Sztuki wizualne

Przemoc schowana w stawie

Walc-jezdzcow-mechanicznych

Rozmowa z Meiyą Cheng, kuratorką wystawy „Duchy wspólnoty” w warszawskim CSW, którą można oglądać do 15 stycznia.

Jakub Gawkowski: Przygotowując wystawę Duchy wspólnoty w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej, przez rok podróżowałaś po krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jaki był twój punkt wyjścia?

Meiya Cheng: Pochodzę z Tajwanu. To krajznak zapytania. Nie jest formalnie uznawany przez społeczność międzynarodową. Nie jesteśmy częścią organizacji międzynarodowych, komitetów czy sojuszy – zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej. Wydawałoby się, że Tajwan leży w Azji i geograficznie z jego stolicy Tajpej wcale nie jest daleko do wszystkich najważniejszych miast Azji Południowo-Wschodniej – do Singapuru, Bankgkoku czy Dżakarty – w praktyce jest zupełnie inaczej. Tajwan w czasie zimnej wojny był amerykańską redutą u wschodnich wybrzeży Azji. Dlatego spoglądaliśmy częściej w stronę Europy i Stanów niż sąsiednich państw. Podczas przygotowywania wystawy większość z krajów odwiedziłam po raz pierwszy. W Paryżu i innych europejskich miastach byłam wielokrotnie, ale nigdy w Dżakarcie, a przecież to ogromne dziesięciomilionowe miasto. Oczywiście wcześniej byłam na przykład w Bangkoku, ale podobno każdy był kiedyś w Bangkoku… (śmiech)

Dlaczego zdecydowałaś się zwrócić w mniej znaną stronę?

Mogłabym powiedzieć po prostu, że obecnie temat Azji Południowo-Wschodniej w sztuce współczesnej jest dość gorący. Jednak bardziej interesowało mnie to, że nigdy tak naprawdę nie przyjrzeliśmy się temu, co w kontekście społeczno-kulturowym jest dla nas wspólne. Jakie są nasze wspólne problemy, obawy.

A co z różnicami?

Oczywiście istnieją i są dość zasadnicze. Choć Tajwan nie jest może krajem w klasycznym rozumieniu, publiczna infrastruktura i system są tu dojrzałe. Od czasu wprowadzenia stanu wojennego w 1987 roku mieliśmy czterech prezydentów wybranych w demokratycznych wyborach, więc przejście od dyktatury do reżimu demokratycznego przebiegło dość płynnie. Jeśli spojrzysz na inne kraje w tym regionie, ich sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Dobrym przykładem może być Tajlandia. Tajska artystka Sutthirat Supaparinya pokazuje na wystawie pracę, w której prezentuje wszystkie dotychczasowe konstytucje kraju – notorycznie przepisywane na nowo przez kolejne wojskowe junty. Ich najnowsza, dwudziesta konstytucja gwarantuje, że wojsko będzie miało wpływ na politykę ekonomiczną kraju nawet w sytuacji, kiedy umrze król, czy zajdą inne gwałtowne zmiany.

Wilczyk: Święta wojna między kibicami

Czy zaskoczyło cię to, co zobaczyłaś podczas swojej podróży?

Odwiedzając Indonezję, zdałam sobie sprawę z całkowitego braku środków na tamtejszej scenie artystycznej – nie mają tam żadnego publicznego finansowania. Prawdę mówiąc, cały tamtejszy system wydał mi się porażką. Policja, której musisz zapłacić łapówkę na ulicy, to tam codzienność. A przy tym spotkałam w Indonezji mnóstwo niezwykłych artystów. Cały czas próbuję zrozumieć, dlaczego.

Jak w takim razie wygląda tamtejsze życie artystyczne?

Odwiedzając Indonezję, zdałam sobie sprawę z całkowitego braku środków na tamtejszej scenie artystycznej – nie mają tam żadnego publicznego finansowania.

Opiera się głównie na zasadzie wzajemności – inaczej się po prostu nie da. Dziś ty jesteś czyimś asystentem, a jutro on będzie twoim. Jest tam wszystko – przestrzenie do pokazywania sztuki, tworzone niezależnie artystyczne archiwa, artist-run spaces, a nawet miejsca, gdzie rozwijają się nowe technologie czy kolektywy hakerskie.
Podział pracy w środowiskach, z którymi się kontaktowałam, nie jest jasny. W muzeum czy centrum sztuki współczesnej musisz zaoferować ludziom konkretną pracę i jasny podział zadań. W Indonezji badacz kultury jest jednocześnie kuratorem, kurator aktywistą lub archiwistą. To wszystko jest płynne i w pewien sposób naturalne, bo jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt inny tego nie zrobi.

Wydaje mi się, że jednym z głównych tematów Duchów wspólnoty jest przemoc. Jednak nie ukazuje się ona wprost, raczej pojawia przy okazji, jakoś przebija z historii modernizacji tamtego regionu.

Przemoc nieodłącznie wiąże się tu z modernizacyjną ideologią, która każe poświęcić niektóre grupy w imię społecznego „kompromisu” i dążenia do większego, wspólnego dobra. Chiński artysta Zhou Tao część swojego pokazywanego na wystawie filmu nagrał w Bangkoku, część w Kantonie, badając przestrzeń tamtejszych placów publicznych. To porównawcze studium, skupiające się na konfliktach i siłach walczących ze sobą w sferze publicznej. Kiedy porównamy sytuację Chin i Tajlandii, to pomimo wielu różnic okazuje się, że jest też sporo podobieństw – na przykład jednym z najważniejszych graczy na politycznej mapie i tu, i tu jest armia. Poza tym różne grupy toczą nieustanne konflikty, czasem dochodzi do zmiany politycznej, ale ostatecznie wszystko zostaje w rękach miejscowej wyższej klasy średniej. Życie obywateli się zmienia, ale nie mają oni głosu. Praca Zhou Tao wygląda z początku bardzo poetycko, place oświetlone są miękkim światłem… Sytuacja zmienia się, kiedy widzimy namioty i barykady protestujących, którzy przybyli tam z terenów wiejskich poświęconych na ołtarzu modernizacji.

Kwestia protestu i wolności wypowiedzi pojawia na prezentowanych pracach wielokrotnie.

Nadzieje i pragnienia związane z wolnością słowa to do dziś w Azji Południowo-Wschodniej niezwykle ważne zagadnienie, ale nie jedyne. Dziś wszyscy mówią o zanieczyszczeniu powietrza. Już jakieś 30 lat temu mówiliśmy o tym problemie, wtedy też stopniowo zaczęto przenosić fabryki do Chin. Teraz Chiny przenoszą te fabryki do Azji Południowo-Wschodniej. Można rozrysować, jaką trasą podążały industrializacja i modernizacja, przenosząc się do tego regionu, narysować mapę dystrybucji i redystrybucji siły roboczej i pracy, przenoszonej z jednego kraju do drugiego. Chciałam zbadać różne warianty modernizacji tego regionu w różnych okresach. Powstające w efekcie konflikty można zobaczyć oczami artystów czy aktywistów, którzy próbują przemyśleć na nowo obowiązujące narracje i ideologie związane z modernizacją.

Dziś ten wątek modernizacyjny jest jeszcze ważniejszy, bo z różnych stron świata płyną głosy sprzeciwu wobec globalizacji. Politycy chcą zamykać granice, podgrzewa się konflikty narodowościowe. Tak jak w przypadku choćby Chin i Filipin.

Uszczelnianie granic to dziś podstawowa rzecz, za którą biorą się politycy. Globalizacja rozwija się jednak mimo to i nie sposób jej zatrzymać, bo staje się coraz bardziej wirtualna. Dystrybucja i redystrybucja kapitału jest kontrolowana przez anonimowe osoby, niewidzialne korporacje. Możesz uszczelniać granice, ale nie zatrzymasz tego procesu.

Bardzo wyraźnym przykładem przemocy jest na wystawie polityka prowadzona przez władze Singapuru. Dla wielu krajów w Europie to wzór sukcesu ekonomicznego i kapitalizmu z (azjatyckimi) wartościami, ale na wystawie jawi się raczej jako państwo totalnej kontroli obywateli przez władzę.

Singapur jest puntem odniesienia nie tylko dla Europejczyków. Obecny burmistrz Tajpej zaraz po objęciu stanowiska zapowiedział, że w ciągu kilku lat chce uczynić z Tajpej drugi Singapur.

To system, który jest połączeniem kapitalizmu, socjalizmu a nawet odrobiny monarchii. Dzisiejszy premier jest synem pierwszego premiera kraju. Taki kult ojca-założyciela jest zresztą w Azji bardzo popularny. Wydajność systemu, jaki stworzył Singapur, jest dla wielu modelowym, przejrzystym przykładem modernizacji. Artysta z Singapuru, którego pokazujemy na wystawie, Charles Lim, porusza w swojej pracy akurat kwestię zarządzania naturą, będącego punktem wyjścia do zarządzania społeczeństwem.

Na czym polega ta analogia?

Lim opowiada, jak rząd wykorzystuje całe spektrum metod do poszerzania swojego terytorium, np. wyrywając kawałek po kawałku teren morzu. Te operacje na naturze stają się metaforą technik zarządzania ludźmi, a z drugiej strony sama natura staje się rodzajem metafory, sposobem na utrzymanie kraju w niekończącym się stanie wyjątkowym ze względu na brak surowców naturalnych. Raz na jakiś czas mieszkańcom Singapuru przypomina się na przykład, że nie mają wody. Nie produkują też jedzenia, więc jeśli zaczną wojnę, może zdarzyć się tak, że nie będą dysponować żadnym jedzeniem ani wodą. Brak surowców naturalnych stał się powodem do ograniczenia swobód obywatelskich, takich jak wolność wypowiedzi. Jest to także silna motywacja do korzystania z nacjonalistycznej retoryki, ideologii mówiącej „my, Singapurczycy”.

Brak surowców naturalnych stał się powodem do ograniczenia swobód obywatelskich, takich jak wolność wypowiedzi.

To poczucie ma jednoczyć obywateli?

Opresja i ciężkie warunki naturalne kraju służą zarówno do jednoczenia, jak i do tego, by trzymać obywateli w strachu, tłumić przeciwne opinie. Tłumaczeniem jest zawsze to, że „nie mamy takiego luksusu, aby sobie na to pozwolić”. Na co? Na dyskusję, konflikt, odmienne opinie, wolność słowa, prawa obywatelskie?

W filmie Charlesa Lima pojawia się „narożnik mówców” [speakers’ corner], który otwarto w 2001 roku w singapurskim parku Hong Lim. Teoretycznie każdy może tam demonstrować lub powiedzieć, co chce. Lim pokazuje osobę, która chciała z tego skorzystać, ale zostaje zatrzymana przez policję, bo według prawa na ulicy Singapuru zgromadzenia powyżej czterech osób są nielegalne, a słuchało jej kilku ludzi. Kontrola ogarnia tam wszystkie dziedziny życia, nawet rasowy podział populacji. Używa się najróżniejszych metod polityki społecznej, aby zapewnić, że 75% populacji będą stanowić Chińczycy. To po prostu faszystowska ideologia krwi.

Artyści na wystawie rzadko jednak odnoszą się do konfliktów zbrojnych czy dosłownej agresji.

Przemoc, o której opowiada wystawa, zazwyczaj nie jest wyrażana wprost. Prace Vandy Rattany to zdjęcia pięknych, otoczonych lasem bądź trawami stawów w Kambodży. Jednak wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą, że nie należy się do nich zbliżać – to wypełnione wodą leje po bombach, leżące w ich pobliżu niewypały są pozostałościami po armii amerykańskiej z 1970 roku.

Vandy-Rattany
Bomb Ponds, praca Vandy Rattany

Często musimy przyjrzeć się bliżej jakiemuś ładnemu obrazkowi, aby zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia tak naprawdę ze smutną historią. Kolektyw Art Labour przygotował instalację – hamak, w którym można napić się wietnamskiej kawy. To oczywiście bardzo przyjemne – leżeć w hamaku i pić kawę – ale kryje się za tym coś więcej. Dziś Wietnam jest jednym z największych producentów kawy w regionie, ale wiąże się to bezpośrednio z kwestią francuskiej kolonizacji, niszczących zmian w środowisku naturalnym oraz w sposobach życia ludności na Płaskowyżu Centralnym.
W historii krajów Azji Południowo-Wschodniej wydarzyło się wiele spektakularnych tragedii czy masakr. Ale na co dzień przemoc objawia się tam raczej w sposób niebezpośredni i kumuluje.

***
Meiya Cheng (ur. 1975) jest niezależną kuratorką, mieszka i pracuje w Tajpej. Była kuratorką wystaw: Augmenting the World (6th Taipei Digital Art Festival, sekcja międzynarodowa, 2011), Trading Futures (z PaulineYao, TCAC, 2012), 6th Queens International (z HitomiIwasaki, QueensMuseum, Nowy Jork, 2013), The Great Ephemeral (z zespołem New Museum, Nowy Jork, 2015). Od 2009 roku brała udział w tworzeniu Centrum Sztuki Współczesnej w Tajpej, była przewodniczącą Stowarzyszenia Centrum Sztuki Współczesnej w Tajpej (2012–2014). Cheng interesuje się powstawaniem oddolnych sieci i niezależnych wspólnot w świecie sztuki.

Bio

Jakub Gawkowski

| Publicysta, krytyk sztuki
Studiuje historię sztuki i Artes Liberales w ramach MISH UW. Publicysta, krytyk sztuki. Współpracuje z Magazynem Szum i Krytyką Polityczną.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.