Teatr

To nie „oni” są niedobrzy, to „my” tak bardzo nienawidzimy

Małgorzata-Wojciechowska

Potencjał nienawidzenia czy choćby bycia górą, bycia silniejszym, jest w każdym z nas. Musimy być bardzo uważni na moment, kiedy kończy się dyskusja, a powstaje chęć „dojechania” przeciwnika – mówi Małgorzata Wojciechowska, współtwórczyni spektaklu „Trololo – przesłania najjaśniejsze”.

Grażyna Latos: Stworzyłaś scenariusz spektaklu Trololo – przesłania najjaśniejsze, opartego w całości na hejterskich postach i komentarzach. Nie miałaś poczucia, że o nienawiści w internecie zostało już powiedziane wystarczająco dużo?

Małgorzata Wojciechowska: O hejcie było już bardzo dużo, ale nie słyszałam wcześniej o ujęciu tego tematu w sposób artystyczny. Inna sprawa, że pierwotnie bodźcem do stworzenia tego spektaklu nie była bezpośrednio chęć konfrontacji z tym zjawiskiem w ogóle, ale konfrontacji z sytuacją, jaką był hejt po innym spektaklu.

Co to był za spektakl?

Kalkstein/Czarne słońce Julii Holewińskiej  w reżyserii Joanny Grabowieckiej. Grałam w nim Ojczyznę. Spersonifikowaną, gniewną, pełną protestu, komentującą historię i nasze czasy. Okrucieństwa i absurdy. Mirek Kaczmarek zaprojektował mi kostium, który sugerował zmęczoną, przybrudzoną burdelmamę. Byłam dość roznegliżowana, w dodatku z peruką między nogami. Taka ojczyzna mogła się niektórym nie spodobać. Nie spodobało się także mówienie o Kalksteinie. Jak to? Są pieniądze na spektakl o zdrajcy, a nie ma na bohaterów? Hejterzy nawet nie zwrócili uwagi, że spektakl był studium zdrady, właściwie piętnował ją, choć poruszał temat patriotyzmu w sposób niejednoznaczny. Nie bogoojczyźniany. Nie na klęczkach. Większość go nawet nie widziała, więc ten hejt wynikający z niewiedzy początkowo bardzo nas bawił. Był nawet pomysł, żeby to zebrać i zrobić czytanie performatywne. Projekt z przyczyn niezależnych upadł, ale wraz z moim przyjacielem Maćkiem Zakrzewskim, kompozytorem muzyki do spektaklu, zdecydowaliśmy się nie odpuszczać. Uznaliśmy, że hejt jest tematem, któremu należy się osobny spektakl.

Kiedy to było?

Zaczęliśmy późną jesienią 2016 roku, chwilę przed ogłoszeniem konkursu scenariuszy do Nurtu OFF Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Cudownie się złożyło, że przeszliśmy, bo otrzymaliśmy finanse na produkcję. Niewielkie, ale był to już punkt wyjścia. Mieliśmy też miejsce na premierę. Dzięki temu, że wygraliśmy festiwal i spektakl został doceniony, trafił do repertuaru Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu i jest grany gościnnie także na innych scenach.

Czyli prawie dwa lata temu zaczęłaś przeglądać internet w poszukiwaniu hejtu?

Zanim zaczęłam szukać, myślałam, że widziałam już dużo i że wiem, czym jest ostry hejt na różne osoby i środowiska, ale to, co znalazłam, zbierając materiały, przeraziło mnie. Czułam się, jakby ktoś na mnie wymiotował.

Kto?

Hejt pochodzi z każdej strony. Są to środowiska prawicowe, katolickie, narodowe, lewicowe, liberalne. Pierwsza refleksja była jednak taka, że jest tego zdecydowanie więcej i okrutniej ze strony tzw. prawej. Gdy zaczynałam, interesowało mnie głównie źródło hejtu wokół Kalksteina, czyli środowiska narodowe. Sprawdzałam strony, na których spodziewałam się tej nienawiści. Gazety prawicowe, strony i profile na facebooku.

Hejt pochodzi z każdej strony. Są to środowiska prawicowe, katolickie, narodowe, lewicowe, liberalne.

Później zainteresował mnie też hejt na feministki, LGBT, Żydów etc., ale chciałam być sprawiedliwa – spojrzałam również na lewą stronę. Nie chciałam robić propagandowego spektaklu o tym, jacy oni są niedobrzy, tylko jak bardzo my, my wszyscy nienawidzimy. Koniec końców, jeśli chodzi o stronę tzw. lewą, wystarczył mi jeden tekst. To był literacki, pięknie napisany opis zadawania tortur, o których autor – osoba o poglądach liberalnych – fantazjował w kontekście swojego przeciwnika politycznego. I co? Zauważyłam, że mnie samą on serdecznie ubawił. Początkowo. Dopiero potem dotknęła mnie ostrość tej wypowiedzi i jakoś to w sobie „przerobiłam”. Bardzo dziwne i przykre doświadczenie. I niezwykle pouczające.

Czego cię nauczyło?

Tego, że w każdym z nas jest, nazwijmy to, potencjał nienawidzenia czy choćby bycia górą, bycia silniejszym. Że w tym przypadku nie ma my – wy. Że atawistyczna potrzeba pokonania przeciwnika nie jest zależna od strony, z którą się identyfikujemy, i że musimy być bardzo uważni na moment, kiedy kończy się dyskusja, a powstaje chęć „dojechania”, wyczuć, że właśnie dajemy się wciągnąć w zasady dżungli, i temu się nie dać, żeby nawet ostre dyskusje nie przerodziły się w argumentację ad personam.

To doświadczenie, konfrontacja z innym postem tego samego autora, dały mi jeszcze inną refleksję, niezwykle gorzką – czasem, mimo najlepszych intencji, jesteśmy bezradni wobec braku chęci porozumienia i właśnie stąd biorą się argumenty siły. Nie chcę cytować, bo jest to jeden z kluczowych momentów spektaklu, ale tych kilka wzruszających, przepięknie napisanych zdań zawiera w sobie smutny wniosek (nawet jeśli to truizm), że bez obustronnego zaangażowania w chęć porozumienia nie ma na nie szans i często kończy się to tragicznie i – co najważniejsze – na razie nie znamy rozwiązań. Mam więc nadzieję, że ten spektakl w jakiś sposób zmieni cokolwiek na lepsze, choćby tylko wśród osób, które na nim były.

Nowe hejty polskie. Wybór głupoty prozą i poezyą pisanej

Nie ma więc my – wy, ale jest prawica, jest lewica – i są dzieci.

W fazie roboczej miałam ten hejt pogrupowany – różne środowiska atakujące inne środowiska lub ataki personalne. Miałam pomysły na inscenizację i zarys całości, ale zupełnie nie wiedziałam, jak to podsumować, co jest akurat zawsze najtrudniejsze. I wtedy właśnie trafiłam na hejt dzieci. Dość przypadkowo weszłam na stronę zapytaj.pl, gdzie głównie gimnazjaliści wymieniają się różnymi radami, np. jak napisać wypracowanie, gdzie znaleźć proste opracowania lektur. I przeczytałam: „Chciałbym komuś dojechać. Chciałbym komuś tak powiedzieć, że mu pójdzie w pięty. Czy macie jakieś fajne teksty, żeby kogoś obrazić?”. To pytanie wywołało całą lawinę. I mój szok. Inwencja, obfitość, ilość doradzających, pomysły: możesz komuś dojechać tak, a możesz tak… Na wygląd, na rodziców, na spodnie-rurki, na wszystko.

Ile w sumie zebrałaś materiału?

Mnóstwo. Musiałam z niego wybrać to, z czego dało się stworzyć scenariusz do spektaklu. To, co znalazło się w sztuce, to mniej więcej jedna czwarta całości.

Poza tekstem szalenie ważną funkcję w spektaklu pełni muzyka. Jak wyglądała twoja współpraca z kompozytorem?

Muzyka i tekst powstawały osobno, ale właściwie inspirowaliśmy się wzajemnie. Gdy nie wiedziałam, jak ugryźć dany temat, Maciek wpadał na fajny pomysł muzyczny i muzyka stawała się inspiracją. Tak było na przykład przy ONR-ze. Maciek wymyślił, że stworzymy orientalną muzykę. Puścił mi próbkę indyjskich brzmień, a mi się przypomniał Białystok, sprawa stosowania swastyk i uniewinniający wyrok sądu mówiący, że jest to starożytny symbol szczęścia. I nagle rozwiązanie wydało się takie oczywiste.

W spektaklu są też rozmaite gadżety, np. maska konia. Muszę przyznać, że mnie pomogły ten spektakl przeżyć.

Taka właśnie była ich rola. Bez ironii byśmy zwariowali. Gdy pracowałam nad tekstem, wiedziałam, że nie można podać go wyłącznie w formie, w jakiej stosują go hejterzy, bo ani widownia tego nie przetrwa, ani my. Dzięki tym wszystkim „gadżetom” wyszedł także inny efekt, na którym mi bardzo zależało: śmiejemy się, śmiejemy, aż te uśmiechy zaczynają rzednąć. Bo hejty często są naprawdę zabawne, choć tylko pozornie. Są sformułowane w taki sposób, że jeżeli się chwilę nad nimi nie zastanowimy, zaczynamy się śmiać, jak z głupich kawałów. Jak ja sama po przeczytaniu hejtu o torturach. Za każdym razem, gdy gramy Trololo…, ludzie się śmieją, ale z czasem śmiechy milkną. Niektórzy zaczynają płakać, zdarzyła mi się też szlochająca na głos pani w pierwszym rzędzie. „Z czego się śmiejecie?” – bardzo to gogolowskie.

Jak kupić 2300 antysemitów za jedyne 30 dolarów

Jest w tej sztuce hejt, jaki pamiętam z lat mojego dzieciństwa, ale jest też ten bardzo aktualny.

Na przykład na artystów.

I na protestujące w sejmie osoby z niepełnosprawnościami.

Kiedy kończyliśmy prace nad spektaklem, bardzo gorąca była sytuacja w teatrze Polskim we Wrocławiu. Stąd hejt na aktorów. Ale to zaczęło przebrzmiewać i uznaliśmy, że potrzebna jest aktualizacja. Zwłaszcza jeśli chcemy, żeby nasz spektakl trafiał i skłaniał do refleksji. Doszła więc sprawa meczu Polska-Senegal i protesty, ostatnio także studentów. Doszła harcerka pisząca o asfaltach. Doszedł radny z Poznania piszący: dzięki bogu zwyciężymy tych czarnuchów. To boli. Szczególnie, gdy ktoś w takiej wypowiedzi powołuje się na Boga.

No właśnie, mam wrażenie, że jak po przedstawieniu wychodzisz na scenę i kłaniasz się publiczności, wciąż masz w sobie dużo emocji. Ile cię to wszystko kosztuje?

Po tym spektaklu jestem po prostu nieprzytomna. Po premierze bolało mnie wszystko, jak to się mówi – włącznie z włosami i paznokciami. Poza ogromnym wysiłkiem fizycznym jestem tubą, przez którą idą te wszystkie słowa. Medium nienawiści. Daję swoje ciało, swój głos, swoją obecność na scenie anonimom zza komputerów i smartfonów.

Kapela: Bywam trollem [rozmowa]

czytaj także

Kapela: Bywam trollem [rozmowa]

Rozmowa Jerzego Ziemackiego

Mówisz na głos to, co inni napisali, ale też zaczepiasz ludzi, zaczepiasz publiczność.

Tak, zaczepiam, ale najpierw nie oczekuję żadnej reakcji. To są delikatne zaczepki mające sugerować: a ty mi wyglądasz na Żyda. W tym bloku ONR-owskim jeszcze się śmieją. Niby zaczyna się robić groźnie, ale jeszcze naprawdę groźnie nie jest. Póki nie zaczepiam ludzi, oczekując reakcji, odbywa się to na zasadzie: jestem już trochę zmieszany, ale jeszcze czuję się bezpieczny.

Potem jest moment hejtu na grubych i przychodzi zakłopotanie. Wtedy zresztą zapala się światło skierowane na publiczność. Jeszcze później jest wyciąganie na scenę. To dla mnie ważna osobiście część, bo dotyczy hejtu na aktorów. Skoro jesteśmy darmozjadami, skoro to taka lekka praca, to chodź, zobacz, jak tu jest. Doświadcz, wystrasz się świateł, setek par oczu, a dopiero potem mów, oceniaj, obrażaj.

Teatr czy folwark?

Czyli mocno edukujesz.

To jest jedna z ważniejszych funkcji sztuki.

A w ogóle po co nam sztuka?

To najtrudniejsze pytanie, jakie można zadać artyście. Można potraktować to jako banał, frazes, ale sztuka jest po to, żeby zmieniać ludzkie serca. Jest po to, żeby odbiorca, ale także twórca stawał się lepszym człowiekiem.

Są rzeczy ważniejsze niż teatr

*
Trololo – przesłania najjaśniejsze będzie można zobaczyć m.in. we wrześniu w Słupsku na Festiwalu Scena Wolności.
Spektakl zdobył Tukana OFF 38. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2017).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.