Kultura

Dom zły

Karolina Plinta
Kultura

Dom zły

Wystawę „Obcy w domu. Wokół Marca '68” wyróżnia odwaga i bezpośredniość, z jaką mówi się tam na temat przeszłości oraz aktualnej sytuacji politycznej. Takich wystaw w Polsce niewątpliwie brakuje.

Wystawy Obcy w domu. Wokół marca 68 Muzeum Historii Żydów Polskich Polin nie musiało szczególnie reklamować, zrobili to za muzeum politycy. Choćby Magdalena Ogórek, która przyszła edukować dziecko na temat marca ’68, po czym okazało się, że jest jedną z bohaterek wystawy i to raczej nie w charakterze jedynej sprawiedliwej wśród narodów świata. Tytuł wystawy nie spodobał się ministrowi Glińskiemu, który wystawy nie dofinansował, a w czasie jej otwarcia zainaugurował działalność Muzeum Getta Warszawskiego. Oliwy do ognia dolał  incydent z pracownikami Polinu, którzy dołączyli do czarnego protestu.

Wszystko to sprawiło, że muzeum znalazło się na celowniku prawicy i media już spekulują, czy podzieli los przejętego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Sam dyrektor MHŻP, Dariusz Stola, wydaje się tym niewzruszony. Zamiast przepraszać, krytykuje w mediach prawicowych publicystów, za co chce go teraz pozwać Rafał Ziemkiewicz. Na samej wystawie pojawiają się zaś nowe elementy, jak wydruk zdjęcia pocztówki z antysemickimi pogróżkami, którą na początku kwietnia otrzymała Fundacja Bęc Zmiana.

Piękny dziś dzień, taki słoneczny. I pocztówkę dostaliśmy.

Opublikowany przez Fundacja Bęc Zmiana 4 kwietnia 2018

Tymczasem w środowisku sztuk wizualnych wystawa wywołała ambiwalentne uczucia i funkcjonuje raczej jako część sporu wokół muzeów historycznych i prób ich podporządkowania rządowej retoryce. Powód jest prosty — to faktycznie bardziej wystawa historyczna niż artystyczna, do tego pod kątem rozwiązań wystawienniczych raczej konserwatywna. Narracja poprowadzona jest chronologicznie, nad materiałami wizualnymi i obiektami przeważają tu tablice informacyjne. Żeby zrozumieć sens wystawy, trzeba się skupić i wczytać w tekst.

A jednak, obserwując dyskusję wokół, odnoszę wrażenie, że jest coś, co pozytywnie ją wyróżnia na tle wszystkich wystaw okołopolitycznych, jakie miałam okazję zobaczyć w ciągu kilku ostatnich lat. Jest to mianowicie odwaga i bezpośredniość, z jaką mówi się tam na temat przeszłości oraz aktualnej sytuacji politycznej. Takich wystaw w Polsce niewątpliwie brakuje.

Kuratorska opowieść o marcu ’68 zaczyna się od „małej stabilizacji” — na ścianach, oprócz tekstu opisującego epokę, zobaczymy zdjęcia rodzącej się w Polsce kultury konsumpcyjnej. Na fali odwilży do Polski docierają wpływy zachodnie. Młodzież słucha rock and rolla i bigbitu, intelektualiści czytają Gombrowicza i Baumana (ich książki znajdziemy w zaaranżowanej na potrzeby wystawy biblioteczce intelektualisty), rozmawia się o marksizmie i egzystencjalizmie. Młodzi ludzie, także ci żydowskiego pochodzenia, budują swoją tożsamość wokół wartości raczej uniwersalnych.

Polska od państw zachodnich różni się jednak zasadniczo — tam młodzież kontestuje konsumpcjonizm, u nas społeczeństwo jest biedne, wymarzone produkty w rodzaju pralki, telewizora czy samochodu dostać niełatwo. Z powieszonej na ścianie infografiki możemy dowiedzieć się, że wydatki na jedzenie pochłaniały wówczas niemal połowę dochodów standardowej rodziny. Koniec lat 60. to dodatkowo czas, kiedy do głosu dochodzi pokolenie wyżu demograficznego, które szuka dla siebie miejsca, jest głodne stanowisk. Po październiku 1956 roku, gdy mija już fala strachu i zaczynają się rozliczenia na poziomie partyjnym, w walce o władzę pomocne okazują się antysemickie emocje, napędzające nagonkę na dygnitarzy i intelektualistów, a także ich dzieci, w filmach propagandowych ukazywanych jako bananowa młodzież.

Fot. M. Starowieyska / Muzeum POLIN

Ważnym elementem tej politycznej gry przedstawionej na wystawie jest także Wojna Sześciodniowa. Pod naciskiem ZSRR Polska zrywa dyplomatyczne stosunki z Izraelem, a podczas Kongresu Związków Zawodowych Władysław Gomułka potępia polskich Żydów sprzyjających Izraelowi, porównując ich do „piątej kolumny”. Zaczynają się czystki, którym równocześnie towarzyszy wykalkulowana manipulacja politykami pamięci. Władze PRL-u potępiają syjonistów, ukazują się antyizraelskie publikacje propagandowe, żydowskie cmentarze są zamykane. Wybucha afera o opublikowane w VII tomie Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN hasło „obozy koncentracyjne hitlerowskie”, gdzie podano, że w 99% ofiarami obozów zagłady byli Żydzi, a zatem — nie doceniono krzywdy polskiej.

„Władze były świadome polskiego antysemityzmu, a mimo tego go użyły” [rozmowa z Andrzejem Paczkowskim]

Krok po kroku, śledząc antysemicką nagonkę lat 60., możemy się przekonać, że pojawiające się wówczas argumenty bardzo przypominają współczesne spory o polskie obozy śmierci i stosunek Polaków do Żydów podczas II wojny światowej. To właśnie ten wątek podsumowuje tablica z antysemickimi komentarzami zamieszczanymi w internecie — czy to przez hejterów, czy konserwatywnych polityków. Wymowny jest kolaż zestawiający zdjęcie protestujących przeciwko syjonizmowi zindoktrynowanych robotników ze współczesnymi nacjonalistami, trzymającymi transparenty „Studenci do nauki”.

W 1968 roku studenci władzy jednak nie chcieli się podporządkować. Na wystawie zapoznajemy się z młodzieńczą działalnością Jacka Kuronia, komendanta hufca walterowskiego ZHP, czy z „komandosami”, których liderem był Adam Michnik. Co istotne, jest to chyba też pierwszy moment , kiedy realnie istotna staje się rola kultury w wydarzeniach marcowych — zdjęcie z afisza Dziadów Dejmka wywołało w końcu ostry sprzeciw środowisk intelektualnych. Na możemy więc obejrzeć fragment nagranego przedstawienia i kajdany Konrada, w których wystąpił Gustaw Holoubek — zamknięte niestety w gablocie i jakby pozbawione swojej dramatycznej wymowy.

M. Starowieyska / Muzeum POLIN

Najmocniejszym wizualnym elementem wystawy jest projekcja sceny z Salta Tadeusza Konwickiego. Sztywnym figurom tańczących, wirujących w przestrzeni opuszczonej synagogi towarzyszy tu odtworzony fragment neonu z dworca Warszawa Gdańska („WAR”), z którego wyruszali na emigrację marcowi uciekinierzy.

Swoją drogą scenę z w październiku zeszłego roku postanowili odtworzyć tancerze stowarzyszeni wokół Centrum Kem prowadzonego przez Aleksa Baczyńskiego-Jenkinsa. Performans kończył działalność Kemu w siedzibie na Podskarbińskiej, a jesienną, schyłkową aurę wydarzenia podkreślały rozsiane po studiu liście. Baczyński-Jenkins tłumaczył mi wtedy, że postanowił odtworzyć tę scenę, ponieważ znów jesteśmy w tym samym momencie, historia się powtarza, zrobiliśmy salto. Jak bardzo słowa okazały się prorocze, przekonałam się kilka miesięcy później, właśnie w marcu.

Niestety efektowne eksperymenty wizualne na dobrą sprawę kończą się właśnie na Konwickim. Poza tym rządzi gablota i tablica. Dosyć kuriozalnie to wypada w przypadku prezentacji dorobku Teatru Żydowskiego, co sprowadza się do wystawienia jednej z sukien scenicznych Idy Kamińskiej, oczywiście za szkłem. Delikatnie rzecz ujmując, raczej to nie zachęca do zapoznania się z repertuarem teatru, który przecież potrafi eksperymentować i mówić o problemach żydowskich językiem bardzo współczesnym.

Trzeba jednak przyznać, że prezentacja marca ’68 od strony wizualnej nie jest łatwym zadaniem. Zdjęć archiwalnych zachowało się niewiele, protesty studenckie oglądamy więc z reguły z perspektywy fotografów SB lub ZOMO, a alternatywą dla tej narracji są rysunki Witolda Masznica, który w marcu 1968 roku obserwował wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu z okien ASP.

„Boli mnie fakt, że zostałem zmuszony do wyjazdu”

Także sztuki marcowej jest niewiele, a dość skąpy wybór prac — w którym największą rolę odgrywają Wprostowcy z Leszkiem Sobockim na czele — został jeszcze dodatkowo wciśnięty w jeden z kątów wystawy. Obrazu Erny Rosenstein czy rejestracji „ożywienia” pomnika Adama Mickiewicza przez Krzysztofa Wodiczkę z okazji 40. rocznicy Marca można w efekcie nawet nie zauważyć.

Temat sztuki pomarcowej zostaje za to rozwinięty w katalogu wystawy, gdzie znajdziemy esej Artura Tanikowskiego o efektach antysemickiej nagonki w polskim środowisku artystycznym. Pada w nim jedno kłopotliwe pytanie — dlaczego sztuki pomarcowej jest tak mało? Znajdziemy oczywiście w polskiej sztuce wyjątki od tej reguły, które stara się opisać Tanikowski, trudno jednak nie pamiętać, że przełom lat 60. i 70. w Polsce to czas, kiedy rodził się na rodzimym gruncie konceptualizm i to chyba właśnie on (a nie trauma pomarcowa) zdominował wyobraźnię artystów i artystek w tym okresie.

Nie dość jednak, że Marzec 68 w polskiej sztuce to na dobrą sprawę temat marginalny, to kuratorki wystawy w Polin dodatkowo zepchnęły temat na drugi tor — do współpracy nie zaprosiły żadnego artystki czy artystki, którzy przygotowaliby coś specjalnie na wystawę.

Leszek Sobocki, „Otarci” z cyklu „Marzec ’68”, 1968, linoryt, własność artysty

Obcy w domu oczywiście jest wystawą, gdzie znajdziemy pewne rozwiązania kojarzące się z nowoczesnymi ekspozycjami historycznymi, jak postawiona na środku sali hala dworca Warszawa Gdańska. W środku przez słuchawki można wysłuchać opowieści marcowych emigrantów, dopełniające część wystawy dedykowaną losom polskich Żydów po opuszczeniu rodzinnego kraju. Ta część wystawy jest o tyle znacząca, że akcentuje przywiązanie emigrantów do polskiej kultury, nawet jeśli w Polsce byli oni traktowani jako „obcy”. Polskość wychodziła z nich po wyjeździe, gdy próbowali asymilować się z lokalnymi diasporami w krajach, w których osiadali.

Wizualizacja, Piotr Jakowienko, wystawa „Obcy w domu. Wokół Marca ’68”, Muzeum POLIN

Sam profil Muzeum Historii Żydów Polskich jest historyczny, warto jednak o wystawie pomyśleć w kontekście innych wystaw „zaangażowanych”, które mogliśmy oglądać w polskich instytucjach sztuki w zeszłym roku — w U-jazdowskim, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w Muzeum Narodowym w Krakowie czy przygotowaną przez NCK. Były to wystawy albo oparte na idei konsensu (afektowanego dodatkowo konserwatywnymi teoriami Pawła Rojka czy Tomasza Kozaka), albo ubierające potencjalne polityczne znaczenia w popkulturowy, neutralny kostium — były to też ekspozycje w większości otwarcie konserwatywne, wzbudzające zachwyt środowisk prawicowych. Na tym tle wystawa w Polin jawi się jako potrzebna alternatywa, klarowny głos demaskujący język propagandy i nienawiści.

Z tego też względu stała się wystawą niewygodną dla środowisk prawicowych, politycznie niepoprawną i cechującą się tym rodzajem krytycyzmu, którego brakuje w polskich instytucjach artystycznych. Trafiła idealnie w czas i celnie podsumowała ostatnie żenujące wydarzenia na scenie politycznej. Mam nadzieję, że takich wystaw będzie więcej, bo przecież „dialogować” z polskim antysemityzmem dłużej już nie sposób. Ten dom, w którym mieszkamy, jest zły i czas o tym powiedzieć otwarcie.

Krzysztof M. Bednarski, Żydom i psom, tusz i gwasz na papierze, zbiory Muzeum POLIN

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.