Film

Karol Marks pisze światowy przebój

„Młody Karol Marks”, reż. Raoul Peck

W filmie „Młody Karol Marks” Marks i Engels spotykają się jak dwaj obiecujący muzycy walczący o pozycję i widoczność, przeżywają wzloty i upadki, by w końcu napisać hit – „Manifest komunistyczny”.

Nazbierało się w ostatnim czasie związanych z Marksem rocznic. W zeszłym roku minęło 150 lat od wydania pierwszego tomu Kapitału, w tym przypada dwusetny jubileusz urodzin jego autora i sto siedemdziesiąta rocznica ogłoszenia Manifestu komunistycznego. 14 marca z kolei minęło 135 lat od śmierci filozofa. Oczywiście w kraju, w którym państwo z pomocą prokuratorów-historyków z IPN ściga każdy niemal ślad lewicy w przestrzeni publicznej, nie możemy spodziewać się żadnych oficjalnych obchodów. W te rocznicowe klimaty wpisuje się jednak idealnie film Raoula Pecka Młody Karol Marks, pokazany po raz pierwszy na zeszłorocznym Berlinale.

Film przedstawia życie Marksa między początkiem lat 40. XIX wieku a rokiem 1848. Między zamknięciem wydawanej w Kolonii „Rheinische Zeitung”, gdzie Marks pracował jako redaktor, a publikacją Manifestu Komunistycznego. Po drodze jest przymusowa migracja filozofa najpierw do Paryża, następnie do Belgii, spory z Proudhonem, kolejne prace, w których wykuwa się specyficzna dla Marksa teoria historii, odkrycie znaczenia ekonomii politycznej i kluczowa dla życia niemieckiego autora przyjaźń z Friedrichem Engelsem.

Marks nieobecny

Co ciekawe, film Pecka jest tak naprawdę jednym z pierwszym portretów autora Ideologii niemieckiej w kinie fabularnym. Po postać Marksa filmowcy wcale masowo nie sięgali – nawet w dawnym bloku wschodnim. Marks był patronem ideologii panującej w składających się na niego państwach, jego pomniki, portrety i inne wizerunki były wszechobecne, w kinie go jednak brakowało. Jedyna poświęcona Marksowi fabuła nakręcona została w Związku Radzieckim w 1966 roku. Film Rok jak całe życie (Год, как жизнь) przedstawia fragment biografii Marksa i Engelsa między publikacją Manifestu Komunistycznego, powrotem Marksa do Kolonii, a wymuszoną emigracją do Londynu.

Poza tym w kinie demoludów Marks pojawia się co najwyżej w fabularyzowanych scenach w kręconych dla telewizji dokumentach, mających naświetlać jego idee. Częściej już Marksa można było zobaczyć w Latającym cyrku Monty Pythona. W jednym ze skeczy razem z Che, Mao i Leninem bierze udział w teleturnieju, w którym wykłada się na pytaniach o angielską ligę piłkarską.

W słynnym skeczu o futbolu filozofów wchodzi na boisko jako rezerwowy reprezentacji Niemiec i po tym, jak Sokrates zdobywa bramkę dla Grecji, jak na materialistę przystało, przytomnie zauważa, że był spalony.

Co było powodem nieobecności Marksa na ekranach kinematografii demokracji ludowych? Być może zarządzające produkcją filmową demoludów biurokracje kulturalne nie bardzo chciały zapoznawać publiczność z rzeczywistą biografią i myślą filozofa. W końcu zawarte w nich rewolucyjne impulsy średnio pasowały do oficjalnej, konsekrowanej, sklerotyczno-urzędowej wizji marksizmu, która uzasadniała władzę partii komunistycznych między Łabą a Władywostokiem.

Czerwony bromance

Powód mógł być jednak też bardziej banalny: życie filozofa, piszącego swoje dzieła po długich godzinach studiów w bibliotece, nie jest szczególnie nośnym filmowym tematem. Spór z młodoheglistami, korespondencja z Engelsem, czy wieczne materialne problemy rodziny Marksów średnio składają się w porywającą fabułę.

Peck pokazuje jednak, że także oddane politycznemu myśleniu życie może być filmowe. Jego Marks nie jest samotnym molem książkowym. Reżyser pokazuje filozofa na tle pieczołowicie odmalowanego środowiska lewicowej inteligencji Europy połowy XIX wieku. Na ekranie widzimy rytuały tej warstwy: niekończące się dyskusje, spory niszowych redakcji, polityczne zgromadzenia na świeżym powietrzu, liderów opinii otoczonych wianuszkiem akolitów itd. Peck pokazuje też, jak radykalna inteligencja, niezdolna znaleźć dla siebie miejsca w Europie ukształtowanej przez Kongres Wiedeński, spotyka się wtedy z organizującym się ruchem robotniczym.

Jednoczenie opozycji, jednoczenie lewicy. Czego uczy nas historia?

Reżyser układa przy tym historię Marksa w rozpoznawalne, gatunkowe wzorce. Jak na film o genialnym rewolucjoniście Młody Karol Marks jest dziełem zaskakująco filmowo konserwatywnym. Nie ma żadnych eksperymentów z formą, narracją, językiem filmowym. Są za to znane i lubiane przez publiczność motywy. Główną osią narracji jest przyjaźń Marksa i Engelsa. Relacja, która zaczyna się od konfliktu, rywalizacji, by na naszych oczach przekształcić się w najbardziej może niezwykłe partnerstwo intelektualne XIX wieku. Choć Peck sporo miejsca poświęca także relacjom Marksa z jego żoną Jenny i Engelsa z Hanną Burns, to właśnie chemia między Marksem i Engelsem emocjonalnie rozgrywa film – oglądamy na ekranie pomalowany na czerwono bromance, film o sile męskiej przyjaźni, który przy odrobinę innym rozłożeniu akcentów mógłby wyjść ze stajni Judda Apatowa.

Recenzent „Village Voice” celnie zauważa też, że biografia Marksa wygląda na ekranie jak historia gwiazdy pop u progu sławy. Marks i Engels spotykają się tu jak dwaj obiecujący muzycy walczący o pozycję i widoczność, przeżywają wzloty i upadki, by w końcu napisać swój światowy przebój – Manifest komunistyczny.

Jak lewica stała się lewicą

Ale Młody Karol Marks to nie tylko popularne konwencje. Film ma także swoje filozoficzno-polityczne stawki. Narracja dzieła Pecka zaczyna się od sporu o ustawy o kradzieży drzewa, jaki toczył się w 1842 roku w nadreńskim landtagu. Młody Marks poświęca tej pozornie banalnej kwestii szereg artykułów prasowych. Bardzo ciekawej ich interpretacji dostarcza esej Daniela Bensaida, wydany w Polsce w tomie Wywłaszczeni: Marks, własność i komunizm.

Francuski filozof przekonuje w nim, że to właśnie analiza pruskiego ustawodawstwa prowadzi młodego filozofa do poczucia impasu heglowskiej filozofii państwa, uświadamiając mu to, że polityka formułowana przez lewicę heglowską, radykalny mieszczański liberalizm, są niewystarczające i domagają się przekroczenia. Od sporów o kradzież drewna rozpoczyna się droga, na końcu której stoi Manifest komunistyczny, w którym Marks z wielką pasją rzuca wyzwanie wierze w to, że wraz z Wielką Rewolucją Francuską dzieje osiągnęły swój racjonalny kres. W trakcie tej drogi Marks odkrywa, czy może raczej spotyka, proletariat – jako nową klasę, zdolną poprowadzić rewolucję i zmianę społeczną dalej, niż marzyło się to kiedykolwiek mieszczaństwu.

Rok 1848, gdy kończy się narracja filmu, to moment, gdy według takich badaczy jak Immanuel Wallerstein socjalizm po raz pierwszy w pełni zaznacza swoją obecność na globalnej scenie politycznej, gdy oddziela się od szeroko rozumianej partii liberalnej, stronnictwa rewolucji 1789 roku i proponuje zupełnie nowy podział sceny politycznej. Peck, pokazując drogę Marksa do 1848 roku, przedstawia współczesnej lewicy jej genealogię. Przypomina przy tym, że historia nigdy nie jest zamkniętą księgą, że zawsze można dopisać do niej następny rozdział.

Robi to w momencie kryzysu współczesnej lewicy, ciągle odległej od swojego roku 1848. W epoce, gdy stare podziały polityczne z XX wieku (centroprawica-centrolewica, chadecja-socjaldemokracja, Wolny Świat-Blok Wschodni) coraz słabiej opisują społeczną rzeczywistość. Niezależnie od tego, jak różne nurty lewicy odnoszą się do samych propozycji Manifestu komunistycznego, polityka w naszej części świata bardzo potrzebuje dziś podobnego, zmieniającego zasady gry przeboju.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.