Czytaj dalej

W warunkach pospolitych, ze służącą moich rodziców

Młode służące nagminnie były narażone na seksualne napaści ze strony pracodawców. Fragment książki Joanny Kuciel-Frydryszak „Służące do wszystkiego”.

Gdy Iza Moszczeńska, publicystka i feministka, pyta w 1903 roku studentów Politechniki Warszawskiej o ich praktyki seksualne, okazuje się, że chłopcy najczęściej doświadczali inicjacji seksualnej ze służącymi. Większość rozpoczęła życie seksualne między piętnastym a dziewiętnastym rokiem życia. Duża część twierdziła, że „za namową kolegi ze służącą”, inni, że „w warunkach pospolitych, ze służącą moich rodziców”. Kilku wspomniało o oporze służących, ale niektórzy pisali, że „Nie dała się długo prosić”.

Jeden z ankietowanych pytany, z iloma kobietami utrzymuje stosunki, odpowiedział, że to zależy, jak często zmienia się służąca w domu. Piętnastu ankietowanych zaznaczyło, że „utrata niewinności” nastąpiła w domu rodziców, kilku było wtedy podchmielonych, jeden wracał z operetki, a wielu było „podnieconych rozmową z kolegami o tematach erotycznych”. Niektórzy uzasadniali, że uważają tego rodzaju kobiety za najprzystępniejsze i zarazem za najpewniejsze pod względem higienicznym. Moszczeńska pisała zgorszona:

„Nie wiem, jak się na to ogół czytelników będzie zapatrywać, co do mnie jednak, wyznaję, że tego typu wyzyskiwanie sytuacji, korzystanie z zależnego stanowiska kobiety, by ją dla zaspokojenia swoich żądz spożytkować, a to wszystko w domu rodzicielskim pod okiem zaślepionej matki i nieświadomych niczego sióstr, wydaje mi się w wysokim stopniu etycznie wstrętnym. Sądzę też, że tu właśnie otwiera się dla matek pole do wywierania zbawiennego wpływu, nie tyle przez kontrolę, gdyż ta działa często prowokująco, lecz przez rozciągniecie nad dziewczyną w ich domu zamieszkałą moralnej opieki”.

Moszczeńska zwraca uwagę, że służąca niemal zawsze narażona jest na zagrożenie ze strony mężczyzn, w szczególności jeśli śpi w kuchni:

„Jest u nas rzeczą ogólnie przyjętą, że służąca śpi w kuchni, jednakże ta sypialnia służącej uważana jest za rodzaj drugiego przedpokoju, do którego każdemu i o każdej porze dnia i nocy wchodzić wolno. Ażeby nie budzić nikogo z rodziny dzwonkiem u drzwi frontowych o spóźnionej porze nocnej, każdy z domowników, nie wyłączając paniczów, ma prawo zastukać do kuchni i zmuszać sługę, by mu otwierała. Takich i tym podobnych w gruncie rzeczy gorszących, lecz ogólnie przyjętych zwyczajów jest u nas więcej. […] Wobec istot umysłowo niedojrzałych i domowego wychowania pozbawionych, pozbawionych również moralnego wsparcia w rodzinie własnej, odpowiedzialność nasza jest większa. Nie tylko nad tym czuwać by trzeba, żeby nam sługa brudu do domu nie wniosła, lecz by go od nas nie wynosiła”.

Profesor jako figura ojca. Molestowanie seksualne na drogim uniwersytecie w Europie Środkowej

Również Teodora Męczkowska, feministka, która zajmowała się problemem prostytucji służących, zwracała uwagę na nagminny w Polsce zwyczaj „wracania do domów późno i przez kuchnię”. Oraz na to, że służąca jest wzywana do sypialni, „gdy pan lub panicz kładą się do snu; nieraz zmuszona jest ściągać im buty, przypinać kołnierzyki”. Męczkowska apelowała też o rozsądek do kobiet zatrudniających służące: „Każdy z nas wie, że mnóstwo pań wyjeżdża na lato, pozostawiając w domu mężów, braci, dla których szesnastoletnia młoda dziewczyna będzie zawsze pożądaną zdobyczą”.

Co sprytniejsze uciekają póki czas. Marianna Z., służąca rodziny Wajdorfów z Nowolipia 63 w Warszawie, porzuca służbę. Razem z nią znikają precjoza o wartości piętnastu tysięcy złotych. To dużo, jej miesięczny zarobek to około pięćdziesięciu złotych miesięcznie.

Policja odnajduje służącą w Łodzi. Przyznaje się, że uciekła i że ukradła. Ale wyjaśnia, co ją do tego skłoniło: Wajdorf zmuszał ją „do ulegania swoim zachciankom”, a nawet wyprawiał z domu żonę i dzieci, a ona musiała być „mu powolna w obawie utracenia posady”. W związku z tym Marianna postanowiła uciec, zabierając ze sobą pieniądze i biżuterię jako zadośćuczynienie. W momencie zatrzymania nie posiadała już niczego. Wajdorf nie miał wyjścia: postanowił się z nią dogadać i nie wniósł sprawy do sądu.

Pisarka Zofia Nałkowska jest już od jakiegoś czasu nieszczęśliwa w małżeństwie. Wie doskonale, że Leon Rygier ją zdradza. Kiedy przychodzi do niej ich służąca Andzia i zaczyna płakać, Nałkowska domyśla się, co się stało. „Jak on mógł?” – pyta swoją panią Andzia. „Wątła była i urocza. Matka jej, gospodyni wiejska, oddała mi ją pod opiekę. Nie byłam o nią zazdrosna, to było takie ludzkie, siostrzane współczucie. Taka żałość nad jej krzywdą” – opowiadała pisarka swojej znajomej, Zofii Zhartowej. To doświadczenie okaże się bardzo istotne. „Nie zapomniałam, to był początek Justyny z Granicy” – opowie po latach koleżance, mając na myśli jedną z ważniejszych swoich powieści.

„Czuwaj nieustannie, abyś najpiękniejszej i prawdziwej ozdoby twej, to jest dziewiczej czystości, nie utraciła” – pisał Kazimierz Riedl w poradniku Pamiątka dla dziewcząt służących i pracujących osobliwie po miastach. Z kolei czasopismo „Przyjaciel Sług” uświadamiało dziewczyny, aby „okien sypialni w nocy nie otwierać nikomu, choćby mówił tak pięknie jak archanioł…”.

Katolickie podręczniki dobrze diagnozowały problem: młode służące nagminnie były narażone na seksualne napaści ze strony pracodawców. Jednak przyczyny „złego prowadzenia się” Kościół zbyt łatwo przypisywał służącym, a rozwiązania, które proponował, w istocie niczego rozwiązać nie mogły. Były to wskazówki moralne pozbawione praktycznego wymiaru. Autor podręcznika dla służących podpowiadał między innymi: „Brzydź się grzechem jak wężem. I powtarzaj za świętym Kazimierzem: «Wolę umrzeć niż się skalać»”. Ponadto zalecał, aby kobieta absolutnie nie stroiła się, a wtedy nie będzie na siebie „zwracać oczu mężczyzn”, ponieważ:

„Dziewczyna, która się stroi, jest zwyczajnie pyszna, pogardza drugiemi i naraża się na głębokie upokorzenie ze strony Pana Boga, który się pysznym sprzeciwia i dopuszcza, że w najszkaradniejsze wpadają grzechy przeciwne czystości. Jest ona też łakoma na pieniądze, by się tylko ustroić; jest nadto zazdrosna, gdy widzi, że inna się piękniej ubierze, i pragnie inne przewyższyć strojami; oddaje się często pijaństwu, chodząc po miejscach zakazanych, i czasem «za szklankę napoju duszę swą zabija». Łatwo się gniewem unosi, nienawidzi skromnych i pobożnych i leniwą jest tak do modlitwy, jak i do pracy, spędzając czas na niegodziwych i nieskromnych rozmowach, a przeto siedem grzechów głównych jak siedem szatanów ma w swym sercu”.

Molestowanie nasze powszednie

Oto więc kobieta – strojnisia, grzesznica i pijaczka – prowokuje seksualne zagrożenie ze strony mężczyzn. Jest i na to rada: „Ubieraj się schludnie, ale skromnie, i bój się, by przez ciebie kto do grzechu nie był pobudzony, bo oprócz własnego jeszcze cudzy grzech weźmiesz na swoje sumienie”. Wskazówka kolejna z poradnika dla służących: „Nie wstępuj w taką służbę i nie zostawiaj w takim obowiązku, gdzie jest niebezpieczeństwo dla twej cnoty”. Ale skąd dziewczyna ma wiedzieć, do jakiego trafi a domu, czym ma się kierować przy wyborze pracodawcy? Odpowiedź jest jasna i konkretna: „Powinna wstąpić w dom chrześcijański, pobożny i uczciwy”. „Głos Dziewcząt Polskich” pisze w 1929 roku z pozornym zrozumieniem:

„Wiemy dobrze, na co Kochane Dziewczęta jesteście narażone. Same z siebie jako dziewczęta jesteście namiętne, pragniecie się podobać – tu tyle okazyj i zepsucia! Naprawdę, to ten diabeł jako lew ryczący w postaci młodych i nieuczciwych ludzi krąży i szuka, którą z was mógłby pożreć. Ile to razy sami chlebodawcy albo ich synowie nastają na niewinność dziewcząt u nich służących, ileż to złych przykładów dziewcząt, które się na życie bezwstydne puściły, a za to może chodzą w jedwabiach”.

Rady Kazimierza Riedla i katolickich pism w większości były oderwane od realiów. Służąca była w istocie bezsilna wobec molestowania seksualnego i pozostawiona sama sobie, a tak zwany dom pobożny nie dawał żadnej gwarancji bezpieczeństwa.

Salon poza prawem

czytaj także

Salon poza prawem

Joanna Stryjczyk

Józefa Witowska, służąca spod Kalisza, trafiła do domu emerytowanego urzędnika i jego chorej żony i początkowo była zadowolona, szybko jednak gospodarz zainteresował się nią bardziej, niż chciała. „Był to już starzec siedemdziesięcioletni, a nie wstydził się mnie prześladować swoją miłością – natrętny i bezwstydny wobec młodej dziewczynki. Umiał nawet rozebrać się do naga i opowiadać wstrętne rzeczy”. Jego żona zwróciła swój gniew przeciw Witowskiej, bowiem żony, podobnie jak autorzy katolickich podręczników, winą za seksualne zaczepki ze strony mężczyzn obarczały dziewczyny. Żona urzędnika zwymyślała któregoś dnia Witowską, a nawet ją uderzyła. Służąca zmuszona była porzucić tę pracę.

Zdarzało się, że po umizgach mężczyzn, które zauważyła pani domu, w zemście dostawała wpis: „Niemoralnie się prowadzi”.

Także Aniela Salawa, przyszła błogosławiona Kościoła katolickiego, uznawana za patronkę gospodyń domowych, która od szesnastego roku życia przez dwadzieścia lat była służącą w Krakowie, dwukrotnie porzuciła służbę po tym, jak napastowali ją chlebodawcy.

Część ze służących zostaje prostytutkami. To tendencja powszechna w całej Europie. W Berlinie w 1901 roku na 1689 prostytutek 1026 to służące i byłe służące (próbujące pracować jako kelnerki lub robotnice). We Lwowie w 1904 roku spośród 488 prostytutek aż 213 to służące. Spośród nich aż 321 trafi ło do szpitala z chorobą weneryczną. To jeszcze jeden problem społeczny.

„Ktoś kiedyś powiedział: «Coraz trudniej o służącą, a domy publiczne są przepełnione prostytutkami». Niestety, między tymi dwoma zjawiskami zachodzi pewna łączność. Statystyka wykazuje, że znaczny procent prostytutek rekrutuje się spośród służących” – wyjaśniała feministka i działaczka społeczna Teodora Męczkowska w broszurze Służąca a prostytucja. „Na Zachodzie z problemem radzono sobie w sposób nieskuteczny – twierdzi Męczkowska. – Środki, które zalecano, okazywały się naiwne, brutalne lub śmieszne. W celu umoralnienia chlebodawcy mają prawo otwierać kuferek, szafy i rewidować rzeczy służącej”.

Madame prezydent

W Saksonii, jeśli do rewizji wezwana zostaje policja, koszt ponosi służąca; a nieletnia służąca pozostaje pod rodzicielską opieką chlebodawców, którzy mogą ją bić. Mogą też zakazać służącej wydatków, jeśli uznają je za nieodpowiednie. Służąca jest karana pięciodniowym aresztem lub karą pieniężną dwudziestu marek, jeśli rozpowiada, co się dzieje w domu pracodawcy.

Męczkowska w oparciu o relacje lekarzy podaje przykłady sytuacji, w których służąca jest przedmiotowo traktowana, a czasem to właśnie wtedy zaczyna się „upadek moralny” dziewczyny:

„Służąca szesnastoletnia pozostaje przez lato sama z panem domu, człowiekiem starszym. Gdy po skończonych wakacjach pani wraca, służąca jest w ciąży. Zostaje usunięta z domu i idzie na mamkę.

Piętnastoletnia dziewczyna zarażona przez pana chorobą weneryczną, pan miał w zwyczaju wracać późno i przez kuchnię. Służąca powiedziała o tym pani, a ta ją skierowała do lekarza.

Szesnastoletnia służąca uwiedziona przez studenta, porzuciła na drugi dzień służbę.

Służącą przyprowadzono do lekarza, aby zbadał, czy służąca jest dziewicą. Chodziło o reputację pewnego człowieka posądzonego o stosunki z tą służącą.

Ohydny sposób postępowania lekarza, bezprawne żądanie skierowane do służącej dowodzą chyba aż nadto dobrze, jak bardzo nadużywamy władzy swej względem tych, którzy się bronić nie umieją. Jak barbarzyńskim musi być prawo państwowe czy zwyczajowe, które pracodawcy daje takie przywileje?”

#MeToo zmienia Bollywood, ale czy zmieni Indie?

Kolejny zwyczaj – oddalanie służącej na czas lata. Niektóre panie zostawiają służącą do pilnowania domu, ale o pensji nie ma mowy. „Co ma robić dziewczyna, która wśród lata, gdy o pracę trudno, pozostała na bruku, albo w najlepszym wypadku bez kawałka chleba? Innej pracy podjąć się nie może, bo nie ma odpowiedniego przygotowania, a rodzina nie zawsze może jej dopomóc. Niejedną uczciwą dziewczynę zgubiły takie bezczynne wakacje i tacy panowie, którzy mają zbyt dużo współczucia dla młodych i głodnych dziewcząt. Służąca zeszła na bezdroża, ale pani, jej «moralna opiekunka», zaoszczędziła 20 rubli na jej życiu i 10 rubli na pensji”.

Wydaje się, że droga do prostytucji dla służącej była dużo krótsza niż dla robotnicy. Praca bez środowiska, samotność, brak oparcia i niepewność przyszłości w łatwy sposób wykolejały dziewczyny. Czasem decydowały przypadek i brak roztropności. A przebiegłość stręczycieli prostytutek i handlarzy żywym towarem bywała bardzo skuteczna. Ukrywali się często pod ogłoszeniami w prasie: „Samotny wdowiec szuka gospodyni” lub „Szkoła dla młodych dziewcząt przygotowujących się na scenę”. Proceder działał w całej Europie.

Dziewczynki i młode kobiety ciągle obrywają najmocniej

Dwie szesnastolatki z Berlina i trzy czternastoletnie Węgierki dały się zwerbować do Tyflisu, wierząc, że odpowiadają na ogłoszenie „dyrektora towarzystwa śpiewackiego”, który poszukuje chórzystek.

***

Fragment pochodzi z książki „Służące do wszystkiego” autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak.

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.