Historia

Zakażmy stawiania płotów pod Sejmem

Widok tysięcy ludzi protestujących przed Sejmem robił wielkie wrażenie. Oglądając zdjęcia robione z wysokości, można było również dostrzec niezwykłą urodę budynku sejmowego.

Jedyną rysą na obrazie były stalowe ogrodzenia, które oddzielały „suwerena” od swoich przedstawicieli. Barierki ustawione na czas demonstracji związanych z głosowaniem nad ustawami zajmującymi się sądownictwem. Jednak już od dłuższego czasu politycy robią zakusy, by na stałe odgrodzić parlamentariuszy od obywateli. Ideę budowy muru podnosili już Ludwik Dorn i Radosław Sikorski (obaj w czasie, gdy pełnili funkcję marszałka Sejmu). Pomysł jednak upadł. Nie zgadzały się na to również władze Warszawy oraz konserwator zabytków. Po protestach w grudniu ubiegłego roku władze wydają się jednak zdeterminowane, by w jakiś sposób się odgrodzić. Jeżeli dojdzie to do skutku, władza, która obiecywała być blisko obywateli i ich słuchać, zniszczy prawdziwy symbol.

Kompleks zabudowań polskiego parlamentu jest jednym z wybitniejszych dzieł polskiej architektury. Jednak nie jest on tak ikonicznym budynkiem, jak choćby gmachy parlamentów w Londynie czy Budapeszcie, które często są symbolami swoich stolic. Polski Sejm nie jest tak spektakularny, co jednak w mojej opinii jest jego atutem.

Wspomniane gmachy parlamentu w Londynie czy Budapeszcie nawiązują do tradycji monarchistycznych i imperialnych. Swoim kształtem mają przytłaczać i budzić respekt wobec instytucji państwa. Dzieło Bohdana Pniewskiego (bo to on odpowiada za zabudowania przy Wiejskiej) jest jednym z najbardziej demokratycznych, w swoim kształcie budynków parlamentarnych na świecie. Co ciekawsze ten niezwykle „demokratyczny” kompleks powstał w głębokich czasach stalinowskich. Jednak ani Bierut, ani później Gomułka, Gierek czy Jaruzelski nie wpadli na pomysł, by zaburzać oryginalną myśl architektoniczną Pniewskiego. Oczywiście można się przyczepić i powiedzieć, że w czasach PRL parlament był instytucją fasadową. Dopiero po 1989 roku stał się najbardziej decyzyjnym miejscem w Polsce. Jednak nasz kraj nie jest takim mocarstwem, jak Niemcy, Wielka Brytania, już nie wspominając o Chinach, Rosji czy Stanach Zjednoczonych. Nie trzeba więc przesadzać z tym odgradzaniem. Polska ze swoim potencjałem i znaczeniem raczej powinna się inspirować krajami skandynawskimi, gdzie, jak to jest w przypadku Norwegii, król jeździ na rowerze w centrum miasta, a szwedzcy parlamentarzyści na obrady jadą środkami komunikacji miejskiej.

Przed wojną ulica Wiejska wyglądała inaczej. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku polscy parlamentarzyści zainstalowali się w Instytucie Aleksandryjsko-Maryjskim Wychowania Panien. W latach 20. XX wieku do kompleksu Instytutu dobudowano salę plenarną Sejmu według projektu Kazimierza Skórewicza. I jest to jedyny element dawnego zespołu, który przetrwał do dziś. Patrząc na przedwojenne zdjęcia, charakterystyczna półokrągła sala wyglądała raczej jak narośl, nie za bardzo pasująca do reszty zabudowy. Oglądając przedwojenne zdjęcia widać, że rzeczywiście kompleks sejmowy był wtedy odgrodzony eleganckim płotem.

 

Gmach Sejmu
E. Borecka, „Portret Warszawy lat międzywojennych, Wydawnictwo Arkady”. Fot. wikipedia

 

W czasie II wojny światowej sala plenarna Sejmu uległa częściowemu zniszczeniu. Została zrekonstruowana w latach 1946–47 i tam też odbyło się posiedzenie Sejmu Ustawodawczego. W latach 40. ogłoszono konkurs architektoniczny na zabudowania sejmowe. Konkurs wygrał Bohdan Pniewski i to jego projekt został zrealizowany w latach 1948–1952. Pniewski nie był żadnym komuchem, tylko wybitnym architektem, który zdobył uznanie już w okresie międzywojennym.

Pniewski nie krył się z swoimi fascynacjami kulturą śródziemnomorską. Taki też charakter ma jego projekt, który dzięki detalom rzeźbiarskim, świetnie się „przegryza” z elementami polskiej kultury ludowej. Nie powstał jeden monolityczny gmach tylko kompleks pawilonów, z przerzuconymi łącznikami, które lekko unoszą się na białych kolumnach. Całość otwiera się na dzisiejszy park Rydza Śmigłego. Jest to więc projekt niezwykle demokratyczny, nie przytłaczający otoczenia, używając języka współczesnego można powiedzieć: transparentny. Do tego jak najbardziej „eko”. To czyni tworzącego w latach 40. ubiegłego wieku Pniewskiego prawdziwym wizjonerem.

Dziś władze Warszawy, gdyby „miały jaja”, powinny nadać placowi przed Sejmem nazwę, drażniącą obecnie rządzących, jak choćby „plac Obrońców Konstytucji”. A w przyszłości teren sejmowy powinien być otoczony ochroną konserwatora, wraz z zastrzeżeniem, że płot zaburza oryginalną myśl architekta. Przydałoby się też zrobić coś z samym placem, tak, by turyści mieli możliwość wygodnego podziwiania sylwety Sejmu, a obywatele by mogli się gromadzić tam w chwilach niezadowolenia z prac parlamentu.

Szczęśniak, Sutowski: Po protestach nie trzeba budować nowych instytucji

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

W tym przypadku te płoty świetnie zostały wykorzystane jako perkusja - ja bym na nie nie narzekał.
Pozdrawiam.

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!