Historia

Kartki z historii

O co modlili się polscy wierni w 1941 roku? Bynajmniej nie o pokój. Przede wszystkim - o nawrócenie Żydów!

Część wakacji postanowiłem spędzić razem z pasterzami Kościoła Rzymsko-Katolickiego (taki rekonesans wilka w owczarni). Stąd moje kartki z historii. Wyjmuję je z pudełka po butach firmy Bradshaw & Lloyd. Angielska firma z tradycjami, działają od końca XIX. Zależy mi na konkretach, nawet na drobiazgach. Nie silę się na bezosobowy chłód czy wyprany z emocji obiektywizm. Przeciwnie — jest to zapis subiektywny, a wybór stronniczy. W końcu to moje pudełko. Wybieram tylko dziesięć kartek. Wakacyjna kanikuła, czyli psia gwiazda, zamienia nam się w gwiazdę Piołun. Może dlatego kartki te niosą tyle goryczy…

***

O Ukrytej encyklice, którą papież Pius XI (Ambrogio Damiano Achille Ratti) polecił przygotować na przełomie 1938 i 1939 roku. W encyklice z marca 1937 Mit brennender Sorge (Z palącą troską) Ratti ogólnie potępił rasizm (nie wymienił jednak ani Hitlera, ani narodowego socjalizmu), a wiosną tego roku podczas audiencji dla belgijskich pielgrzymów wypowiedział bulwersujące jak na tamte czasy słowa: „Pod względem duchowym jesteśmy Semitami” i stwierdził, że antysemityzmu nie można pogodzić z nauką Chrystusa. To rewolucyjne stanowisko miało zaowocować specjalną encykliką, zdecydowanie potępiającą rasizm i rasistowski, czyli nazistowski antysemityzm. Encyklika miała się nazywać Humani generis unitas (Jedność ludzkości). Dlatego też — jak sądzą historycy — Pius XI nie zareagował w listopadzie 1938 roku na „noc kryształową”. Czekał, by zabrać głos w najbardziej doniosłej i autorytatywnej formie. Przygotowanie dokumentu zlecił trzem jezuitom pod kierunkiem o. Johna LaFarge’a. Ale generał jezuitów Włodzimierz Ledóchowski storpedował te prace, blokując przekazanie Piusowi XI roboczego tekstu do redakcji. Ledóchowski wiele zawdzięczał włoskim faszystom. Po zawarciu konkordatu między Włochami i Watykanem jezuici odzyskali swoje nieruchomości w Rzymie. Warto wiedzieć, że Ledóchowski odbył studia teologiczne w Krakowie i był między innymi przełożonym tamtejszego Domu Pisarzy. Dzięki obstrukcji generała jezuitów draft tekstu encykliki trafił na papieskie biurko tuż przed śmiercią schorowanego Piusa XI, który zmarł 10 lutego 1939 roku.

Pius XI. Fot. Alberto Felici (1871–1950) – Politisch Wissenschaftlicher Verlag Berlin, 1932, domena publiczna, wikimedia commons

Już 2 marca nowym papieżem został Eugenio Maria Giuseppe Giovanni Pacelli — Pius XII. Konklawe trwało tylko jeden dzień, tak jakby wszystkim w Watykanie bardzo się spieszyło. Pacelli był nuncjuszem w Berlinie, a jako watykański sekretarz stanu wraz z wicekanclerzem von Papenem podpisał w Rzymie w 1933 roku konkordat między Stolicą Apostolską a III Rzeszą. Nowy papież natychmiast uprzątnął biurko swego poprzednika i roboczy tekst encykliki utonął na zawsze w przepastnych czeluściach watykańskich archiwów. Ślad po niej zaginął, a Pius XII przyjął wobec III Rzeszy politykę ostrożnej dyplomacji i milczenia. Po wielu latach znaleziono kopię tekstu encykliki, której tak przestraszył się Czcigodny Sługa Boży Kościoła Katolickiego (w 1995 opublikowano ją po francusku, a w 1997 po angielsku). Czego tak się bał ten Sługa Boży? Czy twierdzenia, że „pod względem duchowym jesteśmy Semitami”? A może takiego fragmentu: „Nie ma wątpliwości, że walka o czystość rasową przeradza się ostatecznie w walkę przeciw Żydom. Jeśli pominąć jej systematyczne okrucieństwo, nie różni się ona pod względem motywów i metod od prześladowań, jakich obiektem byli Żydzi na całym świecie od czasów starożytnych”. Czy musiały minąć dziesięciolecia (dokładnie 59 lat), a przede wszystkim, czy musiało zostać zgładzonych sześć milionów Żydów, żeby watykańska Komisja ds Kontaktów Religijnych z Judaizmem poszła po rozum do głowy i wydała wreszcie w 1998 roku dokument zatytułowany Pamiętamy: Refleksje nad Shoah?

***

W czasie wojny biskupi niemieccy nie zdobyli się na wydanie wspólnego oświadczenia w sprawie eksterminacji Żydów. Niektórzy biskupi wypowiadali się indywidualnie, niesłychanie ostrożnie i ogólnikowo, ale jednak! Najżarliwszym orędownikiem zabierania głosu w sprawie mordowania Żydów był Konrad Graf von Preysing, biskup Berlina, który bezskutecznie usiłował obudzić Piusa XII z letargu. Papież milczał, choć czasami podejmował dyplomatycznymi kanałami próby interwencji w obronie Żydów-katolików. Orędzie papieża wygłoszone w Boże Narodzenie 1942 roku zawierało jedno enigmatyczne zdanie, w którym mówił o „setkach tysięcy osób, które bez żadnej winy, a czasami jedynie z powodu ich narodowości lub rasy zostały skazane na śmierć lub na prześladowania ”. Hagiografowie Piusa XII uważają to za przejaw najwyższego heroizmu i roztropności zarazem. Zwracam uwagę na sposób mówienia o Żydach. Otóż ani w tym heroicznym zdaniu Piusa XII, ani w nielicznych wypowiedziach biskupów niemieckich — nie pojawia się diabelskie, brudne, kalające i śmierdzące słowo na „Ż”!

Pastuszko: Czym śmierdzieli Żydzi?

Margarete Sommer, niemiecka katolicka działaczka społeczna, jedna z jaśniejszych postaci tamtego czasu, zaangażowana w pomoc berlińskim Żydom (Jad Waszem w 2003 roku przyznał jej pośmiertnie tytuł Sprawiedliwej wśród Narodów Świata) — napisała szkic oświadczenia, które mieli podpisać biskupi niemieccy zgromadzeni w Fuldzie w 1943 roku. Stanowczy ton nadany przez Sommer został złagodzony i rozmyty w ostatecznej wersji. Biskupi zdobyli się jedynie na apel „o ludzkie traktowanie INNYCH RAS”. Wystosowali też list pasterski wzywający niemieckich katolików, aby nie gwałcili prawa innych ludzi do życia. Wymieniono: zakładników, jeńców wojennych oraz „LUDZI INNYCH RAS I POCHODZENIA”. Biskupi niemieccy używali też zgrabnego wyrażenia „NIE-ARYJCZYCY”. To unikanie za wszelką cenę słowa na „Ż” przypomina mi kunktatorskie zachowanie polskich biskupów po pogromie kieleckim: retorykę ogólników, eufemizmów i uników (ze szlachetnym wyjątkiem częstochowskiego biskupa Teodora Kubiny). A więc katolickim hierarchom nie mogło przejść przez gardło słowo na „Ż” — ani w czasie Holokaustu, ani tuż po wojnie, kiedy Żydzi byli mordowani w pogromach. Dlatego właśnie szczególnie odrażająca jest dla mnie „holokaustyzacja” aborcji i in vitro. Katoliccy fundamentaliści, zarówno świeccy jak i duchowni, mówią o „holokauście zarodków” lub porównują aborcję do Holokaustu. Warto przedstawić ofensywę ideologiczną przeciwników „cywilizacji śmierci” (termin po raz pierwszy użyty przez Jana Pawła II) oraz tych, którzy rozpaczają nad „holokaustem zarodków” — we właściwym kontekście historycznym.

***

O sztuce pisania oświadczeń kościelnych. W sierpniu 1945 roku w Fuldzie odbyła się konferencja niemieckiego episkopatu. Walka o ostateczny tekst oświadczenia była długa i zażarta. Zachowały się wersje wcześniejsze, więc wiemy, co retuszowano. Na przykład pierwotnie biskupi tuszowali Holokaust, nazywając go poetycko „mrocznym rozdziałem”. W ostatecznej wersji mamy więcej konkretów: wielu Niemców zatruł narodowy socjalizm, wielu — także katolików — dopuściło się zbrodni wojennych. Pierwotnie biskupi nie chcieli przyznawać, że Kościół katolicki ponosi odpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie. Argumentowali, że Kościół nie był „Kontrollinstanz” (nadzorcą) państwa, więc biskupi nie mieli obowiązku nazistowskiego państwa poprawiać. Pętał im też ręce zawarty z III Rzeszą konkordat. W ostatecznej wersji ten ustęp jednak pominięto. Nie podjęto kwestii antysemityzmu i entuzjastycznego przyjęcia wojny przez katolików. Dla dużej części katolików niemieckich oświadczenie z Fuldy było rozczarowujące i niewystarczające, szczególnie w kontekście postawy kościoła protestanckiego, który w oświadczeniu przyjętym w Stuttgarcie przyznał się do winy. Wśród katolików pojawiły się głosy bardzo krytyczne, mówiono, że „hierarchowie zawiedli naród, gdy ten ich potrzebował najbardziej”. Grupy świeckich apelowały do biskupów, by stwierdzili, że katolicy również ponoszą odpowiedzialność za narodowy socjalizm. Apele te episkopat niemiecki kompletnie ignorował. Jezuita Max Pribilla bardzo krytycznie odniósł się do oświadczenia biskupów. Zbulwersowały go przede wszystkim twierdzenia, że Niemcy „nic nie wiedzieli”. Pisał o tym w piśmie „Stimmen der Zeit” w 1946 roku: „Wiele milionów Niemców wiedziało o zbrodniach popełnianych w obozach dla jeńców wojennych oraz o zbrodniach na Żydach w obozach koncentracyjnych, (…) ale wielu wolało nie widzieć i nie słyszeć, aby uniknąć bolesnej odpowiedzialności”. Episkopat niemiecki z biegiem czasu utwardzał swoje stanowisko. Biskup Clemens August hrabia von Galen ostro skrytykował proces norymberski przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym. Hrabia-biskup miał tupet twierdzić, że warunki w więzieniach dla niemieckich zbrodniarzy były gorsze od tych, które panowały w nazistowskich obozach. Ciekawe, skąd hrabia-biskup o tym wiedział, skoro razem z braćmi biskupami przekonywał, że… „nic nie wiedział”?

Fot. Stiftung Gedenkstätten Buchenwald und Mittelbau-Dora, Domena publiczna, wikimedia commons

Katolicki kościół niemiecki i Watykan zaangażowały się w pomoc nazistom. Wspomnę tylko o mało znanym przypadku lekarza SS Hansa Eiselego, skazanego na śmierć i dzięki zmasowanej akcji Kościoła i Caritasu— „ocalonego”. Karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, potem na dziesięć lat, a już w 1952 roku Eisele wyszedł na wolność. Kim był ten pupil niemieckiego Kościoła katolickiego? Żarliwym katolikiem, działaczem Stowarzyszenia Wincentego à Paulo, który porzucił Kościół dla Führera i SS. Jako lekarz w Dachau i Buchenwaldzie zabijał do sześćdziesięciu Żydów tygodniowo zastrzykami z evipanu. Wbijał igłę prosto w serce ofiary.

***

August był dzieckiem dróżnika kolejowego, urodził się w 1881 roku tam, gdzie stykały się granice trzech zaborów (tzw. Trójkąt Trzech Cesarzy) — czyli w Brzęczkowicach (stanowiących dziś dzielnicę Mysłowic). Uczył się pilnie w szkole salezjańskiej najpierw na miejscu, potem pojechał aż do Włoch na nauki. W wieku 15 lat wstąpił do zgromadzenia księży salezjanów, rok później złożył śluby zakonne, a studia na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim zakończył jako dziewiętnastolatek. Święcenia kapłańskie przyjął mając lat 24 i zaczął piąć się w górę: od posady nauczyciela u salezjanów, przez biskupa diecezjalnego w Katowicach, aż do prymasa Polski, którym został w wieku 45 lat.

Karol urodził się w Warszawie, ale nie wiemy, w którym roku. W 1915 wyjechał z Warszawy do Piotrogrodu. Nie mogąc wrócić do zajętego przez Niemców rodzinnego miasta, przeniósł się do Moskwy, gdzie pracował przy produkcji onuc dla wojska. Wyjechał na Daleki Wschód w poszukiwaniu bawełny. Przemierzył Syberię, Mandżurię, Japonię. Nawiązał kontakt z firmami japońskimi, organizował punkty tranzytowe w Irkucku i Chabarowsku. Wybuch rewolucji lutowej, a potem przewrót bolszewicki pokrzyżowały mu plany handlowe. W 1919 roku udało się mu wydostać z Rosji i przez Chiny, Koreę, Japonię, Hawaje trafił do San Francisco. Na trasie jego dalszej wędrówki była Kalifornia, Teksas, kanion Kolorado, Meksyk, Chicago, Nowy Jork. Stamtąd popłynął do Anglii. Przez Ostendę i Berlin dotarł w końcu do Warszawy. Przed wojną pracował jako technik dentystyczny. W 1929 roku urodził mu się syn Paweł.

August 14 września 1939 roku opuścił swoją owczarnię i jako pasterz bez stada przekroczył granicę Polski i znalazł się w Rumunii. Tam o mało nie został polskim prezydentem, oferowano mu też stanowisko premiera, ale zaszczytu tego nie przyjął. Już 19 września znalazł się w Watykanie. Z Półwyspu Apenińskiego przeniósł się w czerwcu 1940 roku do Lourdes, gdzie Matka Boska przemówiła do córki młynarza w miejscowym dialekcie: «Que soy era Immaculada councepciou». 6 kwietnia 1943 roku pod nadzorem policyjnym pojechał do Hautecombe koło Aix-les-Bains — uzdrowiska w Sabaudii nad jeziorem Bourdet. Za trzynaście dni wybuchło powstanie w getcie warszawskim.

W czasie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w getcie warszawskim Karol stracił ukochanego syna. 18 sierpnia 1942 roku 13-letni chłopiec podczas selekcji w szopie Toebbensa został zabrany na Umschlagplatz i wywieziony do Treblinki. Karol był zatrudniony w szopie szczotkarzy na Świętojerskiej. 15 lutego 1943 roku w okolicy ogrodu Krasińskich przedostał się przez mur na stronę aryjską. Wraz z żoną, która wyszła z getta parę dni wcześniej, znalazł schronienie na Pradze. Tam — spoglądając zza Wisły na płonące getto — zaczął spisywać pamiętnik.

Oto biografie paralelne: Augusta Hlonda — kardynała i prymasa oraz Karola Rotgebera — technika dentystycznego. Dlaczego je zestawiam? 29 kwietnia 1943 roku Karol Rotgeber, patrząc na łuny płonącego getta, pisze list do „Do Jego Eminencji Arcybiskupa Ziem Polskich”. Jest to krzyk rozpaczy, a jednocześnie nadziei:

Cóż Ty Ojcze Wielebny! Czy puszcza jest naokoło? Czy nie słychać żadnego głosu, jęku? (…) Czy nie nałożył Zbawiciel na Ciebie Ojcze Wielebny, jako Słudze Jego, obowiązku podniesienia głosu potężnego, świadka zbrodni niesłychanej, ohydnej! Cóż powie Zbawiciel? (…) I Ty Ojcze Wielebny, Sługo Boży — milczysz? Cicho siedzisz, spędzając w spokoju dni żywota swego. (…) Jako Pasterz Boży, zechciej może wezwać wiernych do podania dłoni resztkom swych współobywateli, aby mogli wytrwać, czy to po tej lub tamtej stronie murów. Czekamy więc.

Dalsze losy Karola Rotgebera nie są znane, nie wiadomo też, w jaki sposób jego pamiętnik trafił do archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (sygn. 302/48). Dalsze losy Augusta Hlonda są dobrze znane. Z Rzymu wrócił w lipcu 1945 roku do Poznania. Przeniósł stolicę prymasowską do Warszawy. Zajął się intensywnie powrotem Kościoła katolickiego na Ziemie Odzyskane. 8 września 1946 roku w Częstochowie ogłosił Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi. Według hagiografów „padł jak żołnierz na posterunku niespodziewanie i w pełni swej działalności i walki o Chrystusowe jutro w Narodzie polskim”. Podobno wierzył głęboko, że „Pan Bóg wciągnie go przemocą za uszy do nieba”. Zmarł 22 października 1948 roku, a jego ciało złożono w ruinach warszawskiej katedry. W 1992 roku archidiecezja warszawska rozpoczęła proces beatyfikacyjny Augusta, syna dróżnika. Jest już ogłoszony Sługą Bożym Kościoła Katolickiego.

***

O co modlili się wierni w 1941 roku? Dr Adam Puławski, historyk Zagłady z Lublina, udostępnił mi niezwykły dokument pochodzący z archiwum miejskiego w Chełmie: Intencje Apostolstwa Modlitwy na rok 1941. Coś niebywałego – przez cały 1941 rok wierni nie modlą się w ogóle o pokój! Nie ma takiej intencji! Słowo pokój tam nie pada! Jesteśmy w środku najkrwawszej wojny w dziejach, a katolicy mają się modlić o to, „aby na całym świecie zakwitła akcja misyjna” (styczeń); „ażeby poganie, wyznający pierwotne religie, poznali religię prawdziwą” (luty); „aby życie parafialne wszędzie kwitnęło” (kwiecień); „aby szintoiści w Japonii nawrócili się do prawdziwej wiary” (czerwiec); „aby Mahometanie nawrócili się” (lipiec); „aby laicyści i bezbożnicy na misjach się nawrócili” (sierpień); „abyś podróżującym na morzu i kapelanom morskim błogosławić raczył” (listopad). No i intencja na październik 1941 roku: „aby naród żydowski się nawrócił”. Okazuje się zatem, że według Kościoła katolickiego w Polsce okupowanej (świadczy o tym cytowany dokument) najważniejszą wówczas sprawą dla Żydów było nawrócenie się. I o to katolicy mieli zanosić modły do Boga. O nawrócenie Żydów!

Cały naród ratuje swoich Żydów

A co się wtedy działo w okupowanej przez Niemców Europie z Żydami? W październiku 1941 roku zaczynają się deportacje z Niemiec, Austrii, Czech. Do getta łódzkiego przyjeżdżają Żydzi z Berlina, Wiednia, Hamburga, Kolonii i Pragi. Wśród nich siostry Franza Kafki Valeria Pollakowa i Gabriela Hermannowa (wywiezione potem na zagładę do Chełmna nad Nerem). Co jeszcze działo się w tym czasie? 15 października 1941 roku Heinrich Himmler polecił generałowi SS Odilo Globocnikowi, szefowi SS i policji w dystrykcie lubelskim, opracowanie planu tzw. Akcji Reinhardt — czyli zagłady Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Co jeszcze? 29 października 1941 roku SS i policja wraz z litewskim oddziałem pomocniczym zamordowały 9200 Żydów z getta kowieńskiego w tzw. IX Forcie na obrzeżach Kowna. Co jeszcze? Ach, w październiku 1941 roku Dom Sierot Korczaka jest zmuszony do przeniesienia się ze swojej pierwszej gettowej siedziby na Chłodnej 33 do gmachu przy Siennej 16, skąd rano 5 lub 6 sierpnia dzieci i wychowawcy wyruszą na Umschlagplatz.

***

O pewnym dokumencie, który jest wart, by go szerzej poznano. Nosi on tytuł Sprawozdanie kościelne z Polski za czerwiec i połowę lipca 1941-go roku. Tekst nie jest podpisany. Był on przekazany do polskiego rządu emigracyjnego w Londynie prawdopodobnie w drugiej połowie lipca 1941 roku. Zaczyna się od omówienia niemieckich prób pozyskania polskich biskupów do antykomunistycznej krucjaty – jednoznacznie odrzuconych przez hierarchię kościelną. Autor przedstawia następnie przykłady represji wobec polskiego duchowieństwa katolickiego, zarówno księży, jak i zakonnic. Głównym jednak celem dokumentu jest nakreślenie wizji przyszłej Polski. Autor żywi nadzieję, że z wojennego chaosu wyłoni się Polska „naprawdę i gruntownie katolicka”, a na jej czele stanie „jeden dzielny i mądry człowiek, a przy tym wybitny katolik”. Kościół w Polsce można wzmocnić po pierwsze – przez zaprowadzenie „prawdziwie katolickiego Rządu, który by wszedł naprawdę w potrzeby ludu i zastosował konieczne reformy ekonomiczne i oświatowe”; po drugie – dzięki ogromnej pracy „nad podniesieniem poziomu duchowieństwa”; po trzecie wreszcie – niezbędne jest to, co autor nazywa „palącą potrzebą rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Autor żywi nadzieję, że z wojennego chaosu wyłoni się Polska „naprawdę i gruntownie katolicka”, a na jej czele stanie „jeden dzielny i mądry człowiek, a przy tym wybitny katolik”.

Żydzi bowiem przynoszą „całemu naszemu życiu religijnemu i narodowemu nieobliczalne szkody”, są „promotorami korupcji i przekupstwa”, „wysysają naród ekonomicznie”, stanowią pasożytujący, niebezpieczny, demoralizujący żywioł, przed którym trzeba się bronić. Ratunkiem jest pozbycie się Żydów z Polski. Te rzeczy powtarzane były w okresie międzywojennym po wielokroć. Wszystko to jednak zabrzmi inaczej, jeśli czytając ten dokument dziś, uświadomimy sobie, że posuwające się na wschód za wojskiem niemieckim oddziały Einsatzgruppen rozpoczęły już w czerwcu 1941 roku masowe mordy na Żydach i komunistach, że w Białymstoku między 27 czerwca a 13 lipca na skutek pogromów i egzekucji zginęło z górą 5 tysięcy Żydów, że w lipcu zaczęły się masowe egzekucje Żydów w Ponarach pod Wilnem.

W Sprawozdaniu kościelnym… nie ma żadnych konkretnych informacji o trwających od początku okupacji prześladowaniach Żydów. Znajdziemy natomiast osobliwą interpretację działania „Opatrzności Bożej”. Cytuję: „Co do sprawy żydowskiej – trzeba to uważać za osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej, że Niemcy, obok mnóstwa krzywd, jakie wyrządzili i wyrządzają naszemu krajowi, pod tym jednym względem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa z pod żydowskiej plagi i wytknęli nam drogę, którą, mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy. Jest to wyraźne zrządzenie Boże, że sami okupanci przyłożyli rękę do rozwiązania tej palącej kwestii, bo sam naród polski miękki i niesystematyczny, nigdy nie byłby się zdobył na energiczne kroki, w tej sprawie niezbędne”.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

Bardzo podobne poglądy i bliźniacze wręcz sformułowania odnajdziemy w innych tekstach z okresu okupacji, reprezentujących nurt narodowo-katolicki. Nie można jednak zamykać oczu na znaczące różnice. Wspólne jest rozpoznanie Żyda jako wroga. Taką ocenę podtrzymuje też Zofia Kossak-Szczucka w odezwie Protest! wydanej w sierpniu 1942 roku przez Front Odrodzenia Polski w obliczu trwającej w getcie warszawskim Wielkiej Akcji Likwidacyjnej, ale dopowiada w niej znamienne zdanie: „Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni”. Do takiej konkluzji kościelny sprawozdawca się nie posunął.

***

Tadeusz Puder urodził się w rodzinie żydowskiej, po śmierci ojca w wieku 14 lat przeszedł wraz z matką i dwoma braćmi na katolicyzm, a w 1932 roku otrzymał świecenia kapłańskie (katechumenat odbywał w Laskach). W 1938 roku, w wieku 30 lat, został rektorem kościoła św. Jacka przy ul. Freta, na miejsce ks. Stanisława Trzeciaka, który został przeniesiony do parafii św. Antoniego na Senatorskiej. Ks. Trzeciak — jeden z najwybitniejszych przedwojennych „żydoznawców”, apologeta hitlerowskiej polityki wobec Żydów — głosił Słowo Boże w swojej wersji bez skrępowania. W rozprawie Mesjanizm a kwestia żydowska (1934) twierdził między innymi, że „Hitler w stosunku do Żydów nic nowego nie podaje, jak tylko czerpie wzory z Talmudu i te same prawa, jakie mieli Żydzi dla gojów, zastosowuje dla nich, tylko w łagodniejszej formie. (…) Nie Hitler zatem, lecz Talmud prześladuje Żydów”. W książce Program światowej polityki żydowskiej. Konspiracja i dekonspiracja (1936) żarliwie bronił autentyczności Protokołów Mędrców Syjonu. Ostatnie dzieło ks. Trzeciaka, wydane w Warszawie w 1939 roku, pt. Talmud o gojach a kwestia żydowska, zostało z całym pietyzmem wznowione w 2004 roku przez oficynę wydawniczą „Ostoja” w Krzeszowicach.

Ks. Stanisław Trzeciak przy pracy. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 1-A-747, Domena publiczna, wikimedia commons

W niedzielę 3 lipca 1938 roku księdza Pudra, idącego na ambonę w kościele św. Jacka, aby wygłosić kazanie, napadł czeladnik szewski Rafał Michalski. Spoliczkował ubranego w szaty liturgiczne księdza, uderzając go dwa razy w twarz i krzycząc: „To jest Żyd!”. Wiadomość ta obiegła pierwsze strony poniedziałkowych gazet, które pisały o „świętokradczej napaści na kapłana w kościele”.

W czasie okupacji panowało przeświadczenie, że ks. Puder przebywa w getcie i pełni tam obowiązki duszpasterskie (pisał tak sam Ringelblum). Jednak jego obecność w getcie jest tylko legendą. Abp Stanisław Gall, wikariusz generalny archidiecezji warszawskiej, chcąc ratować ks. Pudra, który miał „zły wygląd”, przeniósł go już 21 listopada 1939 roku do Białołęki pod Warszawą jako kapelana przy kaplicy Zgromadzenia Sióstr Rodziny Marii, które prowadziły tam dom dziecka zwany „Bożyczynem”. Sam ukrywając się w „Bożyczynie”, pomagał Puder w ratowaniu dzieci żydowskich. W kwietniu 1941 roku na skutek donosu (są wiarygodne relacje, że zdradził go ks. Trzeciak) został aresztowany przez gestapo. Dzięki zabiegom sióstr i grona przyjaciół udało się go umieścić w pozostającym pod kontrolą gestapo szpitalu św. Zofii przy Żelaznej – tuż przy murze getta i dokładnie naprzeciw domu ss. Rodziny Marii. Na początku listopada 1942 roku zorganizowano jego ucieczkę. Jedni twierdzą, że ks. Puder opuścił się na powiązanych prześcieradłach ze szpitalnego okna i uciekł w pojemniku ze śmieciami, inni – że po karkołomnym zejściu po prześcieradłach na podwórko odjechał na zawczasu przygotowanej furze z węglem. W rzeczywistości ks. Puder wyskoczył przez okno z parteru i wyjechał ze szpitalnego podwórka na wozie węglarskim przebrany za woźnicę. Początkowo ukrywał się u matki w Warszawie, potem wrócił do domu sióstr w Białołęce. Zagrożony cały czas dekonspiracją, przebierając się w habit lub chowając w szafie podczas najść gestapo, dotrwał do wybuchu powstania warszawskiego. 18 września 1944 roku Niemcy wygnali wszystkich do Płud, gdzie siostry prowadziły dom wychowawczy dla dziewcząt. Tam doczekał wyzwolenia. 23 stycznia 1945 roku nad ranem na zasypanej gruzem ulicy Hożej przejechała go sowiecka ciężarówka wojskowa. Po czterech dniach zmarł w szpitalu na Pradze i został pochowany na cmentarzu Bródnowskim.

***

O tym, czym zajmował się Kościół katolicki w ostatnich dniach okupacji niemieckiej w Lublinie. Dr hab. Adam Kopciowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie podsunął mi skan pewnego artykułu. Oto gadzinówka „Nowy Głos Lubelski” — istotne ogniwo w hitlerowskim systemie propagandy — wydawana pod egidą oficjalnego koncernu prasowego Generalnego Gubernatorstwa „Zeitungsverlag Krakau–Warschau GmbH”. W numerze z 6 czerwca 1944 r. na s. 3 znajdujemy artykuł o tym, jak to Wehrmacht przekazuje dostojnikom kościelnym uratowane w Kowlu „dobra kultu religijnego”. Z mową dziękczynną występuje ks. dr Józef Kruszyński, koryfeusz międzywojennego żydoznawstwa, autor wielu książek z tej dynamicznie rozwijającej się wówczas dziedziny, w tym dzieł klasycznych jak Niebezpieczeństwo żydowskie (1923) czy Dlaczego występuję przeciwko Żydom (1923). Kruszyński w latach 1925–1933 był rektorem Uniwersytetu Lubelskiego. Na 49 dni przed zajęciem Lublina przez wojska 1 Frontu Białoruskiego ks. Kruszyński dziękuje gubernatorowi dystryktu lubelskiego SS-Gruppenführerowi Wendlerowi. Mówi: „Cieszę się również, że w Pańskim Dystrykcie, Panie Gubernatorze Dr Wendler, dobra te zostały przechowane i nam przekazane. Właśnie Pan okazuje od samego początku swego urzędowania w Lublinie dużo zrozumienia i poparcia dla Kościoła”. Kończąc, były rektor KUL podziękował raz jeszcze „z najgłębszego serca”. 5 czerwca 1945 Senat uczelni wybrał go honorowym profesorem Wydziału Teologicznego.

Rzeczpospolita Kowalskich, czyli wszechobecni Sprawiedliwi

Muszę w tym miejscu upomnieć się o godną pamięć ks. prof. Kruszyńskiego i bronić go przed jego macierzystą uczelnią. Nie wiem, dlaczego w monumentalnej wielotomowej Encyklopedii Katolickiej wydawanej przez Katolicki Uniwersytet Lubelski (w tomie IX z 2002 roku, kolumny 1389–1390) ani słowem nie wspomniano o jego żydoznawczej profesji? Rozumiem, że mowa dziękczynna dla SS-Gruppenführera Wendlera to drobiazg nie wart wzmianki w haśle encyklopedycznym (autorstwa Zdzisława Kupisińskiego), ale żeby nie zająknąć się słowem na temat tego, z czego ks. prof. Kruszyński był szeroko znany? Uważam to za krzywdzące pominięcie zasług dawnego rektora i honorowego profesora Wydziału Teologicznego KUL.

***

O tym, jak wyglądało odzyskiwanie Ziem Odzyskiwanych dla polskiego Kościoła katolickiego. 19 marca 1945 roku Armia Czerwona zajęła miasto Neustadt (potem Prudnik). Od maja zaczęło się organizowanie polskiej administracji i radykalna polonizacja miasta (wysiedlenia, wymazywanie śladów niemieckich). W sierpniu 1945 roku prymas Polski kard. Hlond mianował księdza Bolesława Kominka (późniejszego metropolitę wrocławskiego i kardynała) administratorem apostolskim Śląska Opolskiego. Kominek mówił biegle po polsku i po niemiecku, urodził się w 1903 roku w dzisiejszym Wodzisławiu Śląskim, chodził do niemieckiej szkoły. Ksiądz Franz Pietsch urodził się w 1894 roku we Wrocławiu, w latach 1935–1945 był proboszczem katolickiej parafii przy kościele św. Michała w Neustadt. Prowadził kronikę parafialną. W czerwcu 1945 roku w Neustadt zjawił się franciszkanin o. Maurycy z diecezji lwowskiej. W sierpniu ks. Pietsch został usunięty z domu parafialnego. W kronice Pietscha czytamy: „zjawiło się 17 ludzi, splądrowali probostwo i krzycząc «20 minut — 25 kilogramów bagażu» wypędzili [wszystkich] na ulicę. (…) Ojciec Maurycy stoi na stanowisku — zresztą nie on jeden, podobnie uważają różni inny polscy duchowni — że bezprawne i wbrew chrześcijańskiemu poczuciu moralności przejęcie niemieckiej własności prywatnej na korzyść Polaka nie jest żadnym grzechem. (…) Wydaje się zatem, że w sumieniu Polaków siódme przykazanie uległo zawieszeniu.(…) Godni zaufania świadkowie obserwowali ojca Maurycego, gdy wychodził z pełnymi torbami z probostwa. (…) [o. Maurycy i jego ludzie] mieszkają w probostwie ewangelickim, rzeczywiście nie mieli żadnych skrupułów i dokładnie splądrowali probostwo. (…) Trudno byłoby uwierzyć, do czego zdolny jest polski ksiądz, jeśli się tego nie przeżyło osobiście. Ojciec Maurycy jest swego rodzaju «polskim księdzem państwowym», który jako polski szowinista jest gorliwym narzędziem wszystkich, którzy nienawidzą Niemców”. Administrator apostolski ks. Kominek wezwał do siebie ks. Pietscha i poinformował, że władze nalegają na usunięcie go z urzędu, ponieważ jest Niemcem, nie zna polskiego i nie złożył jeszcze podania o przyznanie obywatelstwa polskiego. Administrator apostolski poradził ks. Pietschowi, aby wyjechał do Rzeszy, a towarzyszący mu ksiądz dziekan podsumował: „Wszystko to macie, księże proboszczu, do zawdzięczenia waszemu Führerowi”. Wikary z parafii św. Michała ks. Jaschke w listopadzie 1945 roku został pobity na ulicy, „gdyż opaska na ramieniu, którą zobowiązany był nosić jako Niemiec [biała opaska z czarną literą N], nie była widoczna”. Tyle ks. Pietsch, który po wysiedleniu pracował w Kaufbeuren w Bawarii jako katecheta, gdzie zmarł w 1954 roku.

***

Pogrom kielecki 4 lipca 1946 roku stał się okazją do zajęcia stanowiska w „kwestii żydowskiej” przez najwyższych hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce. Biskupi potępili przemoc i przypomnieli o obowiązku miłości bliźniego oraz wzywali do zachowania spokoju. Pozostało jednak zasadnicze pytanie: kto był sprawcą pogromu? Biskupi mieli z tym pewien problem. Z odezwy wydanej już 4 lipca i podpisanej przez wojewodę kieleckiego Wiślicz-Iwańczyka i biskupa Kaczmarka, trudno się zorientować, kto jest sprawcą, a kto ofiarą „nieludzkiego morderstwa”. Wiemy tylko, że „pewne czynniki użyły do niskich celów wprowadzoną w błąd miejscową ludność, w wyniku czego padły liczne ofiary”. Odezwa kurii kieleckiej z 6 lipca pogrom nazwała „krwawym dramatem”, „splotem wypadków”, „smutnymi zajściami”, „tragicznymi i godnymi politowania wypadkami”. W odczytanym w kościołach komunikacie kurii kieleckiej z 7 lipca, podobnie jak w poprzednich dokumentach, nie pojawiło się słowo „Żyd”, przypomniano w nim natomiast o miłości bliźniego i obowiązku poszanowania życia i zdrowia.

Prymas Hlond zwlekał cały tydzień z wydaniem oświadczenia. Potraktował w nim pogrom jako jedno ze „starć orężnych na bojowym froncie politycznym w Polsce”, gdzie ginie więcej Polaków niż Żydów. Z wysokości swego urzędu, jak też zapewne z własnych doświadczeń nabytych w podalpejskim uzdrowisku w Hautecombe koło Aix-les-Bains pisał o powszechnej pomocy niesionej w czasie okupacji Żydom przez Polaków, w tym również księży. Wyraził też nadzieję, że „sprawa żydowska” znajdzie wreszcie „swe właściwe załatwienie”.

Jedynie biskup częstochowski Teodor Kubina wydał 7 lipca odezwę, podpisaną również przez miejscowe władze cywilne, w której jednoznacznie i bez ogródek potępił pogrom kielecki, nie kamuflując faktów, sprawców i ofiar, lecz nazywając rzeczy po imieniu. „W Kielcach dokonano zbrodni masowego mordu na osobach obywateli polskich narodowości żydowskiej (…), którzy przeżyli piekło okupacji niemieckiej, patrzyli na śmierć i męczarnie swoich najbliższych i sami uniknęli śmierci z rąk okupanta nie bez pomocy polskiego społeczeństwa chrześcijańskiego”. Próżno szukać w kościelnych enuncjacjach z tego czasu takiej konkretności, a zarazem empatii. Bp Kubina oświadczył stanowczo: „Wszelkie twierdzenia o istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem”. Takiej pewności nie miał już biskup lubelski Stefan Wyszyński, który wobec delegacji Centralnego Komitetu Żydów Polskich, zabiegającej u niego o publiczne napiętnowanie antysemickich wystąpień, wzniecanych często jako reakcja na rzekomy mord rytualny, nie wykluczył możliwości używania przez Żydów krwi dzieci chrześcijańskich na macę, powołując się przy tym na głośny proces Bejlisa z 1913 roku. Odniesienie tym bardziej absurdalne, że Bejlis został uniewinniony z zarzutów. Biskup Kubina został potępiony na sesji plenarnej Konferencji Episkopatu Polski we wrześniu 1946 roku. Wypowiadający się ex cathedra hierarchowie uznali w dwa miesiące po pogromie kieleckim, że otwarte potępienie tego pogromu, jednoznaczne wskazanie sprawców i ofiar oraz odrzucenie pogłosek o mordzie rytualnym jako fałszu jest „niemożliwe do przyjęcia z zasadniczych założeń myślowych i kanonicznych Kościoła katolickiego”.

Mur z macew

Oficjalną wykładnię stanowiska Kościoła katolickiego wobec pogromu znajdujemy w tzw. memoriale biskupa Kaczmarka, zredagowanym na jego polecenie przez zespół pod przewodnictwem ks. Mieczysława Żywczyńskiego. Elaborat ten posługuje się kłamstwem, insynuacją i nakłania do nienawiści. Żydzi nie przestają być wrogami. Pomimo Zagłady wciąż jest ich za dużo, wciąż się wszędzie panoszą. „Żydów jest pełno w ministerstwach, na placówkach zagranicznych, w fabrykach, urzędach, w wojsku, i to wszystko na stanowiskach głównych, zasadniczych i kierowniczych. Oni kierują prasą rządową, mają w ręku tak surową dziś w Polsce cenzurę, kierują urzędami bezpieczeństwa, dokonują aresztowań”. Wobec takiej żydowskiej agresji i okupacji, Polakom pozostaje samoobrona.

„Zajścia kieleckie” okazują się właśnie aktem samoobrony przed Żydami, czyli ekspozyturą znienawidzonego przez Polaków komunizmu i bolszewizmu, sowieckimi emisariuszami rozsiewającymi miazmaty, które zatruwają zdrową duszę katolickiego narodu. A przecież Polacy ocalili tak wielu Żydów.

W tak nakreślonym kontekście społeczno-politycznym „zajścia kieleckie” okazują się właśnie aktem samoobrony przed Żydami, czyli ekspozyturą znienawidzonego przez Polaków komunizmu i bolszewizmu, sowieckimi emisariuszami rozsiewającymi miazmaty, które zatruwają zdrową duszę katolickiego narodu. A przecież Polacy ocalili tak wielu Żydów. Ale Żydzi kąsają polską rękę, za ratowanie życia odpłacają bolszewizacją Polski. W ten sposób sami są winni „wylewowi nienawiści w formie niesłychanie drastycznej”. Polska jest krajem głęboko katolickim. Katolicyzm jest istotą polskiej tożsamości. Katolik kieruje się obowiązkiem miłości bliźniego i przykazaniem „nie zabijaj”. W pewnych sytuacjach jednak odstąpienie od tej zasady jest — jeśli nie w pełni aprobowane — to przynajmniej dające się zrozumieć i usprawiedliwić. Taką sytuacją jest obrona konieczna przed agresorem zagrażającym samym podstawom duszy narodu. W Kielcach 4 lipca 1946 roku takimi agresorami okazali się Żydzi zamieszkujący dom na ul. Planty 7. „Nasz Dziennik”, określający się jako jedyne pismo codzienne o profilu katolicko-narodowym w Polsce, 4 lipca 2006 roku w całości przedrukował elaborat Kaczmarka. Redakcja najwyraźniej potraktowała ten dokument jako obiektywny i niezafałszowany przekaz prawdy historycznej. I z kościelnym imprimatur.

*

Fragmenty książki, która ukaże się niedługo w Wydawnictwie Czarne.

Korzystałem z następujących źródeł:

J. Cornwell, Papież Hitlera. Tajemnicza historia Piusa XII, przeł. A. Grabowski, Wydawnictwo Vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2014.

D. J. Goldhagen, Niedokończony rozrachunek. Rola Kościoła katolickiego w Holokauście i niedopełniony obowiązek zadośćuczynienia, przeł. H. Jankowska, Sic!, Warszawa 2005.

J. T. Gross, Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008.

J. Leociak, Ratowanie. Opowieści Polaków i Żydów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010 i w artykule

J. Leociak, „Osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej…”. Polska pamięć Zagłady w perspektywie katolicko-narodowej, „Teksty Drugie” 2016, nr 6.

D. Libionka, Polska hierarchia kościelna wobec eksterminacji Żydów – próba krytycznego ujęcia, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, nr 5 (2009).

M. Phayer, Kościół katolicki wobec Holokaustu 1930-1965, przeł. J. Lang, Wydawnictwo Replika / Axis, Zakrzewo-Poznań 2011.

M. Phayer, The German Catholic Church after the Holocaust, „Holocaust and Genocide Studies” 10/2, (Autumn 1996).

F. Pietsch, Przejęcie Neustadt. Kościelna kronika odbierania parafii Niemcom w Prudniku, „Karta” 91/2017.

A. Słomka, Rys biograficzny kardynała A. Hlonda, w: August kardynał Hlond, Na straży sumienia Narodu. Wybór pism i przemówień, Warszawa 1999.

T. Szarota, „Sprawozdanie kościelne z Polski za czerwiec i połowę lipca 1941-go roku”. Próba analizy dokumentu, w tegoż: Karuzela na placu Krasińskich. Studia i szkice z lat wojny i okupacji, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2007.

B. Szaynok, Pogrom Żydów w Kielcach 4 lipca 1946, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1992.

Tekst encykliki „Humani generis unitas” cytuję za: G. Passelecq, B. Suchecky, The Hidden Encyclical of Pius XI (New York 1997), Harvest Books, 1998.

Odezwę biskupa Kubiny i memoriał biskupa Kaczmarka cytuję za „Gazeta Wyborcza – Świąteczna” z 1–2 marca 2008.

 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Powyższe i inne teksty tego rodzaju powinny zostać wydrukowane w formie książkowej. Do tego warto dołączyć artykuły z polskojęzycznej prasy katolickiej z okresu przedwojennego i z czasów wojny . Tak ku pamięci i przestrodze.

Nacjonalizmsmierdzi

Gdzie jest Ciompa? Czekamy na komentarz naczelnego katolika na forum KP, osobiście nie mogę się wprost doczekać tej orgii hipokryzji tłumaczącej, jak to autor upraszcza, manipuluje, a wogle katolicy do niegodziwości nie są zdolni. Odezwie się Pan, Panie Piotrze.

Więc się odzywam. Tobie jednak to szacunku nie przysporzy, ani w oczach uczciwych czytelników tego portalu, ani jeśli masz wyrobione sumienie w swoich własnych, że anonimowo stawiasz innym zarzuty. Jesteś jak kibol, który bezinteresownie opluł mnie kiedyś z odjeżdżającego pociągu. Dopóki nie znajdziesz mojego komentarza, w którym utrzymuję, że "katolicy do niegodziwości nie są zdolni" jesteś dowodem na nieuczciwość krytyków Kościoła i tym samym osłabiasz wiarygodność nawet prawdziwych informacji o antysemityzmie niektórych/wielu katolików.

Nie mam zarzutu wobec fragmentu książki. By być wiarygodnym polemistą musiałbym jak autor studiować historię tamtego okresu. Są „prawicowi” historycy, którzy oceniają postawę Kościoła wobec Żydów w czasie wojny inaczej niż Jacek Leociak, odwołując się do innego zestawu faktów. Wielu spierających się historyków instrumentalnie traktuje prawdę, która ma legitymizować lub delegitymizować współczesny Kościół jako wpływowego gracza politycznego tu i teraz. Z pewnością są historycy uczciwi, którzy nie pomijają faktów niekorzystnych dla swoich aktualnych wyborów politycznych (jak to czyniły obie strony ws. historii rodziny Ulmów wymordowanej za ratowanie Żydów – od obu stron dowiadywałem się o faktach niewygodnych dla adwersarzy, którzy przyłapani na przemilczeniu tych faktów nie zaprzeczali im, a starali się w dalszej polemice korzystnie zinterpretować je tak, by potwierdzały generalną linię). Nie wiem jednak, jak bez ogromnego wysiłku rozpoznać badaczy służących po trochu innej sprawie niż prawda. Intuicja mówi mi, że najmniejsze prawdopodobieństwo znalezienia ich mamy pośród publicystów popularnych tygodników i portali zaangażowanych politycznie, prowadzących „politykę historyczną”, wszystko jedno, prawicową czy lewicową.

Bardziej niż Autora (którego światopoglądu nie znam) czepnę się redakcji portalu deklarującej lewicowość. Co jest charakterystyczne dla człowieka, który głęboko żyje wartościami lewicy? M.in. to, że osoby, które popełniają zło człowiek lewicy stara się jeśli nie usprawiedliwiać, to rozumieć. Owszem, wali w oczy prawdę choćby najbrutalniejszą (ale i tu są granice – filozof prof.B.Łagowski postawił kiedyś w tytule jednej ze swoich książek pytanie „Co jest ważniejsze od prawdy?”), ale przy każdym takim zarzucie przywołuje argumenty łagodzące ocenę człowieka, nawet swojego przeciwnika. To jest humanizm. Jak radził inny mędrzec, uczciwy krytyk bierze stanowisko przeciwnika i oczyszcza je ze słabości, uzupełnia o argumentację, którą przeciwnik przeoczył i dopiero wtedy ocenia. To samo da się zastosować do oceny życiorysów. Zamieszczanie tekstu, który gorliwie potępia innych ludzi, zwłaszcza tych, którzy być może działali w zagrożeniu życia pokazuje, że mają jeszcze jakąś drogę do przejścia przed sobą nim przypisywanie sobie lewicowości będzie dobrze ugruntowane. Frajda z tego, że drugi człowiek jest zły jest nie lewicowa.

Nacjonalizmsmierdzi

Że katolicy nie są zdolni do niegodziwości, jest to oczywiście retoryczna przesada, uzasadniona zarówno formą dyskusji, jak i Pańską skrajną stronniczością w każdej praktycznie sprawie, w jakiej łaskawy jest Pan zabierać na tych łamach głos.
Komentujemy tekst ukazujący uwikłanie przedwojennych episkopatów w antysemityzm, w odpowiedzi zaś zostaje nam zaserwowana ta sama kazuistyka, co w komencie do tekstu o Rwandzie. "By być wiarygodnym polemistą, musiałbym studiować historię tamtego okresu." "Wielu spierających się historyków instrumentalnie traktuje prawdę."
Czy hierachia katolicka mogła utudnić przeprowadzenie Zagłady? Czy to zrobiła? Czy hierarchia katolicka dziś w ogóle zaprząta sobie tym głowę?
Może właśnie o tym powinien Pan pomedytować, miast bezczelnie pouczać bliźniego o naturze humanizmu i lewicowości.

Dariusz Grzybek

Pan Piotr Ciompa został nieelegancko wywołany do głosu, starał się odpowiedzieć w sposób kulturalny. Co świadczy o klasie człowieka. Stąd trochę mi przykro, że napiszę krytyczny komentarz do jego wypowiedzi, robię to jednak pod własnym nazwiskiem. Niestety wśród najinteligentniejszych nawet katolików jest tendencja do przemilczania antyżydowskiego stanowiska jakie przez wieki zajmował Kościół. Zajmowałem się nieco tą sprawą, w kwartalniku "Studia Historyczne" z roku 2015 (nr 2) można znaleźć mój tekst na temat antyżydowskiej postawy krakowskich jezuitów, wydających wpływowy swego czasu "Przegląd Powszechny". Właśnie z tego środowiska wywodził się wspomniany przez prof. Leociaka generał jezuitów Włodzimierz Ledóchowski, sprawujący ten urząd w latach 1915 - 1942. Powiedziałbym, że przed Wojtyłą nikt z Polaków tak wysoko nie zaszedł w Kościele. Próżno by jednak szukać jakiejś polskiej biografii księdza generała (choć jest kilku jezuitów historyków). O roli jaką Ledóchowski odegrał w torpedowaniu prac nad encykliką "Humani generis unitas" można natomiast przeczytać w arcyciekawej książce Davida Kertzera "Papież i Mussolini".
Antyżydowskie stanowisko duchownych katolickich XX w. nie było niestety stanowiskiem "niektórych" lub "wielu", wynikało z wypracowanej w starożytności doktryny, zgodnie z którą Żydzi odrzucając Chrystusa stali się narodem wyklętym, na którym ciąży zbiorowa wina za "bogobójstwo" (tu polecam przestudiowanie antyżydowskich kazań Jana Chryzostoma). W swoich badaniach problemu natknąłem się na duchownych katolickich zjadliwie antyżydowskich, duchownych umiarkowanie antyżydowskich, duchownych nie wypowiadających się w "kwestii żydowskiej". Jednak przed zagładą Żydów nie znalazł się w Polsce ani jeden duchowny, który antyżydowski dyskurs by zakwestionował. Nawet po zagładzie refleksja wśród duchownych przyszła późno. Tymczasem jest o czym myśleć, w dyskursie chrześcijańskim przez stulecia Żydzi byli przedstawiani jako nosiciele zła. Od czasu do czasu prowadziło to do zbrodni, pierwsze wielkie pogromy w Niemczech miały miejsce w roku 1096. Zagłada Żydów była wielką moralną klęską chrześcijaństwa, wszyscy mordercy byli ochrzczeni. Z tego Hitler, Himmler i Goebbels i wielu, bardzo wielu innych w Kościele Katolickim.

Prof. Krzysztof Jasiewicz, historyk, znawca dziejów ziem polskich pod okupacją sowiecką, tak w wywiadzie dla pisma „Uważam Rze Historia” mówił o zachowaniu Żydów – bądź co bądź obywateli ówczesnej II RP – po 17 września 1939 roku, czyli wkroczeniu wojsk sowieckich:
Kolaboracja Żydów z Sowietami podczas ich agresji we wrześniu 1939 roku miała charakter masowy. Armię Czerwoną witały tłumy, całe miasteczka żydowskie. Nie jest prawdą, że entuzjazm, z jakim przyjmowano bolszewików, okazywała jedynie biedota – wychodzili też żydowscy adwokaci, lekarze, ludzie zamożni. Ograniczanie prosowieckich postaw jedynie do młodzieży komunistycznej, która jakoby nie miała już nic wspólnego z żydostwem, jest również uporczywie rozpowszechnianym stereotypem, nieodpowiadającym niestety rzeczywistości. Dla tych ludzi nadal liczyły się głównie więzy krwi, a nie to, czy stosowali się bądź nie stosowali się do nakazów tradycji judaistycznej. Było to i jest charakterystyczne dla społeczności żydowskiej.
Żydowscy historycy są również impregnowani na fakty licznego uczestnictwa Żydów w eksterminacji elit narodowych i sił niepodległościowych, jakiej dokonywali po 1939 i 1940 roku Sowieci. Dotknęła ona nie tylko Polaków, ale także Litwinów, Łotyszy, Estończyków, Ukraińców i Białorusinów.
Żydzi, którzy tworzyli milicje pomagające Sowietom aż do 1941 roku, brali przede wszystkim udział we wszystkich deportacjach. Wskazywali miejsca pobytu osób wyznaczonych do wywózki, konwojowali złapanych na ulicach, pilnowali w wagonach. Tropili też wszystkich, którzy nie podobali się władzy sowieckiej, a zwłaszcza urzędników i funkcjonariuszy państwowych RP. Podejrzewam, że ponad połowa policjantów z obozu w Ostaszkowie i z innych więzień (na przykład ze znanej tzw. listy ukraińskiej), zamordowanych wiosną 1940 roku, została przez nich wskazana i z ich winy ujęta. Dowiedzione jest, że konwojowali oni również marsz śmierci z Berezwecza w czerwcu 1941 roku, kiedy po ataku Niemiec Sowieci pędzili więźniów na Wschód.

Trochę kiepskie źródło informacji sobie wybrałeś. Bo to gazeta (jak jej emanacje) która postawiła sobie za zadanie podsycanie fobii.

Tak, te fakty naprawdę pozwalają zrozumieć/wytłumaczyć postawę Kościoła wobec Żydów. Po co jakieś sobory i encykliki - lepiej Jasiewiczem wyjaśniać.

Nie podoba się Jasiewicz? To może zakonnica będzie lepsza?

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939 – 1954)”, sporządzoną przez siostrę Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1995). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20 – 22.06.1941 roku:

20 czerwiec.
Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich. Żydzi za to i Sowieci tryumfują. Nie da się opisać co przeżywają Polacy. Stan beznadziejny. A Żydzi i Sowieci cieszą się głośno i odgrażają, że niedługo wszystkich Polaków wywiozą. I można się było tego spodziewać, gdyż cały dzień 20 czerwca i następny 21 czerwca wieźli ludzi bez przerwy na stację. (…) I na prawdę Bóg wejrzał na nasze łzy i krew.
22 czerwiec.
Bardzo wczesnym rankiem dał się słyszeć warkot samolotów i od czasu do czasu huk rozrywających się bomb nad miastem. (…) Kilka bomb niemieckich spadło na ważniejsze placówki sowieckie. Zrobił się niesłychany popłoch wśród Sowietów. Zaczęli bezładnie uciekać. Polacy cieszyli się bardzo. Każdy huk rozrywającej się bomby napełniał dusze niewypowiedzianą radością. Za kilka godzin nie było w mieście ani jednego Sowieta, Żydzi pochowali się gdzieś po suterenach i piwnicach. Przed południem więźniowie opuścili cele. Ludzie na ulicach rzucali się sobie w ramiona i z radości płakali. Sowieci cofali się bez broni, ani jednym strzałem nie odpowiedzieli następującym Niemcom. Wieczorem tego dnia w Łomży nie było ani jednego Sowieta. Sytuacja była jednak nie wyjaśniona – Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli. Następnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w mieście. Ludność cywilna rzuciła się na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie składy, bazy i sklepy sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszło kilku Niemców do miasta – ludność odetchnęła”.

Mi się przypomina fragment dokumentu Arnold, gdzie był przykład Polaka, który po wejściu Sowietów biegał po okolicy i donosił na kogo popadnie, miał ostentacyjnie wpięty portret Stalina do czapki, a gdy pojawili się Niemcy pomagał przy pogromie. Taki uczynny człowiek.

Cytowana relacja poświadcza głównie stan emocjonalny w jakiej znajdowała się mniszka. Nic nie mówi o domniemanych winach Żydów. Propaganda antykomunistyczna przed wojną stawiała znak równości między Żydami a bolszewikami, stąd łączne postrzeganie ludzi należących do odmiennych kategorii. Nb. jeśli rozumiemy zrozumiemy radość ludności polskiej z tego, że w 1941 r. wkroczyli Niemcy, może i zrozumiemy uczucia Żydów, którzy w 1939 woleli Sowietów niż Niemców.

Jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś o sytuacji i postawach Żydów pod okupacją sowiecką polecam książkę prof. Andrzeja Żbikowskiego "U genezy Jedwabnego". Tu wyjaśnię tylko tyle, że legenda o zbrodniczej działalności Żydów pod okupacją sowiecką powstała w podobny sposób jak antyżydowskie legendy w XIV w. Skoro czarna śmierć zabiła połowę mieszkańców, no to jasne było, że Żydzi zatruli studnie. Wynikało to z uprzedniego założenia, że Żydzi są nosicielami zła na świecie, bo zabili Chrystusa etc. etc. Podobnie skoro NKWD przeprowadza masowe aresztowania, no to jasne, że Żydzi donieśli. Łagodnie mówiąc, są bardziej zaawansowane interpretacje polityki Stalina.

Nie wiem jak katolicy mogli się modlić o tzw. nawrócenie żydów, skoro katolicyzm to macka chrześcijaństwa , które z kolei stanowi sektę powstałą na fundamencie judaizmu. To młodsze sekty, odłamy i różne odpadki od nurtu głównego powinny się nawrócić w kierunku zabobonu pierwotnego i wtedy byłby to powrót na "łono matki". Wtedy miałoby to jakiś sens.