Sztuki wizualne

Podtapianie Bunkra

Nerwowe ruchy wokół Bunkra Sztuki można uznać za wyraz bezradności miasta wobec problemu instytucji sztuki współczesnej, jej kształtu i publiczności.

Galerię Bunkier Sztuki od dawna prześladuje pech. Kiedy w 2014 roku w konkursie na dyrektora instytucji wybrano Magdalenę Ziółkowską, zła passa miała zostać przełamana. Konkurs był transparentny, a komisja – przynajmniej częściowo – znała się na sztuce współczesnej. Ziółkowska okazała się świetnie przygotowana, gotowa na wyzwania związane nie tylko z układaniem programu, ale również przeprowadzeniem konkursu na remont i modernizację galerii.

Po konkursie architektonicznym zaczęły się jednak schody: nie udało się podpisać umowy ze studiem zwycięzcy Roberta Koniecznego, a opóźnienia z tym związane sprawiły, że instytucja nie mogła ubiegać się o unijne środki na przebudowę.

W kwietniu 2018 władze miasta zaproponowały Ziółkowskiej zmianę stanowiska na dyrektorkę artystyczną podległą głównemu zarządcy, czy raczej głównej zarządczyni, które to stanowisko miało przypaść Magdalenie Sroce, byłej wiceprezydent Krakowa ds. kultury. Ostatecznie jednak do zmian nie doszło – miasto nie stworzyło drugiego dyrektorskiego fotela w Bunkrze, Ziółkowska rozstała się ze stanowiskiem w nieprzyjemnej atmosferze za porozumieniem stron.

Rola p.o. dyrektora instytucji przypadła Romanowi Krzysztofikowi, który był w tym czasie I zastępcą dyrektora w MOCAK-u, czyli krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej. Krzysztofik pełnił tę samą funkcję w Bunkrze już wcześniej aż do momentu, kiedy razem z Marią Anną Potocką odszedł, by tworzyć MOCAK. To miało być rozwiązanie tymczasowe: już w lipcu ogłoszono konkurs na stanowisko dyrektora galerii. Cóż mogło pójść źle?

Pełna niejasnych i niejawnych pretensji ze strony miasta atmosfera towarzysząca rozstaniu z Ziółkowską na pewno nie zachęciła do stawania do konkursu. Chociaż cztery lata wcześniej chętnych na dyrektorskie stanowisko było dziewięcioro uczestników, w 2018 pojawiły się tylko trzy kandydatury, które po rozmowach kwalifikacyjnych zostały odrzucone.

Tymczasem nadeszła wyborcza jesień, sprawa Bunkra zeszła z pierwszych stron gazet, interregnum trwało w najlepsze. Po kolejnym prezydenckim zwycięstwie Jacka Majchrowskiego wydział kultury, dotychczas podległy wiceprezydentowi Andrzejowi Kuligowi, został przeniesiony do pionu prezydenta.

Pełniący obowiązki dyrektora może zarządzać instytucją tylko przez rok, czyli jeszcze przez pięć miesięcy. W związku z tym Jacek Majchrowski zwrócił się do ministra Piotra Glińskiego z wnioskiem o zgodę na odstąpienie od obowiązku organizacji konkursu na dyrektora Bunkra, bo stanowisko to chce powierzyć Marii Annie Potockiej, dyrektorce MOCAK-u. Miałaby ona przeprowadzić galerię przez modernizację, zaś obie instytucje miałby w przyszłości zostać połączone.

Stawka większa niż Bunkier

Trudno się dziwić, że po tej informacji w środowisku zawrzało, a zdecydowanych zwolenników tego rozwiązania brak. Nawet Maria Anna Potocka w swoim oświadczeniu pisze, że „Podjęcie tego wyzwania – i zostanie po raz trzeci dyrektorem Bunkra Sztuki – jest dla mnie decyzją bardzo trudną, niemniej jeżeli takie będzie postanowienie Miasta, podejmę się tego, chociażby z wdzięczności za to, jak wiele wysiłku i wsparcia włożyło Miasto w powstanie i funkcjonowanie MOCAK-u”.

Kiedy w 2009 roku powstawało muzeum, które później zostało MOCAK-iem, list do prezydenta Jacka Majchrowskiego z prośbą o zorganizowanie konkursu na stanowisko dyrektora podpisało 200 osób związanych na różne sposoby ze sztuką współczesną. Prośba została zignorowana, a stanowisko to przypadło Marii Annie Potockiej (bez wątpienia zasłużonej dla powstania tej instytucji).

W Krakowie już jebło

czytaj także

W Krakowie już jebło

Maciej Stroiński

Dziś, prawie dekadę później sytuacja pozostaje bez zmian, poszerza się tylko jej zakres. Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, które od dekady koresponduje z prezydentem w sprawie kolejnych konkursów w Bunkrze, tym razem napisało, że „Bunkier Sztuki potrzebuje dyrektora wyłonionego z otwartym, transparentnym konkursie. Tylko w ten sposób to miejsce ma szanse dalej funkcjonować realizując cele, dla których zostało powołane. To zupełne minimum, nad którym wszelka dyskusja jest bezcelowa”. Z listu można wyczytać pewną frustrację, że dziesięć lat trąbienia o konieczności stosowania transparentnych, demokratycznych procedur nie przyniosło skutków.

Propozycja połączenia dwóch instytucji to w gruncie rzeczy dowód niezrozumienia zasadniczych różnic między ich założeniami, celami i sposobami organizacji pracy. Bunkier Sztuki, krakowska pamiątka po ogólnopolskim systemie Biur Wystaw Artystycznych, przede wszystkim chce być przestrzenią artystycznego eksperymentu. To instytucja stosunkowo niewielka, skupiona raczej na tworzeniu wystaw niż na budowaniu kolekcji: w założeniu zwrotny jacht o licznym zespole kuratorskim.

MOCAK to z kolei muzeum, które co roku powiększa swoją kolekcję o kilkanaście–kilkadziesiąt prac, nastawione na „wyjaśnianie sensu sztuki poprzez wskazywanie jej wartości etyczno-poznawczych i powiązań z codziennością”. W pięćdziesięcioosobowym zespole są tu cztery stanowiska kuratorskie: to okręt, gotów wypłynąć nawet na burzliwe wody tłumaczenia swojej widowni wielkich pojęć (cykl wystaw Cywilizacja w sztuce). Różnice widać choćby w językach, którymi te instytucje się posługują – Maria Anna Potocka od lat jest „dyrektorem”, kuratorki i kurator Bunkra doceniają dyskretny urok feminatywów.

W krakowskim wydaniu muzeum i galeria reprezentują dwa różne sposoby działania ze sztuką współczesną. Muzeum pokazuje odbiorcom artystów o określonej już pozycji, a ich dzieła stara się umieścić w kontekście, tłumaczyć, prowadzić widzów za rękę. Za słynne „podpisy pod obrazkami w MOCAK-u” bywało krytykowane, ale bez wątpienia cieszy się powodzeniem wśród tzw. szerokiej publiczności, nie musi niepokoić się o frekwencję.

MSN, czyli plastyka dla nowego mieszczaństwa

czytaj także

Bunkrowi było ostatnio bliżej nie tyle do sztuki współczesnej, co do sztuki aktualnej, komentującej na bieżąco najważniejsze zjawiska artystyczne. Był w ostatnich latach jednocześnie międzynarodowy i w przemyślany sposób angażował się w życie lokalnego środowiska artystycznego – temu służył Sejsmograf, czyli kuratorowany przez Annę Bargiel, Ewę Łączyńską-Widz i Magdalenę Ziółkowską program dla młodych artystek i artystów z Małopolski. Nawet jeśli nie budowano programu wokół debiutów, miejsce dla tzw. „młodych zdolnych” zawsze się znajdowało. Przede wszystkim jednak Bunkier nie bał się stawiać tez, pokazywać wystaw układających sztukę w narrację, a nie po prostu dzieła obok siebie.

Rośliny robią swoje

Wizja muzeum z licznym oddziałami (Muzeum Narodowe w Krakowie ma ich 12, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa – 15) może się świetnie sprawdzać, pod warunkiem, że wszystkie one działają podobnie. Czy sens ma jednak doczepianie jachtu na rufę okrętu? W Krakowie, który uwielbia przypominać o swoim znaczeniu dla polskiej kultury, powinno znaleźć się miejsce dla dwóch miejskich instytucji zajmujących się sztuką współczesną na różne sposoby. Czy kilka etatów administracyjnych, które można oszczędzić poprzez fuzję instytucji (gdyby faktycznie chciano zachować ich odmienny charakter), to gra warta świeczki?

Nerwowe ruchy wokół Bunkra Sztuki można uznać za wyraz bezradności miasta wobec problemu instytucji sztuki współczesnej, jej kształtu i publiczności. Fakt, że jedna z dwóch miejskich instytucji ma wyższą frekwencję, nie musi przecież znaczyć, że proponuje lepszy program, a na pewno nie jest powodem do ich łączenia. Jeśli jednak o kulturze myśleć przy pomocy słupków, a o programach instytucji rozmawiać wypełniając rubryczki w formularzach wniosków, łatwo stracić z oczu realne miejsca.

„Cheap Eastern European girls”, czyli tajlandyzacja magicznego Krakowa

Skoro Kraków chce się szczycić tym, że powstało tu pierwsze po wojnie muzeum sztuki współczesnej w Polsce, nie powinien mimochodem likwidować miejskiej galerii z tradycjami, przy okazji łamiąc szereg wypracowywanych z trudem demokratycznych praktyk zarządzania instytucjami. Niech jachty i okręty pływają własnymi kursami, każdy w swoim tempie. Nie wszyscy przecież musimy żywić się bułkami z jajkiem (pozdro dla kumatych).

***

Martyna Nowicka (ur. 1990) – historyczka i krytyczka sztuki, kuratorka. Współprowadzi efemeryczną instytucję kultury Elementarz dla mieszkańców miast, współpracuje z „Gazetą Wyborczą” i Magazynem Szum.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.