Muzyka

15 lat Hyperdubu: psychogeografia zatopionego Londynu i basowa globalna wioska

„Kluby taneczne uczą dzieci szybkich reakcji, żeby były przygotowane na trzecią wojnę światową” – mówił niemiecki teoretyk mediów Friedrich Kittler. Na parkiecie ludzie trenują swój system nerwowy, żeby szybciej reagował na bodźce. Ale Hyperdub aktywował zupełnie inne synapsy – fani od początku dostawali instrukcje, jak się poruszać po zgentryfikowanym Londynie i jak przetrwać w realnym kapitalizmie.

Na początku łączono ją przede wszystkim z trendem wyspiarskiego dubstepu, ale kiedy tylko mainstream podłapał przytłaczające basy i potężne wobble, londyńska wytwórnia Hyperdub rozpoczęła nowy etap. Pod kuratorską opieką założyciela Steve’a Goodmana (Kode9) piętnaście lat po założeniu pozostaje wyrazistą siłą kulturową, społecznościową i teoretyczną, bez której historia brytyjskiej muzyki elektronicznej XXI wieku byłaby zupełnie inna.


„Argument, że ludzie umierali za prawa wyborcze, jest prymitywny” – napisał na swoim blogu K-Punk w 2005 roku teoretyk kultury Mark Fisher. – Żołnierze Wehrmachtu też umierali za chwałę swojej ojczyzny – czy to oznacza, że mam zostać nazistą? Ponadto pozwolę sobie twierdzić, że nikt, naprawdę nikt nie umarł za możliwość wyboru między Tonym Blairem a Michaelem Howardem”.

Atmosfera w Wielkiej Brytanii w połowie pierwszej dekady XXI wieku była mętna jak plastikowy worek na śmieci. „Nikt się nie nudzi, wszystko jest nudne” – pisał nieco później Fisher. Doskonale pasowało to do czasów centrowej wersji Partii Pracy, która zupełnie porzuciła lewicowy etos solidarności, a dla swoich wyborców miała tylko jedną radę: zaciskajcie pasa. X Factor, IT Crowd, Coldplay w szczytowej formie, David Beckham w Realu Madryt – to było nudne. Wojna w Iraku była za to przerażająca. To, że ciężkie czasy rodzą inspirującą sztukę, jest oczywiście tylko kliszą, która ma przekonać społeczeństwo, że cierpienie i wyrzeczenia mogą być dla człowieka korzystne. Hyperdub nie reagował na konkretną sytuację polityczną, ale za pomocą odważnej muzyki walczył z wszechobecną próżnią intelektualną i tępotą popkultury.

„Bohemian Rhapsody”: ugrzeczniona bajka dla nostalgików

Czołowe brytyjskie laboratorium odważnej elektroniki nie powstało z niczego. Obok rockowych magazynów, jak „Q” czy „Uncut”, w Wielkiej Brytanii w połowie pierwszej dekady narastała fala internetowych blogów muzycznych, które wreszcie zaoferowały upragnioną alternatywę dla czasopism powielających wciąż te same artykuły o The Who, The Clash i Queen. Pozwoliły armii amatorskich krytyków muzycznych rozsiewać swoje myśli wszędzie tam, gdzie nie sięgały drukowane pisma. Na linii frontu pisarstwa uwolnionego od powiązań ekonomicznych między przemysłem muzycznym, reklamodawcami a abonentami stał wspomniany Fisher i jego legendarny blog K-Punk.

Londyńska wytwórnia Hyperdub też rozpoczęła działalność jako magazyn internetowy. „Musimy pozbyć się wrażenia, że jak tylko zaczniemy rozmyślać nad muzyką, zabijemy jej energię – powiedział magazynowi „The Wire” założyciel Hyperdubu, publicysta i akademik Steve Goodman w 2009 roku. – Kiedy pogrążysz się w muzyce, sama zaproponuje ci narzędzia, za pomocą których możesz ją przekierować do innego medium. Kiedy przeniesiesz muzykę do języka, możesz zintensyfikować jej działanie. Tego nauczył mnie Mark Fisher”.

Przeciwko neurozom naszych czasów

Goodman od początku chciał łączyć muzykę taneczną i elektroniczną z teorią kultury i ambitnym pisaniem przekraczającym kolejne granice. Dzięki temu Hyperdub, który obchodzi w tym roku piętnaście lat istnienia, nigdy nie zatrzymał się w miejscu. Wyjątkowy blog stopniowo zmienił się w wytwórnię i dał światu Buriala, przybliżył szerszej publiczności DJ Rashada, a z czasem od ballardowskiej elektroniki przesunął się do synthpopu Jessy Lanzy, eksperymentalnego techno Laurel Halo czy performatywnej elektroniki z mocnym ładunkiem politycznym Babyfathera. „Wszystkie nasze płyty łączy tylko to, że spodobały się Steve’owi – powiedział w rozmowie z magazynem Alarm długoletni menadżer Hyperdubu Marcus Scott. – Przede wszystkim chcemy wydawać różnorodną muzykę, footwork, gqom, teraz na przykład producenta Nazara. Oczywiście każda muzyka niesie na swoich barkach ciężar przeszłości. Nie staramy się za każdym razem odkrywać czegoś nowego. Chęć brzmienia za każdym razem zupełnie inaczej jest neurozą naszych czasów. Zdecydowanie nie chcemy się w niej pogrążyć” – dodał Scott.

Zamknij się już, Morrissey!

czytaj także

Jednak korzenie Hyperdubu sięgają jeszcze głębiej, a konkretnie do połowy lat 90., kiedy to na uniwersytecie w Warwick Goodman poznał Marka Fishera i teoretyka kultury Kodwo Eshuna. „Dopóki nie spotkałem Marka i Kodwo i nie zaczęliśmy razem działać w kolektywie Cybernetic Culture Research Unit, nie przyszło mi do głowy, żeby pisać o muzyce. Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby o niej jakoś konceptualnie myśleć” – mówi Goodman we wspomnianym wywiadzie dla „The Wire”. „Dopiero dzięki nim zrozumiałem, że muzyka nie potrzebuje teorii, ale sama teorię produkuje”. Lata 90., kiedy Goodman spotykał się z Fisherem i Eshunem w CCRU, są chyba ostatnią dekadą, kiedy muzyka była naprawdę rewolucyjna: jungle czy drum’n’bass brzmiały jako coś, czego zaledwie kilka lat wcześniej nie można było sobie w ogóle wyobrazić. Właśnie ten dźwięk był pożywką dla pierwszych wydawnictw Hyperdubu.

Tylko rytm i bas

„Kluby taneczne uczą nasze dzieci szybkich reakcji, żeby były przygotowane na trzecią wojnę światową” – mówił niemiecki teoretyk mediów Friedrich Kittler. Parkiet jest jak boisko treningowe, na którym ludzie szkolą swój system nerwowy, żeby szybciej reagował na bodźce. Ale Hyperdub aktywował zupełnie inne synapsy – fani od początku dostawali instrukcje, jak poruszać się po zgentryfikowanym przez korporacje Londynie i jak przetrwać w realnym kapitalizmie.

Pierwszy singiel w nowo powstałej wytwórni wydał w 2004 roku sam Steve Goodman, który jako Kode9 wspólnie z raperem Daddim Gee wytyczył pole działalności masywnie przebasowionym singlem Spit. „Chciałem opisać rodowód czarnej muzyki atlantyckiej, która wyrasta z dubu i funku, i pokazać, jak się ma do muzyki jungle i garage – mówił później Goodman w wywiadzie dla „The Wire”. – Tylko rytm i bas”. Rok później anonimowy jeszcze wtedy producent Burial napisał założycielski manifest Hyperdubu. Ostatnim składnikiem, który dorzucił do basu i rytmu, była melancholia, nostalgia, a równocześnie gorące pragnienie przyszłości i utopii. Pierwszy singiel Buriala South London Boroughs rozwija się jak psychogeograficzna opowieść, opowiadanie Edgara Allana Poe Człowiek tłumu zaktualizowane na potrzeby XXI wieku.

Do pierwszego EP Buriala nawiązują jego kolejne dwie płyty, a drugi album Untrue do dziś pozostaje nie tylko najważniejszą płytą wydaną w Hyperdubie, ale chyba też najistotniejszym albumem elektronicznym nowego milenium. „Wciąż jest to najlepiej sprzedający się album – mówi menadżer Marcus Scott. – Dla słuchaczy Untrue jest często bramą do świata Hyberdub. To paradoksalne, ale żadne inne nagranie nie brzmi tak jak Untrue. Właściwie nic nie brzmi jak Untrue. Są tu bity lo-fi na samplach z gier wideo, linie wokalne R&B pozbawione jakiegokolwiek związku z tym światem i niemal słyszalna londyńska mgła. Untrue jest mocno osadzone w konkretnym czasie i miejscu – a to można powiedzieć o niewielu albumach.


„W klasycznej perspektywie marksistowskiej kultura zawsze podąża za stanem gospodarki” – powiedział w „The Wire” Steve Goodman. – Według francuskiego ekonomisty Jacques’a Attaliego jest jednak odwrotnie – są momenty, kiedy to muzyka zapowiada rozwój ekonomiczny. Jeśli chcemy przewidzieć przyszłość, nie powinniśmy patrzeć na trendy ekonomiczne, ale uważniej śledzić muzykę”. Burial to potwierdził. Rok po wydaniu melancholijnego, miejskiego albumu Untrue przyszedł kryzys gospodarczy i związane z nim cięcia w usługach publicznych, pompowanie pieniędzy do prywatnych banków i stopniowe wypędzanie człowieka z centrum miasta. Płyta zmontowana w podstawowym edytorze dźwięku Audacity w jednym z tysięcy południowolondyńskich mieszkań brzmiała nagle jak elegia do przestrzeni publicznej i wspomnienie czasów, kiedy człowiek nie potrzebował pieniędzy, żeby się poruszać po ulicy.

Gdzie byłeś w ‘92?

Wspomnienie jest dla Buriala podstawową materią. Muzyka na Untrue jest solidnie karmiona estetyką brytyjskiego rave’u i free parties, z powodu których źle sypiała Margaret Thatcher. Ale Burial nigdy nie brał w nich udziału. Na początku lat 90. był zbyt młody na tę muzykę, chłonął ją jedynie z kaset od starszego brata. Również dzięki jego opowieściom w głowie Buriala zmaterializował się w ten sposób świat, który w rzeczywistości nigdy tak naprawdę nie istniał. „Smutno mi, kiedy puszczam dziś sobie te stare tracki” – powiedział Burial w 2012 roku w wywiadzie dla magazynu „The Wire”, który przypadkiem przeprowadzał akurat Mark Fisher. – W starym jungle jest mnóstwo nadziei, próba pojednania Wielkiej Brytanii, ta muzyka była sensem życia dla wszystkich. Ale Brytania poszła w innym kierunku, scena klubowa się skomercjalizowała, wszędzie zaczęły się pojawiać designerskie bary, w których grano trance”.

Brylewski walczył o coś wzniosłego, ale nie chciał odcinać od tego kuponów

„Gdzie byłeś w ’92 roku?” – pytał na EP Where Were U in 92? producent Hyperdubu Zomby, a odpowiedź była jasna – dla mnóstwa producentów i producentek wydających w Hyperdubie taneczne lata 90. były nieosiągalną utopią, której nie można było autentycznie wspominać. Trzeba było stworzyć własne światy. Na początku nie było to takie proste. Hyperdub miał być kuratorem soundtracku świata, który nie wyglądał zbyt kusząco. Sam Kode9 na przełomowej płycie Memories of the Future z 2006 roku zasugerował, jak odwrócić się od melancholijnych wspomnień i spoglądać w przyszłość. Mroczna dubowa wizja miasta przypominającego skryty pod wodą Londyn z dystopijnej powieści J. G. Ballarda Zatopiony świat jakby wysysała z londyńskich chodników, ulic i nieskończonych betonowych powierzchni resztki życia. Minimalistyczna produkcja brzmi jak huczenie zniszczonych elektrowni, buczenie anten nadających w pustkę – a dubstepowy poeta Spaceape, którego wiersze obecne są we wszystkich utworach  albumu, sprawia wrażenie ostatniego żyjącego świadka apokalipsy.


Takie mroczne wizjonerstwo nie mogło długo wytrzymać. Burial, Kode9, Zomby i Ikonika wybudowali wprawdzie nieprzepuszczalną na pierwszy rzut oka zaporę, ale ostatecznie poradził z nią sobie detonator w postaci hardcore’u. Według Simona Reynoldsa brytyjska muzyka taneczna wychyla się w regularnych interwałach jak wahadło: kiedy jest zbyt długo mroczna, dociera do własnego dna i odbija się od niego w bardziej liryczną stronę. W Hyperdubie zwrot ten zapewnił między innymi Kevin Martin i jego projekt King Midas Sound, inspirowany stylem R&B. Na przełomie dekady podobnie brzmiała też Cooly G, pierwsza muzyczka, która do katalogu Hyperdubu wniosła zmysłowy wokal. Jednocześnie mniej więcej w tym czasie Hyperdub przestał być wyłącznie londyńską przystanią, a Goodman zaczął do swojego zespołu wabić artystów spoza brytyjskiego kontekstu. W 2012 roku w Hyperdubie wydała swój długogrający debiut Quarantine amerykańska piosenkarka i kompozytorka Laurel Halo. Jej muzyka nie miała już nic wspólnego z tradycją czarnej muzyki atlantyckiej – zamiast dubu, reggae czy jungle Laurel Halo wymieszała zamorski pop hipnagogiczny, swobodną pracę z melodią i wokalem oraz konkluzje z twórczości Björk, a konstruując kruchy świat dźwięku, wykazała się nadzwyczajnym wyczuciem.

Brexit to bajzel, z którym musimy sobie poradzić

Od tej chwili w Hyperdubie możliwe było wszystko. Steve Goodman opuścił pozycję rzecznika brytyjskiej sceny dubstepowej, a do swojej wytwórni zaprosił na przykład kanadyjską piosenkarkę synthpopową Jessy Lanzę i króla chicagowskiego juke DJ Rashada, którego album Double Cup z 2013 roku przypieczętował połączenie footworku z jungle. „Przynajmniej na odległość jesteśmy częścią sceny footworkowej. Interesuje nas szybkość, innowacja i porównania z jungle. To fantastyczna muzyka. Te sceny są wspaniałymi inkubatorami talentów i ewolucji muzycznej” – stwierdza Marcus Scott. Jednak Hyperdub nie ogranicza się oczywiście do produktów kultury zachodniej, przeciwnie – był jedną z pierwszych wytwórni, które zaczęły celowo propagować południowoafrykański podgatunek gqom. „Nie tylko mówimy o lokalnej muzyce z różnych miast, ale naprawdę ją wspieramy – mówi Marcus Scott. – Gqom gramy już od kilku lat, piosenkarka i producentka Okzharp z Hyperdubu była jedną z pierwszych osób, które zwróciły uwagę na ten gatunek. To świetna muzyka, bardzo basowa i rytmiczna, ma w sobie mnóstwo energii i zupełnie odwraca nastrój i konstrukcję house’u. To według nas bardzo interesująca innowacja”.

Kim jest Liza Monetka?

czytaj także

Kim jest Liza Monetka?

Konstanty Usenko

Nawet teraz Hyperdub nie porzuca idei „globalnej wioski” połączonej pulsującym basem – jednym z pierwszych wydawnictw 2019 roku będzie długogrający album południowoafrykańskiej producentki i czołowej postaci kolektywu NON Worldwide występującej pod imieniem Angel-Ho. Pod koniec 2018 roku natomiast wydali na świat zdekonstruowane kuduro angolskiego producenta Nazara, którego bity podsycane są zgrozą wojny domowej w Angoli. Hyperdub nie jest jednak internetowym kolektywem, wciąż pozostaje mocno związany z Londynem. „Czujemy się częścią londyńskiej sceny, ponieważ po prostu pochodzimy z Londynu” – mówi Marcus Scott. Wyraźne połączenie z Londynem i Wyspami Brytyjskimi czuć też w twórczości producenta i performera Deana Blunta, którego album BBF Hosted By DJ Escrow, z futurystycznym pojazdem w barwach brytyjskiej flagi na okładce, zapowiedział referendum dotyczące Brexitu – dokładnie według wspomnianej teorii Jacques’a Attaliego o muzyce, która przepowiada tendencje ekonomiczne i społeczne.


„Wciąż jesteśmy przede wszystkim wytwórnią muzyczną wydającą artystów z całego świata, a jeśli ktoś z nich decyduje się wykorzystać nasz label jako platformę do dyskusji o swoich poglądach społecznych i politycznych, ma w tym zupełną swobodę – odpowiada na pytanie o Brexit i zaangażowanie polityczne Hyperdubu menadżer Marcus Scott. – Jako label zawsze wspieraliśmy muzykę tworzoną przez kobiety, osoby wszystkich kolorów skóry i przez artystów queer, a obecna polityka oczywiście wyraźnie wpływa na życie wszystkich tych ludzi.

Hyperdub chce sprawić, by ich głos był słyszany. „Brexit to bajzel, ale równocześnie coś, z czym będziemy musieli sobie jakoś poradzić” – dodaje Scott. „Żeby można było stworzyć lepszy świat, najpierw trzeba umieć go sobie wyobrazić” – pisał Mark Fisher. A inspirujący świat Hyperdubu jest teraz przyjaźniejszy od codziennej brytyjskiej rzeczywistości.

 

**
Artykuł ukazał się w magazynie A2larm.cz. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.