Film

Chciałyście kobiet w filmie, no to je macie [Dunin i Wiśniewska o „Botoksie” Vegi]

botoks-vega

Bo cipka, proszę państwa, jest najważniejsza.

Wyszłyśmy z filmu Botoks zszokowane. Zszokowane tym, jakie to jest słabe. Nie oczekiwałyśmy wielkich artystycznych uniesień, ale jednak w skrytości ducha liczyłyśmy, że za 29 zetów wydane przez Agnes i 12 przez Kingę (zniżka seniorska) kupimy jednak trochę rozrywki. Będzie albo śmiesznie, albo będzie się coś działo, albo będzie tak głupio, że aż śmiesznie.  Jak to w „kino-vega”: mocno, gęsto, z przekleństwami, pięknymi kobietami i humorem.

Niestety, nic z tego Albo przeciwnie – wszystko. Okazuje się, że jak się wrzuci za dużo elementów, wątków, w jedną postać upcha tyle doświadczeń, że można by obdzielić nimi dziesięć, to jedyne, co z tego powstaje, to efekt nużącej monotonii.

 

Botoks jest o służbie zdrowia. Wydawałoby się – temat rzeka, a nawet morze. Przemęczeni lekarze, którzy jedną ręką biorą koperty i dowody wdzięczności od pacjentów, a drugą bilety na wycieczki i wyjazdy na konferencje od koncernów farmaceutycznych. Szpitale, w których brakuje pieniędzy. Kolejki, ludzie czekający na wizytę u specjalisty miesiącami. „Łowcy skór”. Lekarz, który umarł na oddziale po kilkudziesięciu godzinach pracy. Pielęgniarki strajkują itp. Dramatów ludzkich tyle, że niejeden serial byłyby w stanie fabularnie wykarmić.

Niektóre, jak Dr House, stawały się nawet kultowe. Zawsze jednak poza lekarzami występowali w nich też pacjenci i ich skomplikowane przypadki. W filmie Vegi oczywiście lekarze mają problemy wynikające głównie z tego, że istnieją pacjenci, ale żadnego pacjenta nie pokazano tak, żeby nas zainteresował. No chyba, że pacjent sam jest lekarzem/lekarką.

Co z tego morza tematów znalazło się w Botoksie? Mamy ratowników medycznych, którzy są przepracowani, ale też przepici, tylko w sumie nie wiadomo, czy to przepicie wynika z przepracowania (miałoby to sens), czy może wynika z tego, że bohaterowie zawsze nadużywali alkoholu – takimi ich poznajemy, pijani siedzą w kuchni w jakimś odrapanym bloku.

"BOTOKS" – SCENA Z BATMANEM NA SORZE

Opublikowany przez Patryk Vega na 28 września 2017

 

Wiadomo, „pato” jakieś. Z tego odrapanego bloku Daniela (Olga Bołądź) i jej brat Darek (Tomasz Oświeciński) trafiają do karetki, czyli do pracy w ratownictwie medycznym. Wymaga to co prawda studiów wyższych, ale przecież wiemy, że wrzucić  kogoś na nosze każdy może, a oni już na jakichś pijaczkach praktykowali. Daniela zachodzi w ciążę. Rodzi dwójkę dzieci. Jest jej jako samotnej matce ciężko, na dodatek jest brzydka i nieszczęśliwa, więc musi się poddać serii operacji plastycznych, dzięki którym będzie ładna i szczęśliwa. I będzie miała dużo orgazmów. Bo cipka, proszę państwa, jest w filmie Botoks najważniejsza.

"BOTOKS" – DRUGI MAKING OF – O KOBIETACH W FILMIE PATRYKA VEGI

Opublikowany przez Patryk Vega na 18 września 2017

 

Mamy też panią, która wykonuje aborcje. Magda (Katarzyna Warnke) jest ginekolożką. Zrobiła już 712 aborcji i kiedy sama zachodzi w ciążę, to boi się, że za karę, za tę aborcję, urodzi chore dziecko.

No cóż, Magda chyba częściej chodziła do kościoła niż na zajęcia na medycynie, bo nie wie, że chore dzieci nie rodzą się dlatego, że ktoś robił komuś aborcje. Nawet jeśli tak uważa ksiądz proboszcz.

I w cierpieniu będziesz rodzić ciężko uszkodzone płody

W Polsce, gdzie legalnie wykonuje się kilkaset aborcji rocznie (w 2015 – 1040, 2014 – 971, 2013 – 744, 2012 – 752), taka Magda wyrabia sporą część krajowej normy. Wygląda na to, że codziennie trzepie jeden zabieg za drugim. Trafiają do szpitala też pary, które do zabiegu się już nie kwalifikują, bo czas, kiedy można było go zrobić legalnie, minął. Gdy taka para dziecka z zespołem Downa mieć nie chce, bo takie jej „nie pasuje”, Magda tu się zachachmęci, tam przymknie oko i ciążę usunie. Jak wiadomo polscy lekarze w tych kwestiach chętnie idą na rękę, a już o żadnych utrudnieniach nie ma mowy.

Jak nie dostałam „pigułki po”

I nie wiadomo, czemu para tak późno trafiła do szpitala z kompletem wszystkich badań. Pewno nie mieli czasu przyjść wcześniej. Prolajferom się na pewno ten wątek spodoba. Taki życiowy.

Aborcja po polsku

Kolejna bohaterka Botoksu to Beata (Agnieszka Dygant) – lekarka z SOR-u. Beata jest twardzielką, jeździ na motorze, ma na tym motorze wypadek – bardzo filmowo efektowny, taki, że szyby lecą i jest slow motion i w ogóle jak z kina akcji. Bo – jak wspomniałyśmy – u Patryka Vegi wszystko musi być mocne. Po wypadku Beata ma kłopoty ze zdrowiem. Ponieważ nie ma dzieci, a jej partner po wypadku jest w śpiączce, to decyduje się oddać jajeczka innym rodzinom, które dzieci mieć nie mogą. W tym celu pływa kilkukrotnie do Kopenhagi, bo w Polsce to o in vitro można najwyżej pomarzyć, więc komu niby te jajeczka w miałaby oddać.

Potem jednak Beata zmienia zdanie i chce mieć dzieci. Bo problemy bohaterek, jak wspomniałyśmy wyżej, zawsze muszą się kręcić wokół cipki – a to orgazmów nie ma, a to cipka brzydka i trzeba ją operacją plastyczną poprawić, a to inne cipkowe tematy jak aborcja czy in vitro.

Ostatnią bohaterkę pozwolimy scharakteryzować dystrybutorom filmu, bo same na tak trafny opis byśmy jednak nie wpadły. Zapomniałyśmy też totalnie o istnieniu słowa „metroseksulany”. A zatem: „Poukładany świat cenionej chirurg – Patrycji (Marieta Żukowska) rozsypuje się, gdy kobieta dowiaduje się o zdradzie męża. Podkopane poczucie wartości popycha ją w kierunku ginekologii estetycznej i kobiecego libido. Swoje odkrycia Patrycja chce sprawdzić w związku z metroseksualnym Michałem (Piotr Stramowski), który jest zaprzeczeniem mężczyzny”. Ten metroseksualny Michał to zabieg komediowy, ponieważ Piotr Stramowski grał wcześniej w filmach „kino-vega” twardzieli, podobnie jak Sebastian Fabijański, więc w Botoksie obaj panowie grają facetów, którzy muszą mieć coś niefacetowatego. To taki typ żartu, jak chłop w sukience w polskich kabaretach (których część – serio! – należałoby zdelegalizować, właśnie za idiotyzmy typu „facet przebrany za babę”).

Hardkor hardkoru, czyli Pietrzak, Wolski i „Studio Yayo”

Reżyser jeszcze w trakcie prac nad filmem mówił, że Botoks to „hardkorowe uderzenie w polską służbę zdrowia. Film powstał na podstawie wyznań lekarek, z którymi spędziłem kilka miesięcy i myślę, że po raz pierwszy służba zdrowia zostanie pokazana tak mocno i bezkompromisowo”. Promocja filmu opiera się na przekazie: to wszystko wydarzyło się naprawdę, ale na koniec ulepiono z tego filmowego Frankensteina.

Może i wszystko, co widzimy w filmie Botoks, miało swoje odniesienia w realu, ale film z realem nie ma nic wspólnego. Operacja plastyczna cipki nie jest w prawdziwym świecie jednoznaczna z podniesieniem statusu społecznego, koncerny farmaceutyczne robią przekręty na skalę, przy której przesypywanie cukru pudru w stodole jest dziecinadą, a jak chce pan zobaczyć, panie Vega, straszne aborcje, to polecamy podziemie aborcyjne. Horror, thriller i program Nie do wiary w jednym.

Co przyniósł Salwadorowi całkowity zakaz aborcji?

Jest jednak pewna głęboka prawda w filmie Botoks. Kobiety rządzą masową wyobraźnią. Vega robi film o kobietach, bo wie, że to jest to, co ludzie chcą oglądać. Botoks w weekend otwarcia zrobił świetny wynik. Kobiety w filmie mają być silne, piękne (nawet jak jedna najpierw nie jest piękna, to piękna się stanie, a tabloidy nacieszą się opowieściami, jak to się aktorka oszpeciła do roli, co pójdzie na konto promocji filmu). Kobiety mają też być niezależne – nie muszą liczyć na facetów, mają liczyć na siebie i czasem na koleżanki.

Chciałyśmy filmów o kobietach, no to mamy. Prof. Małgorzata Fuszara powiedziała kiedyś, że „z równością będziemy mieli do czynienia wtedy, kiedy równie dużo niekompetentnych kobiet będzie zajmowało wysokie stanowiska, ilu zajmuje niekompetentnych mężczyzn”. No więc równość w kinie będzie wtedy, kiedy powstanie równie dużo złych filmów o kobietach, co o facetach. Patryk Vega przyczynia się do realizacji tego równościowego postulatu.

**

Bonus: Vega odpowiada na krytykę

„W ciągu ostatnich dni wielu z Was pytało mnie o przyczyny medialnej nagonki na film Botoks oraz negatywnych wpisów na forach, wysyłanych z tych samych adresów ip, na zlecenie wyspecjalizowanej agencji. Dla mnie odpowiedź jest jasna. Botoks jest filmem, który rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością. A to, czego jesteśmy świadkami, jest niczym innym, jak starciem ciemności ze światłem”.

"BOTOKS" – NAJLEPSZE OTWARCIE 2017 ROKU – 711 TYSIĘCY WIDZÓW W 3 DNIKochani,W ciągu ostatnich dni wielu z Was pytało…

Opublikowany przez Patryk Vega na 2 października 2017

 

Jeśli chcielibyście, Drodzy Czytelnicy i Drogie Czytelniczki, wesprzeć jednak ciemność w tej rozgrywce, to zachęcamy do wpłacania darowizn na konto Krytyki Politycznej i pomaganie nam w publikowaniu (nie tylko) kolejnych krytycznych recenzji filmów Patryka Vegi.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Nie wierzę, biorąc pod uwagę, smak i doświadczenie filmowe autorek teksu, że liczyły na dobrą choć niewysublimowana zabawę. Ta informacja wydaje mi się mocno naciągana. Pan Vega robi filmy o świecie, jaki jemu się wydaje że jest. Moje pierwsze zderzenie z produkcją tegoż reżysera, za sprawa tytułu "Służby specjalne" sprawiło, że nie muszę sie przejomac co pan Vega kręci. Byłem świerzo po projekcji Wroga numer 1 , śwtentego filmu, pokazujacego pracę służb secjalnych, z świetna bohaterką, z dobra rolą kobieca... I ten kontrast dosc mocno mne zszokował. Nadal prowincjonalni, pomyślałem, nadal jarmark w kinie, nadal cyrk jak z osiemnastego wieku, z dziwolagami...ku uciesze gawiedzi...Fenomenem jest nie kino Vegi, a ilosć osób w kinie, nad tym warto się zastanowić, a potem być moze się upić, jak u Vegi właśnie...

Może się i nie podobać, ale czemu, do diabła, postulujecie, i to w lewicowej prasie, delegalizację treści, które Wam nie pasują? Trochę żenujące.

"i to w lewicowej prasie" szok, przeciez lewica slynie z wolnosciowych tradycji i liberalizmu! Ot taki ZSRR, panstwo lewicy, ktoz by tam wpadl na pomysl delegalizacji jakichs tresci...

Chciałbym żebyc zrobił młode wilki