Kultura

Różowy jest w porządku. Ale oprócz niego są też inne kolory [rozmowa]

Na tym, że dziewczynki tracą poczucie mocy, traci ostatecznie cały świat. Chcemy to zmienić. O tworzeniu pisma „Kosmos dla dziewczynek” opowiadają Ewa Pietruszczak i Sylwia Szwed.

Zofia Sikorska: Pracujecie nad uruchomieniem pisma „Kosmos dla dziewczynek”. Na jaki problem ma odpowiadać? Z czym chcecie walczyć, co to pismo ma zmienić?

Ewa Pietruszczak: Podstawowym celem naszego pisma – oraz fundacji, którą stworzyłyśmy – jest wzmacnianie dziewczynek. Z badań wynika, że małe dziewczynki są pewne siebie, ciekawe świata. Poczucie mocy tracą na poziomie edukacji wczesnoszkolnej, czyli wtedy, kiedy zaczynają stykać się z mediami, z funkcjonującymi w nich wizerunkami kobiet i ich rolami społecznymi. Po prostu kupują historie sprzedawane im przez kulturę i społeczeństwo. Na tym, że dziewczynki tracą poczucie mocy, traci ostatecznie cały świat, bo marnuje się potencjał aż połowy obywateli. Widzimy to w statystykach. Dziewczynki, kiedy dorastają, znikają. W zarządach polskich spółek jest tylko 12% kobiet. Tylko co piąty profesor w Polsce to kobieta.

To rozpoznanie zmobilizowało nas do założenia fundacji, która chce stworzyć dziewczynkom możliwość wzrastania w zgodzie ze sobą i zaszczepić je na to, co je czeka. Zdajemy sobie sprawę, że stereotypy nie znikną jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, dlatego musimy nauczyć dziewczynki, że wzorce, z jakimi będą się spotykały, nie są prawdziwe.

A czemu właściwie zdecydowałyście się robić „Kosmos dla dziewczynek”, a nie po prostu dla dzieci? Przecież chłopcy też są ofiarami stereotypów dotyczących ról płciowych.

Sylwia Szwed: Nie negujemy rzeczywistości. Badania Beaty Łaciak Dziewczynki i chłopcy w relacjach społecznych  pokazały, że w wieku wczesnoszkolnym 81% dzieci woli zabawy wyłącznie w obrębie własnej płci. Niekoniecznie nas to cieszy, ale nie chcemy robić pisma dla wszystkich. Magazyn dla dziewczynek w wieku 7-11 lat daje nam szansę rozprawienia się z pewnymi stereotypami, które są bardzo krzywdzące dla tej grupy. Na przykład. że dziewczynki nie potrafią biegać, grać w piłkę nożną, są płaczliwe, zbyt emocjonalne, żeby zajmować się matematyką, zbyt bierne i konformistyczne, żeby dokonywać odkryć naukowych. I że są bardziej pracowite niż inteligentne. Okropne!

W tej nazwie jest brokat, sięganie gwiazd i ważna kobieta

EP: Dodajmy też, że dziewczynki przez lata były niedoinwestowane komunikacyjnie. Problemy, z którymi się na co dzień borykają, zupełnie nie są poruszane w mediach, ponieważ nie są tak dotkliwe dla innych jak problemy chłopców. Z mediów  dziewczynki dowiadują się natomiast, jakimi obszarami powinny się zajmować i jakie role przyjmować. Najczęściej jest to rola drugoplanowa.

Po drugie to jest pismo robione przez kobiety. Każda z nas była dziewczynką i każda ma związane z tym doświadczenie. Po trzecie, psychologia rozwojowa pokazuje, że w wieku wczesnoszkolnym obie płcie mają silną potrzebę utożsamiania się z rolami przewidywanymi dla danej płci. Tymczasem o możliwościach, jakie stoją przed dziewczynkami, nie mówi się wystarczająco dużo. Nawet świadomi rodzice są przesiąknięci stereotypami. Musimy wspomóc dziewczynki, a finalnie będzie to też dobre dla chłopców. Uwalnianie się od ograniczających stereotypów i wzmacnianie poczucia własnej wartości każdej płci wywiera pozytywny wpływ na tę drugą, która także może odważniej opowiadać się po stronie tego, co jest w niej autentyczne.

O możliwościach, jakie stoją przed dziewczynkami, nie mówi się wystarczająco dużo. Nawet świadomi rodzice są przesiąknięci stereotypami.

SS: Motywacją dużej części zakładających naszą fundację jest frustracja i zaniepokojenie. Dla nas oczywistością jest to, że kobiety mogą robić wielkie kariery, prowadzić banki, promy kosmiczne. Ale ten sposób myślenia nie jest powszechny – nie trafia do mediów i świata dziewczynek. Stąd potrzeba, żeby stworzyć nowy format pisma dla dziewczynek, bo to, co jest teraz na rynku, jest niewystarczające.

A jakie są pisma dostępne na rynku?

SS: To słabej jakości gazetki komercyjne, zagraniczne przedruki, w niewielkim stopniu dostosowane do rzeczywistości polskich dziewczynek. To wykreowana rzeczywistość, która sprzedaje jakiś produkt. Jako rodzice krytycznie oceniamy te gazetki, a jednocześnie nasze dzieci są w tym zanurzone i to budzi frustrację. Jest oczywiście „Świerszczyk”, który od lat trzyma jakość. Oraz szeroko rozumiane pisma edukacyjne, które jednak widzą dzieci głównie w kategoriach szkolnych, jako uczniów i uczennice. Nam chodzi o zmianę społeczną.

„Kosmos dla dziewczynek” tworzą rodzice, konkretnie matki, a nie komercyjne wydawnictwo?

SS: Tak, dzięki temu to gazeta od początku do końca ideowa, idzie za nią misja, a nie dążenie do sprzedania jak największej liczby egzemplarz za wszelką cenę.

#Szefowa: niegrzeczne dziewczyny idą tam, gdzie chcą

Wasz sprzeciw wobec prasy komercyjnej to kwestia rosnącej świadomości rodziców czy coraz bardziej agresywnej rzeczywistości, w której dzieci coraz wcześniej stają się konsumentami?

EP: Rodzice są jedną z najlepszych grup docelowych dla marketingowców. To oni wydają najwięcej, ale bodziec dostają często od swoich dzieci. Tak działa machina – kiedy wielka wytwórnia wypuszcza film, to w sieci fastfoodów pojawiają się figurki, do tego książeczka, potem tornistry, zeszyty. Wokół jednego produktu tworzy się cała społeczność, kolejne produkty, które ją napędzają. W pewnym momencie brak zeszytu z bohaterką bajki staje się niemal manifestem ideowym.

W pewnym momencie brak zeszytu z bohaterką bajki staje się niemal manifestem ideowym.

Polska jest jeszcze w fazie zachłyśnięcia się konsumpcją. W państwach, które mają dłuższe doświadczenie z taką formą rynku, pojawiają się tendencje zmniejszania konsumpcjonizmu. W Polsce są one na razie ograniczone…

SS: Do bardzo małej części społeczeństwa.

EP: Ta konsumpcyjna fala jest duża i dziewczynkom jest trudno jej się oprzeć, nawet jeśli mają silny przekaz domowy. No chyba, że są w edukacji domowej i nie mają telewizora ani internetu.

Chcecie wyciągnąć dziewczynki z tej machiny?

SS: Częścią naszego manifestu jest to, żeby „Kosmos dla dziewczynek nie był gazetą przepełnioną reklamami. Badania pokazują, że pisma dziecięce w 25 procentach wypełnia treść reklamowa. Dziewczynki gubią się w plątaninie przekazów, są wydane na pastwę sił rynku i rozpowszechnionych w mediach wzorców kulturowych. W przypadku dzieci walka jest naprawdę nierówna.

Jaki będzie wasz przekaz?

SS: Gazeta jest narzędziem do pokazania różnych modeli dziewczyńskości. Chcemy polskim dziewczynkom dać możliwość wypowiedzenia się – nie opowiadać o nich ex cathedra, tylko z nimi gadać. W niektórych pismach dużo się mówi o dzieciach, ale samych dzieci w nich nie ma. Są tyko jakieś bajkowe postaci. Bardzo zależy nam na tym, żeby na łamach „Kosmosu” obecne były nie tylko dziewczynki z Warszawy, ale z całej Polski. Nie chcemy dawać jakiegoś konkretnego wzoru, zależy nam przede wszystkim na tym, żeby pokazać ich wielość, a także to, że bycie zwykłą dziewczynką jest zupełnie OK.

Bycie zwykłą dziewczynką jest zupełnie OK

EP: Mamy nadzieję, że „Kosmos” będzie jedną z nielicznych platform w tej chwili w Polsce, która będzie w stanie połączyć odmienne środowiska, bo wszystkim, niezależnie od poglądów, zależy na tym, żeby dziewczynki miały przestrzeń do wzrastania w zgodzie ze sobą.

Dziewczyńskość jest ponad afiliacjami politycznymi?

SS: Tak, to jeden z tematów, który jest w stanie połączyć ze sobą różne środowiska, bo widzimy ten sam problem i chcemy wspólnie z nim walczyć – zadbajmy o dziewczynki, które w wieku 15 lat spędzają godzinę przed lustrem.

Jako redaktorka naczelna „Kosmosu dla dziewczynekczęsto słyszę głosy: „Nie idź za mocno, to może być zbyt skrajne dla ludzi wierzących” albo „pamiętaj o żeńskich końcówkach” i chcę wtedy odpowiedzieć, że nie robię pisma dla doradzających mi kobiet, tylko dla dziewczynek, które nie są jeszcze wplątane w te spory. Oczywiście musimy zaplanować, w jaką stronę chcemy iść, ale najważniejsze jest stworzenie pisma ciekawego dla czytelniczek. Nie możemy wyprodukować czegoś, co będzie poprawne politycznie, ale zupełnie dla nich nieprzystępne, nieciekawe, za długie. To pismo może być dla nas szansą, żeby spojrzeć na siebie inaczej, oczami osób, które jeszcze nie widzą tych wszystkich podziałów. To bardzo otwierająca perspektywa.

Nasz feministyczny alfabet

Jaki macie pomysł, by pod względem estetycznym trafić do dziewczynek zanurzonych w internecie, otoczonych agresywnym przekazem marketingowym? Jak chcecie stworzyć gazetę, która będzie się podobała wszystkim dziewczynkom – z różnych rodzin, miast i spoza nich?

SS: Cały czas dyskutujemy o tym, jak stworzyć coś dostępnego. W wakacje planujemy badania fokusowe, które wykonamy na własną rękę, bo nie stać nas na zlecenie tego ośrodkowi badawczemu. Dzięki temu przekonamy się, co rzeczywiście przyciąga dziewczynki.

Bardzo zwracamy uwagę na wizualną warstwę magazynu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z pokoleniem „patrzącym”, ale też z nowym typem uczestnictwa w kulturze. Nasze czytelniczki nie tylko pobierają treści, one chcą je współtworzyć. I na tym opieramy nasz przekaz. Chcemy wizualizować pewne pojęcia – biografie przedstawiać w formie komiksów, a emocje w formie infografik. Z drugiej strony dziewczyny będą zapraszane do działania, interakcji, dorysowywania różnych rzeczy, wpisywania swoich rozwiązań, zakończeń.

Teksty będą proste, bardzo precyzyjne, komunikatywne, ale dosyć krótkie, odpowiednie dla dziewczynek, które właśnie zaczynają czytać. Dla tych bardziej wkręconych będzie dział „literatura”, gdzie będą mogły się rozpędzić i przeczytać pięknie zilustrowane opowiadanie.

Mierzymy się z takimi kwestiami, jak choćby kolory. Wiemy, że różowy może być ważny dla naszych odbiorczyń, ale z naszych założeń wynika, że to nie może być tylko różowy.

EP: Miałyśmy bardzo długą dyskusję o tym, czy w naszym magazynie w ogóle jest miejsce na różowy, czy z niego zrezygnować. Rozbawiło nas, gdy zobaczyłyśmy, że same idziemy w stronę ograniczania dziewczynkom wolności do decydowania. Różowy jest w porządku. Naszym zadaniem jest po prostu pokazywanie, że oprócz niego są też inne kolory.

SS: Ważne, że „Kosmos dla dziewczynek” będzie otwarty na ingerencję czytelniczek – będzie nam można napisać, co się podoba, a co nie. Czytelniczki będą też naszymi współautorkami.

Dziewczyny mają głos

Jak wyglądają prace nad pierwszymi numerami?

SS: Naszą redakcję tworzą entuzjastki – choć w żadnym razie nie amatorki. Są wśród nas dziennikarki i graficzki z wieloletnim doświadczeniem. Na razie wszystkie pracujemy jako wolontariuszki. Mamy zespół gotowy, żeby rozkręcić ten magazyn, i listę osób, o współpracy z którymi marzymy – naszym wstępnym założeniem jest, żeby to były osoby, które już robią coś dla dzieci. Powstał szpigiel magazynu, pierwszy numer planujemy drukować w październiku.

Co się w nim znajdzie?

SS: Przede wszystkim chcemy zobaczyć dziewczynkę w pełni mocy życiowej, obywatelskiej, a nie jako posiadaczkę kolejnych zabawek. Nasze myślenie o magazynie porządkuje kategoria non-fiction – nie chcemy odlatywać w fantazmaty na temat dziewczyńskości, ale stworzyć przekaz zakorzeniony w polskim kontekście, w kwestiach społecznych. Z dzieckiem można porozmawiać o wszystkim, ale odpowiednim językiem, nie będziemy unikać trudnych tematów.

EP: W każdym numerze będą tematy przewodnie, ale też stałe działy dotyczące ciała, literatury, świata finansów, nowych technologii, matmy i społeczeństwa. W pierwszym numerze pokażemy czytelniczkom fajne narzędzie do poszukiwania swoich supermocy oraz podpowiedź, co może zrobić obywatelka, jak się bardzo, bardzo zdenerwuje.

Pieniądze na sfinansowanie pierwszych numerów pisma zbieracie na portalu Polak Potrafi. Zbiórka idzie świetnie. Spodziewałyście się takiego odzewu? 

EP: Liczyłyśmy na to, że zbiórka się uda. Zaskoczył nas jednak tak szeroki odzew: liczba osób, które wspierają zbiórkę, lubią nasz profil społecznościowy i mówią o naszej inicjatywie. Poruszają nas pozytywne komentarze od osób reprezentujących bardzo różne światopoglądy. Pokazuje to, jak bardzo brakuje takiego pisma i jak bardzo potrzebne są mądre działania skierowane do dziewczynek.

Sylwia Szwed, fot. Jan Prosiński

Macie inny pomysł na finansowanie niż tylko crowdfunding?

EP: Nasze plany są szersze niż wydanie magazynu. Założyłyśmy fundację Kosmos dla Dziewczynek, której misją jest wspieranie dziewczynek w Polsce. Magazyn jest jednym z narzędzi, dzięki którym chcemy realizować ten cel. Poza tym chcemy organizować warsztaty dla dzieci, dla rodziców, dla dziewczynek z domów dziecka. Będziemy ubiegać się o grant na realizację warsztatów dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, zarówno dla dziewczynek, jak i chłopców. Chcemy skonfrontować ich ze stereotypami, bo chłopców one też dotykają. W wieku wczesnoszkolnym też dowiadują się, co mają robić, a czego nie. Mamy pomysł na program edukacyjny, który nauczy dzieci nie wierzyć w te bajki i stereotypy.

Fundacja ma też ambicję stać się think tankiem, który – opierając się na badaniach naukowych – doprowadzi do zmiany komunikacji edukacyjnej, społecznej, chcemy zmieniać rzeczywistość. Odzew na naszą zbiórkę sprawił, że złapałyśmy wiatr w żagle, ale potrzebujmy też budować społeczność wokół naszej idei, bo własnymi siłami długo nie pociągniemy. Potrzebujemy ludzi, żeby tworzyć przestrzeń do realizacji projektów zgodnych z naszą misją – i to się dzieje: codziennie zgłaszają się do nas osoby, które chcą się zaangażować.

SS: Ja mam poczucie, że łamiemy system. Konfrontujemy się z tym, jak wygląda rynek prasy w Polsce. Po serii spotkań z wydawcami wychodziłyśmy przekonane, że to nie może się udać. Sytuacja na rynku prasy jest ciężka. Przekonywano nas, że parę osób nie może tak po prostu założyć gazety. Dlatego nie szukamy miejsca dla siebie na istniejącym rynku, nie zakładamy pisma komercyjnego, ale szukamy nowego sposobu na stworzenie magazynu misyjnego. Nie będzie się ono utrzymywało z samej sprzedaży, ale z towarzyszących działań dodatkowych.

Ewa Pietruszczak, fot. Jan Prosiński

Czy rodzice też będą mogli uczyć się z „Kosmosu dla dziewczynek”?

EP: Z pisma nie, ale skierowane do nich, komplementarne wobec magazynu treści będą pojawiały się na naszej stronie internetowej. Kiedy dziewczynki będą dostawały infografikę na temat emocji, kierowaną do nich, napisaną ich językiem, na stronie zamieścimy artykuł dla rodziców, jak mogą wspomóc dziewczynki. Już teraz można na naszej stronie zamówić newsletter z różnymi propozycjami zabaw dla dzieci i ich rodziców. Rodzice są zabiegani i też potrzebują pomocy.

Nie boicie się, że ze swoim przekazem traficie tylko do osób już świadomych problemu?

EP: Nie chcemy kierować naszego przekazu tylko do czytelniczek „Wysokich Obcasów”, ale przede wszystkim do dziewczynek w całej Polsce. Część nakładu planujemy sprzedawać, licząc właśnie na bardziej świadomych rodziców, ale bardzo ważna dla nas jest dystrybucja „Kosmosu dla dziewczynek” do świetlic środowiskowych i domów dziecka. Poza tym na naszej stronie będzie możliwość kupienia dwóch egzemplarzy pisma – jednego z myślą o sobie, drugiego dla dziewczynki, która nie dostanie go od swoich rodziców .

Powiedzcie jeszcze, dlaczego „Kosmos”? 

SS: „Kosmos”, bo zainspirował nas artykuł na temat „Kazoo”, amerykańskiego pisma dla dziewczynek. Erien Bried, mama dziewczynki, postanowiła je założyć, kiedy córka wróciła z przedszkola i zapytała ją „Mamo, wiedziałaś, że kosmos jest dla chłopców”. Chodziło jej oczywiście o badania kosmiczne. Nasz „Kosmos” będzie dla dziewczyn. Niech mierzą wysoko.

***
Sylwia Szwed – dziennikarka, reporterka, autorka książki Mundra, redaktorka naczelna „Kosmosu dla dziewczynek”.

Ewa Pietruszczak – trenerka biznesu, specjalistka marketingu, członkini zarządu Fundacji Kosmos dla Dziewczynek.

*
Zbiórka na pierwsze wydania „Kosmosu dla dziewczynek” trwa do 13 czerwca na portalu PolakPotrafi.pl

Błędowska: I am bossy

Bio

Zofia Sikorska

| Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Studiuje socjologię i historię sztuki w ramach MISH UW. Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Mam lepsze hasło na zdjęcie: "Wspieram KOSMOS, żeby nabić im kabzę."

Super! Bardzo potrzebny i ważny magazyn!