Kultura

I ty możesz zostać gwiazdą prekariatu!

thought-catalog

Trzymasz się terminów? Rozmawiasz z innymi jak z partnerami do dyskusji i pytasz o ich preferencje? Natychmiast przestań.

Środowisko intelektualno-kulturalne stanowi dość specyficzny przypadek prekariatu, gdzie dominuje aura „kreatywności”. Poza typowym zestawem czynników takich jak: niepewność, niskie płace, brak bezpieczeństwa, zmęczenie związane z wykonywaniem pracy ponad normę i po godzinach oraz często poniżej swoich kompetencji, dochodzi jeszcze element płynnej granicy pomiędzy tym co zawodowe i prywatne. Oraz obszar mikropraktyk czy mikrostrategii widzialności.

Czym one są? Mikropraktyki widzialności – paradoksalnie – nie zawsze bywają zauważalne czy dostrzegalne z zewnątrz. Chodzi tu zarówno o kreację siebie w mediach, social mediach i sferze wirtualnej, jak również tworzenie sieci powiązań na krawędzi prywatno-zawodowej, czyli nieformalnych spotkań, towarzyskich koneksji i kontaktów (czasem jawnych, a czasem ukrytych przed niepożądanym okiem). Obszar płynny, trudny do zdefiniowania i opisania, ale jednak mający spore znaczenie, a przede wszystkim realnie oddziałujący i mający konsekwencje w praktycznych decyzjach.

Pomimo głoszonych haseł równości intelektualno-kulturalne środowisko pracy wydaje się reprodukować patriarchalne systemy zależności oraz – co sprawia, że temat ten jest trudny do opisania i rozpoznania – nie czyni tego wprost, ale często pod powierzchnią formalnie poprawnie działających egalitarnych struktur. Pisząc o tym, nie opieram się na dokumentach ani raportach czy jakichkolwiek badaniach naukowych, przyglądam się raczej symptomom, gestom, zachowaniom. Niniejszy tekst jest zbiorem własnych obserwacji, jak również efektem wielu podobnie brzmiących zasłyszanych historii. Chodzi mi tu o fenomen, który określiłabym mianem „gwiazd prekariatu”. Zanim jednak o gwiazdach, dwa słowa o charakterystyce pracy w tej wspomnianej specyficznej sferze, bo to ważny element tej narracji.

W środowisku intelektualno-kulturalnym dominują – a przynajmniej można odnieść takie wrażenie – dwa skrajne modele czy stany pracy. Pierwszy z nich charakteryzuje się przepracowaniem wynikającym z udziału w jak największej liczbie nisko płatnych projektów i zleceń, z chwilowym ubezpieczeniem zdrowotnym (w tej lepszej wersji, bo o emeryturze nawet nie ma co marzyć). Pochłania to oczywiście zdecydowanie więcej niż osiem godzin dziennie oraz obciążone jest kompletną niewiadomą, co do tego „czy” i „kiedy” nastąpi czas wolny. Funkcjonowanie w tym modelu, jakkolwiek jest skrajnie wyczerpujące, daje przynajmniej poczucie bycia „chcianym” i „w obiegu”. To dość niebezpieczny mechanizm wartościowania: jednostka tak długo czuje się coś warta, jak długo potwierdzenie płynie z zewnątrz – otrzymany kolejny projekt, kolejne zlecenie, kolejny wykład etc. Dość łatwo z tego koła wypaść, zdecydowanie trudniej do niego wejść. Przypomina to trochę mechanizm celebryctwa: znany z bycia znanym, a jak znany, to znany jeszcze bardziej. Koło się toczy. Model oparty na przepracowaniu i eksploatacji pozwala na opłacenie rachunków, pobyciu od czasu do czasu w kawiarni z laptopem czy wieczorne wyjście, może raz na jakiś czas na szalony wyjazd, ale zasadniczo na niewiele więcej. Jednak w obliczu drugiego modelu – pustki – prezentuje się jako zdecydowanie lepszy.

Jednostka tak długo czuje się coś warta, jak długo potwierdzenie płynie z zewnątrz – otrzymany kolejny projekt, kolejne zlecenie, kolejny wykład etc.

Na czym polega ten drugi model? To brak zleceń i projektów (o etacie nie wspominając). Do realnego braku bezpieczeństwa związanego z niemożliwością normalnego funkcjonowania dochodzi jeszcze dodatkowy efekt psychologicznego odrzucenia, niespełnienia i groźby braku widoczności, co w omawianej sferze ma istotne znaczenie. Jeśli istnieje pozytywny element modelu pustki, to jest nim czas własny – obarczony jednak sporym stresem i niewielką ilością możliwości, bo co dziś można robić w czasie wolnym bez pieniędzy?

Jednostki w prekariacie robią więc wszystko, aby pozostać jak najdłużej w modelu pierwszym. W niestabilnych warunkach próbują stworzyć ciągłość, chociażby iluzoryczną, opartą na symbolicznej obecności. Współczesne być – to być widocznym.

Nad widocznością trzeba pracować, nieustannie zaznaczać i podkreślać swoją przynależność i uczestnictwo. Trudno odbierać działanie takie jak zaznaczanie na Facebooku obecności w stylu: „Paszporty Polityki”, „Konferencja o przyszłości psychoanalizy”, „Otwarcie na Foksal”, czy „Nowy Teatr” inaczej niż rodzaj strategii, chociażby nieświadomej. Te wszystkie statusy o pracy w Charlotte, czytaniu obecnie najważniejszej książki czy podróży do Bangkoku oraz zamieszczanie wyselekcjonowanych kadrów z nogami, książką i zwierzęciem czy obiadem w modnej restauracji to mniej lub bardziej przemyślany styl tworzenia siebie. To wszystko stanowi jednak tylko ułamek jawnej strategii, poza którą rozciąga się jeszcze pole koneksji, kontaktów i zależności. Trzeba być selektywnym i jednocześnie wyraźnym. Be visible and be smart!

Światowy Dzień Pracownic i Pracowników Poezji

Jak wyglądają relacje pracy i zarobków w „kulturze i nauce”, wie każdy, kto w niej pracuje. Tylko nielicznym udaje się dotrzeć do dobrze płatnych i bezpiecznych pozycji, bo te – a jakże – także tu istnieją. W przeważającej większości rytm hipster-pop-kapitalizmu odczuwa się dość boleśnie. Jednak wśród tej masy beznadziejnych przypadków i narzekań na rzeczywistość – dziwnie – zawsze znajdują się osobowości utrzymujące się na powierzchni i to niezależnie od panującej polityki i układów. Zawsze zrelaksowani, zawsze w obiegu i zawsze obecni. Ich nazwiska niezmiennie pojawiają się na afiszach i to oni dostają najlepsze propozycje. Wyłaniają się jakby znikąd w kluczowym momencie. Gwiazdy. Magia własnego PR? Talentu? Magia konformizmu?

Znasz ich?

Niedawny głośny przypadek „teddy-gate” (w ramach podpowiedzi; nazwisko głównego bohatera brzmi niebezpiecznie blisko pluszowego misia), co prawda z innej branży i przedziału ekonomii, ustanowił trudną do pokonania poprzeczkę władzy-głupoty-żenady. Gwiazdy prekariatu nie działają może z takim rozmachem i nie świecą tak spektakularnie (ostatecznie prekariat to prekariat), ale ich światło promieniuje w tych beznadziejnych czasach równie pięknie i inspiruje do refleksji. W dzisiejszych czasach zwrotów akcji i politycznej niepewności umiejętność bycia gwiazdą to nowe must be. Brokat ostatecznie nie jest aż tak drogi.

Fiala: Praca zabija nasze życie i związki

Oto kilka wskazówek, jak być gwiazdą w czasach prekariatu:

1. Możesz pracować dużo, ale nie możesz być uznany za pracowitego

Gwiazda nie pracuje, gwiazda bywa. Jesteś pracowity? To niedobrze. Wszak pamiętamy z dzieciństwa: dziewczynki są pracowite, chłopcy zdolni. Bądź chłopcem, choćby genderowym. Gwiazdy prekariatu sprawiają wrażenie jakby wszystko robiły jedną ręką, pomiędzy licznymi wyjazdami, imprezami i spotkaniami na najwyższym szczeblu. Mają oczywiście też czas na życie na bieżąco ze wszystkimi newsami, hot miejscami, czytanie nie tylko lokalnej, ale także zagranicznej prasy oraz najnowszych publikacji, z których cytatem zawsze chętnie obdarzą. To wszystko dla przyjemności.

2. Ty jesteś w centrum, świat krąży wokół

Gwiazdy ustawiają siebie w centrum i na resztę koleżanek i kolegów patrzą jak na narzędzia do spełniania potrzebnych im funkcji. Takie ustawienie priorytetów może powodować opór wspomnianych, dlatego trzeba działać miękko; co jakiś czas nie odpowiadaj na SMS-y czy wiadomości w messengerze. Udaj, że nie poznasz kogoś na większej imprezie. Nie pisz w terminie maili i nie tłumacz się z tego – nie musisz. Wspomnij mimochodem o spotkaniu, podróży czy wyjeździe. Niech osoba, do której piszesz, poczuje, że spotkał ją wyjątkowy zaszczyt, że w ogóle odpowiadasz. Przy tym bądź miła i uprzejma, ale bez przesady i nigdy na czas. Uśmiechnięta, ale z gotowością do ironii czy uśmieszku. Niech ci, co powinni, wiedzą, że są niżej. Do tych wyżej uśmiechasz się nieco mocniej i szczerzej (jeśli jeszcze potrafisz).

Niech ci, co powinni, wiedzą, że są niżej.

W razie jakichkolwiek problemów i konfliktów nikt ci niczego nie zarzuci. Przecież było miło i poprawnie i wszystko zrobione (to że przez innych – nieważne. Grunt, że działa). Chodzi o taki subtelny, trudny do udowodnienia poziom pogardy dla pracy i czasu innych. Trzymasz się terminów? Rozmawiasz z innymi jak z partnerami do dyskusji i pytasz o ich preferencje? Natychmiast przestań.

3. Przyznawaj się tylko do tych „kompetencji” czy „umiejętności”, które ci pasują

Każdy nawet najbardziej wzniosły projekt czy zadanie to oprócz radości i przyjemności mnóstwo nudnej przyziemnej roboty. Wszyscy to doskonale wiedzą, ale niektórzy posiadają magiczną zdolność znikania w czasach wytężonej pracy i pojawiania się, kiedy trzeba podpisać się nazwiskiem. Jak więc spijać tylko crème de la crème? Nawet jeśli masz sporo kompetencji i umiejętności, nigdy przenigdy nie przyznawaj się do tych, których nie chcesz wykorzystywać. Z uśmiechem i lekką pogardą (patrz punkt wyżej) oddeleguj zadania innym. Jeśli koleżanki czy koledzy z pracy mają lepsze kompetencje i wykształcenie, tym lepiej dla ciebie – praca będzie dobrze wykonana. Be smart, be shiny, be relaxed!

4. Wiedza i kultura jest tylko teorią, nigdy praktyką

Mów głośno i wyraźnie, że interesujesz się kapitałem Marksa, konfliktem w kraju X, pojawiaj się od czasu do czasu na protestach o prawach kobiet. To robi dobre wrażenie, a co więcej, sugeruje, że jesteś empatyczny. Jednak gwiazda kalkuluje i używa wiedzy i władzy (lub fantomowej wiedzy i władzy) dla własnych korzyści. Deklaracje i teoria to jedno, ale praktyka to już zupełnie coś innego. Trzeba rozumieć trendy, a sprzedać selfi-protestem czy aktywizmem puszkę czy cokolwiek, a zwłaszcza siebie – trzeba umieć. Kiedy np. ktoś z działu PR w teatrze poprosi cię przez telefon o sprecyzowanie terminu twojego przyjazdu, bez skrupułów nakrzycz, zaznacz z kim rozmawia, niech to poczuje (przecież pani z PR nie wygląda jak „klasa robotnicza” opisywana przez Marksa, prawda?). W razie wątpliwości kalkuluj.

Standing: Nowa klasa – prekariat

5. Lekceważący stosunek do czasu poświęconego na naukę czy rozwój

Można w tym momencie zacząć narzekać na upadek nauki i obniżenie wartości tego, co oznacza „mgr” czy „dr”, bo rzeczywistość dostarcza licznych przykładów wzbudzających wątpliwość, jednak nie o to chodzi. Gwiazdy niezależnie od tego, czy mają tylko maturę czy doktorat oraz inne umiejętności, np. znajomość języków obcych, zazwyczaj lekceważą wagę wysiłku i czasu włożonego w edukację i rozwój. Masz dr? Mów, że napisałeś go w jeden wieczór. Masz tylko maturę i czasem jest ci trochę niezręcznie w towarzystwie? Powtarzaj, że studia są dziś nic niewarte i liczy się doświadczenie.

6. Relacje z ludźmi są dobre tak długo, jak długo są korzystne

Gwiazdy posiadają wyjątkową umiejętność tworzenia fantomowych relacji międzyludzkich. Dla osób postronnych, a zwłaszcza dla tych, które w relacji władzy znajdują się wyżej, jawią się jako sympatyczne choć specyficzne postaci, podążające swoją indywidualną ścieżką. Czasem mają w sobie coś uwodzącego. Ich inteligencja emocjonalna albo nie funkcjonuje, albo funkcjonuje na zasadzie wyuczonej kopii reakcji i konwenansów; w smutnych sytuacjach, owszem, złożą kondolencje, powiedzą, że przykro, ale raczej nie będzie im naprawdę przykro (co oczywiście jest trudne czy wręcz niemożliwe do weryfikacji). Będą raczej myślały, jak bardzo muszę okazać zainteresowanie, aby dobrze wypaść i wykorzystać tę sytuację w przyszłości. Zdystansuj się, zrelaksuj, nie angażuj. Myśl o tym, co wypada i ładnie wygląda. Estetyka ponad etyką – zawsze.

7. Pewność siebie na granicy z bezczelnością (ale jednak granicy)

Gwiazdą się nie bywa, gwiazdą się jest. Musisz być pewnym tego, że nią jesteś, bo inni też muszą być pewni twojej pewności. Gwiazda ma aurę. Przećwicz to. Nie jest to zbyt trudne.

Niewiele osób zapewne spełnia wszystkie te warunki, ale zawsze można się starać. Bywają różne style i barwy gwiazd w zależności od temperamentu i potrzeby. Weź głęboki oddech, stań przed lustrem. Relax. Be shiny. Be a star!

Post scriptum

Gwiazdy prekariatu mają oczywiście gender. Jeśli jesteś mężczyzną istnieje spora szansa, że przyswoisz tę wiedzę szybciej, i jeszcze większa, że zapewne ją masz i świetnie wykorzystujesz – o czym nawet możesz nie wiedzieć. (Jeśli na pytanie, czy gotujesz i sprzątasz, odpowiesz dwa razy nie – szanse się podwajają). Bywają zapewne szlachetne wyjątki.

Jeśli jesteś kobietą, cóż, niektórych form zachowań można się nauczyć. Patriarchat dopuszcza, a nawet szczególnie pielęgnuje takie zachowania jak fochy, komunikowanie ze światem w formie pretensji i oczywiście wszystko co sexy (z dopiskiem defined by male gaze). To takie „gwiazdorstwo subaltern” – wypełnianie minimalnego miejsca, które zostało po określeniu go przez mężczyzn.

Dlaczego poeci są wiecznie niezaspokojeni?

Rozpoznanie zjawiska „gwiazd prekariatu” może wydawać się płynne, niejasne, przypadkowe czy nawet wątpliwe. Czy rzeczywiście? Jak wspomniałam na początku, opisywana sfera „kultury i nauki” to obszar płynnej granicy tego co prywatne i zawodowe. Czy powyżej wyszczególnione punkty nie przypominają klasycznego podziału ról w przestrzeni prywatnej; tego kto, dlaczego i na jakich zasadach jest „gwiazdą” i posiada większe prawa? Czy nałożenie się tej płynnej granicy prywatne/ zawodowe wraz ze specyfiką prekariatu oraz dodatkowo mikropraktykami widzialności nie tworzy właśnie tej nieszczęsnej, rozpaczliwej, egoistycznej gwiazdy późnego kapitalizmu? I czy „domowa” niewidzialna praca kobiet nie ma odpowiednika w „niewidzialności” na polu zawodowym?

Schematy nie reprodukują się same, ale przy udziale aktywnych podmiotów; w konkretnych sytuacjach, konkretne osoby podejmują takie a nie inne decyzje. Jeśli ktoś zna z praktyki czy własnych doświadczeń tę specyficzną branżę, niech zastanowi się, ile zna osób pracujących czy widocznych tylko ze względu na „kompetencje, doświadczenie i wiedzę”, a nie dodatkowo koneksje, strategie i ten trudny do ujęcia „przypadek”? Ile konkursów na stanowiska nie tylko dyrektorskie, kierownicze czy adiunktów, ale nawet te „szeregowe” jest tak naprawdę „przejrzystych”? Zapewne gdyby sprawdzić papiery, dokumenty i warunki – wszystko wyjdzie pięknie. Wszak branża kreatywna strategie kreatywności ma opracowane całkiem dobrze, a problematyczne sytuacje potrafi zręcznie przemilczeć czy zamieść pod dywan. Wychodzą one w postaci symptomów, czasem dość karykaturalnych.

Rzeczywistość zdaje się mówić: Be a star or die.

*
Zainteresowanych kwestią pracy w dziedzinie sztuki odsyłamy do publikacji „Fabryka sztuki. Podział pracy oraz dystrybucja kapitałów społecznych w polu sztuk wizualnych we współczesnej Polsce. Raport z badań”, Wolny Uniwersytet Warszawy, red. Michał Kozłowski, Jan Sowa, Kuba Szreder, Warszawa 2014.

***
Dr Zofia Cielątkowska – filozofka, kuratorka, wykładowczyni, redaktorka, zajmuje się krytyką na pograniczu sztuk wizualnych, performance’u i teatru.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

świetny i trafny materiał. czekam jeszcze na serię opisującą instytucje kultury z ich baronami, dandysami, którzy zachowują się tak samo. W odróżnieniu jednak od prekariuszy posiadają stałe pensje finansowane ze środków publicznych i umowy na dożywocie, dostają etaty bez żadnych konkursów i nikt nie ma odwagi ze środowiska powiedzieć, że są słabi lub wręcz beznadziejni, ocenić na głos marne wydarzenia, wystawę, spektakl itp. - bo być może załatwią im kiedyś jakieś zlecenie, a jak będą ich lajkować i umizgiwać skuteczne to może i etat się wydarzy.

Bardzo trafna diagnoza, choć z jej częścią trudno mi się zgodzić: "Jeśli jesteś mężczyzną istnieje spora szansa, że przyswoisz tę wiedzę szybciej, i jeszcze większa, że zapewne ją masz i świetnie wykorzystujesz" - w moim wycinku hipster-pop-kapitalizmu jest akurat odwrotnie. Może to zależy od branży.

Be a star or die.

Wujek Dobra RADA

Jak każdy coach i wróżka 🙂 Jeśli działa to be a star :)) Chcesz sobie wychodować konkurencję?

Tekst znaczaco by zyskał, gdy byl krotszy ( o 2/3). Nie wywolaloby to uszczerbku dla zawartych w nim spostrzeżen.

Tekst znacząco by zyskał gdyby był po prostu krótszy.

Hmm, dziwny artykuł, opisuje oczywiste oczywistości.
Zawsze tak było w każdej branży. A dziś przy masowej edukacji, jest to zwielokrotnione.
Można stosować wzór, który dobrze obrazuje zagadnienie:
Nasza wartość rynkowa = Umiejętności zawodowe x Umiejętność sprzedania siebie x Nasze kontakty
dla większości ludzi wygląda to tak:
umiejętności zawodowe 7-8
umiejętności sprzedania się 2
kontakty 1
7x2x1=14   z 1000 możliwych
przy powiedzmy 5*5*5=125 wynik z grubsza 10 razy lepszy
Mnie dziwi, raczej to, że dla autorki jest to dziwne, raczej świadczy o tym że większość ludzi jedzie przez życie na schematach w jakie wpycha ich system edukacji, w naiwny i uproszczony obraz świata.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!