Film

Przyjaciele, czyli jak pokochać neoliberalizm i picie kawy cały dzień

Ładną bajkę o Ameryce spełnionych marzeń w Polsce końca lat 90. oglądaliśmy jako opowieść o Ameryce po prostu.

Kiedy w 2010 roku przygotowywaliśmy książkę Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej, napisałam do niej tekst o Przyjaciołach. Serial został niedawno przypomniany przez Netflix i trafił do nowego pokolenia widzów. Wróciły zarzuty, które pojawiały się już wcześniej, i pojawiły się nowe. Cóż, seriale się starzeją, a trochę lat od premiery minęło. W Stanach pierwszy sezon wystartował w 1994 roku, u nas później. Pierwszy raz serial oglądaliśmy z dubbingiem. Później stacje telewizyjne zrezygnują z tego pomysłu. Do Przyjaciół przyzwyczajamy się powoli, ale z czasem serial zyskuje dużą publiczność. Puszczają go Polsat, TVN, TNV7. Amerykanie skończyli nagrywanie nowych odcinków w 2004 roku.

Cieszy mnie dyskusja o Przyjaciołach dziś. Dobrze, że wkurza nas homofobia serialu, śmianie się z otyłości. Mnie wkurzało jeszcze coś innego i o tym właśnie pisałam w naszej książce o serialach. Książka się wyprzedała, więc przypominam tekst o Przyjaciołach na stronie Krytyki Politycznej. Trochę go zmieniłam, ale w sumie niewiele.

Przyjaciele to opowieść o szóstce przyjaciół mieszkających w Nowym Jorku. Trzy dziewczyny, trzech chłopaków – parytetowo. Poznajemy ich, gdy dobiegają trzydziestki. Są więc jeszcze młodzi, piękni, modni (choć przypomnienie sobie dziś pierwszych odcinków pierwszej serii uświadamia, jak bardzo zmienia się trendy i jak szybko z mody wyszła fryzura na tapir). Piękni i modni zostaną do końca. Zawsze będą też mieszkać w ładnych mieszkaniach, zawsze będą chodzić w ładnych ciuchach, zawsze będzie ich stać na siedzenie całymi dniami w kawiarni Central Perk. Dzieci szczęścia – wypadałoby powiedzieć. A przecież serialowi przyjaciele są zwykłymi młodymi Amerykanami z dużego miasta. Jak żyją zwykli ludzie?

Zwykli ludzie zawsze mają gdzie mieszkać. Nawet jeśli uciekną z domu, jak Rachel, spadną na cztery łapy. Znajdą koleżankę w kawiarni, koleżanka przypadkiem będzie miała wolny pokój, w końcu znajdzie się też praca i wszystko się ułoży. Rachel pochodzi z zamożnej rodziny – wychowała się w domu, w którym miała wszystko: karty kredytowe w portfelu, operacje plastyczne w prezencie od rodziców jeszcze w czasach liceum, wakacje na nartach. Ucieczka z domu jest skokiem na głęboką wodę – nie dość, że Rachel musi radzić sobie sama, to jeszcze – jak przekonują ją przyjaciele – powinna natychmiast odciąć się od rodziców, jej źródła finansowania.

Rachel odcina się – tnie swoje karty i postanawia sama zdobyć pieniądze. Nikt jej na to nie przygotował, nie umie nic robić, nie ma żadnego doświadczenia w żadnej branży (poza branżą handlową – umie kupować), zaczyna więc pracę w kawiarni Central Perk. Jest najgorszą kelnerką, jaką znało to miejsce (do czasu, kiedy zaczyna pracować tam Joe – kolejny z przyjaciół). Wiedzą to klienci, wiedzą pracodawcy, mimo to nikt się nie skarży. W kawiarni zostaje tak długo, aż znajdzie coś lepszego. Co? Pracę w swojej branży – sprzedawanie i kupowanie ciuchów. Rachel awansuje w iście amerykańskim stylu od zera do Ralpha Laurena.

Monika – jako dziecko otyła, jako dwudziestolatka szczupła i piękna. Wystarczy chcieć, żeby w rok zrzucić sporą nadwagę. Przynajmniej w Przyjaciołach jest to takie proste. W prawdziwej Ameryce 30 procent dzieci ma nadwagę albo cierpi na otyłość. Problem jest tak duży, że do walki z nim włączyła się Michelle Obama, która nie tylko założyła przy Białym Domu ogródek i uprawiała w nim warzywa, które serwowała później prezydenckim gościom, ale też zachęcała do zmiany stylu życia na stronie internetowej Letsmove.gov.

Monice z Przyjaciół nie potrzebne były rządowe programy, wystarczyła silna wola, która – jak wiadomo – sprawdza się tylko w filmach i serialach. Może dlatego, że w filmach i serialach otyłość nie jest traktowana jak choroba, nikt nie wspomina o zdrowotnych konsekwencjach nadwagi, o cukrzycy itp. Nadwaga to powód do śmiechu. Polityczna poprawność nie pozwala śmiać się wprost z osoby grubej, więc wymyśla się odcinek, w którym Monika jest grupa na niby. Aktorka nosi specjalny kostium, widzowie o tym wiedzą i zaśmiewają się do łez, patrząc na scenę tańca, w której pogrubiona specjalnym przebraniem Monika kręci pogrubioną gąbką czy innym specjalnym materiałem pupą. Tak samo widzowie śmieli się z grubego bohatera filmu Gruby i chudszy. Mogli się śmiać, bo wiedzieli, że otyłość to tylko kostium aktora Eddiego Murphy’ego. W Przyjaciołach można się śmiać z grubych, którzy są grubi na niby, i z tych, którzy schudli. Otyłość, podobnie jak inne problemy (bezrobocie, brak ubezpieczenia społecznego), nie jest prawdziwym problemem. W świecie przyjaciół prawdziwe są tylko problemy prywatne – zakochanie i nieszczęśliwe zakochanie, reszta to jedynie tło.

Monika schudła, ale nadal lubi dobrze i smacznie zjeść, dlatego chciałaby zostać szefem kuchni. I zostaje. Po drodze przechodzi co prawda przez śmieciową pracę w barze, gdzie przebrana za Marylin Monroe serwuje tradycyjne amerykańskie hamburgery z frytkami, ale – choć nie lubi tej pracy – nie narzeka na brak pieniędzy czy złe warunki. Może trochę przeszkadzają jej sztuczne piersi – część jej firmowego stroju.

Zła praca. I kogo to obchodzi?

czytaj także

Oglądając Przyjaciół, można odnieść wrażenie, że Barbara Ehrenreich w swojej książce Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć przesadza, twierdząc, że gdy jest się zarabiającą najniższe stawki kelnerką czy ekspedientką, nie sposób przeżyć do pierwszego. Brak realizmu społeczno-gospodarczego w serialach to żadna nowość. Ciekawe jest natomiast to, że tę ładną bajkę o Ameryce spełnionych marzeń w Polsce końca lat 90. oglądaliśmy jako opowieść o Ameryce po prostu – o nowoczesnym, bogatym społeczeństwie, w którym każdy ma szansę zrobić karierę „od pucybuta do milionera”. Przyjaciele, ponieważ są „tylko” serialem komediowym, nie byli poddawani krytycznej ocenie, bo krytyczna ocenia hollywoodzkiej bajki mogłaby być odebrana jak naiwność albo czepialstwo.

Warto dodać, że przebrana za Marilyn Monika pozna w amerykańskim barze multimilionera, który na pierwszej randce zabierze ją na kolację do Europy. Żeby jednak nie było zbyt nierealistycznie, milioner okaże się lekkim świrem marzącym o zrobieniu kariery jako zabijaka w jakieś egzotycznej odmianie wrestlingu.

Kelnerka Rachel i barmanka Monika mieszkają w ładnym mieszkaniu w Nowym Jorku. Naprzeciwko nich mieszkają Chandler i Joe. Chandler zajmuje się przetwarzaniem danych, chyba, bo tak naprawdę nikt nie potrafi powiedzieć, gdzie dokładnie pracuje. W każdym razie wiadomo, że jest specjalistą, w firmie cenionym, choć nie wiadomo za co, wstukuje coś w tabelki. To on jako pierwszy ma laptopa. Biurowa (przez większość serialu wyróżnia go to na tle reszty przyjaciół), stała, z czasem – po awansie i przejściu z ciasnego boksu do własnego biura z oknem, które jest symbolem statusu pracownika biurowego – bardzo dobrze płatna praca daje Chandlerowi możliwość pomagania Joemu, który jest aktorem, najczęściej bezrobotnym. Pomoc Chandlera, czyli opłacanie wszystkich rachunków i pokrywanie większości wydatków w domu, jest przez długi czas niewidoczna. Dopiero gdy Chandler postanawia się wyprowadzić, zdajemy sobie sprawę z tego, że Joe może sobie nie poradzić sam. Oczywiście radzi sobie – znajduje współlokatorów, trafiają mu się jakieś role.

Joe to kolejny bezrobotny (obok Rachel, Moniki, Phoebe, Rossa), u którego brak pracy nie przekłada się na kłopoty finansowe (i kolejny, który mimo nie najlepszych kwalifikacji znajduje w końcu pracę). W jednym z odcinków pojawia się wątek różnic zarobków w grupie – połowa ma lepsze prace, połowa gorsze – i ta część, która zarabia mniej, zaczyna czuć się dyskryminowana, bo nie stać jej na kolacje w drogich restauracjach. Problem oczywiście szybko się rozwiązuje i nigdy nie wraca.

Przykładem na to, że w życiu zawsze się jakoś ułoży, jest Phoebe. Jako nastolatka straciła matkę, ojca nigdy nie znała, zarabiała graniem, mieszkała na ulicy, nie wpłynęło to jednak znacząco na jej życie. Może często wspomina tamte czasy, może jest trochę zwariowana – ale wszystko to mieści się w granicach zdrowej normy wielkomiejskiej klasy średniej. Phoebe jest masażystką, ma na palcach dużo pierścionków, nosi kolorowe zwiewne sukienki, wygląda jak dziecko kwiat lat 90., czyli trochę newage’owo, ale w granicach, które są do przyjęcia dla przeciętnego nowojorczyka.

Phoebe wychowała się bez rodziców. Ma siostrę bliźniaczkę, z którą spotyka się sporadycznie i za którą raczej nie przepada (oczywiście według serialowej przyjacielskiej normy – czyli unika jej, a nie walczy z nią). Phoebe często wspomina o tym, że wychowała się sama, i jest to temat wielu serialowych wątków, jakie tworzą tę postać. Najpierw Phoebe dowiaduje się, że jej ojciec jednak żyje. Szukając go, poznaje przyrodniego brata. Z czasem odnajduje ojca, a potem biologiczną matkę – kobieta, o której myślała, że jest jej matką, była przyjaciółką matki i zaopiekowała się Phoebe po urodzeniu. Phoebe najlepsze relacje utrzymuje z odnalezionym nagle bratem. Z miłości do niego decyduje się urodzić dzieci jego i jego żony, która ze względu na wiek nie byłaby w stanie donosić ciąży. W duchu ponowoczesności czy późnej nowoczesności wszystko jest w rodzinie Phoebe dosyć nietradycyjne.

„Tradycyjnych” rodzin w Przyjaciołach nie ma. Rodzice Chandlera są rozwiedzeni, rodzice Rachel rozwiodą się, rodzice Joego są razem, ale ojciec od lat ma kochankę, o której matka wie i którą akceptuje. Rodzice Rossa i Moniki są nadal razem. I już miałam napisać, że to jest model tradycyjny, kiedy przypomniałam sobie, że Ross trzykrotnie się rozwodził. Rozwody Rossa są jednak powodem do żartów, rozwody rodziców bohaterów są dla nich jakimś przeżyciem, ale takim, z którym szybko potrafią sobie poradzić. Rozwód nie jest przecież w Ameryce końca XX wieku jakimś niecodziennym wydarzeniem. Ciekawe, że choć „tradycyjnych” rodzin w Przyjaciołach brak, to każdy z bohaterów ma dość konserwatywne marzenie o założeniu takiej właśnie, „tradycyjnej” rodziny.

Konserwatywne są poglądy bohaterów nie tylko na rodzinę, ale też na model związku. Chandler wciąż wspomina traumatyczne Święto Dziękczynienia sprzed lat, nie dlatego, że wstrząsnęła nim wiadomość o rozwodzie rodziców, ale dlatego, że dowiedział się, że jego ojciec jest gejem.

Pierwszy rozwód Rossa jest nieustającym tematem żartów, bo jego żona okazała się być lesbijką. Po rozstaniu z Rossem Carol wiąże się z kobietą, z którą wychowują dziecko z pierwszego małżeństwa, biorą ślub. Mimo to każde pojawienie się Carol w serialu jest powodem do żartów. Niby nic dziwnego, Przyjaciele to serial komediowy, zaskakuje w nim jednak liczba dowcipów z czyjejś nieheteronoramtywnej orientacji seksualnej. Ba, wystarczy już samo podejrzenie o homoseksualizm. Jeden z odcinków w całości opiera się na tym, że Ross i Joe zasypiają razem na kanapie. Dwaj mężczyźni śpiący na jednej kanapie i twierdzący, że drzemka, którą sobie właśnie ucięli, była najlepsza na świecie, to tak niecodzienny obraz, że można było na nim zbudować cały epizod.

Związek Carol wydaje się być bardziej do przyjęcia dla przyjaciół. Nie uważają go za coś obrzydliwego – dla Joego to spełnienie nastoletnich snów erotycznych czy materializacja scen z filmów porno. Tak naprawdę Carol (i jej żona) jest obiektem bezustannych żartów ze strony konserwatywnych przyjaciół – można się pośmiać z tego, czy pierś z kurczaka to dobre danie na lesbijskie wesele. W czasie, gdy Carol bierze ślub, w ciele Phoebe tkwi pewna zmarła staruszka, która nie chce opuścić ziemi, dopóki wszystkiego nie zobaczy. Kiedy weźmie udział w ślubie dwóch kobiet, spokojnie odchodzi – widziała bowiem najbardziej niezwykłe dziwadło na ziemi.

Zaczęliśmy w Polsce oglądać Przyjaciół pod koniec lat 90. Przyjaciele, którzy przeżywają różne codzienne problemy – typu szukanie pracy, mieszkania, kupowanie kanapy, kłopoty miłosne – zaoferowali obraz świata, w którym wszystko jest łatwe. Świat Przyjaciół jest światem bezpiecznym, estetycznym, nierealnym, ale bardzo dobrze udającym realizm. Piękni, wiecznie młodzi ludzie mieszkają w pięknych, ładnie i nowocześnie wyposażonych mieszkaniach, jeżdżą razem na wakacje, gdzie przeżywają ciekawe przygody, na wszystko ich stać – nawet jeśli czasem muszą coś kupić z przeceny – zawsze znajdują pracę, i to taką, która daje im możliwość siedzenia całymi dniami w kawiarni i picia kawy z przyjaciółmi. Babcie i dziadkowie do końca życia są sprawni i albo pracują – jak babcia Phoebe, albo są szczęśliwymi emerytami, którzy przychodzą do Phoebe na masaż (o tym, jak niewielu dziadków w USA stać na wizyty w prywatnym salonie masażu, wiemy dziś już chyba wszyscy).

W Polsce rozkręciły się już na dobre przemiany wolnorynkowe, usłyszeliśmy setki obietnic lepszego życia i oto zobaczyliśmy takie właśnie życie w Przyjaciołach.To życie, w którym wszystko jest prywatne i w którym wolny rynek jest szansą na spełnienie marzeń. Kilka zaledwie razy pojawia się w serialu państwo – dwa razy, gdy bohaterowie nie mają ubezpieczenia, a muszą iść do lekarza. Joe, który dłuższy czas nie pracuje, dowiaduje się nagle, że stracił ubezpieczenie i z dnia na dzień zaczyna się źle czuć. Oczywiście mógłby iść do lekarza, bo Chandler obiecuje za to zapłacić, ale Joe nie chce. Duma każe mu szybko znaleźć pracę i znajduje ją.

Innym razem Rachel trafia do szpitala i przypomina sobie, że nie ma ubezpieczenia. Wpisuje więc, za zgodą Moniki, jej dane na karcie pacjenta. Obie są tym jednak tak przejęte, że szybko decydują się odkręcić całą sprawę. Brak ubezpieczenia jest pretekstem do kilku skeczy – nigdy problemem i nigdy poważnym tematem.

Wszystko, co ważne, rozgrywa się w strefie prywatnej. Publiczne, społeczne w Przyjaciołach nie istnieje. Bezrobocie nie istnieje – jest tylko chwilowym brakiem pracy, który szybko minie. Choroba nie istnieje – otyłość to coś, co minęło i z czego można się pośmiać. Brak ubezpieczenia – to tylko tymczasowe, a do tego bardzo zabawne, bo można się przy okazji jego braku zamienić z koleżanką miejscami. Każda z tych kwestii to tylko element prywatnego życia, bo liczy się tylko to co prywatne. Przyjaciele nie potrzebują społeczeństwa, nie potrzebują tego, co publiczne – mają siebie. Jak na wolnym rynku – niech się państwo nie wtrąca, ludzie sobie poradzą bez niego. Przyjaciele poradzą sobie bez publicznej opieki medycznej, bez programów walki z otyłością czy bezrobociem i bez jarzyn z ogródka Michelle Obamy.

Przyjaciele – bardziej czy mniej świadomie – są nadal w Polsce punktem odniesienia. Nie tylko dlatego, że serial jest wciąż oglądany, ale też dlatego, że stał się wzorem dla polskich seriali TVN-owskich. Tu też grupa pięknych, wiecznie młodych, zawsze modnych przyjaciół i znajomych mieszka w ładnych mieszkaniach, pracuje w wymarzonych zawodach, a jak nie pracuje, to i tak mieszka w ładnych mieszkaniach (zawsze jakoś ich na to stać). Znów życie tylko prywatne, co publiczne, to nas nie dotyczy, bo mamy siebie i swoich przyjaciół – wolny rynek i jak najmniej państwa. Tak Przyjaciele współtworzyli i współtworzą w Polsce neoliberalizm.

Artykuł jest zredagowaną wersją tekstu, który ukazał się w książce Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej (2011).

Ania z Zielonego Wzgórza czy z Dogville?

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.