę w środę 26 kwietnia do siedziby Krytyki Politycznej na ul. Foksal 16 w Warszawie.

 

Bio

Przemysław Witkowski

| Poeta, dziennikarz i publicysta

Przemysław Witkowski – poeta, dziennikarz i publicysta; dwukrotny stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu; absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; opublikował „Lekkie czasy ciężkich chorób” (2009); „Preparaty” (2010); „Taniec i akwizycja” (2017), jego wiersze tłumaczono na angielski, czeski, francuski, serbski, słowacki, węgierski i ukraiński.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Zamiast ohydnego "kazirodztwa" w tekście znajdziemy neutralny "incest". Przyznam się, że musiałem sięgnąć do słownika. Bardzo doceniam starania autora, który przecież mógłby kogoś urazić tym archaicznym i obleśnym sformułowaniem (wymyślonym przecież w patriarchalnym społeczeństwie!).
Zamiast tego mamy "incest". "Incest" brzmi fajnie. "Incest"jest cool, bo brzmi jak nazwa jakiegoś drogiego zabiegu kosmetycznego. Gdy kiedyś spotkam na swojej drodze człowieka, który rucha swoją matkę lub siostrę, to z przyjemnością zagadam: "Ej, stary! Jak się zaczęła twoja przygoda z incestem?".

„Pozornie bezideowe programy rozrywkowe czy seriale okazują się być często bogatym złożem bardzo politycznych konceptów i struktur.” np. Mistrzowie horroru. Nie dość, że serial jest komiksowy i mocno ironiczny to jeszcze porusza ważne tematy jak homoseksualizm, aborcja, eutanazja czy wojna w Iraku.

"Dziś może trudno nam to sobie wyobrazić, ale serial W labiryncie (1988–1991) gromadził przed ekranami naprawdę rekordową widownię. "

Dlaczego trudno to sobie wyobrazić?? To świetny serial o czasach które już nie wrócą, o czasach bez zamachów, uchodźców, o czasach gdzie każdy miał pracę, mieszkanie, nie było bezdomnych grzebiących po śmietnikach, między ludzie były relacje, spotykali się i każdy miał emeryturę. Dziś moje pokolenie nie dostanie już emerytury, strach się starzeć. Wszyscy siedzą na fejsbuku albo grzebią w smartfonie. Poza tym w tym serialu nie ma gołej dupy, cycków i przekleństwa. Można? Można. Za chęcią regularnie oglądam średnio raz do roku 120 odcinków i trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś było normalnie, a teraz jest beznadziejnie.