Sztuki wizualne

Korczak jest dla mnie pokrewną duszą

Na tegorocznym biennale w Wenecji Polskę reprezentuje amerykańska artystka Sharon Lockhart. Projekt „Mały Przegląd” inspirowany jest pedagogiką Janusza Korczaka, a jego tytuł odnosi się do założonego przez niego gazety tworzonej i redagowanej wyłącznie przez dzieci („Mały Przegląd był cotygodniowym bezpłatnym dodatkiem do dziennika „Nasz Przegląd”). Artystka pierwszy raz przyjechała do Polski w 2009 roku. Podczas pobytu w Łodzi w czasie realizacji filmu „Podwórka” poznała Milenę – dziewięciolatkę, która stała się ważną postacią w jej twórczości i życiu prywatnym. Kiedy Milena znalazła się w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Rudzienku, Lockhart przyjechała tam za nią. Wystawa w polskim pawilonie, będąca efektem trwającej przez ostatnie cztery lata współpracy artystki z mieszkającymi w Rudzienku dziewczynami, składa się z przygotowanego na tę okazję filmu, zdjęć i angielskiego przekładu wybranych przez dziewczyny numerów „Małego Przeglądu”.

Kuba Gawkowski: Pierwsze warsztaty, jakie organizowałaś dla dziewczyn z Rudzienka, dotyczyły ich głosu. Skąd ten wybór?

Sharon Lockhart: Chciałam, by zdały sobie sprawę, że mają coś interesującego i ważnego do powiedzenia, że mogą używać swojego głosu jako narzędzia. Żyją w instytucji, gdzie nie mają wielkiego wpływu na to, co robią – żyją według zegara instytucji. Chcieliśmy, by używały swoich głosów, ale także by nauczyły się słuchać siebie nawzajem. Po tych pierwszych warsztatach zrozumiałam, że istnieje wiele umiejętności i narzędzi, które możemy i powinniśmy im dać. Zorganizowaliśmy więc dla nich terapię ruchową, mindfullness, warsztaty z feminizmu, improwizacji komediowej i pisania. Od tego czasu co lato wynajmuję dom niedaleko Rudzienka i organizuję warsztaty, za każdym razem skupiając się na innym aspekcie ich życia i innych narzędziach, które mogą im się przydać.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Nad czym pracujecie w tym roku?

Nad poznawaniem własnego ciała. To normalne, że nastolatki w pewnym momencie koncentrują się na swoich ciałach, na tym, jak one funkcjonują i jakie mają możliwości. W pewnym sensie jest to kontynuacja tego, co robimy już od kilku lat: taniec, choreografia, medytacja, joga i zajęcia teatralne mają podobny cel. W niedalekiej przyszłości chciałabym stworzyć jakiś rodzaj programu staży, tak by pomagać dziewczynom po wyjściu z ośrodka w Rudzienku lub gdy zostaną przeniesione do innej instytucji.

W jaki sposób postać Janusza Korczaka i jego praca wpłynęły na twój projekt prezentowany w polskim pawilonie na tegorocznym biennale?

Udało mu się powołać do życia gazetę tworzoną w całości przez dzieci, która była wydawana co tydzień przez trzynaście lat – myślę, że nic podobnego nie zdarzyło się ani wcześniej, ani później. Również to, że w prowadzonym przez Korczaka sierocińcu funkcjonował dziecięcy parlament, jest czymś niesamowitym nawet dziś.

Na początku projektu dziewczyny miały przeczytać kilka numerów „Małego Przeglądu”. Wszyscy mówili, że ich to nie zainteresuje, bo przecież to gazeta sprzed 80 lat, pisana archaicznym językiem i pisząca o czymś, z czym nigdy nie miały do czynienia. A one znalazły tam wiele tematów, z którymi same konfrontują się każdego dnia. To, że „Mały Przegląd” nigdy nie był tłumaczony i nawet w Polsce niewiele osób go czytało, było dla mnie zaskoczeniem. Postać Korczaka jest dobrze znana wśród nauczycieli w Polsce i w Izraelu, ale poza tym nie jest rozpoznawalna w świecie. Mocno identyfikuję się z niehierarchicznym sposobem, w jaki pracował z młodymi ludźmi, i sama działam w ten sposób. Chciałabym jakoś uhonorować jego życie, radykalne metody nauczania, wszystko, co dał dzieciom, zwłaszcza moc do uwierzenia w to, że niemożliwe jest możliwe.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Czego chciałaś, by dziewczyny w Rudzienku się nauczyły?

Chciałam, by się nauczyły, jak rozmawiać, negocjować i współpracować. To sprawy wielkiej wagi, kiedy żyjesz w instytucji, gdzie zawsze jesteś sama. Musisz nauczyć się przetrwać, następnego dnia możesz być przeniesiona gdzie indziej. Ośrodek, gdzie młode kobiety współpracują razem, może być naprawdę pozytywnym, pełnym siły miejscem. Dla mnie i powodzenia tego projektu istotne było, że uwierzyliśmy i były w stanie wystąpić na światowym poziomie i reprezentować swój kraj.

Jeden z polskich krytyków napisał o moim projekcie, że „ktokolwiek mógłby zagrać dziewczyny w tym filmie”, a to po prostu jego kompletne niezrozumienie. Przykładałam duże znaczenie do tego, jakie osoby filmuję i w jaki sposób. Oczywiście każdy mógłby zagrać w filmie, ale te bohaterki nie są każdym – są osobami z konkretnymi historiami, które same miały wpływ na swój występ. Pracowały nad swoimi pomysłami i znalazły taki sposób na zaprezentowanie siebie, który im odpowiada i ma dla nich znaczenie. Często czują się nierozumiane i ignorowane, dlatego chciałam dać im tę możliwość. O to w tym wszystkim chodziło, aby powiedzieć im, że są wyjątkowe i utalentowane, że są wspaniałymi, kochającymi osobami, które mają w sobie siłę i są w stanie coś zmienić.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Teraz wyglądasz na bardzo spokojną, ale początki musiały być trudne.

Ta praca była niezwykle trudna na wielu poziomach, ale jednocześnie przez cały czas była dla nas wszystkich doświadczeniem oczyszczającym. Wiele z tych młodych kobiet doświadczyło wielkich trudności w życiu, ale nie straciły zdolności komunikowania i bycia z drugą osobą. Dzięki temu mogłyśmy pracować nad projektem pełnym radości, w którym wszystkie się nawzajem wspierałyśmy.

Oglądając film, widzowie nie poznają przeszłości dziewczyn i ich historii. Nie wiemy, dlaczego są w Rudzienku. Czy to celowy zabieg?

Nie chciałyśmy skupiać się na kłopotach, jakie je spotkały. Zawsze zależało nam na rozwoju i patrzeniu na to, co jest teraz, uwzględnianiu potrzeb dziewczyn w danym momencie. One doskonale wiedzą, jak społeczeństwo je postrzega i jak wiąże się to z pobytem w Rudzienku. Przez całą swoją karierę staram się podważać uprzedzenia widzów i zmusić ich do myślenia. Jednym z powodów, dla którego dziewczyny tak ochoczo pracowały ze mną przez te kilka lat, było to, że miały możliwość odcięcia się od stereotypów na swój temat. Zamiast przeszłością mogły żyć tym, co jest teraz. Gdy tworzyłyśmy ten projekt i rozmawiałyśmy o filmie, wszystkie działania były dla nich pewnego rodzaju manifestem, możliwością opowiedzenia, kim są. Podobnie jak „Mały Przegląd” Korczaka stawał się forum dla dzieci, tak ten projekt stawał się forum dla dziewczyn z Rudzienka.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Współpracę nad projektem zaczynałyście z zupełnie różnych poziomów: znana amerykańska artystka i mieszkanki ośrodka socjoterapii. Udało wam się zbliżyć do siebie?

Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Rudzienka, chciałam po prostu odwiedzić przyjaciółkę, która tam mieszkała. Wszystko, co stało się później, w pewnym sensie wyrosło z tej przyjaźni. Nie zjawiłam się tam z zamiarem zrobienia projektu na biennale w Wenecji. Z początku wiele z dziewczyn znało mnie jako koleżankę Mileny, stopniowo zbliżałyśmy się do siebie i powstały między nami silne więzi. Może postrzegają mnie inaczej niż dorosłych, których znają. Od razu zauważyły, że ich nie osądzam, że nie jestem do nich z góry uprzedzona. Sama nie wiedziałam o nich zupełnie nic, oprócz tego, że mieszkały z Mileną, i po prostu wzięłam je za dobrą monetę. Nasz związek opierał się na tym, że zdecydowaliśmy się nie wnosić do niego żadnych bagaży z przeszłości.

Moje podejście nie jest hierarchiczne i chociaż dużo mówię o nauce i edukacji, nie myślę o sobie jak o belfrze, który musi przekazać komuś jakąś wiedzę. To, czego mogę je nauczyć, interesuje mnie tak samo jak to, czego ja sama mogę się nauczyć od nich. Dlatego identyfikuję się z Korczakiem, jest dla mnie pokrewną duszą

Mówisz o tym, że projekt jest efektem waszej współpracy, ale ostatecznie to twoje nazwisko będzie z nim kojarzone i rozpoznane, a nie ich.

To prawda. Ostatecznie to ja jestem odpowiedzialna za wygląd, konstrukcję i znaczenie tych prac. Jeśli zawiodą jako sztuka, będzie to moja wina. Niemniej, dziewczyny i wszyscy, którzy pracowali nad tym projektem, wnieśli coś od siebie. Wiele ze wskazówek i instrukcji, które im dawałam, było celowo otwartych na interpretację, by umożliwić im stworzenie czegoś osobistego. W filmie jest jedna dwunastominutowa scena i to one ustaliły jej długość. Wpatrują się w widzów, wykonują gesty i wymawiają słowa, które same wybrały, bo są dla nich istotne. Były dumne ze swoich wystąpień, jak najbardziej zasłużenie.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Projekt mówi o konkretnych dziewczynach z Rudzienka, ale zadaje też pytanie o to, co znaczy być dziewczyną.

Wiele z naszych rozmów dotyczyło kwestii genderu i to dziewczyny zaczynały ten temat. Kiedy wejdziesz do polskiego pawilonu, pierwsza postać, jaką zobaczysz na zdjęciu, jest androgyniczna. To było ważne nas wszystkich, w tym dla Oli, która widnieje tej fotografii i nawiązuje kontakt wzrokowy z widzem. Była świadoma tego przekazu i chciała w ten sposób coś wyrazić. Pytanie o rolę kobiet w polskim społeczeństwie rodzi konflikty, teraz dziewczyny uczą się tego, jak w przeszłości kobiety walczyły o swoje prawa.

Sharon Lockhart, Ola, “DZIS W POLITYCE”, Nasz Przegląd nr 167 (8863), 16 czerwca, 1939, Biblioteka Narodowa w Warszawie, 3 lutego 2017, 2017. Oprawiona odbitka chromogeniczna, 161,3 x 200,7 cm. Zdjęcie dzięki uprzejmości artystki, Gladstone Gallery, Nowy Jork i Bruksela, neugerriemschneider, Berlin i Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki

Czy walka o prawa kobiet w Polsce i protesty przeciwko zakazowi aborcji, które zaczęły się jesienią zeszłego roku, wpłynęły jakoś na waszą współpracę?

Tak, ale jak to u wielu osób w ich wieku ich świadomość polityczna była niewielka. Chciałabym móc zabrać je na protest, ale nie mogłam tego zrobić. Pracuję z instytucjami, więc muszę szanować ich zasady i procedury. Ale feminizm i jego znaczenie polityczne były obecne dzięki wielu utalentowanym osobom, z którymi miałam szczęście pracować przy warsztatach, takimi jak Małgorzata Wiśniewska, Marta Ziółek czy Joanna Pawluśkiewicz. Dziewczyny okazały się naturalnymi feministkami. W tym roku w Wenecji Polskę reprezentują kobiety i dla mnie to bardzo ważne.

A czego ty nauczyłaś się od dziewczyn z Rudzienka?

Wielu rzeczy. Między innymi tego, że wszyscy możemy zrobić dla siebie nawzajem dużo więcej, niż nam się wydaje. Samolubność kultury, w której żyjemy, i to ciągłe „ja, ja, ja!” współczesnego kapitalizmu są bardzo krzywdzące. Życie bywa okrutne i trudne – każdy czasem potrzebuje pomocy. Te młode kobiety umieją dbać o siebie i również mnie dały dużo dobroci i ciepła. Dużo już widziały i są mądrzejsze niż niejeden dorosły.

Czy przychodzi ci do głowy coś, czego w trakcie tych kilku lat pracy nie udało wam się zrobić?

Potrafię znaleźć utalentowanych ludzi, którzy mogą zainspirować dziewczyny, ale nie wiem, jak zapewnić im zakwaterowanie czy pracę.

Bez trudu, bo od początku chciałam zrobić dużo więcej. Starałam się użyć Polskiego Pawilonu i prestiżu Narodowej Galerii Sztuki, by stworzyć program stażów, pomóc dziewczynom rozwiązać problemy mieszkaniowe i inne kwestie, które pojawią się, gdy opuszczą ośrodek. Nie jest to proste i staję tu przed moimi własnymi ograniczeniami.

Potrafię znaleźć utalentowanych ludzi, którzy mogą zainspirować dziewczyny, ale nie wiem, jak zapewnić im zakwaterowanie czy pracę. Wiele razy słyszą, że mogą jedynie pracować jako sprzedawczynie czy kelnerki, ale wiem, że są w stanie osiągnąć dużo więcej. To fatalizm, który chciałabym umieć przezwyciężyć.

Będziesz kontynuować swój projekt po zamknięciu Biennale?

Jak najbardziej. Jeden z najbardziej oczywistych celów to dalsze tłumaczenie i popularyzacja „Małego Przeglądu”. Razem z Zachętą pracujemy nad kolejnymi numerami. Byłoby świetnie, gdyby zainspirowało czyjąć pracę naukową lub działania innego typu wokół postaci Korczaka. W tym momencie dziewczyny z Rudzienka budują swój własny zespół redakcyjny i szykują się do stworzenia publikacji inspirowanej jego działalnością.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Z powodu reformy edukacji w ciągu dwóch lat ośrodek socjoterapii w Rudzienku przestanie funkcjonować w swojej obecnej formie. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości mój projekt skupi się na wytwarzaniu rozwiązań, które mogłyby wspomóc dziewczyny w ich życiu „po Rudzienku”. Wcześniej cały czas zajmowałyśmy się tym, co tu i teraz, a dziś ważne zaczyna być to, co stanie się z nimi, gdy opuszczą ośrodek. Wiele z nich zbliża się do pełnoletniości. Z częścią z nich nie mogę już pracować na warsztatach – są rozsiane po różnych częściach Polski – ale cały czas mamy kontakt. Próbuję założyć fundację, ale jest to trudne, kiedy masz ograniczony budżet i pracujesz w różnych częściach świata. Ale jak na razie miałam ogromne szczęście w nawiązywaniu współpracy z partnerami indywidualnymi i instytucjami w Polsce i mam nadzieję, że będą oni mogli kontynuować część działań społecznych, którymi się dotąd zajmowałam.

Dzięki udziału w projekcie, dziewczyny zostały zaproszone do BalticArts Center w Szwecji. Były także w Wenecji, a jeśli wszystko się uda, to w przyszłym roku odwiedzą Wiedeń. Zobaczą świat i będą mogły go doświadczyć; ja nie będę już im cały czas potrzebna.

Pawilon jest kulminacją wszystkiego, co do tej pory zrobiłam w Polsce, ale za sprawą dziewczyn nadal będzie ciągnęło mnie tutaj, zawsze będę z nimi w kontakcie.

Czy postrzegasz swoją pracę jako rodzaj „praktyki społecznej”?

Nie lubię tej kategorii, bo każe widzom osądzać sztukę tylko na podstawie tego, jak działa poza przestrzenią wystawy. Moja praca to nie „praktyka społeczna”, to sztuka, która ma być oglądana i kontemplowana. Chcę, aby widzowie poświęcili swój czas wystawie, spojrzeli na każdą pracę z osobna i zastanowili się nad nimi. Włożyłam dużo pracy w architektoniczną i przestrzenną aranżację pawilonu. Podzieliłam przestrzeń białymi i czarnymi elementami w ten sposób, by odnosiły się do tuszu i papieru. Przestrzeń dzielą także czarne modernistyczne ławki z biblioteki Narodowej (gdzie znajduje się archiwum „Małego Przeglądu”), na których można usiąść i poczytać gazetę. Pawilon dzieli na dwie części czarna ściana, która jak lustro odbija przestrzeń i jest samodzielną formą rzeźbiarską. W filmie, który jest pokazywany w pawilonie, musiałam brać pod uwagę długość poszczególnych ujęć i całego filmu. Wszystko to ma dać widzom fizyczną i mentalną przestrzeń do tego, by mogli zaangażować się w oglądany materiał.

Otwarcie Pawilonu Polskiego na 57 Miedzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji, fot. Bartosz Górka

Mnie jednak bardziej interesuje właśnie to, jak twój projekt zadziałał poza przestrzenią wystawy.

Z początku chciałam po prostu kontynuować naszą pracę z dziewczynami, ale też wykorzystać możliwości, jakie daje instytucja Biennale, i przetłumaczyć wszystkie 677 numery „Małego Przeglądu”. Ostatecznie byliśmy w stanie przetłumaczyć jedynie 29 numerów, ale mimo wszystko jestem szczęśliwa, że dzięki pawilonowi udało się zwiększyć świadomość ludzi dotyczącą Korczaka. Chciałam rzucić światło na historię, która jest nieznana wielu osobom, i dać dziewczynom siłę do działania. Zachęta zorganizowała konferencję na temat pracy Korczaka i szuka partnerów, by kontynuować tłumaczenie i publikować kolejne numery „Małego Przeglądu”.

Dzięki wystawie byłam w stanie rozwinąć program warsztatów. Przedtem robiłam to sama z pomocą niesamowitych osób, ale mając po swojej stronie instytucje, było mi dużo łatwiej. Teraz Zachęta, Polin, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, CSW Zamek Ujazdowski i Nowy Teatr będą kontynuowały program warsztatów i staram się o to, by razem udało nam się też stworzyć program stażów dla dziewczyn.

Bio

Jakub Gawkowski

| Publicysta, krytyk sztuki
Studiuje historię sztuki i Artes Liberales w ramach MISH UW. Publicysta, krytyk sztuki. Współpracuje z Magazynem Szum i Krytyką Polityczną.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.