Film

Najlepsze filmy i seriale, jakie mogliście przegapić w 2017 roku

"Master of none"

Zestawienie filmów i seriali, o których w 2017 roku nie było specjalnie głośno – choć być powinno.

Koniec roku to czas podsumowań. Najlepsze filmy, płyty, wystawy, seriale. Takie listy są potrzebne, pomagają uporządkować nasze doświadczenia kontaktu z kulturą, dają jakieś pojęcie o recepcji i ocenie jej różnych wytworów. Kultura potrzebuje kanonów i hierarchii.

Podobało mi się w 2017

W tym roku chciałbym jednak zaproponować coś innego. Zestawienie filmów i seriali, o których w 2017 roku nie było specjalnie głośno – choć być powinno. W kinach, telewizji, na serwisach streamingowych można był w ciągu ostatnich 12 miesięcy przegapić kilka naprawdę świetnych rzeczy. W kulturze audiowizualnego przesytu wcale nie jest o to trudno. Tu kilka wskazówek czego szukać.

Specjalista od niczego

W kategorii telewizyjnej komedii ten rok należał według mnie do Aziza Ansariego i drugiego sezonu jego autorskiego serialu Master of None (Specjalista od niczego). Cała seria dostępna jest na polskim Netflixie.

Ansari najlepiej znany jest z roli Toma Haverforda z Parks and Recreacion. Specjalista to jednak zupełnie inna komedia. Pod względem poczucia humoru, stylu, rozwiązań formalnych przypomina raczej Dziewczyny Leny Dunham, czy Louiego Louisa C.K. W drugim sezonie twórcy czerpią inspiracje z tradycji kina włoskiego, zwłaszcza neorealizmu. Humor zawsze przeniknięty jest głęboką melancholią, sytuacje komiczne łączą się z obrazami utraty, klęski, przegranej.

 

Ansari gra w filmie postać podobną do siebie – Deva, aktora hinduskiego pochodzenia, który we współczesnym Nowym Jorku próbuje ułożyć sobie życie prywatne i zawodowe. W obu idzie mu średnio. Zakochuje się w żonatej kobiecie, wikła w mało udane związki, gra głównie w reklamach, gdzie jego role polegają głównie na odgrywaniu stereotypów na temat żyjących w Stanach Hindusów. Szczytem kariery okazuje się prowadzenie kulinarnego teleturnieju, w którym zawodnicy konkurują o to, kto upiecze najlepszą babeczkę.

Wielką siłą serialu jest realistyczny portret żyjącej w Nowym Jorku nie-białej klasy średniej – wśród przyjaciół bohatera jest Afroamerykanka, wielu Hindusów, Amerykanin chińskiego pochodzenia. Jeden z lepszych odcinków pierwszego sezonu błyskotliwie pokazuje relacje między pokoleniem Deva – urodzonego już w Stanach – a pokoleniem jego rodziców, które do Ameryki przybyło z Indii i ciągle pozostaje rozdarte między zwyczajami starej i nowej ojczyzny.

 

Serial Ansariego jest z pewnością dość męskocentryczny, ale najlepiej oceniany odcinek drugiego sezonu skupia się na przyjaciółce Deva – Afroamerykańskiej lesbijce – przedstawiając trudną historię jej coming outu przed konserwatywną, czarną rodziną z niższej klasy średniej.

 

Bohaterowie Specjalisty są z pewnością irytujący, narcystyczni, wkurzająco ekonomicznie uprzywilejowani, przykuci do interfejsów mediów społecznościowych, niezdolni do skupienia się dłużej na czymkolwiek – ale trudno nie rozpoznać nie czuć do nich sympatii i nie kibicować ich zmaganiom. I nie rozpoznać się w ich słabościach.

Guerrilla

Guerrilla to projekt scenarzysty Zniewolonego, Sama Ridleya. Krótki, siedmioodcinkowy mini-serial zabiera nas do Wielkiej Brytanii lat 70. Obserwujemy proces radykalizacji brytyjskiej pary – czarnego inteligenta, Marcusa i jego pochodzącej z Indii partnerki, Jas. Para angażuje się w walkę o prawa mniejszości etnicznych na Wyspach, pomaga migrantom i więźniom politycznym.

 

Państwo odpowiada na ich działalność przemocą. Policja brutalnie rozbija pokojowe demonstracje czarnych Brytyjczyków, ze względu na swoje poglądy i zaangażowanie Marcus nie może znaleźć pracy w zawodzie nauczyciela. Absurdalnie represyjna, zupełnie niepotrzebna, kierowana wyłącznie przez rasistowskie uprzedzenia polityka państwa pcha ku terrorowi ludzi, którzy przy trochę bardziej liberalnym podejściu doskonale mogliby się odnaleźć jako zupełnie pokojowi działacze polityczni. Świetnie pokazuje to scena spotkania Marcusa i Dev z przedstawicielami RAF, skłotującymi dwór na angielskiej wsi. Gdy para bohaterów przedstawia Niemcom swój program, jeden z nich z oburzeniem odpowiada „nie jesteście wcale marksistami-leninistami, chcecie po prostu równej reprezentacji w ramach burżuazyjnego państwa!”

Podobnie jak Baader-Meinhof, Guerrilla skonstruowana jest wokół pojedynku terrorystycznej grupy i ścigającego ich specjalnego oddziału policji. Dowodzi nim ściągnięty do Londynu z Rodezji Pence – rasista, żyjący w związku z czarną kochanką, z którą ma bardzo kochanego przez siebie synka. Wielką siłą serii są kreacje aktorskie, na ekranie zobaczyć możemy m. in. Idrissa Elbę, Freidę Pinto i rozbijającego stawkę Rory’ego Kinneara w roli Pence’a.

Do obejrzenia na HBO Go.

Rellik

Serial skonstruowany podobnie jak Memento Christophera Nolana. Każdy kolejny odcinek przedstawia chronologicznie wcześniejsze wydarzenia. W pierwszym – jak się wydaje – poznajemy wyjaśnienie kryminalnej zagadki. Policja zabija przy aresztowaniu mężczyznę, który, jak wszystko na to wskazuje, odpowiada ze serię brutalnych morderstw w Londynie.

Kolejne odcinki komplikują jednak sprawę, okazuje się że tak naprawdę wiemy bardzo niewiele, a sprawcą mógł być ktoś zupełnie inny. Serial bardzo sprawnie prowadzi skomplikowaną narrację, myli tropy, podsuwa błędne poszlaki i wskazówki. Wielokrotnie jesteśmy zmuszeni do weryfikacji naszej wiedzy o świecie przedstawionym, wydarzeniach, jakie miały w nim miejsce, czy zamieszkujących go bohaterach.

 

Żeby się nie zgubić, trzeba oglądać w dużym skupieniu. Warto jednak się skoncentrować, serii udaje się utrzymać poziom do samego końca.

Do obejrzenia na HBO Go.

To przychodzi po zmroku

Od kilku lat obserwujemy renesans niezależnego filmu grozy w Stanach. W tym roku na ekranach polskich kin pojawiły się dwa znakomite filmy z tego gatunku. O Uciekaj! pewnie państwo czytali, o wiele ciszej było o To przychodzi po zmroku. Niesłusznie.

 

Film oferuje przytłaczającą wizję apokalipsy. Współczesną Amerykę atakuje epidemia. Nic nie wiemy o jej źródłach, wiemy tylko, że zbiera śmiertelne żniwo. Nie ma szczepionki, nie ma lekarstwa, państwo z dnia na dzień w zasadzie przestaje działać.

W domu na pustkowiu przed chorobą próbuje ukryć się rodzina. Zapasy jedzenia i wody są ograniczone. Każdy obcy jest zarówno potencjalnym sojusznikiem, ułatwiającym przeżycie, jak i źródłem choroby, śmiertelnym zagrożeniem.

Reżyser Trey Edward Shults świetnie rozgrywa klaustrofobiczną sytuację grupy bohaterów. Dynamika relacji władzy, zagrożenia, współpracy i konkurencji, jaka pojawia się na ekranie, godna jest najlepszych dzieł Polańskiego.

Całość przesyca zupełnie wyjątkowy w amerykańskim kinie gatunkowym nastrój fatalizmu i beznadziei – doskonale korespondujący ze współczesnymi nastrojami politycznymi. Film daje się też czytać jako polemikę z konserwatywną wyobraźnią apokaliptyczną, przekonaną, że wystarczą rodzinne więzi i powszechny dostęp do broni szturmowej, by poradzić sobie nawet z największymi problemami.

Bliskość

Bardzo mocny rosyjski debiut, pokazywany w sierpniu na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Portret żydowskiej rodziny z północnego Kaukazu, widzianej z punktu widzenia młodej dziewczyny, Ilany, buntującej się przeciw swojej tożsamości i regułom świata w którym żyje. Ilana ubiera się jak chłopak, pracuje w warsztacie samochodowym ojca, potajemnie spotyka się z muzułmańskim chłopakiem.

 

Jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy jej brat i jego narzeczona zostają porwani dla okupu. Rodzina Ilany nie ma pieniędzy, by ocalić syna. Żydowska społeczność, pozornie ze sobą zżyta, nie jest szczególnie chętna do pomocy. Poza jedną rodziną. Ta gotowa jest wyłożyć pieniądze pod warunkiem, że Ilana poślubi ich syna. Na co dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty.

Niektóre wybory reżysera i rozedrganie emocjonalne Bliskości mogą miejscami irytować. Twórcom udało się jednak przedstawić fascynujący świat przedstawiony: rzeczywistość rosyjskiej prowincji z końca lat 90. podzielonej wśród niemal plemiennych linii zależności. W tym świecie bardzo mocno wybrzmiewa dramat wkraczającej w dorosłe życie dziewczyny, rozdartej między różnymi lojalnościami. Wcielająca się w rolę Ilany Daryia Zhovnar tworzy jedną z najlepszych kreacji w tym roku.

Opera o Polsce

Kreacyjny dokument Piotra Stasika. Zapis z kilkuletnich podróży reżysera po Polsce z dala od wielkich miast. Na ekranie widzimy obrazy kościelnych procesji przemierzających zapadłe blokowiska, ekspresyjne przejawy dewocyjnego katolicyzmu, kiboli, marsze niepodległości, lokalne festyny, wiejskie drogi, obskurne mieszkania pamiętające chyba wczesnego Gierka.

 

Obrazy te ilustrowane są głosami z Radia Maryja, czytanymi przez lektora komentarzami z internetu i ogłoszeniami drobnymi z prasy lokalnej. Wszystko to ułożone w bardzo wyrafinowaną, muzyczną, operową, totalną filmową formę, przypominającą prace Wojciecha Wiszeniewskiego.

Dzieło Stasika składa się w fascynującą wizualną antropologię „Polski B”: konserwatywnej, ludowej, katolickiej, nie-wielkomiejskiej. Tej samej, do której odwołuje się obecnie rządzący układ. Tej, która „wygrała” nad tą, do której adresowany jest film.

Czy dzieło Stasika pozwala lepiej zrozumieć tę drugą Polskę? Czy „przekracza mur empatii”, czy jest raczej świadectwem niemożności jego przekroczenia przy pomocy filmowego dokumentu? Nie wiem, ale z pewnością z tymi obrazami trzeba się skonfrontować.

Wieża. Jasny dzień

Obok Ataku paniki najlepszy z tegorocznych debiutów w polskim kinie. Dawno nie było w nim dzieła, które tak umiejętnie i świadomie wykorzystywałoby afektywne jakości obrazu filmowego. Zanim na ekranie pojawi się jakakolwiek historia w Wieży od razu działa forma – obraz, montaż, a przede wszystkim genialnie wyreżyserowany dźwięk. Poza Sasnalami nikt tak świadomie nie wykorzystuje w polskim kinie dźwięku. Osobne słowa uznania należą się za casting – znalezienie świetnych, zupełnie niewykorzystanych przez kino aktorów.

 

Wieża, podobnie jak film Maślony, bada lęki klasy średniej, ale sięga poza to, co społeczne, ku biologii, metafizyce, duchowości. Wykorzystując konwencje kina grozy, buduje nastrój narastającego zagrożenia, katastrofy zagrażającej mieszczanom wycofanym na pozornie sielską wieś. W marcu 2018 film wchodzi do kin – pozycja obowiązkowa.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Piękny klasizm, panie Majmurek. Tylko czekałem, aż ktoś mi pokaże tą głupią, ludową, niewykształconą, przepijającą 500+, patriarchalną, biedną, PiSowską, kościelną, jedzącą mięso, wożącą się starymi beemkami, zadłużającą się chwilówkami Polskę B.

kajetan_chrumps

Mała uwaga co do "Master Of None". Główny bohater wcale nie zakochuje się w żonatej kobiecie. Łączy go z nią raczej krótka fascynacja i seks. Zakochuje się za to we Włoszce, która jest w wieloletnim związku z innym mężczyzną.

byłoby fajne zestawienie, gdyby nie te pretensjonalne polityczne wstawki Majmurka.

"Zakochuje sie w żonatej kobiecie" ?! a po jakiemu to, Panie Autorze kochany?