Czytaj dalej

Życie Adelki

Życie Adelki

„Znalazłam rozwiązania kolejnych problemów. Tym razem jest to zlikwidowanie przestępczości niemal do zera. Należy zmienić dietę więźniów na ściśle wegańską. Takie rzeczy, jak warzywa, owoce, a przede wszystkim soczewica powinny skutecznie odstraszyć potencjalnych przestępców.” Fragment książki „Życie Adelki”.

31.

W 2015 roku latem wyszłam z domu i udałam się do Urzędu Pracy. Ponieważ Urząd Pracy w Warszawie otwierają o siódmej, a ja byłam o siódmej pięć, to było przede mną trzydzieści osób. Kolejka ustawia się już przed drzwiami wejściowymi, na schodach. Jak bezrobotni mają dobry humor, to przepuszczają do wejścia urzędników, którzy tam pracują. Jest to jakiś typ „kręgu życia”.

Czekałam na swoją kolej trochę zniecierpliwiona, bo jak większości przybyłych, spieszyło mi się do pracy. O siódmej czterdzieści był przede mną już tylko młody chłopak, więc pomyślałam, że dadzą mu jakiś papierek na jakąś rozmowę o jakąś pracę, on powie: „No jasne, pójdę”, i już będzie moja kolej. Ale nie, on nie chciał wziąć tego papierka, bo nie interesowała go „jakaś praca”. Powiedział pani w okienku, że skończył kulturoznawstwo i chciałby pracować w zawodzie. Na sali zrobiło się bardzo cicho, bo przecież to wszystko słychać z tych okienek, a chłopiec też mówił bardzo głośno i stanowczo.

– Skończył pan kulturoznawstwo i szuka pan pracy w zawodzie – podsumowała pani, której jakoś od razu strasznie zrobiło mi się żal, może dlatego, że wiedziałam, jak długa rozmowa ją teraz czeka.
– Tak, skończyłem ten kierunek, bo mnie interesował, i teraz chciałbym pracować w zawodzie.

Niby nic śmiesznego, ale jednak kilka osób zaśmiało się pod nosem i mnie również zrobiło się jakoś wesoło.

– No tak… Tutaj mam taką ofertę pracy – montowanie krzeseł. Może pan chce ją zobaczyć?
– Nie, chciałbym coś związanego z kulturoznawstwem.

„Bardzo dziwny chłopiec, pomyślałam, może jego rodzice są z Krakowa?”

– Nie mam dla pana nic z kulturoznawstwa…
– No to ja dziękuję.
– Ale pan musi dziś wyjść z jakąś ofertą pracy i pójść na rozmowę. Mam tu taki staż…
– Chcę rozmawiać z kierownikiem.

„Rodzice i dziadkowie z Krakowa, na bank”.

– Mhm… Ale ja panu muszę dać najpierw ofertę pracy.
– Ale nic dla mnie nie ma, ja chcę pracować w kulturoznawstwie, nie chcę montować krzeseł.
– Rozumiem. Ale muszę panu dać najpierw ofertę pracy.

„Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, kolego”.

– Idę szukać kierownika – wstał gwałtownie i zaczął wbiegać na schody, spytał ochroniarza o kierownika, ochroniarz odburknął, co pewnie coś znaczyło, bo chłopak wbiegł na górę. No, a potem był mój numerek.
– Była pani u nas tydzień temu…
– Mhm…
– Dobrze, pani skończyła jakieś studia wyższe?
– Socjologię. Chciałabym pracę w zawodzie – zaryzykowałam żart. Na szczęście zrozumiała i obie się roześmiałyśmy.
– Mam dla pani taką ofertę… To polega na tym, że będzie pani dzwonić do ludzi i sprzedawać im gówno.
– Super. Uwielbiam sprzedawać ludziom gówno, a kontakt z innymi to mój żywioł. Znakomicie się do tego nadaję, cieszę się, że biorąc pod uwagę wszystkie moje umiejętności, wybraliście właśnie to – idealny zawód dla mnie.
– Proszę zadzwonić pod ten numer, umówić się na rozmowę i przyjść za tydzień. To będzie staż. Tysiąc złotych na miesiąc, osiem godzin dziennie.
– Znowu za tydzień?…
– Tak. Teraz mamy taki projekt, że trzeba chodzić co tydzień aż do zdobycia pracy. Lub stażu.
– Mhm. Dziękuję.

No i to była moja ostatnia wizyta w Urzędzie Pracy. A teraz już nawet nie jestem ubezpieczona, więc jak złamię sobie nogę, to będę musiała chyba zrobić wydarzenie na Facebooku, żeby ją posklejać jakimiś lajkami.

Wychodząc, widziałam tylko, jak wsadzają do karetki tego chłopca od kulturoznawstwa. Był w kaftanie i coś krzyczał. Słyszałam, że dla takich jak on jest specjalny oddział w szpitalu psychiatrycznym, coś w stylu „Pacjenci, którzy chcieli pracować w zawodzie”.

Zła praca. I kogo to obchodzi?

czytaj także

49.

W 2043 roku wszyscy Polacy wyemigrowali do Anglii. Zostali tylko politycy, którzy nadal zasiadali w sejmie. Piekli sami chleb, chodzili po wodę do studni, postawili pomniki i składali im ofiary. Po czterech latach zwierzęta zamieszkałe na terenie kraju zorientowały się, że nie są w najlepszej sytuacji i przestały głosować na rządzącą partię. Politycy stracili pracę, a ponieważ nie znali języków i nie mogli wyjechać, prowadzili dalej spokojne, koczownicze życie nad wielką rzeką.

56.

Znalazłam rozwiązania kolejnych problemów. Tym razem jest to zlikwidowanie przestępczości niemal do zera. Wystarczy zmienić zasady w zakładach karnych. Przede wszystkim podawane tam jedzenie. Więźniowie w tej chwili w zależności od zakładu mają na śniadanie chleb z masłem i szynką, a na obiad ziemniaki z mielonym i jakąś w miarę mało pedalską surówką. Jak w domu. Każdy szanujący się mężczyzna powie wam, że właśnie coś takiego upolowałby sam. Należy zmienić dietę więźniów na ściśle wegańską. Takie rzeczy, jak warzywa, owoce, a przede wszystkim soczewica powinny skutecznie odstraszyć potencjalnych przestępców. I mamy taką sytuację na przykład:
– O patrz, jaki pedał, ma naszywkę: „Muzyka przeciwko rasizmowi”. Zabijmy go.
– Nie, co ty… Nie słyszałeś, że teraz w więzieniu nie ma mięsa?
– Co ty, kurwa, gadasz?
– No. I dają ci tyle soi, że jak wychodzisz, jesteś właściwie kobietą.
– Ja pierdolę.
– On nie jest tego wart.
– Nie jest.

Podczas obiadów leciałby też Taco Hemingway czy inny pedalski rap. A papierosy tylko mentolowe slimy. A piwo tylko z sokiem. A spodnie tylko rurki. A z gier tylko warcaby. A z książek tylko poezja. I kto chciałby być w takim więzieniu? Nikt.

73.

Jeśli oglądacie amerykańskie seriale o amerykańskich przystojnych, niewinnych więźniach o łagodnym usposobieniu odsiadujących wyrok w zakładzie karnym w Panamie oraz czytacie książki typu Dzieje tortur od starożytności do dziś albo o latach 1984–1984 wiecie, że ludzie nie są najmilszymi zwierzętami na tej planecie. Co dzień przed snem wyobrażam sobie, jak mnie torturują, a ja zdradzam wszystkich i wyjawiam wszystko, bo jestem strasznym hipochondrykiem, i nie lubię, gdy się mnie podtapia, podpala czy łamie kości. Jednak wszystko i tak idzie na marne, bo potem trafiam do lochu i jem lokalne wegańskie resztki ze szczurami (torturujący nie są zbyt uczciwi). I pocieszam się, że jednak to sama przyjemność, gorzej ode mnie ma, niedaleko szukając, każda niewinna świnia oraz (szukając dalej) każdy winny pedofil. Widziałam w telewizji, że pedofile w więzieniu mają prawdziwe piekło. Koledzy z zakładu biorą ich na bok i zadają im tylko jedno pytanie, które decyduje o wszystkim: „Jak dziecko było ubrane?”. Jeśli było ubrane ciepło, pedofil dostaje bęcki. Dlatego rodzice zawsze mówią nam, żebyśmy zakładali czapkę. Następnego wieczoru przed snem planuję ucieczkę z więzienia. Robię sobie operację plastyczną na Azjatę i uciekam do Azji. Żaden polski stróż prawa nigdy mnie nie dopadnie, bo wyglądam tak samo jak cały kontynent. Bycie takim jak wszyscy zawsze się opłaca. Już od małego na podwórku dobrze jest nie mieć odstających uszu, krzywego nosa, innego koloru skóry czy wąskich spodni. Można dzięki temu na przykład przeżyć albo nie być co dzień wyzywanym od psiaków przed kąpielą lub gorzej. Ale ja to rozumiem, zawsze ktoś musi cierpieć, bo rośliny też czują, jaskiniowcy chodzili na polowania, a dużej grupie chłopców chętnych do bicia zawsze trzeba wytłumaczyć, kogo mają bić.
– Kogo bić?
– Bij grubego!
– OK!
Właściwie dlaczego akurat grubego? – takie pytania nie padają, ale w razie, jakby padły, musicie wiedzieć, jaka jest odpowiedź: – Grubego bij, bo jest gruby. Czarnego bij, bo jest czarny. I teraz uwaga, trudne: Tego w rurkach bij, bo jest gejem.

Amerykańscy naukowcy od lat zadają sobie pytanie: skoro Hitler nie miał dwóch ojców, skąd wzięło się jego zło? Wychowywany przez pana człowieka i panią człowiek, wyposażony tym samym w odpowiednie wzorce, powinien być dobry i puszysty, a wygląda na to, że jednak nie był. Tę historyczną zagadkę udało się w końcu rozwiązać, gdy odnaleziono czarną skrzynkę z pokoju Adolfa.

Oto fragment rozmowy:
– […] Hitlerze, czemu zabijasz tylu Polaków?
– Mój Boże, myślałem, że to dziki, przysięgam!
– Serio?
– Tak, to była hodowla dzików!
– [niezrozumiałe szepty i szum]
– Strzelałeś do nich, bo myślałeś, że to dziki?
– Tak, przysięgam!
– Aha, to spoko.

Polacy, nic się nie stało. Hitler tak naprawdę nie chciał nas zabijać, po prostu myślał, że jesteśmy watahą dzików. Takie pomyłki się zdarzają i absolutnie nic nie można na to poradzić. Tak że luz i dystans.

Fragment książki Życie Adelki Adelajdy Truścińskiej. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.