Historia

Rewolucja rosyjska, czyli modernizacja, misja i przemoc

Rewolucja rosyjska

Książka Sheili Fitzpatrick „Rewolucja rosyjska” to stymulujący i intrygujący przewodnik po rewolucji 1917 roku, jednym z najważniejszych wydarzeń XX wieku. Publikujemy fragment wstępu do książki.

Wszystkie rewolucje mają wypisane na sztandarach „Liberté, Égalité, Fraternité” i inne szlachetne hasła. Wszyscy rewolucjoniści to entuzjaści, zeloci i utopiści śniący o stworzeniu nowego świata, w którym na zawsze zapomni się o niesprawiedliwości, zepsuciu i apatii. Nie tolerują niezgody, nie są skłonni do kompromisu, fascynują ich cele wielkie i odległe, są brutalni, podejrzliwi i destrukcyjni. Rewolucjoniści są ponadto nierealistyczni i niedoświadczeni w rządzeniu, improwizują instytucje i procedury. Łudzą się, że uosabiają wolę ludu, co oznacza, że uważają go za monolit. Po manichejsku dzielą świat na dwa obozy – ciemności i światła, rewolucji i jej wrogów. Gardzą tradycją, zdrowym rozsądkiem, ikonami i zabobonami. Wierzą, że społeczeństwo to czysta karta, po której będą swobodnie pisać.

Rozczarowanie i zawód leżą w naturze rewolucji. Zapał zanika, a do entuzjazmu należy się zmuszać. Moment szału (określenie Aristide’a R. Zolberga) i euforii przemija. Relacje ludu z rewolucjonistami się komplikują – z czasem okazuje się bowiem, że wola ludu niekoniecznie jest monolityczna i klarowna. Powracają pokusy bogactwa i statusu, razem ze świadomością, że nie kocha się bliźniego swego jak siebie samego, i że nawet się tego nie chce. Przychodzi także żal po rzeczach zniszczonych w trakcie rewolucji, to zaś, co rewolucja stworzyła, nie dosięga oczekiwań rewolucjonistów.

Rozczarowanie i zawód leżą w naturze rewolucji. Zapał zanika, a do entuzjazmu należy się zmuszać.

Mimo tych ogólnych podobieństw każda rewolucja ma unikalny charakter. Rosja leżała na peryferiach, a jej wykształcone klasy zajmowała kwestia zacofania kraju względem Europy. Rewolucjoniści byli marksistami, którzy podstawiali „proletariat” pod „lud” i twierdzili, że rewolucja nadejdzie ze względu na konieczność historyczną, a nie moralną. Nawet przed rewolucją w Rosji funkcjonowały partie rewolucyjne, a gdy nadszedł właściwy moment w trakcie wojny, partie te konkurowały o poparcie ze strony już istniejących oddziałów masowej rewolty (żołnierzy, marynarzy i robotników z dużych zakładów w Piotrogrodzie), a nie chaotycznego i żywiołowego zbuntowanego tłumu.

W tej książce specjalne znaczenie nadałam trzem motywom. Pierwszy to modernizacja, rewolucja jako środek do ucieczki od zacofania. Drugi to klasa, rewolucja jako misja proletariatu i jego „awangardy”, czyli partii bolszewickiej. Trzeci to przemoc rewolucyjna i terror, rewolucyjna metoda na rozprawienie się z wrogami, i jej znaczenie dla partii bolszewickiej i radzieckiego państwa.

W erze często nazywanej postmodernistyczną termin „modernizacja” stał się nieco passé, za to doskonale pasuje do naszego zagadnienia, gdyż przemysłowa i technologiczna nowoczesność, do której dążyli bolszewicy, dziś wydaje się beznadziejnie przestarzała – gigantyczne kominy, które zagracają krajobraz byłego Związku Radzieckiego i Europy Wschodniej niczym stado toksycznych dinozaurów, w swoich czasach były spełnieniem snów rewolucjonistów. Rosyjscy marksiści zresztą pokochali uprzemysłowienie na zachodnią modłę na długo przed rewolucją, już dziewiętnastowieczni narodnicy obstawali przy nieuniknioności nastania kapitalizmu (czyli w zasadzie kapitalistycznej industrializacji). W Rosji, tak samo jak później w trzecim świecie, marksizm funkcjonował zarówno jako ideologia rewolucji, jak i ideologia rozwoju gospodarczego.

W Rosji, tak samo jak później w trzecim świecie, marksizm funkcjonował zarówno jako ideologia rewolucji, jak i ideologia rozwoju gospodarczego.

W teorii rosyjscy marksiści traktowali uprzemysłowienie i modernizację gospodarki jako środki do osiągnięcia celu, czyli socjalizmu. Z drugiej strony im bardziej bolszewicy koncentrowali się na środkach, tym bardziej mglisty, odległy i nierealny stawał się cel. Gdy w latach 30. do języka na stale weszło wyrażenie „budowa socjalizmu”, tylko z trudem dało się oddzielić jego sens od faktycznej i trwającej właśnie budowy nowych fabryk i miast przemysłowych. Dla komunistów z tego pokolenia nowe kominy ziejące w stronę stepów ostatecznie potwierdzały zwycięstwo rewolucji. Jak ujął to Adam Ulam w The Historical Role of Marxism przyspieszona stalinowska industrializacja, choć bolesna i represyjna, była „logicznym dopełnieniem marksizmu, «rewolucją zwycięską», a nie «zdradzoną rewolucją»”.

Klasa, drugi motyw tej książki, miała tak duże znaczenie dla rewolucji rosyjskiej, ponieważ właśnie taką wagę nadali jej najważniejsi uczestnicy. Rosyjska inteligencja powszechnie akceptowała marksistowskie kategorie analityczne, a bolszewicy, jako reprezentanci szerszego ugrupowania socjalistów, rozumieli rewolucję jako konflikt klasowy oraz przypisywali szczególną rolę klasie robotniczej. Po dojściu do władzy bolszewicy założyli, że proletariat i biedni chłopi to ich naturalni sprzymierzeńcy. Stwierdzili także – dość logicznie – że członkowie „burżuazji”, czyli szerszej grupy obejmującej dawnych kapitalistów, właścicieli ziemskich ze szlachty, urzędników, kupców, kułaków (bogatszych chłopów), a czasem nawet rosyjska inteligencja, to ich naturalni przeciwnicy. Tych ludzi nazwali „wrogami klasowymi” i to właśnie w nich przede wszystkim została wymierzona pierwsza fala rewolucyjnego terroru.

Polityka? Bez klasy, bez sensu [rozmowa z Maciejem Gdulą]

Dużo i zażarcie dyskutowano o tym, czy bolszewicy zasadnie twierdzili, że reprezentują klasę robotniczą. Gdy spojrzymy wyłącznie na wydarzenia z lata i jesieni 1917 roku, odpowiedź wyda się oczywista – wówczas zradykalizowana klasa robotnicza rzeczywiście stawiała bolszewików ponad inne partie polityczne. Później sprawa się skomplikowała. Choć gdy bolszewicy przejęli władzę, mieli poparcie klasy robotniczej, nie znaczy to jeszcze, że stała ona za nimi bezwarunkowo. Albo że bolszewicy widzieli swoją partię – przed zamachem stanu czy po nim – jako tubę robotników przemysłowych.

Oskarżenie bolszewików o zdradę klasy robotniczej – po raz pierwszy rzucone podczas buntu marynarzy z Kronsztadu w 1921 roku – musiało w końcu paść, i to zasłużenie. Ale o jakiej zdradzie właściwie mowa – jak rychłej, kogo dotyczącej i o jakich skutkach? W okresie NEP-u bolszewicy walczyli o małżeństwo z klasą robotniczą, które pod koniec wojny domowej przeżywało kryzys. Podczas pierwszego Planu Pięcioletniego relacje znowu się popsuły ze względu na spadek płac realnych i standardów życia w mieście, a także uporczywe żądanie ze strony reżimu, by zwiększać produktywność. W latach 30. doszło do faktycznej separacji, jeśli nie do formalnego rozwodu.

Ale to nie cała historia. Sytuacja robotników jako robotników pod rządami radzieckimi to jedna rzecz, a szanse robotników na awans społeczny (czyli na zostanie kimś innym niż robotnikiem) – to druga. Rekrutując członków partii przede wszystkim spośród klasy robotniczej w ciągu piętnastu lat po rewolucji październikowej, bolszewicy w dużej mierze potwierdzili, że byli partią robotniczą. Stworzyli również szeroką ścieżkę możliwości awansu społecznego dla robotników, ponieważ ich nabór na członków partii szedł ręka w rękę z awansem komunistów z klasy robotniczej na stanowiska umysłowe w administracji i przemyśle. W czasie rewolucji kulturalnej z końca lat 20. reżim wyrąbał jeszcze jedną ścieżkę dla awansujących, wysyłając rzesze młodych robotników i dzieci robotników na studia. Choć politykę agresywnego „awansu proletariuszy” zarzucono na początku lat 30., jej konsekwencje okazały się trwałe. Dla reżimu stalinowskiego liczyli się więc nie robotnicy, ale byli robotnicy – świeżo awansowany „proletariacki trzon” na stanowiskach kierowniczych i specjalistycznych. Ze ściśle marksistowskiego punktu widzenia mobilność społeczna klasy robotniczej nie miała może aż tak wielkiego znaczenia, ale dla jej beneficjentów uzyskanie statusu elity zdawało się niezbitym dowodem na to, że dla klasy robotniczej obietnica rewolucji się spełniła.

Szara plama puszcza płyty

Ostatnim ważnym motywem tej książki są rewolucyjna przemoc i terror. Ludowa przemoc to nieodłączny składnik rewolucji, sami rewolucjoniści przychylają się do niej na wczesnych etapach rewolucji, by z czasem nabrać coraz większej rezerwy. Również terror – czyli posłużenie się zorganizowaną przemocą przez rewolucyjne grupy lub reżimy w celu zastraszenia populacji – były charakterystyczne dla współczesnych rewolucji, począwszy od rewolucji francuskiej. W oczach rewolucjonistów terror zaprowadza się po to, by zniszczyć wrogów rewolucji i zawalidrogi przeszkadzające zmianie. Drugim celem terroru jest zaś podtrzymanie czystości i zaangażowania samych rewolucjonistów. Wrogowie i „kontrrewolucjoności” mają niebywałe znaczenie dla wszystkich rewolucji. Wrogowie prowadzą walkę partyzancką, a czasem i otwartą, podburzają do spisków i konspiracji, zdarza się nawet, że noszą maski rewolucjonistów.

Zgodnie z teorią marksizmu bolszewicy postrzegali wrogów rewolucji w kategoriach klasowych. Bycie szlachcicem, kapitalistą czy kułakiem ipso facto dowodziło sympatii kontrrewolucyjnych. Jak większość rewolucjonistów (zapewne nawet częściej, z uwagi na przedwojenne doświadczenia w tajnych organizacjach partyjnych i podziemiu politycznym) bolszewicy mieli obsesję na punkcie spisków przeciw rewolucji, ale ich wiara w marksizm barwiła ją w szczególny sposób. Jeśli istniały klasy z natury wrogie rewolucji, to całą taką klasę społeczną można było uważać za wrogą konspirację. Pojedynczy członkowie wrogiej klasy „obiektywnie” stawali się spiskowcami, nawet jeśli subiektywnie (czyli we własnej głowie) nic nie wiedzieli o spisku i twierdzili, że popierają rewolucję.

Podczas rewolucji rosyjskiej bolszewicy wykorzystali dwa rodzaje terroru: ten wymierzony we wrogów spoza partii i ten dla wrogów wewnątrz niej. Ten pierwszy rozpętano we wczesnym okresie rewolucji i zakończono w latach 20., a potem znów rozpalono pod koniec dekady, w czasie kampanii kolektywizacji i rewolucji kulturalnej. Ten drugi migotał jako możliwość podczas walk frakcyjnych pod koniec wojny domowej, ale tłumiono go aż do 1927 roku, gdy użyto go punktowo do zdławienia lewicowej opozycji.

Odtąd dało się wyczuć ewidentną pokusę przeprowadzenia totalnej kampanii terroru wymierzonej we wrogów wewnątrzpartyjnych. To pragnienie miało dwie przyczyny. Po pierwsze, reżim wykorzystywał już terror na dużą skalę przeciwko „wrogom klasowym” spoza partii. Po drugie, czystki przeprowadzane okresowo w partii tylko rozbudzały apetyty. W trakcie tych czystek, rozpoczętych w 1921 roku, oceniano członków partii – poddawano ich publicznej ocenie podług lojalności, kompetencji, pochodzenia i znajomości, a niegodnych wyrzucano z partii bądź degradowano do rangi kandydata na członka. Narodowa czystka partyjna została dokonana w 1929 roku, kolejna w latach 1933–1934, a kolejne dwie urządzono błyskawicznie w latach 1935 i 1936, w wyniku przeradzania się czystek w obsesję partyjną. Choć prawdopodobieństwo, że wydalenie z partii będzie miało dalsze konsekwencje, jak areszt czy wygnanie, wciąż było stosunkowo niskie, z każdą czystką pięło się w górę.

Terror i czystki partyjne zbiegły się podczas wielkiej czystki z lat 1937–1938. Nie była to zwyczajowa czystka, ponieważ nie przeprowadzono wówczas żadnego systematycznego przeglądu kadr partyjnych, ale i tak skupiono się wtedy na członkach partii, szczególnie tych na wysokich stanowiskach, chociaż dość szybko aresztowania i strach dosięgły również niezrzeszonej inteligencji oraz na mniejszą skalę reszty populacji. W trakcie wielkiej czystki, którą bardziej adekwatnie można nazwać wielkim terrorem, podejrzenie równało się wyrokowi, jako że dowody w sprawach kryminalnych były niepotrzebne, a za zbrodnie kontrrewolucyjne karano wyrokiem śmierci lub zesłaniem do obozu pracy. Wielu historyków porównywało wielką czystkę do terroru podczas rewolucji francuskiej, a ta analogia nasunęła się również organizatorom czystki, którzy osądzanych kontrrewolucjonistów nazywali „wrogami ludu” w wyraźnym nawiązaniu do jakobińskich terrorystów.

Fragment książki Rewolucja rosyjska, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Chłopaki z KP nie chcą nawet pamiętać co sami wydawali 10 lat temu, a wydali wybór tekstów Lenina z komentarzem Żiżka. Przypominam, że głównym argumentem Lenina za przeprowadzeniem rewolucji "proletariackiej" w kraju zdominowanym przez ludność chłopską była teza, że uruchomi to procesy rewolucyjne w krajach bardziej rozwiniętych i doprowadzi do obalenia imperializmu jako systemu. Tym przecież marksizm -leninizm różnił się od idei Marksa samego oraz marksizmu II Międzynarodówki, że zawierał teorię imperializmu.
Dopiero kiedy okazało się, że rewolucji światowej nie będzie, wymyślono ideę "socjalizmu w jednym kraju". Konsekwencją osamotnienia Związku Sowieckiego była stalinowska industrializacja, której efekty zostały wykorzystane w II wojnie światowej. Robotnicy byli tu jedynie narzędziem dyktatury opartej na terrorze i kłamstwie.
Lenin nigdy nie miał złudzeń, że reprezentuje uświadomione interesy robotników, sądził natomiast, że bolszewicy reprezentują ich interesy "obiektywne", których sami robotnicy nie rozumieją. Bolszewicy zwyciężyli, gdyż w decydującym momencie obiecali żołnierzom pokój a chłopom ziemię. Kiedy się okazało, że rządy bolszewickie oznaczają wojnę domową szalał już czerwony terror. Kiedy po wymordowaniu 20 milionów wrogów klasowych, odebrano ziemię chłopom, nie było już komu protestować.
Obawiam się, że "Wykop" Płatonowa więcej mówi o rewolucji rosyjskiej, niż książki amerykańskich intelektualistów.

Nota bene: książką, która uczciwie pokazuje sposób rozumowania bolszewików jest "Sowiecka tragedia" Martina Malii.

Pucz bolszewicki pogłębił zacofanie Europy Wschodniej i części Azji, modernizacja okazała się fasadą poza może przemysłem zbrojeniowym. Bolszewicy byli potomkami szlachty, którzy postanowili wymordować pozostałych i zająć ich miejsce, nieprzypadkowo po zdobyciu władzy umieścili się w carskich pałacach. Lenin rozmawiał 1920 roku w Moskwie z B.Russellem, chwalił się i cieszył, że doprowadził do masowych mordów. Russell chyba nie jest wrogim konserwatywnym źródłem.

Sprawa nie jest taka prosta. Stalinowska industrializacja była jakimś procesem modernizacyjnym. W końcu dzięki tejże industrializacji Stalin dysponował lepszym sprzętem niż Hitler, kiedy przyszło do konfrontacji militarnej. T- 34 były lepszymi pojazdami niż Panzerkampfwagen IV, najlepszy czołg jakim Niemcy dysponowali latem 1941 r. Także najlepsze sowieckie samoloty były lepsze od niemieckich, resztą także od brytyjskich.

"Także najlepsze sowieckie samoloty były lepsze od niemieckich"

ani Ła-7, ani Jak-9 nie były lepsze od Fw-190 czy Bf-109 G. Tak samo T-34 nie był czołgiem lepszym od Pzkpw-IV. Bujdy wypisujesz.

:DDDD
I wszystkie sowieckie czołgi/samoloty były: 1. przestarzałe 2. łatwopalne 3. nieliczne...
mefisto, raczej z ciebie rokita z wypróchniałej wierzby 🙂
w 1939 Stalin dysponował większą ilością czołgów niż wszystkie inne armie świata zebrane do kupy.
podobnie z samolotami.
Ale jeśli ilości Cię nie przekonują, to może o jakości - KW-1. KW-2, T-40 - a z samolotów np. Ił-2, czy Niemcy mieli JAKIEKOLWIEK odpowiedniki/ w jakichkolwiek - bodajże minimalnych - ilościach?

W kampanii 1941 r. pociski Pzkw IV odbijały się od pancerzy T-34. Problemem była tylko zbyt mała ilość tych ostatnich. Tymczasowo Niemcy radzili sobie dając Pzkw IV silniejsze działo. Jednak zajęło kilkanaście miesięcy wyprodukowanie czołgu, który miałby pancerz pochyły, zamiast prostopadłego.
Najlepsze samoloty sowieckie miały wyższy pułap niż niemieckie, kiedy Mołotow chciał odwiedzić Londyn, wsiadał do samolotu i przelatywał Hitlerowi nad głową. Churchill musiał do Moskwy przemykać się okrężnymi trasami.

"Nawet przed rewolucją w Rosji funkcjonowały partie rewolucyjne"- A skąd to zdziwienie, przecież nie byłoby rewolucji, gdyby nie istniały wcześniej partie rewolucyjne. To właśnie po rewolucji partie rewolucyjne szybko zniknęły: partia zwycięska stała się rządzącą, a pozostałe zostały zlikwidowane.
"w wyniku przeradzania się czystek w obsesję partyjną" - Typowe anglosaskie tłumaczenie zjawisk obcych sobie kulturowo przez klisze common sense, dla objaśniania komunizmu zupełnie nieadekwatne. O przyczynach i funkcji wewnątrzpartyjnego terroru napisano wiele, i tłumaczenie tego tylko "okresową wymianą kadr", "obsesją", i (jak to zrobiła pani Fitzpatrick gdzie indziej) parciem dołów partyjnych na posady jest niepoważne; owszem, parcie było, ale Koba do niczego nie był przez to parcie zmuszony, a same je rozpętywał i podbechtywał.
"ale i tak skupiono się wtedy na członkach partii, szczególnie tych na wysokich stanowiskach" - Od dawna wiadomo, że nawet w latach 1936-38 większość ofiar była spoza partii. W samej zaś partii na celowniku był tak samo aparat średniego i niskiego szczebla, jak osoby "na wysokich stanowiskach".
"Ten pierwszy rozpętano we wczesnym okresie rewolucji i zakończono w latach 20., a potem znów rozpalono pod koniec dekady" - Przez całe lata 20-te funkcjonowały Sołówki, więzienia pełne były "wrogów klasowych", było pozbawienie praw "liszeńców", likwidacja cerkwi i innych wspólnot religijnych, okrutne represji w Azji środkowej, a przed kolektywizacją był proces tzw. szachtyński.
"Rekrutując członków partii przede wszystkim spośród klasy robotniczej w ciągu piętnastu lat po rewolucji październikowej, bolszewicy w dużej mierze potwierdzili, że byli partią robotniczą." - Partia robotnicza to taka, która przede wszystkim reprezentuje interesy robotników i ich broni, nawet jeśli składa się z potomków głównie arystokratów i burżuazji; w ZSRR Stalina, prócz represji i braku wolności, partia niby "robotnicza" zafundowała robotnikom drakońską dyscyplinę pracy (z łatwym wyrzuceniem na bruk), marne pensje, nadgodziny po uważaniu i wyśrubowane normy produkcyjne. Utrzymywanie, że bolszewicy byli partią robotniczą, bo aparat partyjny w znacznej mierze rekrutował się z robotników, jest równie sensowne, jak utrzymywanie, że Ludwik XIV był królem mieszczańskim i mieszczan reprezentującym, bo rekrutował urzędników spośród nobilitowanego mieszczaństwa. Tymczasem i u Ludwika XIV, i u bolszewików, ten mechanizm rekrutacji wcale nie pociągał za sobą awansu samej klasy; przeciwnie, wyłuskiwani mieszczanie za Ludwika XIV i robotnicy za Stalina dokładali wielu starań, by zapomniano o ich pochodzeniu, i budowali nowe bariery klasowe. Przecież w ZSRR z "pańskich" snobizmów aparatu partyjnego naśmiewał się już Majakowski, a Jewgienia Ginzburg świetnie opisała w pamiętnikach, jak to dzieci nomenklatury po daczach i samochodach odróżniały, kto jest kim (z dziećmi proletariuszy nie zawierały znajomości). Od strony socjologicznej wiele o tym napisano od czasów "Nowej klasy" Dżilasa, i trzeba być australijskim sowietologiem, by opowiadać baśnie o WKP(b) jako partii prawdziwie robotniczej.

"Rosyjscy marksiści zresztą pokochali uprzemysłowienie na zachodnią modłę na długo przed rewolucją, już dziewiętnastowieczni narodnicy obstawali przy nieuniknioności nastania kapitalizmu"
Narodnicy, inspirowani między innymi przez Bakunina, marksistami? I głosicielami twierdzenia o nieuchronności kapitalizmu? Oni, zwolennicy "agrarnego socjalizmu" i "obszcziny"? Może p. Fitzpatrick dokonała jakichś rewolucyjnych odkryć, które w puch obróciły całą dotychczasową wiedzę o ruchach rewolucyjnych w carskiej Rosji - bardziej jednak jestem skłonny zakładać, że w publicystycznych uproszczeniach zaszła tak daleko, że ociera się o pospolitą ignorancję.