Historia

Żydowska opowieść nie musi krzepić polskich serc

ludwika-wlodek

Polskie i żydowskie opowieści o Zagładzie się różnią. Polacy opowiadają więcej o tych, co ratowali i pomagali. Żydzi o tych, co szantażowali i wydawali. Nie wynika to ze złej woli żadnej ze stron, a z różnicy perspektyw.

Dopóki Polacy nie wysłuchają, co na temat Holokaustu mają do opowiedzenia ocaleni Żydzi, i nie zaakceptują, że w ich wspomnieniach jest więcej złych niż dobrych Polaków, nie wyjdziemy poza licytowanie się, kto bardziej ucierpiał i poza frazesy o karze śmierci za ratowanie Żydów, względnie o Żydach gremialnie witających Sowietów – najpierw w 1939 a potem na przełomie lat 1944-45.

Polskie i żydowskie opowieści o Zagładzie się różnią. Polacy opowiadają więcej o tych, co ratowali i pomagali. Żydzi o tych, co szantażowali i wydawali. Nie wynika to ze złej woli żadnej ze stron, a z różnicy perspektyw.

Dobitnie to zrozumiałam na przykładzie losów Bogdana Wojdowskiego. Był polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia, choć sam, pod koniec życia gorzko zauważał, że raczej po prostu Żydem urodzonym w Polsce. Był też najlepszym, najbardziej przejmującym kronikarzem warszawskiego getta (Chleb rzucony umarłym) i żydowskich wojennych losów. A prywatnie mężem mojej babci Marii Iwaszkiewicz-Wojdowskiej.

Kiedy żył, byłam za młoda, albo za głupia, żeby rozmawiać z nim o Zagładzie. W ogóle miałam z nim mało kontaktu. Pamiętam go milczącego, zamkniętego w sobie, w charakterystycznym rozpinanym wełnianym swetrze i przydeptanych na piętach skórzanych kapciach. Z pożółkłymi od nikotyny palcami i wielkimi czarnymi oczami schowanymi za okularami w grubych rogowych oprawkach. Kiedy przychodziłam do babci, najczęściej siedział zamknięty w swoim pokoju. Wiedziałam, że jest Żydem ocalałym z Holokaustu, ale przez co przeszedł, mało mnie wówczas obchodziło; szczerze mówiąc, w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero gdy w kwietniu 1994 roku popełnił samobójstwo, wieszając się na karniszu w tym swoim i babci ursynowskim mieszkaniu, w czasie kiedy moja babcia na chwilę wyszła z domu, dotarło do mnie, że musiał przebrnąć przez koszmar, który prześladował go potem cale życie. Babcia zawsze powtarzała, że zabił go Holocaust.

Trochę po to, by się dowiedzieć, jak to się stało, w maturalnej klasie przeczytałam jego 7 opowiadań. Była to najbardziej wstrząsająca, zapadająca w pamięć i gorzka lektura w moim ówczesnym życiu. Nie chciałam dowiadywać się więcej. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie pt. Ścieżka, o dziewczynce ukrywającej się na wsi. Na wsi, gdzie części mieszkańców bardziej niż to, że półnagie dzieci plączą się po okolicznych zagajnikach, przeszkadzało to, że krowy im się na widok takiej „Żydowicy” zlękły.

Keff: Antysemityzm – niezamknięta historia

Nie byłam z antysemickiej rodziny (wręcz przeciwnie), nie zostałam wychowana w żadnym kulcie bohaterstwa narodu polskiego. I tak jednak wolałam wtedy wrócić do opowieści z powstania warszawskiego, o tym, jak to Baczyński ramię w ramię z innym dzielnymi chłopcami Polakami walczyli o wolną Polskę. Żydowskość Baczyńskiego – choć wiedziałam na przykład, że jego wiersz Byłeś jak wielkie stare drzewo, pisany w kwietniu 1943 roku, dotyczył Żydów, nie Polaków – wydawała mi się marginalną ciekawostką.

Z kolei z opowieści rodzinnych wolałam słuchać, jak moi pradziadkowie Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie ratowali Żydów. To były lepsze historie niż te strasznie smutne opowiadania Bogdana, od których robiło się zimno w środku. W mojej rodzinie nigdy nie ukrywało się istnienia szmalcowników czy Polaków wykradających pożydowskie mienie współobywateli. Ani moi dziadkowie, ani rodzice, ani nikt z mojej najbliższej rodziny nie miał złudzeń co do tego, jak w przedwojennej Polsce traktowano Żydów i czego oni doświadczali od swoich współobywateli w czasie wojny. Stosunkowo wcześnie dowiedziałam się też o powojennych pogromach, stale w moim domu obecne były historie z Marca ‘68. Mimo to więcej słyszałam i także, a może przede wszystkim, więcej pytałam o Polaków ratujących Żydów niż o tych przyczyniających się do ich zagłady.

Wydaje mi się, że nam, Polakom, po prostu łatwiej się mówi o ratowaniu niż o działaniu na zgubę. Kilka już ładnych temu, na zamówienie tworzącego się wówczas Muzeum Historii Żydów Polskich zrobiłam wywiad z moją babcią. Na stronę „Historie pomocy”, gdzie takie właśnie opowieści o dobrych Polakach miały być gromadzone.

Babcia opowiedziała mi wtedy nie tylko o swoich rodzicach, ale o całym otoczeniu, którego współpraca, czy chociaż życzliwa obojętność była konieczna, żeby ratowanie się powiodło (w narracji polskiej to jest tych słynnych dziesięciu Polaków stojących za jednym uratowanym).

Mówiąc o losach samego Bogdana, wspomniała o siostrach Jadwidze i Wandzie Koszutskich, które bardzo pomogły jemu i jego siostrze. Mówiąc o działalności swoich rodziców, wspomniała na przykład o Włodzimierzu Sudzickim, urzędniku z Brwinowa, który pił wódkę z Niemcami, żeby załatwiać stempel gapy – niemieckiego orła – na fałszywych dokumentach dla Żydów, którym mieszkania znajdowała moja prababcia. Mówiła też o gospodarzu, niejakim panu Szucie, u którego pradziadkowie załatwili mieszkanie dla dwojga żydowskich staruszków, państwa Muszkatów. „Niby taki szaławiła, pijaczek – mówiła babcia – a tak pokochał starego Muszkata, że traktował go jak rodzinę. Jego dzieci mówiły do Muszkata dziadku”.

Opowiadała także o Gajewskim, kuzynie swojego pierwszego męża, czyli mojego dziadka, który był „utracjusz, pijak. Ludzie nawet mówili, że oszukuje w karty”. Ale jak którejś nocy zadzwonił do niego ukrywający się Kazimierz Brandys, Gajewski go przyjął z otwartymi ramionami: „Kaziu! Cudownie, że się domyśliłeś, że ja nie mam z kim napić się wódki. Chodź, zaraz się napijemy, zrobimy kanapki”. „Tego wieczora Brandys miał po raz pierwszy od dawna uczucie, że jest gościem mile widzianym, że wódeczka, że to, że śmo…” – tłumaczyła mi babcia. Wspomniała nawet o służącym ze Stawiska: „Od bramy szła pani Nowicka. Ten służący zawsze był dla niej wyjątkowo uprzejmy, jak tylko przyszła dawał jej kanapkę, proponował herbatę. Gdy tak staliśmy obserwując ją nadchodzącą, powiedział do mnie: – głupie te Niemce, oj głupie, wystarczy na te nogi popatrzyć. Był prostym człowiekiem, doskonale zdawał sobie sprawę kim Nowicka jest, mimo to mogła się u nas czuć bezpieczna”.

Ci wszyscy dobrzy Polacy z opowiadania mojej babci mieli twarze, nazwiska albo przynajmniej funkcje. Można ich łatwo zapamiętać. I aż chce się pamiętać oczywiście.

Niestety w żydowskich historiach, opowiadanych przez samych Żydów ocalałych z Zagłady, jest też mnóstwo innych Polaków. W tekstach pisanych przez samego Wojdowskiego są ich całe tabuny. Na przykład w opowiadaniu Najniższa cena, którego długo nie znałam, ale którego fragmenty są bardzo często przytaczane w naukowych opracowaniach o Zagładzie (na przykład u Aliny Molisak czy u Joanny Tokarskiej-Bakir).

Był niższy i młodszy ode mnie, mogłem sobie pozwolić na stanowczość. Zawsze byłem stanowczy wobec niższych i mniejszych od siebie. Miałem trzynaście lat i obycie z warszawską ulicą, któremu ufałem. I o ile pamiętam, niezbyt wiele w kieszeni. Nie stać mnie było na to, żeby opłacać każde swoje przejście miastem.
Mały wsunął dwa palce pod zęby i przeraźliwie gwizdnął.
Jakaś kobieta o pociągającej nalanej twarzy zatrzymała się i okazała swoje litościwe serce dziecku.
– Czemu go bijesz, tego małego? – natarła z gniewem.
– Ale słowo pani daję, że go nie ruszyłem. Sam się przyplątał.
– A toś ty taki!
– Jaki, proszę pani? – brnąłem dalej.
– Żebym ci nie powiedziała – zagroziła kobieta.
– Niech pani nie mówi – poprosiłem.
Nie wiem, czemu to powiedziałem; wyrwało mi się czy nie chciałem tego słowa usłyszeć na ulicy z jej ust.
– Nie zdążyli was jeszcze wytłuc – powiedziała okrężnie i zmiażdżyła mnie wzrokiem, w którym kryły się uczucia święte, natchniona nienawiść.

W Chlebie rzuconym umarłym Bogdan pisał o zgrajach dzieciaków wyczekujących na Żydów w okolicach getta:

Skoro tylko dojrzeli w tłumie ścierpłą, ciemną od strachu twarz, zaraz biegli za jej właścicielem i wołali „Szapiro, daj na szmalec” albo krótko „Szmalec!” Wzrok i węch nie myliły ich nigdy. Tropili swoją zwierzynę zajadle i cierpliwie. (…) W okresie masowej deportacji i masowych ucieczek na tę stronę siadali stadkami na chodniku pod murem i godzinami nie ruszali się z miejsca. Zwierzyna przychodziła sama.

Taką literaturę w PRL-u, a także po jego upadku, w III RP, mało kto czytał. W każdej książce czy filmie o wojnie był jeden szmalcownik, jakiś łajdak, którego i tak nikt nie szanował, a wszyscy pozostali bohaterowie z oburzeniem potępiali. W mainstreamowych mediach, w publicznych dyskusjach, ci „źli Polacy” masowo pojawili się dopiero za sprawą Sąsiadów a później Strachu Jana Tomasza Grossa. I dlatego dla masowej, polskiej publiczności to, co tam można było przeczytać, to był tak wielki szok. Przedtem był chyba tylko Lanzmann, ze swoim 9-godzinnym filmem Shoah, ale jego film od razu został okrzyknięty oszczerczym, a poza tym wiadomo, że reżim Vichy, że „Francuzi sami wysyłali Żydów do obozu”, i że niech lepiej „posprząta na swoim własnym podwórku”.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

czytaj także

Po Grossie powstało mnóstwo świetnie udokumentowanych, rzetelnych książek o Zagładzie i o udziale Polaków w tejże. Na temat Wojdowskiego – wyjaśniając w wielu miejscach, co w jego prozie było jego własną historią, co zapożyczeniem z przeżyć innych dzieci, a co fikcją literacką – świetną pracę napisała Alina Molisak: Judaizm jako los. Rzecz o Bogdanie Wojdowskim wydaną w 2004 roku. Były książki i teksty Barbary Engelking, Dariusza Libionki, Mirosława Tryczyka i wielu, wielu innych.

Jednak, poza nielicznymi wywiadami w prasie, książki te nie przedostały się do świadomości społecznej. W niej był tylko oszczerczy Gross kontra sześciotysięczna armia Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Grabowski: Upamiętnianie Polaków Niosących Pomoc

Dlatego właśnie tak niesłychanie ważną książką jest napisana przez Annę Bikont Sendlerowa. W ukryciu. Tytułową bohaterką jest najsłynniejsza Polka ratująca Żydów, jedyna kobieta, dla której znalazło się kilka sekund w propagandowym filmiku wypuszczonym przez IPN, a mającym promować bohaterską postawę Polski w czasie drugiej wojny światowej.

Tak naprawdę książka Bikont nie jest tylko biografią Sendlerowej. Opowiada o całym środowisku, przeważnie lewicującej czy wręcz komunizującej inteligencji polskiej, także częściowo żydowskiej, które zorganizowało siatkę pomocy Żydom w czasie wojny. To też może być szok dla polskiego społeczeństwa, które do tej pory w głowie pod hasłem „pomoc Żydom” miało głównie Żegotę i Zofię Kossak-Szczucką (Bikont zresztą pisze o współpracy różnych środowisk). Jednak przede wszystkim, i to jest moim zdaniem w tej książce najważniejsze, pozwala Żydom samym opowiedzieć, jak przetrwali zagładę na ziemiach polskich. Paradoksem jest jednak, że te żydowskie historie o Zagładzie, żeby dotrzeć do bardziej masowego czytelnika, musiały wybrzmieć pod pretekstem opowieści o Polce ratującej Żydów, Irenie Sendlerowej.

Bikont: Na każdym kroku pilnie wykluczano Żydów z polskiej społeczności

Dla mnie najważniejszy był oczywiście rozdział o Bogdanie: Opuszczające umarłych wszy wpełzają mu na twarz. Reporterka sama przyznaje, że w dużej mierze bazuje na tym co odkryła, ustaliła i zgromadziła we współpracy z moją babcią naukowa biografka Wojdowskiego, Alina Molisak. Jednak Bikont umieszcza w centrum swojej narracji Irkę, siostrę Bogdana, co dla mnie było szczególnie ciekawe. Wiedziałam o niej wcześniej tylko tyle, że z Bogdanem za jego życia nie utrzymywała właściwie żadnych stosunków, mieszkała w Szczecinie i była komunistką.

Paradoksem jest, że żydowskie historie o Zagładzie, żeby dotrzeć do bardziej masowego czytelnika, musiały wybrzmieć pod pretekstem opowieści o Polce ratującej Żydów, Irenie Sendlerowej.

Bikont opowiada, z jaką nieufnością ta kobieta traktowała ją na początku. Żydowskie imię Bogdana było Dawid, tak zresztą nazywa się bohater Chleba rzuconego umarłym. Irka też miała inne, żydowskie imię. Na początku rozdziału Bikont przytacza fragmenty ze swoich rozmów z Irką:

– Brat był Dawid, Danek, Bogdanek. Stąd Bogdan. Może powiem pani potem, jakie ja miałam imię, ale jeszcze nie teraz – mówiła przy pierwszej rozmowie.
– Wiem, była pani w Żydowskim Instytucie Historycznym, tam jest moje imię zapisane i pani je teraz zna, Ale niech pani go nie pisze, proszę panią – mówiła przy kolejnej.
Nie piszę, chociaż imię było takie ładne, łagodne, ciepłe.

Ten rozdział jest pełen złych ludzi, Niemców, ale też Polaków, a nawet wcale nie tylko dobrych i szlachetnych Żydów. Bogdan i Irka zawdzięczają życie żydowskiej przyjaciółce swoich rodziców Helenie Rybak, komunistce i społeczniczce, która w czasie wojny, między innymi dzięki tak zwanemu „dobremu wyglądowi” mogła żyć po aryjskiej stronie. To ona ich cudem odnalazła, kiedy stolarz, który umówił się z ojcem dzieci, że będzie je przechowywał za pieniądze, chciał je oskarżyć o kradzież i wydać Niemcom. To ona znalazła ich dobre duchy, czyli siostry Koszutskie, i skontaktowała z nimi Irenę Sendlerową, która przekazywała im potem pieniądze z Żegoty i z którą tuż po wojnie jakiś czas nawet mieszkała mała Irka.

Cały naród ratuje swoich Żydów

czytaj także

I Bogdan, i Irka opowiadają jednak – on za pośrednictwem swoich książek lub zapisów w dziennikach czy listach cytowanych przez Bikont, ona w bezpośredniej rozmowie z Bikont – więcej o tych, którzy ich szantażowali, głodzili, chcieli wydać, albo poniżyć. Irka ma pretensje właściwie do wszystkich, włączając to swoją dobrodziejkę Rybak i ludzi, u których się ukrywała. Skarżyła się reporterce, że przez jakiś czas musiała spać w jednym łóżku z Marią Kukulską, kobietą która się nią opiekowała, a wcześniej przez wiele dni gotowała jedzenie jej i bratu, które Irka woziła w ciężkich garach z Pragi do Świdra, gdzie mieszkali. „Spałam w nogach u Kukulskiej. (…) to było upokarzające, gorsze niż strach, że mogę wpaść, i gorsze niż noszenie garnków”.

Nawet do mamy Wojdowska ma żal, że wypychając ją na aryjską stronę i tym samym ratując jej życie „zostawiła ją samą”:

Nie mogłam darować rodzicom, że nie zostali z nami, Zostawili nas wśród obcych ludzi. Dlaczego mama ze mną nie wyszła? Mówiła świetnie po polsku, bo ojciec to kaleczył. Ja też miałam naleciałości. Ojciec miał akcent niezbyt czysty i te warunki zewnętrzne, ale mama mogła się przechować. Co ją trzymało? Solidarność z ojcem była ważniejsza?

Nie wszyscy mają w sobie aż tyle żalu co Irka. Niektórzy go umiejętniej ukrywają. Także bohaterowie książki Bikont są różni. Tak jak opowieści Żydów ocalałych z Zagłady są różne. Nigdy nie będą jednak opowieściami ku pokrzepieniu polskich serc. Czy nam się to podoba czy nie. Pozwólmy im mówić o tym i pamiętać to tak, jak chcą. A przecież i tak są to tylko opowieści tych, którzy przeżyli. Dwóch na trzech Żydów próbujących się ukrywać wśród Polaków, zginęło.

Niezdolni do wstydu

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Polacy wydali , ograbili- prawie rownoznaczne ze smiercia bo Zyd bez pieniedzy nie istnial , zabili okolo 200. 000 zydow .

  2. Pewien ocalony Żyd powiedział, że musiał traktować wszystkich Polaków jako zagrożenie. To naturalne w sytuacji osoby ukrywającej się i nikt rozsądny nie postepowalby inaczej. Jeśli takie nastawienie musiał utrzymywać przez lata, nie mogło to nie zaważyć na jego nastawieniu do końca życia. Zresztą Sprawiedliwi bardzo często nawet po wojnie nie przyznawali się, ze ukrywali Żydów. Choć oczywiście nie wszyscy Polacy realne zagrożenie stanowili dla ukrywających się i tych, którzy ukrywali. Tych narracji nijak nie da się pogodzić. Ale czemu na Boga robić z nich polityczne pałki?

    1. Bo w całej sprawie nie chodzi i prawdę czy wiedzę historyczną, o refleksję, empatię, współczucie i uszanowanie ofiar, ale wyłącznie o ślepe pałowanie się między szowinistami, tutaj żydowskimi i polskimi szowinistami. Tak samo to funkcjonuje w „dyskusjach” o Wołyniu lub Katyniu. Tylko szowiniści się zmieniają.

  3. Raczej, dlaczego fakt, że 70 lat temu ktoś okazał się szują ma coś do współczesnej polskiej wrażliwości?

  4. Bardzo mi podoba się artykuł. Nie to, że podpisałbym się pod każdym zdaniem, ale widać próbę zrozumienia obu stron, nie ma zarzucania komuś złych intencji. Innymi słowy, „forma” mi się podoba, forma która wpływa na „treść”. To takie rzadkie dzisiaj.

    1. Przecież Zby pisze o zmuszaniu, a nie o limitach, więc nie rozumiem tej reakcji.

      1. O zmuszanie chodzi? Do empatii? Nie bardzo sobie to technicznie wyobrażam… Można zmusić do działania, wypowie, ale odczuć? Nie rozumiem tej reakcji.

  5. zmuszanie nas do empatii, jakbyśmy nie pokazali jej wystarczająco nie raz

  6. To, że Polacy w II RP źle oceniali Żydów nie musi źle świadczyć o Żydach – jest to argument kuriozum.

  7. Ustawa o IPN autorstwa PIS była niefortunna, ale wynikała z pewnych obiektywnych przesłanek, natomiast umówmy się to nie PiS napadł na Izrael – a jednak odwrotnie i nie rozumiem sensu kopania własnego kraju, to nie jest spór historyczny, a wybitnie polityczny, ktoś w Izraelu uparł się, żeby rozwalać stosunki z Polską w imię chorego nacjonalizmu i to jest zdaniem redakcji OK ?

    Niezależnie od trudnej historii kolejne rządy III RP prowadziły politykę wybitnie pro-izraelską, przyjazną wobec Żydów i rozumiałbym krytykę, natomiast histerii nie rozumiem i się na nią nie godzę.

    1. Tak, politycy izraelskiej partii rządzącej i jej głównego rywala w najbliższych wyborach, to nacjonaliści, wykorzystujący okazję, żeby uzbierać punktów na rynku wewnętrznym. Problem w tym, że PiS wykonał manewr identyczny – przedstawił i celowo przepchnął ustawę pozwalającą pojechać na nacjonalistycznym oburzu i zagospodarować elektorat smoleński, któremu ukradziono jego wielką opowieść i przywódcę (a teraz rozbija się podstawy materialne, wymieniając zarząd PGZ). Tak więc o ile reakcja izraelska nie była w porządku, to polska jest jej lustrzanym odbiciem. Ale to byłoby tylko okładanie się sztachetami chłopaków z odległych wsi. Bo Izrael potrafi skutecznie zmobilizować opinię światową przeciwko nam, a my zostajemy sobie z mobilizacją elektoratu smoleńskiego plus ci, co chcą się przyłączyć. Więc państwo polskie na tym suma sumarum traci, choć PiS zyskuje. Nie chodzi o to, żeby położyć uszy po sobie, tylko stosować środki skuteczne i odpowiadające polskiej racji stanu, a nie potrzebom PiS. Inna sprawa, że PiS te środki skutecznie wyrzucił do kosza i się tym szczyci.

      1. No dobrze, ale mimo wszystko działania PIS-u nie były wymierzone w Izrael, Żydów jako takich, a były jakąś nieudolną próbą walki z polityczną poprawnością, zbitką – polskie obozy koncentracyjne i próbą dbania o obraz Polski na świecie. Osobną sprawą jest co z tego realnie wyszło, ale uważam, że zadaniem opozycji nawet tej lewicowej nie jest kopanie własnego kraju i sprowadzanie go do roli szamba jak u znanego artysty Wilhelma Sasnala, to są rzeczy, które budzą moje głębokie obrzydzenie i są w gruncie rzeczy gorsze, niż działania PiS-u.

        Politycy PiS spotykali się dość intensywnie z politykami Izraela i nie chcieli im zrobić krzywdy, więc nie zgodzę się, że jest tu lustrzane odbicie, to jednak strona izraelska postanowiła poświęcić ileś tam lat dobrych stosunków w imię – no właśnie można zapytać czego – kilku punktów więcej w wyborach ? Jest to absurdalna logika siły, że kogoś przepchniemy, poniżymy, a on dalej będzie jadł nam z ręki, tak nie będzie i nawet po rządach PiS-u, a będą one długie minimum 6-10 lat, kolejne ekipy w Polsce nie będą widziały sensu w dobrych relacjach z Izraelem.

        Mamy tu spór historyczny, który jest jak głuchy telefon, trochę przypomina nasze spory z Ukrainą, gdzie także jest absurdalne oczekiwanie, że Ukraińcy staną się Polakami i przejmą nasz obraz historii. Zero analizy, jakieś empatii dla trudnej historii innych narodów, polityka zagraniczna podporządkowana pod najgłupszego wyborcę, tu zresztą absurd sięgnął zenitu, gdy przypomnimy sobie jaki polski polityk stał na jednej pace w Kijowie z lidera pro-banderowskiej Swobody i obalał prezydenta Janukowycza….

        1. Co do motywów wyjściowych pozostają niejasne, na pewno między innymi chodziło o wrzucenie czegoś wystarczająco kontrowersyjnego na rynek krajowy. A wybuchu w Izraelu należało się spodziewać, bo ostrzegało nawet nasze nieudaczne MSZ i wiele NGOsów. Każdy głupi zresztą by się spodziewał ostrej reakcji w roku wyborczym przy rządach ultranacjonalistów naciskanych przez hipernacjonalistów. Więc nie kupuję bajki o pomyłce i niezgrabności, tym bardziej że reakcja była taka, że brniemy, idziemy w to, punktujemy.

          Trudno argumentować, że politycy PiS się z Izraelczykami spotykali, nie chcieli zrobić krzywdy – jakie mogły być ich pojednawcze gesty, skoro ustawę przepchnięto przez Senat w ciągu jednego dnia bez poprawek, byle szybciej? My tu sobie gadu-gadu, a tu senat przyjął, prezydent klepnął, było miło, ale musimy lecieć, dziękujemy za pogawędkę, herbatka wyborna, zapraszamy nad polskie morze w przyszłym roku, podobno piasek lepszy niż tu macie w tym waszym TelAvivie i mniej błocka niż nad Morzem Martwym.

          Nie twierdzę, że Polska to szambo, zarzucam po prostu rządowi cyniczną grę, która działa na niekorzyść polskiej racji stanu, za to na korzyść rządzącej partii. Zarzucanie mi nazywanie kraju szambem tylko dlatego, że nie zgadzam się z treścią i stylem działania rządu to nadużycie, bo takie słowa nie padły. Nie nazwałem również, żeby było jasne szambem partii rządzącej ani jej zwolenników ani też zwolenników jej polityki w tej wąsko rozumianej sprawie. nie zgadzam się z nimi głęboko – tyle.

          Nasza polityka względem Ukrainy jest jeszcze bardziej szkodliwa. To nie tylko nasz bliski sąsiad, z którym łączy nas wspólnota interesów wiążąca się z zagrożeniem rosyjskim, czy nam się to podoba, czy nie, ale również co najmniej kilkusettysięczna w tej chwili rzesza jego obywateli na naszym terytorium. Nie mam pojęcia, jak polski rząd ma przekonać ukraiński, że u nas banderę widzą inaczej albo Żydów, że u nas II wojnę światową widzimy nieco inaczej. Od tego jest dyplomacja, którą PiS zniszczył. Mnie po prostu wkurza, że nie realizuje skutecznie polskich interesów, które bynajmniej nie są tożsame z konfliktem ze wszystkimi krajami świata prócz Węgier.

          1. W sytuacji samego ataku, tak ostrej reakcji Izraela- PiS straciłby twarz, gdyby się wycofał, ale osobiście wątpię, by cynicznie i
            z premedytacją chcieli sobie popsuć relacje z Izraelem i co gorsza z USA, po prostu jak zawsze wyszło tak jak wyszło.

            Z tych samych powodów za ustawą głosował np senator Rulewski z PO.

          2. Słuchałem ostatnio bardzo ciekawego wywiadu z Pawłem Kowalem, raczej nie jakimś lewakiem-oszołomem, który dowodzi, że pole manewru było i jest i to pozwalające zachować twarz obu stronom. Brakuje woli politycznej. PiS nie tyle ‚chciał’ popsuć relacje z Izraelem, co poświęcił je w imię własnych interesów. Podobnie jest moim zdanie z relacjami z UE – PiS nie ‚chce’ wyprowadzić Polski z UE, ale w taki sam sposób poświęca interes państwa na rzecz własnego. Z Rulewskim się w tej sprawie po prostu nie zgadzam, choć jego prawo – przynajmniej odważył się głosować i jasno swoje stanowisko uargumentować. Już samo to wydaje się ostatnio w polskiej polityce wyczynem.

        2. Myślę, że błędem jest usprawiedliwianie rządu argumentacją na zasadzie „chcieli dobrze”. Nie specjalnie interesuje mnie, jako obywatela Polski, czy mój rząd miał dobre intencje- oceniam efekty działań. Od początku było jasne jaka będzie reakcja, jaki jest układ sił, kto ma większą siłę przebicia w mediach. Było dużo czasu na przygotowanie gruntu na przegłosowanie tej ustawy, można było wybrać lepszy moment, temat nie był na tyle pilny by przepychać go w jeden dzień, lista błędów jest przytłaczająca. Cytując klasyka: „wojna nie polega też na tym, aby oczekiwać, że wróg nie zaatakuje, ale na tym, aby uniemożliwić mu ten atak” i tutaj rząd poniósł całkowitą porażkę. No ale słupki sondażowe rosną.

      2. reakcja Izraela byla oblednie w porzadku Lapid ktory nic nie znaczy napisal wzborzony co napisal , nadal uwazam umiejscowiajac obozy w Polsce a nie pod polskim zarzadem ambasador Izraela od razu powiedziala nie bylo polskich obozow , to samo zrobil Bibi szef Izraela . co wy ludzie chcecie dlaczego kupujecie malego potwora kaczke / MALO WAM SMOLENSKA ?

    2. Te „obiektywne przesłanki” to potrzeba konsolidacji czarnosecinnego elektoratu wokół partii i jej wodza. Innych nie ma.

      1. Obrona dobrego imienia Polski i dbanie o pewien PR to rzecz normalna, problem w tym, że PiS totalnie myli narzędzia i cele i ustawa o IPN siłą rzeczy nie mogła oddziaływać po za granicami Polski i całość tych działań przyniosła skutek przeciwny do zamierzonego, nie mniej znowu przy całej głupocie na celowniku nie byli Żydzi, Izrael itd.

  8. Można by powiedzieć, że ze wzajemnością. O ile jednak Polacy wykonali gigantyczną pracę dla poprawy wzajemnych relacji, zbudowano muzea, organizuje się festiwale kultury i piosenki żydowskiej, to ze strony Izraela mamy jedynie te nieszczęsne wycieczki edukacyjne młodzieży Izraelskiej do Auschwitz, Majdanka, Treblinki. Programy tych wyjazdów z uzbrojonymi ochroniarzami w każdym busie uniemożliwiają kontakt z Polakami oraz zaszczepiają i utrwalają w młodych Żydach skrajnie negatywny stosunek do Polski i Polaków. Oni terytorium, na którym podczas II wojny światowej Niemcy wymordowali kilka milionów Żydów identyfikują z jego mieszkańcami i znajdującym się tu obecnie państwem Polskim. W ten sposób Polska i Polacy wyrastają w ich oczach na winnych tego, co się stało, nie mniej niż Niemcy. To jest prawdziwy problem, o którym trzeba rozmawiać z władzami Izraela.

    1. Słusznie, to jest rzeczywisty problem. Słusznie, polska dyplomacja powinna się tym pilnie zająć (tylko jak, kiedy w Izraelu nie ma nawet mianowanego ambasadora, ale to inna sprawa). Tyle że nie bardzo rozumiem, w jaki sposób ustawa o IPN w takim kształcie miałaby to zmienić?

      1. Ustawa właśnie, chyb nawet wbrew oczekiwaniom jaj autorów, zaczęła działać. I wcale nie trzeba nikogo wsadzać d więzienia, a na całym świecie trwa rozkmina, dlaczego w Izraelu mówią o „polskich obozach śmierci”, kiedy to były obozy niemieckie. Uważam, że rozgłos wcale nie musi się na nas odbić negatywnie, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że Izrael cale n ma wielu przyjaciół na świecie a do tego stoi u progu kolejnej wojny.

        1. Izrael ma przyjaciół tam, gdzie ich potrzebuje i wystarczy. Polska na pewno zyska rozgłos jako kraj antysemicki – niekoniecznie słusznie i co z tego. Nikt nie będzie rozkminiał, bo nie ma w tym żadnego interesu, łyknie papkę i już, tak jak mało kto się zastanawia, dlaczego Grecy to niby lenie i ouszuści, a Syryjczycy – żywi nosiciele pasów szahida. Poszła fama, zaskoczyło i tak na jakiś czas zostanie.

        2. klamiesz jak Kaczynski ze Smolenskiem NIGDZIE NA SWIECIE NIE PROBLEMU POLSKICH OBOZOW , NIGDZIE !!! to czysta polityka ktora Polacy juz przegrali.

  9. No cóż, jak dotąd Kneset nie wydał ustawy zabraniającej krytyki polityki Izraela na Terytoriach Okupowanych czy w innych miejscach pod karą więzienia. Nie widzę więc powodu, dla którego nie można by robić jej ‚wiwisekcji’. Nie ma też ustawy zabraniającej omawiania udziału Żydów we władzach komunistycznych w powojennej Polsce i innych krajach. Można to swobodnie robić, nie narażając się na sankcje karne. Więc wspomnianą ‚wiwisekcję’ (dziwne określenie w tym kontekście) można sobie robić. Nie ma tez zakazu publicznego stwierdzania, że ‚mało kto z tych co znali Żydów mówił o nich dobrze”. Wręcz przeciwnie – wiele osób mówi wciąż o Żydach źle – również tych, których ich nie znali i nie podlega to karze (chyba że nawołuje do nienawiści czy waśni, wtedy to inna sprawa). Nie ma więc powodu, żeby zakazywać omawiania pewnej części złożonej historii stosunków ustawą sejmową skonstruowaną celowo czy nie tak, żeby była niejednoznaczna i nakładała autocenzurę na publicystów i redakcje.

  10. Jaki ma związek z tematem to co napisałeś? Chcesz to napisz książkę o ludziach wydanych przez Żydów NKWD, zbierz relacje, dokumenty i poddaj materiał ocenie historyków. Nikt Ci tego nie broni. Problemem jest to, że jeżeli kto inny będzie chciał wydać analogiczny materiał o polskich szmalcownikach to musi przygotować się na starcie z prokuraturą i to jest podstawowy problem ustawy o IPN. Od weryfikacji wydawnictw historycznych powinni być naukowcy a nie sądy i prokuratura. A to niby lewacy tak walczą z wolnością słowa…

    1. Kto będzie weryfikował co jest faktem a kto artystą? Prokurator? Więc poza wiedzą prawniczą ma zajmować się historią i sztuką? Ustawa sypie się na całej długości. Bubel wydaje książki i nie siedzi w więzieniu więc Ty też dasz radę, trochę wiary.

  11. Dokładnie. I dlatego każdy powinien mieć prawo to opisywania historii z własnej perspektywy. No, ale teraz będzie za to grzywna lub kara pozbawienia wolności do lat 3…