Historia

Luter miał dużo szczęścia!

O tym, jak nikomu nieznany mnich zmienił swoje niewielkie miasto w centrum wydawnicze, zaistniał jako najsławniejsza osoba w Europie i zapoczątkował reformację.

W 2017 roku obchodzimy pięćsetlecie jednego z najdonioślejszych wydarzeń w dziejach zachodniej cywilizacji – rozpoczęcia reformacji. Ze skromnych początków, z teologicznego sporu we wschodniej części Niemiec, wyrósł burzliwy ruch odnowy i reformy stawiający krytyczne pytania, śmiały i wreszcie rodzący głębokie podziały. W ciągu życia jednego pokolenia zmieniło się rozumienie tego, czym jest reforma. Zwolennicy ruchu zwanego teraz protestantyzmem odcięli się od dotychczasowej zachodniej tradycji katolickiej. Podział był trwały i – jak się okazało – otworzył przepaść nie do zasypania. W ciągu kolejnych dwóch stuleci Europa podzieliła się na wojujące ze sobą kościoły, zwaśnione rodziny i wrogie sobie państwa. Antagonizm między protestantami i katolikami rzutował na kształt polityki w Europie i wzniecał wojny żywiące się morderczą nienawiścią. Chrześcijaństwo zwróciło się przeciwko wewnętrznemu wrogowi. Wszędzie w Europie korzystano z władzy państwowej, by skazywać na śmierć jako heretyków lub zdrajców tych, którzy odrzucali lokalną religię – czy był nią protestantyzm, czy katolicyzm.

Obirek: Zejście na ziemię

czytaj także

Obirek: Zejście na ziemię

Stanisław Obirek

Te głębokie, drastyczne podziały miały okazać się trwałe. W 1685 roku król Francji dowiedzie własnej pobożności, wypędzając swoich ostatnich protestanckich poddanych; do opuszczenia domu na zawsze zmuszono prawdopodobnie nawet 900 tysięcy osób. Trzy lata później Anglia wygna własnego króla za dopuszczenie się występku praktykowania katolicyzmu, a uchwalone następnie prawo uniemożliwiające dziedziczenie korony osobie, która poślubiła katoliczkę bądź katolika, zostanie zniesione dopiero w 2013 roku. Podziały i zgubne przywiązanie do doktryn nękające Stary Kontynent przeniesiono także za Atlantyk –Stany Zjednoczone wybrały na prezydenta katolika dopiero w 1960 roku, i to minimalną większością głosów.

Wydarzenie, którego datę przyjęto w historii za początek tych transformacyjnych wypadków, jest, zważywszy na ich kontekst, zadziwiająco prozaiczne. Erę reformacji liczymy od 31 października 1517 roku, kiedy to nieszczególnie znany niemiecki profesor wezwał do akademickiej dysputy – co było zdarzeniem tak rutynowym na XVI-wiecznych uniwersytetach, że nikt nie uznał za warte sprawdzenia, czy punkty zgłaszane przezeń pod dyskusję na pewno wydrukowano i umieszczono na zwyczajowej uniwersyteckiej tablicy ogłoszeń, czyli na drzwiach miejscowego kościoła. Profesorem tym był, rzecz jasna, Marcin Luter, a jego propozycje, owych 95 tez przeciwko odpustom, dały początek niespodziewanie żywej debacie. Pięć lat później w niemieckim Kościele wrzało, Luter zaś był potępionym heretykiem i najsłynniejszym człowiekiem w Niemczech.

Powody, dla których akademicki spór na północnym wschodzie Niemiec stał się zarzewiem wielkiego ruchu religijnego, wymagają pewnego wyjaśnienia. Nie przyniesie go nam pisanie kolejnej biografii Lutra i nie to jest moją intencją. Luter był, jak się przekonamy, szczególnym człowiekiem, jednostką odważną i utalentowaną, która w chwili próby wykazała się nadzwyczajną zręcznością i przedsiębiorczością. Jego życie i dzieła stanowią przedmiot badań i interpretacji od czasów jemu współczesnych, a rocznica będzie okazją do dalszych remanentów. Cel niniejszej książki jest nieco odmienny. Zajmować nas tu będzie to, jak w zupełnie odmiennym środowisku komunikacyjnym sprzed 500 lat spór teologiczny urósł do rangi wielkiego wydarzenia publicznego angażującego zarówno ludzi Kościoła, jak i świeckich, zamieszkujących odległe od siebie części kontynentu.

Nic nie potoczyło się tu tak, jak z pozoru powinno. W 1517 roku hierarchowie kościelni żywili głębokie przekonanie, że są w stanie uciszyć wrzawę, która rozgorzała wokół Lutra. Zwykłe kanały, takie jak poufny list do wpływowych osób podparty postępowaniem sądowym w Rzymie, miały wystarczyć, by uciszyć zbuntowanego księdza. Nie było powodu, by krytyka odpustów, dosyć już powszechna w kręgach intelektualnych, stała się wywrotowym wydarzeniem publicznym. A przede wszystkim nie było powodu, by sądzić, że elektorat Saksonii, średniej wielkości państwo położone z dala od centrów europejskiej polityki, mógłby odegrać rolę matecznika wydarzeń rangi europejskiej.

„Chrześcijaństwo tak, wypaczenia nie”, czyli kilka pytań, co nienowe

Aby zrozumieć, jak do tego doszło, musimy zbadać bardzo nietypową konfigurację wydarzeń i okoliczności, które pozwoliły Lutrowi zawładnąć zbiorową wyobraźnią, ale przede wszystkim przetrwać. Luter, podobnie jak większość wielkich postaci, miał także dużo szczęścia. Miał szczęście do protekcji wpływowych patronów, którzy rozumieli, że ochrona, której mu udzielają, służy także ich własnym interesom. Miał szczęście do przyjaciół. Do tego dobrze wybrał swój moment. Kiedy po raz pierwszy wystąpił przeciwko odpustom, Europa zaczynała wchodzić, jakkolwiek ostrożnie, w nową, potężną epokę komunikacyjną, czyli epokę druku. 60 lat wcześniej Johannes Gutenberg ogłosił, budząc powszechny entuzjazm, że powiodły się jego eksperymenty z drukowaniem przy pomocy ruchomych czcionek, jednak długofalowe konsekwencje tej nowinki technologicznej były wciąż niewiadomą. Ci, którzy entuzjastycznie przyjęli nowe medium, przekonali się, że wyjątkowo trudno jest zarobić na produkcji drukowanych książek: większość pierwszych drukarzy straciła pieniądze, a wielu zbankrutowało. Otrzeźwione tymi doświadczeniami drugie pokolenie ratowało się tradycyjną tematyką. Nie było wcale jasne, jak i dlaczego druk miałby się okazać narzędziem wielkiego ruchu przemian. Drukarze odkryli, że na najpewniejsze profity można liczyć, służąc interesom tradycyjnej religii. Trzeba było argumentu, by przekonać ich do porzucenia tego stabilnego, poważanego źródła dochodów.

Nie było zatem wcale pewne, jaką właściwie rolę odegra druk w przebiegu głośnego sporu w kościołach północnych Niemiec. Wittenberga, siedziba Lutra w Saksonii, nie miała swojej prasy aż do 1502 roku. Całe półwiecze eksperymentów i rozwoju od czasu wynalazku Gutenberga ominęło to miasto. Sam Luter osiągnął dojrzałość i dorobił się umiarkowanie odpowiedzialnej posady, nie opublikowawszy żadnej książki. Za to w ciągu pięciu lat od napisania 95 tez był już najczęściej publikowanym autorem w Europie – jak żaden przed nim. Osiągnął to w sposób niemal niewiarygodny. Ta historia także jest opowiedziana w tej książce.

To historia, w której Luter niemal z dnia na dzień wyrasta na pisarza obdarzonego niezwykłą mocą i swobodą wyrazu, na urodzonego stylistę w gatunku, który wcześniej nieszczególnie cenił podobne umiejętności. Po drodze stworzył praktycznie nową formę piśmiennictwa teologicznego: klarowną, przystępną, a – nade wszystko – zwięzłą. Co najważniejsze, we wczesnej fazie skandalu wywołanego krytykami odpustów podjął śmiałą i radykalną decyzję, by kierować swój przekaz poza krąg wykwalifikowanych teologów i zwracać się do szerszych warstw społeczeństwa niemieckiego w ich własnym języku.

Decyzja, by wyjść poza język nauki, łacinę, była bardzo kontrowersyjna, ale pozwoliła przedstawić złożone zagadnienia teologiczne odbiorcom, którzy nie byli specjalistami. Stawiało to także jego oponentów w niekorzystnej sytuacji i z pewnością zwiększyło niepomiernie rynek zbytu dla jego książek. Niemieccy drukarze zapałali ogromnym entuzjazmem.

Kto wyśmiewa Jezusa?

Pisma Lutra nie tylko wstrząsnęły Niemcami, ale także przekształciły dynamikę rzemiosła drukarskiego. Przed reformacją europejska geografia druku była właściwie systemem zamkniętym, w którym nie było miejsca dla maleńkiej Wittenbergi. Wszystkie główne centra wydawnicze znajdowały się w największych handlowych miastach Europy, a Wittenberga, w przeciwieństwie do nich, była niewielka i leżała na uboczu, wiele kilometrów od któregokolwiek z dużych rynków, niezbędnych do napędzania znaczniejszej produkcji książek. Luter bardzo wcześnie uświadomił sobie, że to się musi zmienić – Wittenberga musiała wykształcić rzemiosło wydawnicze zdolne zaspokoić olbrzymi popyt na jego dzieła, rzemiosło, które również byłoby w stanie nadać odpowiednią siłę oddziaływania wezwaniu do fundamentalnej reformy chrześcijaństwa.

Aby to osiągnąć, Luter już u zarania sławy energicznie i bezpośrednio interweniował w proces powstawania publikacji. Do 1517 roku włącznie w Wittenberdze działał tylko jeden, w dodatku nieszczególnie profesjonalny, warsztat drukarski. W chwili śmierci Lutra produkcja książek była na poziomie największych niemieckich miast. Na przestrzeni całego XVI wieku Wittenberga wyrosła na największy ośrodek drukarstwa w Niemczech. Było to osiągnięcie, w które Luter wniósł znaczny, osobisty wkład. Nie był roztargnionym intelektualistą, lecz człowiekiem o wielkim talencie organizacyjnym. Rozumiał i potrafił docenić praktyczne aspekty przekuwania słów i idei w drukowany artefakt. Ojciec Lutra zarabiał na życie przy wydobyciu miedzi, tak więc młody Marcin miał szansę na własne oczy oglądać zmienne koleje losu tych, którzy starali się wydrzeć cenny metal surowej i bezlitosnej przyrodzie. Gdy został pisarzem, zrobił z tego doświadczenia bardzo dobry użytek.

Przez całe życie raz po raz odwiedzał warsztaty drukarskie, nadzorował pracę i udzielał wskazówek. Miał sprecyzowane wyobrażenie o tym, jak powinny wyglądać jego książki, i narzucał wysokie standardy. Przede wszystkim rozumiał rolę estetyki publikacji. Zdawał sobie sprawę, że jakość i wzornictwo drukowanego dzieła prezentującego jego naukę także niosą komunikat na temat jej autorytetu i prawdy. W 1519 roku podjął decydującą inicjatywę sprowadzenia do Wittenbergi doświadczonego drukarza, który byłby w stanie sprostać popytowi na jego dzieła, a gdy to się udało, zabrał się za kierowanie produkcją drukarską w całym mieście. Co najważniejsze, dbał, by jego bezcenne, oryginalne pisma trafiały do coraz większej liczby drukarń, tak aby wszystkie mogły czerpać zyski z jego dokonań.

Jest to istotne oblicze historii reformacji, o którym wcale nie pisze się tak często. Nie chodziło o same rozmiary popytu na dzieła Lutra, jakkolwiek był on imponujący. Sam Luter był dostatecznie popularny, by na chleb zarabiali na nim drukarze w całych Niemczech, nie tylko w Wittenberdze. Istotne było także to, że we współpracy ze swoimi drukarzami Luter przeobraził wizualny wymiar książki. Pod tym względem nieocenione okazało się wsparcie Lucasa Cranacha, wittenberskiego nadwornego malarza z, posiadającego także duże wpływy w drukarstwie. Można właściwie zaryzykować stwierdzenie, że najważniejszym wkładem Cranacha w reformację nie były doskonale dziś znane portrety Lutra, które popularyzowały wizerunek i szerzyły sławę reformatora na terenie całych Niemiec, ale udział w budowie nowej tożsamości rynkowej reformacyjnych broszur z Wittenbergi. Jego projekty przyoblekły dzieła Lutra w nową, charakterystyczną szatę graficzną i sprawiły, że były z miejsca rozpoznawalne na stoisku pełnym ksiąg. W efekcie pojawiła się nowa forma książki, która była ważnym ambasadorem ruchu – śmiała, czytelna i wyraźnie odrębna od wszystkiego, co ją poprzedzało. Oto wyróżniki „marki Luter”, której powodzenie na rynku należało do najistotniejszych spośród burzliwych wydarzeń, wstrząsających ojczyzną słynnego kaznodziei po 1517 roku. To one leżą u źródła sukcesu Lutra i transformacyjnego oddziaływania reformacji.

*

Przedmowa do książki Andrew Peetegree’go Marka Luter, która ukaże się wkrótce nakładem Wydawnictwo Krytyki Politycznej, przełożył Mikołaj Denderski, tytuł fragmentu pochodzi od redakcji.

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej

Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Ostatnim przykładem na wrażliwość polskich katolików jest reakcja na wypowiedzi niejakiego pana Sklepowicza. Ten osobnik jednym tchem przywołuje Jezusa/Boga zastanawiając się kogo by nie "bzyknął" lub "kto je rucha". Nie słyszałem, aby jakiś komitet etyki mediów, czy inne trzy smutne panie z różańcem w ręku poczuły się tym dotknięte. Obraza uczuć religijnych występuje tylko wtedy, gdy dopuszcza się jej ktoś, kogo katolicka prawica uważa za przeciwnika politycznego. Pan Sklepowicz obrażał w "słusznej" dla prawicy sprawie, więc nie ma mowy o obrazie uczuć religijnych, natomiast omawiany spot jest z drugiej strony barykady i to tłumaczy nadwrażliwość pań z KER.

Kto to jest Sklepowicz? :O

Mądrze napisane. Do fanatyków żadne argumenty nie trafią, a już na pewno nie taki żeby przeczytać Nowy Testament.

Przypominam, że kiedyś w katolicyzmie wręcz uznawano za grzech samodzielne czytanie Pisma przez wiernych, bez pilnującego księdza, który w razie czego wytłumaczy, "co autor miał na myśli". Więc nic dziwnego, że nie czytają.

W też macie swoich świętych :
- Bartoszewski co w ramach polityki miłości w 2007 roku nazywał wyborców PiS bydłem (stąd krzywa Pastuch Bydłoszewski)
- Sendlerowa (droga ideowa PPS - PPR (z ramienia którego była sanitariuszką w Powstaniu a potem PZPR) o której coraz więcej Polaków mówi, że skoro miała takie wielkie serce do ratowania żydów to powinna mieć równie głęboki portfel do spłacania lichwiarskich weksli Przedsiębiorstwa Holokaust
- Edelman, któremu Armia Krajowa OFICJALNIE odmówiła udziału w Powstaniu Warszawskim w swoich szeregach (coraz więcej Polaków pyta: Kto właściwie ocenił Edelmana Armia Krajowa czy jego rodacy z wydziału propagandy z GW)

A więc chcecie wojny na opluwanie & wyszydzanie tego co święte dla drugiej strony?
To będzie wojna. Wiemy gdzie bić. Wiemy co dla was święte.

"Adolfina"? Fajną masz ksywę.

Święte? Krytyka postaci historycznych jest zrozumiała i każdy ma do niej prawo. Ja np.: uważam, że Dmowski był parówką. Mówimy o religii a tu będziesz miał trudno w starciu z ateizmem.

nie strasz, nie strasz bo się zesrasz

Zawsze mnie uderzała różnica pomiędzy postumentem Chrystusa w Rio a tym naszym, ze Świebodzina. Zbawiciel z Brazylii, rozkłada ręce nad dzielnicami Faveli, jak i nad bogatszymi częściami miasta, jest dla jednych i drugich. Nasz ma wpakowaną na głową kompletnie niepasującą do jego godności, złotą koronę. To obrazuje sposób myślenia naszych hierarchów, . "Król, to król , królestwo, to królestwo, nie" ?

Artykuł jest dobry,ale niestety spot jest słaby i jego poziom nie pasuje kompletnie do inteligetnego tekstu zawartego w artykule

Problem z jezusem polega na tym, że równie dobrze może być wyluzowanym hipisem i mesjaszem zagłady. Kwestia odpowiedniego doboru cytatów. Tam jest, od miecza zginie, a gdzie indziej nie pokój a miecz wam przyniosłem. Miłować bliźniego, a w innym miejscu gardzi poganami itp.

Przewaga hipisowskich cytatów jest oczywista, niestety nie dla wszystkich.

W jakim sensie rozumiesz słowo przewaga?

Mamy po prostu bardzo brutalną debatę polityczną, która jednocześnie sięgnęła dna, to jednak nie znaczy, że lewica ma rację odnośnie uchodźców ( imigrantów ekonomicznych ) i chciałbym by Polska powielała błędy krajów starej UE, tego sadomasochizmu politycznego, który z jednej strony wali w katolików, a z drugiej promuje liberalną politykę imigracyjną względem islamu nie kupuje. Czy Polska lewica musi kupować każdy szajs intelektualny, który jest na Zachodzie ?

Zniszczyć katolicyzm, zniszczyć islam, cieszyć się ateizmem.

Nie da się pogodzić islamu z liberalnym modelem społecznym i politycznym, lewica musi przyjąć pewne rzeczy do wiadomości, albo stanie się politycznym marginesem, wieczną opozycją, która w dodatku traci poparcie.

Żadnej religii nie da się pogodzić z liberalnym ustrojem społecznym.
W laickiej Europie troche od tego odwyklismy ale gdy tylko do wladzy dochodzą fundamentaliści tak jak w Polsce to zaczyna sie kontrola życia intymnego, prześladowania mniejszości, intronizacja Jezusa na króla kraju (w którym od dawna każda uriczystość państwowa zaczyna się nabożeństwen) a w podręcznikach pojawiają się zapisy, że ginekolog to nie dentysta i nie należy do niego chodzić.
Poczekaj jeszcze trochę i bez zadnych emigrantów w Polsce - o ile nic sie nie zmieni - bedzie formalna lub uznaniowa teokracja.

"To pod wpływem rozprzestrzeniania się jego filozofii w Europie przestała obowiązywać okrutna starożytna zasada „oko za oko, ząb za ząb”."
Rozliczając katolików z wiedzy na temat swoich korzeni lepiej by się Autorka sama doszkoliła z wiedzy o postępie. Zasada "oko za oko, ząb za ząb" gdy ją przemocą narzucały państwa bliskowschodnie była postępowa, by nie powiedzieć "lewicowa", albowiem wcześniej obowiązywała zasada pomsty najpierw do 7 pokolenia, potem przynajmniej na dzieciach. To też na pewnym etapie rozwoju człowieka nie było takie głupie - powstrzymywało przed pochopnymi przestępstwami, skoro odwet mógł uczynić korzyści z przestępstwa nieopłacalnymi. Zresztą cały tekst razi powierzchownością.

A jak tam Szanowny Małżonek? Nadal "kładzie się" po ulicach dla draki?

Kazimierz Józef Styrna

KRYTYKA POLITYCZNA - zajmuje się prawie wszystkim, tylko nie najważniejszymi istotami ŻYCIA NA ZIEMI - profanowanymi przez prawo, zwłaszcza to, które dopuszcza stosowanie lichwy (odsetek od kredytów) jako ZBRODNI DOSKONAŁEJ.

OKAZUJE SIĘ, że LICHWA JEST WSZECH_CZASOWĄ ZBRODNIĄ PRZECIWKO LUDZKOŚCI - przebijającą SWYM OGROMEM wszelkie ZBRODNIE tego Świata, bo LICHWA ZABIJA (co godzinę gdzieś w Polsce odbiera sobie życie jedna osoba, która popadła a lichwiarskie "długi").
Więcej na ten temat na stronie; http://www.nowapolska-w-internecie.pl

Katolika łatwo atakować - bo nadstawi drugi policzek itd... Z muzułmaninem tak łatwo nie jest - za dobrze pamiętacie "Charlie hebdo" i karykaturę Mahometa. Bijecie więc tam gdzie łatwo i tchórzliwie - w katolików. A tak naprawdę nazywając sprawę po imieniu to po prostu katolofobia....

Nie wiadomo czy Jezus w ogole kiedykolwiek istnial.

Autorzy Ewangelii nie przedstawiaja sie, nie twierdza, ze byli swiadkami wydarzen, ktore opisuja, nie wykazuja zadnego krytycyzmu i nie powoluja sie na zadne zrodla. Ewangelie napisano po grecku kilkadziesiat lat po smierci Jezusa. Miedzy Ewangeliami jest cala masa sprzecznosci- w Ewangelii wg sw.Jana mamy nowe postaci (niewierny Tomasz, Lazarz wskrzeszony przez Jezusa), w Ewangelii Mateusza Jezus ucieka z rodzicami do Egiptu przed Herodem, Lukasz o tym w ogole nie wspomina, w Ewangelii Jana wyrzucenie kupcow ze swiatyni ma miejsce na samym poczatku 'kariery' Jezusa, w pozostalych na koncu etc., etc. etc. Tuz przed smiercia na krzyzu Jezus mowi co innego wg Marka ('Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?'), co innego w Ewangelii Lukasza ('Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego'), a jeszcze co innego wg Jana ('Dokonalo sie')- w tej ostatniej Ewangelii jest juz Bogiem 'pelna geba'. Ewangelie sa pelne niesamowitych zdarzen, ktorych jednak Zydzi i Rzymianie jakos w ogole nie zauwazyli (trzesienie ziemi, rozdarcie zaslony w swiatyni, kilkugodzinne zacmienie slonca, umarli powstajacy z grobow etc.) i ktore nijak sie maja do realiow historycznych (bezwgledny rzymski prefekt Pilat wypuszczajacy groznego przestepce Barabasza po konsultacjach z zydowskim tlumem etc.) Wg mnie to jest literatura mityczno-symboliczna na co wskazuje tez wszechwiedzacy narrator- kto byl z Jezusem na pustyni gdy kusil go Szatan? Kto slyszal slowa Jezusa modlacego sie w Ogrojcu gdy apostolowie spali? Mozna sie tylko zastanawiac czy w Ewangeliach jest choc 5% prawdy historycznej. Tak sie dziwnie sklada, ze w najstarszych chrzescijanskich dokumentach- listach apostolskich- o zyciu Jezusa nie ma praktycznie nic. Ciekawe jest tez to, ze wiekszosc apostolow znika z historii po smierci Jezusa podobnie jak jego rodzina. Co sie stalo np. z Maria? Gdzie mieszkala i kiedy umarla? Nikt sie tym nie interesowal? Nikt nic o tym nie napisal? W polowie I w.n.e. glowna postacia chrzescijanstwa zostaje nagle sw. Pawel, ktory nigdy Jezusa nie spotkal. W swoich listach nie powoluje sie na zadna tradycje przekazana mu przez naocznych swiadkow. Jego jedyne zrodla wiedzy o Jezusie to objawienia i pismo (czyli Stary Testament). Dopiero jakies 20 lat pozniej pojawia sie pierwsza biografia supermana, ktory w czasach Pilata chodzil po Judei i Galilei dokonujac cudow choc np. zydowski filozof i teolog Filon z Aleksandrii, ktory zyl wlasnie wtedy nie napisal o Jezusie ani slowa. Dziwnym trafem praktycznie wszystkie dokumenty chrzescijanskie z I w.n.e, ktore przetrwaly to te same dokumenty, ktore pozniej weszly w sklad kanonu biblijnego zatwierdzonego przez zwycieska ortodoksje. Nie mamy zielonego pojecia co sie dzialo w chrzescijanstwie w czasach gdy pisano Ewangelie. List Klemensa do Koryntian jest chyba jedynym pozabiblijnym dokumentem z tamtego okresu- ma ok. 10 tys. slow, ale nie mowi praktycznie nic o zyciu Jezusa na Ziemi, a przytoczone przez Klemensa slowa Jezusa to glownie cytaty ze Starego Testamentu, a nie z Ewangelii. Pierwsze wzmianki o Jezusie w zrodlach niechrzescijanskich to przelom I i II w.n.e. Przy czym pierwsza z nich (Jozef Flawiusz) zostala przynajmniej czesciowo zmieniona przez pozniejszych chrzescijan o ile nie zostala napisana przez nich w calosci. Powstaje wiec pytanie czy rzeczywiscie istnial jakis charyzmatyczny kaznodzieja, ktorego postac obrosla legenda czy tez jest to fikcja od poczatku do konca.