Czytaj dalej

Tazbir: Krótki kurs historii arian

Wokół ich radykalizmu narosło wiele mitów, w tym ten o paradowaniu z drewnianymi szablami na sejmach.

Jakub Majmurek: Kim byli bracia polscy, polscy arianie? Kiedy ta grupa wyodrębniła się z innych nurtów polskiej reformacji?

Janusz Tazbir: Arianie byli jednym z najbardziej radykalnych ruchów polskiej reformacji. Jako osobna formacja religijna ruch ten wyłonił się w latach 1562–1565 z Kościoła kalwińskiego. Rozłam nastąpił na tle stosunku do dogmatu o Trójcy Świętej. Arianie uznawali boskość Boga Ojca, ale już nie Jezusa z Nazaretu. Nawiązywali do nauki antytrynitarzy włoskich, uważających, że Duch Święty jest tylko jednym z aspektów Boga, a Chrystus był człowiekiem wybranym przez Boga i obdarzonym przez niego specjalną misją. Inspirowali się także myślą niemieckich anabaptystów. Anabaptyści byli przekonani, że tylko dorosłe osoby są w stanie świadomie przyjąć chrzest święty. Odrzucali chrzest niemowląt, a sami ponownie przyjmowali, tym razem już świadomie, chrzest. Dlatego też po niemiecku zwano ich Wiedertäufern – ponownie chrzczonymi. Polscy arianie inspirowali się ich pokojowym, odrzucającym przemoc nurtem. Dlatego też nigdy nie nawoływali do obalenia siłą istniejącego ustroju, ale wzywali do budowy nowych, wzorowych chrześcijańskich wspólnot. Tak jak hutterowcy [1], którzy wcześniej działali na Morawach, a następnie zaczęli się osiedlać w Polsce.

W czym przejawiał się społeczny radykalizm arian?

Wokół ich radykalizmu narosło wiele mitów, w tym ten o braciach polskich paradujących, w radykalnym sprzeciwie wobec wszelkiego stosowania przemocy, z drewnianymi szablami na sejmach. Nie jest to do końca prawda, radykalny społecznie nurt nie dominował wcale wśród samych braci polskich, a z drewnianą szablą paradował, z tego, co wiem, przede wszystkim jeden z nich, niejaki Samuel Przypkowski.

Tak jak cały nurt radykalny Przypkowski nie uznawał poddaństwa i pańszczyzny. Dał wolność swoim chłopom, ale potem zmienił zdanie i ścigał ich, by z powrotem ściągnąć do swojego majątku. Jednak wśród masy arian radykalizm się nie przyjął. Nie pozbywali się majątków ziemskich, nie odmawiali sprawowania urzędów. Unikali jedynie przyjmowania tych, które wiązały z koniecznością wydawania wyroków śmierci. Pod koniec XVI wieku hegemoniczną pozycję w kręgu braci zdobyła doktryna społeczna przybyłego z Włoch teologa Faustyna Socyna. Głosiła ona dopuszczalność wojen obronnych (co w Rzeczpospolitej walczącej z Turkami i Tatarami było szczególnie ważne). W XVI wieku to właśnie ten umiarkowany nurt, poza Socynem reprezentowany przez takich myślicieli jak Szymon Budny, bierze górę na ariańskich synodach. Budny dopuszczał także posiadanie przez chrześcijan poddanych. W tym doktryna społeczna arian niczym się już szczególnym nie różniła od nauczania Kościoła katolickiego, którego przedstawiciele pouczali szlachtę w kazaniach, by traktowała poddanych sobie chłopów „po ludzku”.

Prowadziłem kiedyś seminarium na temat arian i jeden z moich studentów otrzymał za zadanie zbadanie udziału arian w wojnach. Okazało się, że wielu z nich brało udział w wyprawach Stefana Batorego, a później Władysława IV. W Rzeczpospolitej szlacheckiej ostentacyjna, wynikająca z przyczyn ideowych odmowa udziału w pospolitym ruszeniu wiązała się z groźbą wykluczenia ze stanu szlacheckiego, a nawet utraty majątku. Choć do tej pory ani ja, ani żaden z moich kolegów badających dzieje reformacji w Polsce nie znaleźliśmy żadnego przypadku arianina, któremu rzeczywiście odebrano majątek za odmowę udziału w służbie wojskowej.

Arianie rekrutowali się głównie ze szlachty?

Tak, w lwiej części była to średnio zamożna szlachta. Bardzo dobrze wykształcona, dysponująca bogatymi księgozbiorami, z książkami sprowadzanymi z Niderlandów i Anglii. Arianie byli najbardziej oświeconą częścią szlachty.

A magnateria? Wielu magnatów przyjmuje w XVI wieku kalwinizm. Czy część z nich poszła za braćmi polskimi, wspierała ich?

W XVI znamy przynajmniej jeden taki przypadek: kasztelana wileńskiego Jana Kiszkę. W XVII wieku przykładem może być kresowy możnowładca Jerzy Niemirycz, właściciel ponad 50 wsi i 14 miast, jeden z najbardziej wpływowych polityków na Rusi. W końcu z przyczyn politycznych przyjął jednak prawosławie. W ogóle na Rusi droga tamtejszej szlachty i magnaterii do polskości często wiodła w ten sposób, że jej przedstawiciele najpierw w XVI wieku nawracali się na któreś z wyznań protestanckich (porzucając dla nich prawosławie), a dopiero następne pokolenia z Kościołów protestanckich przechodziły na katolicyzm. 

Czy wśród arian byli chłopi?

Wacław Urban znalazł kilka takich przypadków. Moim zdaniem wynikało to głównie z naśladowania wiary panów. Arianie, jak cała szlachta, żyli z wyzysku chłopów, ale w ich wypadku, jak na standardy Rzeczpospolitej Szlacheckiej, był to dość „humanitarny wyzysk”. Gdy wyjeżdżali ze swoich majątków na Wołyniu, chłopi rozpaczali, że opuszczają ich „dobrzy panowie”. Niewielką liczbę arian można było znaleźć wśród raczej dość ubogiego mieszczaństwa z małych miasteczek, na przykład na Sądecczyźnie.

O jakich w ogóle liczbach mówimy, ile było arian w XVI i XVII wieku?

W okresie największego rozkwitu arianizmu w Polsce liczbę ich oceniam na 10 tysięcy, maksymalnie 12 tysięcy. Źródła z epoki mówią o „tysiącach arian studiujących w Rakowie”, ale trzeba ostrożnie podchodzić do tych liczb. Sam Raków liczył w XVI-XVII wieku nie więcej niż kilka tysięcy mieszkańców – gdzie by pomieścił tych wszystkich studentów? Jeśli w literaturze z epoki pada słowo „tysiące”, to niekoniecznie oznacza rzeczywiste tysiące, tylko „bardzo dużo” – stosunek do liczb był wtedy dość niefrasobliwy.

Jak społeczeństwo Rzeczpospolitej szlacheckiej przyjmowało braci polskich? Czy nie byli oni granicą jego tolerancji?

Nie. Szlachta utrzymywała z nimi stosunki towarzyskie, rodzinne, bracia polscy brali udział w wystąpieniach przeciw królowi – na przykład w rokoszu Zebrzydowskiego (1606–1609). To była grupa bardziej wykształcona niż reszta szlachty, obyta w świecie, znająca języki. Dlatego często wykorzystywano ich do służby dyplomatycznej – także na wielu magnackich, nawet katolickich dworach. Tak jak w całym stanie szlacheckim, wśród arian problemem był nadmiar szlachty. Szlachty było zbyt wiele, by mogła się ona utrzymać z majątków rodzinnych, więc ariańska szlachta zaciągała się na służbę do zamożnych panów innych wyznań, zastrzegając tylko, że zachowają własną wiarę.

Grupą społeczną, która najbardziej nienawidziła arian i najsilniej przeciw nim agitowała, było duchowieństwo różnych wyznań. Nie tylko katolickiego, także protestanckiego. Aktywni, dużo piszący po polsku bracia polscy, po prostu „kradli im wiernych”.

Arianie podzielali dominującą kulturę szlachecką, właściwe im przekonania i styl życia?

W dużej mierze tak. W Polsce, w przeciwieństwie na przykład do Francji, nigdy nie wytworzyła się wyraźnie odrębna od katolickiej protestancka formacja społeczna. We Francji hugenoci (i do pewnego stopnia widać to do dziś) na co dzień postępowali, żyli zupełnie inaczej niż reszta szlachty. Polskiej reformacji się to nie udało: nie wytworzyła się ani kalwińska, ani luterańska, ani ariańska formacja społeczna.

Szlachta wytworzyła bardzo silną, bogatą kulturę ziemiańską, opiewającą uroki życia na wsi, gospodarowania na własnym, średnim gospodarstwie, gdzie szlachcic żyje w harmonii z przyrodą, ciesząc się darami bożymi. Dowolny utwór literatury ziemiańskiej powiela te obrazy – nieważne, czy pisał go katolik, kalwin, czy arianin.  Bardziej niż stylem życia, poglądami na życie doczesne, arianie różnili się poglądami na życie po śmierci. Odrzucali wiarę w piekło, wierzyli, że dusze ludzi, którzy nie dostąpili zbawienia, po prostu się roztapiają.

Jak wyglądała kościelna organizacja arian?

Wspólnoty kościelne braci polskich nie miały żadnego naczelnego zwierzchnika. Każda wspólnota wybierała służącego jej duchowego przywódcę. On prowadził modlitwy, pisywał traktaty moralne, brał udział w sporach dogmatycznych. Ogół szlachty ariańskiej zbytnio nie wdawał się w teologiczne spory. Przypominał w tym szlachtę katolicką, którą dogmatyka też nie interesowała. Nie należy zapominać, że wśród polskich różnowierców panował przez długi czas nurt przychylny pojednaniu z katolicyzmem – postulujący stworzenie osobnego obrządku polsko-protestanckiego, działającego na analogicznej zasadzie, co obrządek greckokatolicki. Arianie z całej Polski zjeżdżali się co rok, dwa, czasem co trzy na synody, na których podejmowano decyzje dotyczące ariańskiej polityki wobec państwa, wydawania tych, a nie innych dzieł. Synod był podstawową instytucją integrującą społeczność braci polskich.

Jak wyglądała ich działalność wydawnicza?

Była bardzo aktywna. Każdy szlachcic na swoich włościach mógł czynić przecież, co chciał, w tym budować drukarnię – i często ariańska szlachta tak czyniła. Próby ograniczenia druku ariańskich tekstów od XVII wieku nie były zbyt skuteczne. Nawet gdy z rozkazu trybunałów zamykano drukarnie i wypędzano duchownych, oni wracali po kilku miesiącach, gdy tylko szum ucichł.

Kiedy kończą się dzieje arian w Polsce?

Bracia polscy działali na terenie Rzeczpospolitej do 1658 roku, gdy zostali wygnani dekretem Sejmu. Ci, którzy chcieli zostać, musieli nawrócić się na kalwinizm. Potem uznano, że jako kalwini i tak będę wyznawać w ukryciu swoją wiarę, i zdecydowano, że zostać mogą tylko ci, którzy przyjmą katolicyzm. Reszcie skonfiskowano majątki. Stanisław Kot pisał, że arianie popadli wtedy w biedę, żyli, utrzymując się z rzemiosła. Nie jest to do końca prawda. Większość z nich obchodziła przepisy, na przykład sprzedając przed konfiskatą majątek najbliższym katolickim krewnym. Większość braci polskich opuściła wtedy Rzeczpospolitą, ale krewni posyłali im dochody z majątków. Część wracała, nawracając się na katolicyzm. Za przykład może posłużyć brat wspomnianego Jerzego Niemirycza, Stefan. Po śmierci na emigracji w Niemczech żony, zagorzałej arianki, przyjął katolicyzm, zaczął robić polityczną karierę, a nawet został wojewodą kijowskim.

Gdzie arianie udali się na wygnanie?

Do Siedmiogrodu i Prus Książęcych, część dalej do Niderlandów, stamtąd do Anglii i Stanów. Ja sam specjalnie jeździłem na tereny Siedmiogrodu, dziś Rumunii, do miejscowości Klusz-Napoka, by badać życie ariańskich emigrantów. Bracia polscy żyli tam przez długi czas, stopniowo madziaryzując się. Ostatni akt rozwiązania tamtejszej gminy spisany był już w języku węgierskim, choć bardzo długo zachowała ona swoją autonomię. Bracia, którzy wyjechali do Niderlandów czy Anglii, szybciej przechodzili na kalwinizm.

Podróżowali nie tylko ludzie, ale także idee. Jak twierdzi Zbigniew Ogonowski, arianie wywarli wpływ na wczesne europejskie oświecenie XVII wieku, przede wszystkim poprzez postulat racjonalnego traktowania spraw wiary i żądanie tolerancji – swobody wyboru wiary. Wynikał on z ich głębokiego przekonania, że wszelkie prześladowania religijne są głęboko sprzeczne z duchem Ewangelii. Bracia Polscy byli prawdziwie wstrząśnięci tym, co w okresie wojen religijnych działo się w Europie Zachodniej.

Dlaczego wygnano ich z Rzeczpospolitej?

Powszechna opinia mówi, że za karę za sprzyjanie Szwedom w okresie potopu. Ale tak naprawdę bracia polscy nie wyróżniali się tu niczym szczególnym, w pierwszym etapie potopu szwedzkiego lwia część szlachty sprzyjała najeźdźcom. Arianie, których delegacja spotkała się z królem szwedzkim Karolem Gustawem jesienią 1655 roku na Wawelu, nie byli pod tym względem wyjątkiem.

Co więc takiego się stało, że nagle ta tolerancja społeczeństwa szlacheckiego dla braci polskich, o której pan profesor mówił, nagle się skończyła?

Nie doceniamy dziś roli, jaką potop szwedzki odegrał w zbiorowej psychice Rzeczpospolitej szlacheckiej. To był o wiele większy szok dla ówczesnego społeczeństwa niż na przykład pierwszy rozbiór Polski. Pierwszy rozbiór uważano po prostu za kolejne okrojenie terytorium. Fakt, że tak mały kraj jak Szwecja w pierwszym okresie potopu zajął praktycznie całą Rzeczpospolitą, że większość szlachty właściwie poddała się Szwedom, był prawdziwym szokiem dla społeczeństwa szlacheckiego. Uznano, że musi to być kara boska za łamanie przykazań, w tym za tolerowanie herezji. I że heretyków trzeba ukarać. Ani Żydów, ani nielicznych muzułmanów nie uważano za heretyków. Musiało paść na któreś z wyznań protestanckich, a arianie byli jednym z najsłabszych, najbardziej rozpoznawalnych i radykalnych. Ich publikacje kwestionujące boskość Chrystusa i istnienie Trójcy Świętej budziły powszechne zgorszenie. W dodatku, w przeciwieństwie do luteran i kalwinistów, nie mieli potencjalnych protektorów w państwach ościennych, którzy ich prześladowanie mogli uznać za pretekst do interwencji.

Co zabawne, gdy już wygnano arian, a Polska w latach osiemdziesiątych ponosiła klęski w wojnach z Moskwą, w publicystyce szlacheckiej dało się słyszeć głosy typu: „Jakże to tak, wygnaliśmy arian, tych największych bluźnierców, a Rzeczpospolita ciągle ponosi klęski”.

Wygnanie arian to kres tolerancji religijnej Rzeczpospolitej?

Tak, piszę o tym w swojej książce Państwo bez stosów. Trzeba pamiętać, że dziesięć lat po wygnaniu arian do konstytucji sejmowych wpisano zakaz apostazji, czyli porzucania religii panującej, obwarowując go sankcjami karnymi. Co ciekawe, zakaz ten utrzymano w Konstytucji 3 maja, na co jej współcześni wyznawcy nie zwracają uwagi.

Jak wyglądała recepcja historii i myśli arian w Polsce?

Po ich wygnaniu na długi czas urywa się. Polskie oświecenie ciągle odnosi się do nich niechętnie, zarzucając im brak patriotyzmu. Fałszywa teza o szczególnym sprzyjaniu Szwedom powszechnie się wtedy przyjęła, autorzy oświecenia uważali, że wobec takiej zdrady trudno było braci polskich nie wygnać z ojczyzny. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczął ich wydawać Aleksander Brückner, uznając ich wkład w kulturę. Później recepcja ożywa za sprawą Stanisława Kota, jako ważna tradycja kulturalna, nie ściśle religijna.

[1] Hutterowcy – anabaptyści morawscy, uczniowie J. Huttera. W XVI wieku osiedlali się na Morawach, żyli we wspólnotach opartych na wspólnej własności.

Janusz Tazbir – polski historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce, członek Polskiej Akademii Nauk.

Rozmowa pochodzi z książki Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.