Teatr

Teatr uchodźców

O pracy teatralnej z uchodźcami z Pietro Floridią rozmawia Alicja Borkowska.

Alicja Borkowska: W sobotę zaczyna się festiwal ATLAS organizowany przez Strefę WolnoSłową w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Strefa od kilku lat zajmuje się organizacją warsztatów i tworzeniem spektakli z uchodźcami i migrantami mieszkającymi w Polsce. Na festiwal zaprosiliśmy grupy teatralne, które prowadzą podobną działalność w innych krajach. We Włoszech tworzysz przedstawienia teatralne i wydarzenia artystyczne z udziałem uchodźców już od kilkunastu lat, od kilku z założoną przez ciebie grupą Cantieri Meticci. Mógłbyś opowiedzieć, o czym są wasze spektakle, zwłaszcza spektakl, który pokażecie w Warszawie?

Pietro Floridia: Tematyka naszych spektakli dotyczy naszego miasta i społeczeństwa. Coraz rzadziej wychodzimy od tekstów literackich, od tego, co nas interesuje, staramy się za to zrozumieć, co interesuje mieszkańców, a dopiero później odwołać się do naszej kultury, aby obok sygnalizowanych treści umieścić przykłady zaczerpnięte z literatury malarstwa, filmu. Kilka przykładów: wczoraj byliśmy w meczecie i rozmawialiśmy o ramadanie, byliśmy w miejskim tunelu, gdzie rozmawialiśmy o przemocy wobec kobiet w Bolonii w nawiązaniu do wydarzeń w Kolonii, rozmawialiśmy o marzeniu uchodźców, którzy pragną dotrzeć na Północ, o braku domu, o rasizmie, matkach islamskich i ich dzieciach, które chcą dołączyć do dżihadystów.

W Warszawie pokażemy spektakl Akrobaci, który opowiada o umiejętności przetrwania, o ludziach podczas ucieczki.

Chcemy skłonić ludzi do zastanowienia, czy nie powraca klimat, który umożliwił rzeź i eksterminację Żydów, Cyganów, homoseksualistów, czy i do jakiego stopnia powracają stosowane wówczas środki, tyle że w sposób, jak powiedziałby Bauman, bardziej płynny, ukryty. Czy Europa nie staje się ponownie terenem pogromów, obozów, deportacji, zgody na to, by w niektórych częściach świata ludzie umierali śmiercią głodową za ogrodzeniem z drutu kolczastego.

Przytaczamy opowieści osób deportowanych, ludzi, którzy przemierzyli Europę, szukając schronienia – zarówno zwykłych ludzi, jak i słynnych filozofów, jak Walter Benjamin, który był uchodźcą i zginął, próbując przejść przez granicę. Nawiązujemy do tego, co dzieje się ostatnio w Europie, którą przemierzają tysiące uchodźców.

Dlaczego jako reżysera teatralnego zainteresowało cię nie tylko mówienie o uchodźcach, ale również bezpośrednia praca z nimi? W waszej grupie jest tylko kilku profesjonalnych aktorów, reszta to amatorzy – Włosi i uchodźcy mieszkający we Włoszech.

Dwadzieścia lat temu tworzyłem teatr z osobami podobnymi do mnie pod względem przygotowania kulturalnego, ścieżki życiowej, wizji świata, ale światr się zmienia, zmienia się bardzo szybko, a kultura nie nadąża za tymi zmianami i coraz bardziej traci kontakt ze światem. Zmiany te nie są wynikiem wyłącznie wielkich migracji, ale też nowych sposobów produkcji, innego oblicza kapitalizmu, szybkiego wprowadzania nowych technologii, nowego sposobu organizowania rynku pracy w krajach takich, jak Włochy czy Francja. Uległ też zmianie dialog międzypokoleniowy – dzieci i ojcowie nie potrafią się porozumieć. W odniesieniu do tych zmian kultura pozostaje w tyle. A przy tym – co można zauważyć na całym świecie – staje się ona coraz bardziej elitarna, np. we Włoszech adresowana jest przede wszystkim do osób zamożnych, światłych, uczęszczających do teatru. Wszystko to przyczynia się do powstania nowego apartheidu, do braku dialogu i zainteresowania świata kultury życiem zwykłych ludzi i na odwrót, braku zainteresowania zwykłych ludzi kulturą.

Tworząc teatr z uchodźcami, staramy się wziąć w naszych działaniach pod rozwagę fakt, że nasze społeczeństwa nieuchronnie stają się wielokulturowe. Nie chodzi nam o pojmowanie uchodźców jako jakiejś specjalnej kategorii ludzi, ale o uchwycenie głębokiej zależności między kulturą a życiem codziennym, życiem zwykłych ludzi, ludzi wyłączonych z kultury. W gruncie rzeczy nie chodzi wyłącznie o uchodźców i imigrantów, ale o wszystkie osoby, które zwykło się uważać za wyłączone z działań kulturalnych czy artystycznych. Staramy się skonfrontować z tym, co zachodzi poza tradycyjnymi instytucjami kultury oraz postawić pytanie, w jaki sposób rozmawiać z osobami, które nie są przyzwyczajone do obcowania z kulturą.

W jaki sposób nawiązujecie ten dialog? Jakich narzędzi używacie?

Podstawowe narzędzie, jeśli o mnie chodzi, wiąże się z kalejdoskopową, policentryczną wizją świata. Kultura wyższa to kultura, która potrafi tworzyć związki, pomosty, połączenia pomiędzy najbardziej odległymi dziedzinami. Kiedy zadajemy sobie pytanie, czym jest tekst klasyczny, odpowiedź brzmi: klasyczny jest tekst o nieskończonych możliwościach lektury, o nieskończonej liczbie znaczeń.

Pracując z uchodźcami, czyli mierząc się z tekstami, z działaniem kulturalnym, przy dużej różnorodności doświadczeń życiowych, kultury i pochodzenia, staramy się tworzyć związki, analogie i pomosty na różnych poziomach, staramy się mnożyć znaczenia. Otwieramy dzieła, wzbogacamy je o nowe światy i zdolności interpretacyjne. To po pierwsze. Po drugie na nas – którzy przywykliśmy do luksusu, komfortu, inercji – dobry wpływ wywiera konfrontowanie się z tymi, którzy otarli się o śmierć, uciekli przed śmiercią. Sztuka w najdawniejszym i najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa miała zawsze do czynienia z motywem śmierci, z odpowiedzią na śmierć, z różnymi sposobami przepracowania, zmierzenia się ze śmiercią, sublimacji, nadania sensu życiu. Dlatego sztuka w naszej epoce postdramatyzmu, postmodernizmu, języka dla języka, sztuki dla sztuki całkowicie utraciła zdolność mówienia o życiu i skupiła się na sobie. Tak więc mamy pisarzy, którzy zawsze pisali, reżyserów, którzy reżyserowali, oraz krytyków – działalność adresowaną do elity kulturalnej, podczas gdy powinna ona dotyczyć życia, sztuka powinna służyć życiu. W naszym przypadku temu właśnie służy praca z uchodźcami.

Mówiłeś o pracy z uchodźcami i o jej znaczeniu dla sztuki i kultury. Mógłbyś powiedzieć kilka słów o wpływie, jaki ma ta praca na osoby, z którymi pracujecie? Nie pracujecie tylko z profesjonalistami i uchodźcami, ale też z osobami urodzonymi we Włoszech.

Jeśli o mnie chodzi, to odkąd pracuję z uchodźcami, moje życie uległo zmianie na lepsze. Uruchomiłem wiele obszarów mojej osobowości czy sposobu pojmowania świata, których do tej pory nie używałem. Kontakt z Innym, z osobą, która ma inny sposób widzenia świata, obudził we mnie jakby inne obszary osobowości, do tej pory uśpione. To spotkanie z Innym uczyniło ze mnie szczęśliwszego człowieka, wzbogaciło mnie. Dlatego też zastanawiałem się, czy podobne doświadczenie nie mogłoby stać się udziałem innych osób. Uprawiając teatr, staram się więc stworzyć sytuację, w której spotykają się różne osoby i za pomocą sztuki oraz kontaktu – dziś coraz rzadszego – z pięknymi słowami i obrazami, podejmują rozważania o uczuciach, o tym, co każdy z nas w sobie nosi, i dzięki sztuce, literaturze, może wydobyć, uwypuklić, podnieść do poziomu wielkiej literatury, wejść w dialog.

To pole działania, które wydobywa z ludzi to, co najlepsze, powinno służyć spotkaniu z Innym.

Potwierdziło się to w moim doświadczeniu. To tak, jak w sporcie: ktoś, kto używa pewnych mięśni, na przykład tenisista, ma jedno ramię bardziej rozwinięte od drugiego. Tak też ty zaczynasz używać mięśni, obszarów, których do tej pory nie używałeś w spotkaniu kulturalnym, w naturalnym dążeniu do spotkania z osobami tobie podobnymi. W sytuacji, kiedy spotykamy się z Innym, początkowo przeżywamy szok, ale w rezultacie spotkanie to przynosi więcej korzyści niż strat, ponieważ uruchomione zostają umiejętności, które były w zaniku, o istnieniu których nawet nie wiedzieliśmy. Poza tym ujawnia się sposób widzenia świata, który utraciliśmy i za którym tęsknimy.

Peter Brook twierdził, że sztuka jest przebudzeniem, dla nas takim przebudzeniem jest spotkanie z cudzoziemcem. Szkłowski mówił o tym, że podstawowym zadaniem sztuki jest wyobcowanie, spojrzenie na świat jakby pierwszy raz. Spotkanie z Innym jest doświadczeniem także o charakterze estetycznym.

A uchodźcy, z którymi pracujesz?

Najważniejsze jest docenienie tego, co mówią, co myślą. Za pomocą działań teatralnych staramy się wydobyć z nich zdolność do myślenia, tworzenia, rozumowania, wyrażania. „Wyrażania się” w znaczeniu „wydobywania czegoś na zewnątrz”, tak więc dla kogoś, kto został zablokowany, zamknięty w sobie w drodze nacisków, przemocy, traktowany jak zwierzę albo nawet jak przedmiot, zmuszany do pomniejszania swojej wartości, aby przeżyć, ważne jest znaleźć się w sytuacji umożliwiającej przebudzenie. Uchodźcy bardzo często przybywają naznaczeni całkowitym rozpadem tkanki społecznej, stosunków międzyludzkich, obarczeni traumatycznymi przeżyciami w relacjach z ludźmi. Dlatego też należy przede wszystkim odbudować w nich sferę uczuciową, mechanizmy przywracające to, co utracili. W naszej teatralnej rodzinie odnajdują matki, ojców, starszych braci, innymi słowy otoczenie, w którym mogą się poczuć bezpiecznie, w którym nie czują się samotni, załamani, rozbici niczym ludzkie odpady unoszące się samotnie na morzu. I to jest niewątpliwie sprawa najważniejsza.

Poza tym teatr może też pełnić funkcję pomostu, pomocy w uczeniu się reguł społeczeństwa, w którym uchodźcy będą żyć. Jest więc pośrednikiem na poziomie języka, ale także w sferze zachowania, przekonań i wartości, które przyswajają dzięki osobom poznanym podczas działań teatralnych.

Jeśli chodzi o wpływ na społeczeństwo, co robicie, żeby Waszymi spektaklami docierać nie tylko do wąskiej grupy przekonanych?

Po pierwsze należy szanować strach, ludzkie obawy. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, powinniśmy starać się w nie wsłuchiwać, zrozumieć je, a nie przyklejać im od razu etykietkę faszyzmu. Tylko w ten sposób można znaleźć jakiś sposób dotarcia do tych ludzi. Po drugie trzeba wyjść do ludzi, nie czekać, żeby oni przyszli do nas, gdyż wtedy przyjdzie do nas tylko lewica lub radykałowie, którzy niszczą ideę wspólnego dobra. Lewica coraz rzadziej zajmuje się biedotą, ludźmi ubogimi, pozostawiając ich w rękach prawicy. Należy robić to stopniowo. Trzeba wyznaczyć dobrych mediatorów kulturalnych, czyli osoby, które potrafią słuchać i należą do grupy społecznej, z którą chcemy działać. Należy znaleźć osoby, z którymi można stopniowo nawiązać dialog i ich wysłuchać, zrozumieć ich problemy. Następnie ustalić zagadnienia, w których osoby, z którymi chcemy współpracować, czują się najlepiej. Jeśli więc mam pracować z emerytami, zaczynam od wysłuchania historii z ich młodości, na przykład przepisów kulinarnych czy przeżyć wojennych. Dwie kobiety, na przykład Kongijka i Włoszka, mogą różnić się pod wieloma względami, ale różnice zostaną przełamane, jeśli obie świetnie gotują, poznały wojnę i niedostatek. Kiedy na przykład gramy w piłkę, zamiłowanie do gry w piłkę jest silniejsze od faktu, że ktoś pochodzi z Ukrainy, a ktoś inny z Kamerunu.

Tak więc w grupach, z którymi pracujemy, należy ustalić obszary, w obrębie których – dzięki naszym działaniom artystycznym – zdołamy stopniowo uwypuklić elementy wspólne. Oczywiście ta praca wymaga czasu, cierpliwości, wszystko tu idzie, jak w kroplomierzu – kropla za kroplą.

Czy ogólny klimat polityczny we Włoszech, w Europie, wzrost agresji, rasizmu, wpływa na waszą pracę?

Uprawiamy teatr w ubogich dzielnicach, w meczetach, na miejskich targowiskach, w tunelach, zdarza się więc, że podczas przedstawień w miejscach publicznych ludzie patrzą na nas podejrzliwie lub wznoszą przeciw nam okrzyki. Zapewne dlatego, że czują się zagrożeni. Kilka dni temu szykowaliśmy się do przedstawienia na podziemnym parkingu, ale mieszkańcy nas przepędzili. Kiedy przygotowywaliśmy spektakle na targowiskach, wołano do nas, żebyśmy sobie poszli. Na pewno jednak nie zamierzamy się poddawać. Mam nadzieję, że w ciągu 5 lat stworzymy 10–20 grup Cantieri Meticci, będziemy działać w meczetach, bibliotekach, ośrodkach dla uchodźców, szkołach, miejscach uczęszczanych przez migrantów, ośrodkach socjalnych. Jeśli się to uda, wówczas w Bolonii możliwa będzie zmiana. To nasze marzenie, które staramy się krok po kroku wcielać w życie.

Pietro Florida – aktor, reżyser, pisarz, pedagog, pomysłodawca i założyciel Teatru dell’Argine w Bolonii. Od 1994 roku reżyseruje spektakle z udziałem profesjonalnych i nieprofesonalanych aktorów. Do pracy teatralnej angażuje migrantów i uchodźców mieszkajacych w Bolonii. Reżyseruje spektakle będące połączeniem instalacji artystycznych i teatru (La Strada di Paca, Report dalla dalla città fragile). Tworzy projekty „mosty” pomiędzy migrantami mieszkającymi we Włoszech, a organizacjami z ich krajów pochodzenia („Teatro in vaggio”). W 2012 założył grupę teatralną Cantieri Meticci, której członkami są nieprofesjonalni aktorzy z ponad 15 krajów świata, uchodźcy, migranci oraz Włosi. Jest dyrektorem artystycznym międzynarodowego projektu fundacji Strefa WolnoSłowa „The City Ghettos of Today”.

Alicja Borkowska – założycielka fundacji Strefa WolnoSłowa, koordynatorka projektów teatralnych oraz reżyserką spektakli fundacji. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, studiowała na wydziale DAMS na Uniwersytecie w Bolonii, gdzie skończyła również podyplomowy kurs z organizacji wydarzeń wielokulturowych organizowany przez ATER Formazione. Przez wiele lat związana z Teatro dell’Argine/ITC Teatro w Bolonii, gdzie koordynowała projekty wielokulturowe teatru, prowadziła warsztaty teatralne dla imigrantów i uchodźców, była współkuratorką i koordynatorką festiwalu „La Scena dell’Incontro“. Pomysłodawczyni i koordynatorka lokalnych projektów wielokulturowych: 3. edycji projektu „Azyl Warszawa” na warszawskim Targówku, „Otwarte!”, „Teatr / Spotkanie”, „Teatr miejski” oraz międzynarodowych projektów „Migrating Theater” oraz „The City Ghettos of Today”.

Zapraszamy na Festiwal Atlas 25 czerwca–1 lipca 2016 w Teatrze Powszechnym w Warszawie

BENHABIB

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!