Historia

Jednoczenie opozycji, jednoczenie lewicy. Czego uczy nas historia?

Tomasz Borkowski

Historię warto znać dlatego, żeby umieć uniknąć popełnionych kiedyś błędów i żeby potrafić skorzystać z cudzych doświadczeń.

Karol Marks napisał w 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte: „Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa”. Można się spierać na temat poglądów i ocen Marksa w rozmaitych sprawach, wiele z nich sfalsyfikowała historia jeszcze w XIX w. Jednak przytoczone na wstępie stwierdzenie zawsze zaskakiwało mnie swoją niezwykłą trafnością. Próby przebierania się współczesnych w kostiumy wielkich przodków zwykle budzą uśmiech politowania. „Dobra zmiana” jest farsą „sanacji”, a Kaczyński, nawet gdyby założyć mu maciejówkę, pozostanie tylko karykaturą Piłsudskiego.

Jeżeli możemy uznać historię za nauczycielkę życia, to nie dlatego, żeby warto byłoby współcześnie rekonstruować jakiekolwiek przeszłe wydarzenia. Historię warto znać dlatego, żeby umieć uniknąć popełnionych kiedyś błędów i żeby potrafić skorzystać z cudzych doświadczeń.

Wielu publicystów dostrzega analogię miedzy przechodzącą dziś przez Europę falą populistycznej, autorytarnej prawicy a podobnym zjawiskiem w latach 30. Poniżej zajmę się dwoma pomysłami na przeciwstawienie się tej fali – nie po to, żebyśmy któryś mieli w dzisiejszej Polsce zrekonstruować, ale po to, żeby się nad nimi pochylić i wyciągnąć wnioski.

Polska 1930 – Centrolew, czyli przepis na klęskę

W wyborach 1930 r. pięć stronnictw polskiej lewicy i centrum wystawiło wspólną listę pod nazwą Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu, który do historii przeszedł pod nazwą Centrolewu. Aby zrozumieć znaczenie tego wydarzenia, warto się cofnąć o kilka lat. Wybory w 1922 r. określiły kształt polskiego życia politycznego po okresie walki o granice państwa i budowy zrębów jego ustroju. Główną siłą polityczną okazała się endecja, wtedy jeszcze deklarująca przywiązanie do reguł demokracji, ale już wyraźnie sympatyzująca z pomysłami na rządy silnej ręki, niechętna wszelkim reformom społecznym i nowinkom światopoglądowym, za fundament swojej ideologii przyjmująca nacjonalizm i ksenofobię, w tym szczególnie antysemityzm. Po przeciwnej stronie sceny politycznej znaleźli się socjaliści z PPS oraz stronnictwa lewicy ludowej, a także środowisko Józefa Piłsudskiego, który po opuszczeniu stanowiska Naczelnika Państwa zamieszkał w swojej willi w Sulejówku. Piłsudski już w 1914 r. wystąpił z PPS, ale nadal był powszechnie uważany za człowieka lewicy. Miejsce centrum między endecją a lewicą zajęło Polskie Stronnictwo Ludowe „Piast” reprezentujące zamożniejszą część ludności chłopskiej.

Pierwszą próbą sił były wybory prezydenta RP przez parlament. Endecja wystawiła w nich kandydaturę Maurycego Zamoyskiego, który jako arystokrata i wielki obszarnik okazał się niestrawny dla „Piasta”. W efekcie, głosami lewicy, „Piasta” i mniejszości narodowych wybrano Gabriela Narutowicza, co spowodowało po endeckiej stronie wybuch antysemickiej histerii i w konsekwencji pierwszy prezydent RP został zamordowany.

Tuwim szlochał spazmatycznie [śmierć Narutowicza]

czytaj także

Wśród działaczy endecji i „Piasta” nasilało się mimo to przeświadczenie, że tylko koalicja obu tych ugrupowań jest w stanie zbudować trwałą większość. W 1923 roku obie partie zawarły pakt, w którym „Piast” zgodził się na „większość polską”, ograniczenie praw mniejszości narodowych i wzmocnienie pozycji Kościoła w zamian za stanowisko premiera dla przywódcy „Piasta” Wincentego Witosa i zgodę endecji na częściową reformę rolną. Przywódca lewicowej partii PSL „Wyzwolenie” Thugutt powiedział wtedy w sejmie, że Witos mógł być wielkim chłopem, ale „dla mamidła władzy został kiepskim szlachcicem”. Opinie PPS na temat rządu Witosa były jeszcze bardzie radykalne, zwłaszcza że w kraju narastało niezadowolenie spowodowane wysoką inflacją i odmową przez premiera realizacji postulatów pracowniczych. Niedziałkowski z PPS mówił pod adresem rządu Witosa: „Dalsze wasze pozostawanie jest nieszczęściem dla Rzeczypospolitej”, a sędziwy socjalistyczny senator Limanowski wołał: „Iść precz!”.

Eskalacja niezadowolenia doprowadziła do fali zamieszek w południowej Polsce już po pięciu miesiącach istnienia rządu Witosa. Minister spraw wewnętrznych, piastowiec Władysław Kiernik, wysłał wojsko przeciwko protestującym robotnikom, efektem czego było, głównie w Krakowie, 40 zabitych, w tym kilkunastu żołnierzy i oficerów. Po obu stronach było kilkuset rannych. Część żołnierzy nie chciała strzelać do tłumu i pozwoliła się rozbroić. Rząd Witosa został w takim stopniu osłabiony, że upadł kilka tygodni później z powodu sporu o kształt reformy rolnej.

Nastąpił dwuletni okres rządów centrowych, okresowo wspieranych lub co najmniej tolerowanych przez lewicę, których osiągnięciem była reforma skarbu (zwana od nazwiska premiera „reformą Grabskiego”), ale które nie satysfakcjonowały ani prawicy, ani lewicy. Kiedy w kwietniu 1926 r. PPS wycofała się z rządzącej koalicji, odrzucając program równoważenia budżetu kosztem zwiększania obciążeń pracowników, endecja i „Piast” zdecydowały się na powrót do koncepcji rządu koalicyjnego.
Na powołanie nowego rządu Witosa lewica zareagowała furią. Stronnictwa lewicy sejmowej wystąpiły ze wspólnym oświadczeniem: „Rząd p. Witosa […] będzie […] rządem wyzysku mas pracujących, klęsk w polityce zagranicznej, dalszego załamania siły obronnej państwa, zupełnej niemożności odbudowy życia gospodarczego. Stronnictwa lewicy zespolą swoje wysiłki dla wspólnej obrony praw ludu i przyszłości państwa przed zamachami rządów reakcji”. Ton odezwy PPS był jeszcze ostrzejszy: „Krwawy rząd Chjeno-Piasta odrodził się na nowo. Faszyzm stoi u bram. Rząd Witosa jest, zdaniem PPS, zgubą i zakałą Polski, a jego dalsze trwanie to nieustanna prowokacja ludzi uczciwych”. Odezwa kończy się hasłem: „Rząd ten musi zniknąć!”.

Nie ma dowodów na to, że prawica zamierzała wykorzystać rząd Witosa do przeprowadzenia faszystowskiego zamachu stanu (chociaż sympatie do faszyzmu włoskiego były już w jej szeregach widoczne). Nie zmienia to faktu, że lewica powszechnie podejrzewała siły stojące za rządem Witosa o zamiar obalenia demokracji. Pewne podstawy do tych podejrzeń dał sam Witos, zapowiadając w wywiadzie prasowym wprowadzenie rządów silnej ręki. Powiedział: „Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to niech bierze władzę siłą… Ja bym się nie wahał tego zrobić”.

W tej sytuacji lewica entuzjastycznie powitała przewrót majowy, a PPS udzieliła mu bezpośredniego wsparcia, organizując akcję kontrolowanego przez socjalistów związku zawodowego kolejarzy, którzy blokowali transporty wojskowe sił lojalnych wobec rządu Witosa, a przepuszczali oddziały idące w sukurs Piłsudskiemu.

Niezwłocznie po przewrocie CKW PPS wydał oświadczenie, w którym domagał się m.in. postawienia przywódców „Piasta” przed sądem doraźnym. Socjalistyczny „Naprzód” pisał: „Tę bestię, pijaną żądzą krwi, trzeba raz wreszcie poskromić. Kraj cały woła wielkim głosem o sprawiedliwość! Lud woła: pod sąd złodziei i zdrajców! Witosa pod sąd!”.

Piłsudski sromotnie zawiódł nadzieje lewicy. Nie powołał rządu robotniczo-chłopskiego i nie ogłosił natychmiastowych wyborów do Sejmu, które w ówczesnej atmosferze zostałyby z pewnością wygrane przez lewicę. Pod hasłem sanacji – odnowy moralnej – stworzył półautorytarny system rządów i zaczął budować własny obóz polityczny, żerując przy tym na niezwykle silnym w społeczeństwie resentymencie antypartyjnym: ugrupowanie piłsudczyków zostało nazwane przed wyborami 1928 r. Bezpartyjnym Blokiem Współpracy z Rządem (zdumiewająca jest ta trwałość antypartyjnego resentymentu, do dzisiaj widoczna zwłaszcza na lewicy). Piłsudczycy odbierali endecji jej dotychczasową klientelę polityczną, pozyskując kręgi ziemiańskie i przemysłowe, a równocześnie zwolennicy sanacji prowadzili akcję rozłamową i dywersyjną w stronnictwach lewicy i centrum.
Proces przechodzenia lewicy do opozycji odbywał się stopniowo, co wynikało z niechęci do przyznania się do błędu w sprawie zamachu majowego, ale też z obaw przed skutkami akcji rozłamowej. Unikano osobistego atakowania Marszałka, nadal uważanego przez dużą część społeczeństwa za legendarnego przywódcę lewicy. Jeszcze w kampanii wyborczej 1928 r. PPS kategorycznie odrzucała możliwość współpracy z „Piastem”, a jej działaczom łatwiej przychodziło atakowanie Witosa niż BBWR. Witosa nazywano na wiecach wyborczych „prezesem złodziei, oszustów i bandytów, za rządów którego gnębiono robotnika, a gdy upomniał się robotnik o poprawę swego bytu, wtedy Witos i Kiernik wydawali rozkazy strzelania do robotników”.

Sroczyński: Lewica nie może popełnić błędu „ideowej czystości”

Mimo zaangażowania w kampanię wyborczą administracji państwowej BBWR ledwo przekroczył 20% głosów, natomiast socjaliści odnotowali historyczny sukces, uzyskując drugie miejsce i ponad 13% głosów. Łącznie lewica i centrum miały jednak tylko 40% mandatów, a wobec braku możliwości jakiejkolwiek współpracy między lewicą i endecją oraz dystansu przedstawicieli mniejszości narodowych do konfliktów ich niedotyczących nie było możliwości budowy opozycyjnej większości. Natomiast BBWR, bazując na wcześniejszych autorytarnych poprawkach do konstytucji, mógł sprawować rządy mniejszościowe.

Opór przeciwko stopniowemu wprowadzaniu przez sanację rządów autorytarnych zbliżył do siebie stronnictwa lewicy i centrum, które od jesieni 1929 r. zaczęły występować jako koalicja nazywana Centrolewem. W jej skład wchodziły Polska Partia Socjalistyczna, dwie lewicowe partie chłopskie: Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” i Stronnictwo Chłopskie, centrowa Narodowa Partia Robotnicza, Polskie Stronnictwo Ludowe” Piast” oraz Chrześcijańska Demokracja (ChD nie weszła ostatecznie w skład koalicji wyborczej Centrolewu).

Penny: Nie piszę dla lewicy

W czerwcu 1930 r. stronnictwa Centrolewu zwołały w Krakowie Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu. Przyjęta na Kongresie rezolucja zawierała syntetyczny wykład programu Centrolewu:
1. Walkę o usunięcie dyktatury Józefa Piłsudskiego podjęliśmy wszyscy razem i razem ją prowadzimy dalej, aż do zwycięstwa.
2. Tylko rząd zaufania Sejmu i społeczeństwa spotka się z naszym stanowczym poparciem.
3. Na każdą próbę zamachu stanu odpowiemy najbardziej bezwzględnym oporem.
4. Wobec rządu zamachu społeczeństwo będzie wolne od jakichkolwiek obowiązków, a zobowiązania wobec zagranicy nielegalnego rządu nie będą uznane przez Rzeczpospolitą.
5. Na każdą próbę terroru odpowiemy siłą fizyczną.
6. Prezydent Rzeczypospolitej, niepomny swojej przysięgi, stanął otwarcie po stronie dyktatury, przeto winien ze stanowiska prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ustąpić.

Propaganda sanacyjna potępiła Centrolew za obrazę prezydenta i niepatriotyczne odwoływanie się do zagranicy. Wkrótce potem sanacja przystąpiła do natarcia. Na polecenie Piłsudskiego prezydent rozwiązał parlament i ogłosił nowe wybory, a 12 posłów ze wszystkich stronnictw Centrolewu aresztowano i osadzono w twierdzy w Brześciu. Połowę stanowili socjaliści, a wśród pozostałych znaleźli się Witos i Kiernik z „Piasta”. Buńczuczne zapowiedzi gwałtownej reakcji na każdą próbę terroru okazały się mrzonką. Kilkutysięczne wiece i demonstracje zorganizowane przez zjednoczoną opozycję w większych miastach miały charakter raczej niemrawej kampanii wyborczej niż wybuchu ludowego gniewu.

Wybory „brzeskie” zakończyły się miażdżącym zwycięstwem BBWR, które uzyskało prawie 47% głosów i bezwzględną większość w sejmie. Centrolew miał poparcie niespełna 18% wyborców; była to mniej niż połowa głosów uzyskanych przez wszystkie te stronnictwa z osobna w poprzednich wyborach. Historycy wskazują na przyczyny tego stanu rzeczy – atmosferę represji i zastraszenia, wykorzystanie przez sanację administracji państwowej i pieniędzy publicznych oraz unieważnianie głosów i list wyborczych opozycji przez rządowych komisarzy wyborczych. Trzeba jednak przyznać, że gdyby zjednoczona opozycja cieszyła się masowym poparciem, jej wynik musiałby być znacznie lepszy. Mieli tego świadomość również politycy Centrolewu, wielu z nich uznało po wyborach decyzję o wspólnym starcie za błędną.

Dziecięce choroby lewicowości

Wydaje się, że znaczna część elektoratu nie zrozumiała i nie zaakceptowała koalicji stronnictw, które jeszcze niedawno znajdowały się po przeciwnych stronach barykady. Dla wyborców „Piasta” socjaliści byli podejrzanymi prawie-bolszewikami do niedawna opluwającymi ich chłopskiego przywódcę. Dla elektoratu socjalistycznego przywódcy PSL byli prawie-faszystami mającymi na rękach krew robotników. Szeregowym socjalistom bliżej niż do prawicowych ludowców było do „towarzysza Ziuka” – darzonego nadal wielkim autorytetem Piłsudskiego, który zaledwie szesnaście lat wcześniej przewodził PPS.

Hiszpania 1936 – Front Ludowy, nieoczekiwane zwycięstwo

Republika hiszpańska, istniejąca od 1931 r., borykała się od początku z poważnymi wstrząsami politycznymi i społecznymi. Liberalno-lewicowa koalicja rządząca w latach 1931–1933 dała krajowi niezwykle postępową konstytucję i przeprowadziła szereg reform mających na celu ograniczenie wpływów wszechpotężnego Kościoła katolickiego, rozwój świeckiej oświaty i zainicjowanie reformy rolnej – w niektórych częściach Hiszpanii rolnictwo było zdominowane przez olbrzymie latyfundia. Republika była jednak podkopywana przez prawicę wspieraną przez wpływowe kręgi kościelne. Z drugiej strony liczni anarchiści i (słabi jeszcze) komuniści zwalczali republikę jako burżuazyjne państwo, które niezwłocznie należy obalić. Anarchiści uprawiali tzw. gimnastykę rewolucyjną, czyli prowokowanie brutalnych zajść i zamieszek bez liczenia się z ofiarami. Również na lewym skrzydle socjalistów narastało zniecierpliwienie braniem odpowiedzialności za rząd, który nie przeprowadza fundamentalnych reform społecznych.

W 1933 r., po wycofaniu poparcia dla rządu przez Partię Radykalną (prawicowych liberałów), rozpisano wybory, w których znaczący sukces (ale nie bezwzględną większość) osiągnęła prawica. Rządzili radykałowie wspierani przez prawicę, ale Partia Radykalna, dotknięta przez rozłamy i nieustanne afery korupcyjne, musiała oddawać prawicy kolejne pozycje w rządzie. Wobec cofania postępowych reform socjalistyczne związki zawodowe ogłosiły w październiku 1934 r. strajk generalny, na co rząd zareagował stanem wojennym. W Asturii strajk przekształcił się w robotnicze powstanie stłumione przez armię po dwóch tygodniach krwawych walk. W całym kraju aresztowano tysiące socjalistów i republikanów (większość zwolniono po zawieszeniu stanu wojennego w styczniu 1935 r.). Po ostatecznej kompromitacji Partii Radykalnej, która po serii afer korupcyjnych jesienią 1935 r. niemal przestała istnieć, przywódca prawicowej koalicji dążył do przejęcia pełni władzy i zmiany konstytucji zgodnie z dominującym w ówczesnej Europie kierunkiem faszystowskim. Jednak wywodzący się również z prawicy prezydent uznał, że takich zmian nie można dokonywać bez parlamentarnej większości i rozpisał nowe wybory na luty 1936 r.

W odróżnieniu od poprzednich wyborów prawicy nie udało się osiągnąć pełnego połączenia sił. Oddzielnie wystartowała faszystowska Falanga, osiągając zresztą mizerny wynik. Większe znacznie miała fakt, że – pomimo nacisków z Watykanu – nacjonaliści baskijscy odmówili przyłączenia się do prawicy. Do niedawna zaciekle antyrepublikańscy i sprzymierzeni z monarchistami, a pod względem ideowym reprezentujący stanowisko konserwatywno-katolickie, teraz uznali, że nie mają szans na uzyskanie od prawicy autonomicznego statusu Kraju Basków i zbliżyli się do lewicy (co później zaowocowało ich udziałem w wojnie domowej po stronie Republiki). Zjednoczenie prawicy dodatkowo utrudniała bezpardonowa walka między nacjonalistami i monarchistami o miejsca na listach wyborczych.

Szeroka lewicowa koalicja była w największej mierze dziełem przywódcy lewicowych republikanów Manuela Azañi (późniejszego prezydenta Republiki) oraz lidera umiarkowanego skrzydła socjalistów Indalecio Prieto. Inicjatorzy Frontu Ludowego otrzymali zaskakujące wsparcie ze strony komunistów, ugrupowania liczebnie słabego, ale dobrze zorganizowanego. Do niedawna komuniści zwalczali wszystkie inne siły lewicowe jako „socjalfaszystów na usługach burżuazji”. Jednak po spektakularnych klęskach tej polityki w Niemczech i Austrii (gdzie komuniści w znacznej mierze utorowali faszystom drogę do władzy) Stalin nakazał całkowitą zmianę kierunku. Od tej pory komuniści mieli promować sojusze sił antyfaszystowskich, samym prezentując bardzo umiarkowane hasła. Hiszpańscy komuniści byli bezpośrednio sterowani przez wysłanników Kominternu, nie mieli więc problemu z nagłą zmianą orientacji.

Jak na ironię główną przeszkodą w tworzeniu Frontu okazał się radykalizm lewego skrzydła socjalistów. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza była w owym czasie całkowicie sparaliżowana przez konflikt wewnętrzny (co miało później fatalne konsekwencje w okresie poprzedzającym wojnę domową i podczas jej trwania). Umiarkowani socjaliści dominowali w strukturach partyjnych oraz na przemysłowej północy. Radykałowie byli silni wśród robotników rolnych południa, w stolicy, w organizacji młodzieżowej i związkach zawodowych. Napięcie było tak duże, że w dyskusjach wewnątrzpartyjnych używano karabinów. Przywódca radykalnego skrzydła Largo Caballero (późniejszy premier w okresie wojny domowej), rozczarowany zasiadaniem w rządzie republikańskim w latach 1931–1933 i sfrustrowany pobytem w więzieniu po powstaniu w Asturii, głosił program rewolucji społecznej i dyktatury proletariatu. Historycy się spierają, czy faktyczni aspirował do roli hiszpańskiego Lenina, czy też była to z jego strony pozerska tromtadracja. W grudniu 1935 r. umiarkowani socjaliści skłonili Caballero do rezygnacji z przewodnictwa w PSOE, ale w sprawie udziału jego frakcji we Froncie Ludowym musieli skorzystać z pośrednictwa komunistów. Ktoś złośliwy wymyślił wtedy hasło: „Głosując na komunistów, ratujesz Hiszpanię przed marksizmem”.

Kolejnym problemem dla Frontu było stanowisko anarchistów. Odrzucali oni udział w jakichkolwiek instytucjach państwowych i poprzednio zawsze wzywali do bojkotu wyborów. Stanowili przy tym dużą siłę. Jeszcze na początku XX w. niemal dominowali na hiszpańskiej lewicy. Przez lata „gimnastyki rewolucyjnej” i innych tego rodzaju ekscesów zmarnotrawili dużą część tego poparcia, ale w 1936 r. ich wpływy wśród robotników były wciąż niewiele mniejsze niż socjalistów. Tym razem anarchistów przekonał postulat uwolnienia więźniów politycznych, co obiecywał Front Ludowy. W wyniku „gimnastyki rewolucyjnej” podejmowanej przez struktury anarchistyczne ich działacze stanowili znaczącą część więzionych przedstawicieli lewicy. Dlatego nawet radykalni anarchiści tym razem nie wzywali do bojkotu, a umiarkowani otwarcie popierali Front Ludowy.

Ostatecznie w skład Frontu Ludowego weszły następujące ugrupowania:
– Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE);
– Lewica Republikańska (IR) oraz Unia Republikańska (UR) – partie liberalno-demokratyczne o zdecydowanie antyklerykalnym charakterze, postulujące usunięcie pozostałości ustroju monarchiczno-feudalnego i szybką modernizację kraju;
– Lewica Republikańska Katalonii (postępowi nacjonaliści katalońscy) oraz drobniejsze ugrupowania katalońskich nacjonalistów;
– Komunistyczna Partia Hiszpanii (PCE);
– Partia Robotnicza Zjednoczenia Marksistowskiego (POUM) – trockizująca skrajna lewica odrzucająca stalinowski model komunizmu;
– Partia Syndykalistów;
– Nacjonaliści Galicyjscy (ugrupowanie zrzeszające zwolenników autonomii hiszpańskiej Galicji – od konserwatystów, przez liberałów, po lewicę);
– Powszechna Unia Pracujących (UGT) – socjalistyczne związki zawodowe;
– Młodzież Socjalistyczna (JS) – organizacja młodzieżowa partii socjalistycznej.

Program Frontu Ludowego przewidywał:
1. Uwolnienie wszystkich więźniów politycznych, w tym uczestników powstania robotniczego w Asturii, przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach wszystkich pracowników represjonowanych z powodów politycznych.
2. Wprowadzenie autonomicznego statusu regionów hiszpańskich, w tym zwłaszcza przywrócenie autonomii Katalonii.
3. Wprowadzenie niezawisłego sądownictwa, gwarancje poszanowania praw obywatelskich i ściganie wszelkich przypadków nadużywania władzy przez policję.
4. Stopniową reformę rolną, wspieranie przez państwo drobnych dzierżawców i różnych form spółdzielczości w rolnictwie, podwyżkę wynagrodzeń robotników rolnych.
5. Państwową ochronę gospodarki narodowej i interwencję na rzecz jej rozwoju, gwarancje ochrony drobnej przedsiębiorczości, rozwój robót publicznych, reformę podatków, przywrócenie postępowego ustawodawstwa społecznego.
6. „W Republice nie będą panować społeczne lub gospodarcze interesy klasowe, ale ustrój wolności i demokracji”.

Wybory poprzedziła krótkotrwała, ale bardzo ostra kampania wyborcza. Prawica ostrzegała, że zwycięstwo Frontu Ludowego poskutkuje „uzbrojeniem motłochu, paleniem banków i domów prywatnych, dzieleniem własności oraz ziemi, grabieżą i wspólnymi kobietami”. Kościół katolicki, który wraz z właścicielami ziemskimi i wielkimi przedsiębiorcami finansował kampanię prawicy, twierdził, że głos na prawicę jest „głosem na Chrystusa, a wrogowie katolicyzmu pod wpływem oraz kierownictwem światowej konspiracji żydowsko-masońskiej wydali nam wojnę na śmierć i życie”.

Lewica koncentrowała się w kampanii wyborczej na postulatach reformy rolnej, uwolnienia więźniów politycznych i przywrócenia autonomii Katalonii. Na ogół powściągnięto radykalną retorykę, chociaż Largo Caballero nadal wzywał na wiecach do wyeliminowania burżuazji i do rewolucji społecznej.

Wybory przyniosły zwycięstwo Frontowi Ludowemu – kandydaci lewicy otrzymali 4654 tys. głosów, prawica o 150 tys. głosów mniej. Ordynacja wyborcza preferujące duże, zwycięskie ugrupowania dała lewicy blisko dwie trzecie miejsc w Kortezach. Sukces lewicy był zaskakujący, zwłaszcza że nastąpił w kraju zacofanym, konserwatywnym, gdzie w wielu rejonach wiejskich panowały stosunki feudalne, a pozycja duchowieństwa katolickiego i właścicieli latyfundiów była wszechpotężna.

Warto zwrócić uwagę, że program Frontu Ludowego był dość umiarkowany, skoncentrowany na kilku pozytywnych postulatach mających duże społeczne poparcie (reforma rolna, autonomia regionów, uwolnienie więźniów). Partie uczestniczące we Froncie zachowały własną tożsamość i nie wyrzekły się radykalnych elementów swoich programów, ale jednak zrezygnowały z narzucania skrajnych haseł. Antyklerykalni republikanie nie obstawali przy likwidacji zakonów i konfiskacie majątku Kościoła, a lewica społeczna nie upierała się przy nacjonalizacji przemysłu i finansów. Dzięki swojemu umiarkowaniu program Frontu mógł przyciągnąć poparcie również części klas średnich zainteresowanych modernizacją kraju.

***

W dzisiejszej Polsce nie da się zrekonstruować ani Centrolewu, ani Frontu Ludowego. Ale myśląc o jednoczeniu opozycji albo choćby samej lewicy warto mieć na uwadze, że nie zawsze zjednoczenie tworzy wartość dodaną. Jeżeli będziemy jednoczyć ugrupowania do niedawna sobie wrogie i wzajemnie obrzucające się zarzutami, a ich wspólnym mianownikiem będzie wyłącznie sprzeciw wobec aktualnie rządzących, to takie zjednoczenie może przynieść wręcz wynik gorszy niż suma głosów, jakie uzyskiwali z osobna uczestnicy takiej koalicji. Gdyby więc myśleć o wspólnej koalicji młodej lewicy z liberałami z PO lub SLD na bazie haseł anty-PiS-u, to narzuca się nieodparte skojarzenie z losami dawnego Centrolewu.

Z kolei doświadczenie hiszpańskiego Frontu Ludowego uczy, że wspólny program lewicy powinien być oparty na pozytywnych elementach, ważnych i zrozumiałych dla większości społeczeństwa. Uczestnicy koalicji, tworząc taki program, nie muszą się wyrzekać własnej ideowej tożsamości, ale z drugiej strony nie mogą się upierać przy hasłach zbyt radykalnych, mogących skutecznie odstraszyć znaczące grupy społeczne. Wiadomo, że zwykle popieramy jakiś program ze względu na jedną lub kilka najistotniejszych dla nas spraw. Resztę tego programu niejako bierzemy w pakiecie. Hiszpański Front Ludowy był popierany przez zwolenników autonomii regionów albo modernizacji i demokratyzacji kraju, również takich, którzy mieli poglądy społeczne dalekie od lewicy. Niech więc dzisiaj młoda lewica w Polsce spróbuje ułożyć program atrakcyjny również dla „normalsów” nieakceptujących skrajnych haseł.

***

Tomasz Borkowski – niezależny dziennikarz. Przed 1990 r. dziennikarz, działacz opozycji demokratycznej, internowany w stanie wojennym. Emerytowany oficer UOP i ABW. W latach 2011–2015 sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych. Od 2016 r. publikuje artykuły na temat historii oraz służb specjalnych. Sympatyk Partii Razem.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.