Film

Nasz oscarowy typ – „Moonlight”

Moonlight-plakat

Jenkins pokazuje jedno czarne życie z samych społecznych nizin, nadaje mu psychologiczną głębię i mówi widowni: to też twój bliźni.

Gdybym to ja miał w tym roku decydować o Oscarach, statuetka za najlepszy film powędrowałaby do Moonlight. Z całej stawki nominowanych to film najbardziej nieoczywisty i subtelny. Impresyjna forma łączy się w nim z naturalistyczną obserwacją jednego z najbardziej społecznie zdefaworyzowanych obszarów w Stanach: czarnej dzielnicy nędzy w Miami, o mimowolnie szyderczo brzmiącej nazwie Liberty City.

Reżyser i scenarzysta Barry Jenkins sam pochodzi z tej okolicy. Dzięki kinu udało mu się z niego wyrwać. W Moonlight wraca do świata swojego dzieciństwa z kamerą, by opowiedzieć historię dorastającego w nim czarnego homoseksualnego chłopaka, Chirona.

(Anty)poezja dzieciństwa

Inspiracją dla Jenkinsa był, jak twierdzi, głównie film Trzy miłości tajwańskiego reżysera Hou Hsiao-hsiena. Tam dwójka aktorów odtwarza parę kochanków w trzech historiach rozgrywających się w trzech różnych epokach: 1911, 1966 i 2005 roku. W Moonlight mamy trzy historie rozgrywające się w trzech różnych momentach życia bohatera: jako dziecka, nastolatka i młodego, dorosłego mężczyzny. W każdej chłopaka odtwarza inny aktor.

Jenkinsa i Hou łączy skupienie na szczególe, detalu, fragmencie biografii, w której krystalizują się życiowe drogi bohaterów. Oglądając kolejne trzy odsłony biografii Chirona, oglądamy proces dojrzewania, przemiany chłopca w mężczyznę, zanurzamy się w strumieniu czasu. Za pomocą zupełnie innych środków Jenkins uzyskuje podobny efekt co Richard Linklater w Boyhood.

Dzieciństwa, jakie pokazują obaj reżyserzy, są jednak zupełnie różne. Świat Masona z Boyhood jest bezpieczny i przyjazdy. Chłopak dorasta, nie doświadczając w zasadzie żadnej przemocy. Czasem bywa ciężko, ale cała patchworkowa rodzina nieustannie służy mu wsparciem.

Majmurek: Uchwycić codzienność

W Liberty City przemoc jest trwałą częścią krajobrazu. Matka Chirona nie ma pracy, jest osobą uzależnioną. Ojca w ogóle nie ma w jego życiu. Większość dorosłych mężczyzn w dzielnicy jest bez pracy, uzależniona, w więzieniu lub martwa. Pokazując bohatera dorastającego w takim środowisku, Jenkins wskazuje na klasowe i rasowe uwarunkowania mitu dzieciństwa, jakim wciąż żyje nasza kultura. A przy tym nigdy do końca tego mitu nie dekonstruuje. Dziecięca ciekawość świata, zdolność do zachwytu przeżywanymi po raz pierwszy doświadczeniami nie są przecież czymś ograniczonym wyłącznie do świata klasy średniej i wyższej.

Obrazy skrajnej deprywacji łączą się w Moonlight z poetyckimi obrazami zachwytu światem, inicjacji w nowe obszary życia. Sceny, gdy Chiron uczy się pływać, jego pierwszy seks z budzącym od dawna erotyczną fascynację kolegą, wznoszą się na wyżyny filmowego liryzmu.

Ten liryzm wypływa głównie z formy filmu. Jenkins i jego operator James Laxton ufają obrazowi. Pozwalają więc mówić samym obrazom, nie podają zbyt wielu informacji za pomocą deklaratywnych dialogów. Szeregu ważnych wydarzeń nie widzimy, usunięte są poza narrację, obserwować możemy tylko zmiany, jakie wywołały w świecie przedstawionym. Kamera ma w Moonlight dużo swobody, „odrywa się ze statywu” w niespodziewanych momentach, na planie ustawia się w nie zawsze oczywistych miejscach.

Osobnym środkiem wyrazu, zasługującym na przynajmniej jedno zdanie, jest w Moonlight światło. Buduje ono nastrój każdej sceny, każdej części filmu. Trzy historie z życia Chirona mają odrębne „nuty świetlne”: białe słońce rozświetlające pocztówkowe niebo Florydy to historia z dzieciństwa; srebrnawe światło księżyca nadające ciałom bohaterów atramentową barwę to okres nastoletni; ciepłe, miękkie sztuczne światła bezsennych letnich nocy to ostatni akt.

Wrażliwość w pancerzu

Ale nawet w lirycznych momentach nigdy nie zapominamy o wykluczeniu świata, w jakim dorasta Chiron. On sam jest przy tym wykluczony podwójnie. Każdy, kto dorasta w Liberty City, ma przerąbane, ale homoseksualny chłopak ma tam przerąbane co najmniej podwójnie.

Jenkins pokazuje temat trochę stabuizowany w liberalno-lewicowej Ameryce: homofobii wśród czarnych dołów społecznych. Szkoła, dzielnica, podwórko, gdzie dorasta Chiron, są potwornie homofobiczne. Jeszcze jako dziecko, przed okresem dojrzewania, chłopak fizycznie atakowany jest przez kolegów jako „dziwak” i „pedał”, gdy wkracza w okres dojrzewania zaczyna się piekło codziennej, zagrażającej zdrowiu i życiu przemocy. Żadna instytucja nie jest mu w stanie pomóc, na czele ze szkołą. Ta zawodzi na każdym poziomie, nikomu nie wydaje się oferować drogi wyjścia z dziedziczonej przez pokolenia nędzy i beznadziei.

Niesamowita jest przemiana, jaką Chiron przechodzi między drugą i trzecią opowieścią. Ze szczupłego, wątło wyglądającego nastolatka, zmienia się w potężnego mężczyznę. Dawną wrażliwość kryje w pancerzu mięśni. Seksualną niejednoznaczność zasłania spektaklem niezrekonstruowanej, maczystowskiej, „gangsterskiej” męskości.

Odzyskać czarne ciało

Moonlight można czytać jako traktat o czarnym męskim ciele: tworzących je mechanizmach władzy, upodmiotowienia, fantazmatach, w jakich funkcjonuje. W Stanach obraz takiego ciała zawsze pozostawał szczególnie silnie obciążony politycznie. Obraz wielkiego, silnego, „hipermęskiego” czarnego mężczyzny funkcjonuje w szeregu wyobrażeń: od rasistowskiej propagandy po pornografię.

Jenkins próbuje odzyskać to ciało, odebrać je fantazmatom. Queeruje je. Pokazuje, jak bardzo jest ono konstruktem, jak w proces jego tworzenia włączona jest przemoc. Przypomina nam, że także ono potrzebuje czułości i dotyku.

Chiron dostaje w filmie szansę, by połączyć się z wrażliwością, jaką zamknął kiedyś w pancerzu. A jednak zakończenie nie przynosi poczucia wyzwolenia. Emocjonalne spełnienie jest chwilowe, to tylko kolejny fragment trudnego życia. Chwila czułości nie unieważnia świata, jaki jest na zewnątrz, gdzie na Chirona – jak na wielu innych czarnych mężczyzn – czekają najpewniej kolejne pobyty w więzieniu albo śmierć w ulicznej strzelaninie.

Black Lives Matter

Jenkins nie uprawa w filmie politycznej publicystyki. Ale trudno nie odbierać jego filmu politycznie. Obraz wyglądającej jak slumsy w Haiti czarnej dzielnicy nędzy w Miami oburza nas. Trudno nie uznać za skandal, że takie coś dzieje się w najbogatszym państwie świata. Zadajemy sobie pytania: czy Ameryka tolerowałaby taką społeczną zapaść, gdyby doświadczające ją osoby były białe?

Zadajemy sobie pytania: czy Ameryka tolerowałaby taką społeczną zapaść, gdyby doświadczające ją osoby były białe?

Moonlight można czytać jako filmowy głos towarzyszący ruchowi Black Lives Matter. Jego aktywistki i aktywiści w odpowiedzi na przemoc policji, nędzę czarnych dzielnic, instytucjonalny rasizm krzyczą: „czarne życia się liczą!”. Jenkins pokazuje jedno czarne życie z samych społecznych nizin, nadaje mu psychologiczną głębię i mówi widowni: to też twój bliźni. Nie krzyczy, nie agituje, mówi cicho i spokojnie. Ale taki głos bywa czasem najbardziej przekonujący.

Ameryka po dwóch stronach snu

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Ta "czarna dzielnica nędzy w Miami" wygląda całkiem elegancko 😉
Np. w porównaniu z siedliskami white trash w "Do szpiku kości" Debry Granik.

Super! I film, i tekst :). Ale mam pewną uwagę - z perspektywy nieprofesjonalnego widza. Wydaje mi się, że film dlatego też jest taki subtelny i harmonijny, że Jenkins za bardzo nie uwypukla tych polityczno-socjologicznych wątków, które w artykule zostały tak mocno podkreślone. Pokazanie, że Chiron (i reszta świetnie nakreślonych postaci) funkcjonują w pewnej przemocowo skonstruowanej przestrzeni i nic z tym nie mogą zrobić, byłoby agitkowe i w sumie płytkie. On pokazał, że można wybrać. Można być jednocześnie dilerem i wrażliwym człowiekiem, że bycie ćpunką nie wyklucza tego, że kocha się swoje dziecko (choć nieudolnie), że można mieć matkę ćpunkę i jej wybaczyć, że można pomagać i niczego nie chcieć w zamian, że można - ostatecznie - być mięśniakiem ze złotymi zębami i jednocześnie sobą - nieśmiałym chłopakiem, wiernym pierwszej miłości. Te wszystkie "pomiędzy" są bardzo naturalne i w sumie wzruszające.
Oskar dla "Moonlight"!

"że można - ostatecznie - być mięśniakiem ze złotymi zębami i jednocześnie sobą - nieśmiałym chłopakiem, wiernym pierwszej miłości." Trafne uwagi. Uwarunkowania zewnętrzne nie muszą i nie powinny nas w pełni określać. Ważne jest też "to co wewnątrz". Od czego to jednak naprawdę zależy, co o wnętrzu decyduje?

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!