Czytaj dalej

Stawiszyński: Piekło na ziemi

Gdyby nie Stwórca, którego powinowatymi czuły się siostry, nie byłoby katowni, jaką stał się dom dziecka w Zabrzu.

To nie jest opowieść o jakiejś jednej siostrze zakonnej, która z powodu swoich skłonności do przemocy wielokrotnie nadużywała prawa. To nie jest nawet opowieść o jakimś konkretnym zakładzie opiekuńczym i wyjątkowo niekorzystnym splocie okoliczności, który sprawił, że osoby pełniące w nim rolę wychowawczyń okazały się głęboko zdemoralizowane i okrutne. W istocie historia domu dziecka prowadzonego przez siostry boromeuszki w Zabrzu to zaledwie pryzmat, przez który widać panoramiczny obraz polskiej kultury i zajmującego w niej niekwestionowaną, uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego. Instytucji totalnej – wedle słynnej definicji Ervinga Goffmana. Autonomicznej względem świata, niepodległej jurysdykcji państwowych urzędów i służb, autorytarnej i przenikniętej symboliczną, psychiczną i fizyczną przemocą. Wspartej przy tym na absolutnym autorytecie bóstwa, opromienionej jego zimnym, oślepiającym blaskiem.

Lektura książki Justyny Kopińskiej Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie – powstałej na kanwie głośnego reportażu pod tym samym tytułem opublikowanego w 2014 roku na łamach Dużego Formatu – przywodzi do pytań fundamentalnych. Nie tylko o prawne regulacje dotyczące działania instytucji opiekuńczych w tym kraju, ale także, a może przede wszystkim, o symboliczny i praktyczny status Kościoła, o jego miejsce w polskim życiu publicznym, jego uprawnienia i przywileje.

Wbrew być może interpretacji samej autorki, a przynajmniej wbrew interpretacjom niektórych recenzentów, jestem bowiem przekonany, że chodzi tutaj o zjawisko par excellence religijne.

Rzecz zatem nie – a w każdym razie nie tylko – w tym, że wszystkie instytucje dyscyplinujące, zakłady zamknięte, więzienia, sierocińce czy internaty, są szczególnie predestynowane do generowania określonych form przemocy. Rzecz w tym, że za to, co w Zabrzu się działo – i co działo czy dzieje się także w niezliczonej ilości innych tego typu kościelnych domów wychowawczych – odpowiada w ogromnym stopniu teologia: ów szczególny zespół przekonań, w oparciu o który tak jednostki, jak i grupy regulują swoje praktyczne działania.

Gdyby bowiem nie Stwórca Wszechświata, którego bezpośrednimi powinowatymi czuły się siostry, gdyby nie to, że jego przedstawicielstwem czuła i czuje się struktura je zatrudniająca, gdyby wreszcie nie to, że w ten właśnie sposób postrzegali je także członkowie i członkinie świeckich instytucji pedagogicznych, policji czy sądów zaangażowanych w tę bulwersującą sprawę – nie byłoby wokół katowni, jaką stał się dom dziecka w Zabrzu, tak długotrwałej i zapamiętałej zmowy milczenia. Rzecz jasna – rdzenny autorytaryzm polskiej kultury, specyfika funkcjonowania zakładów zamkniętych, marginalne wreszcie położenie w społeczeństwie „ludzi zbędnych”, osieroconych dzieci, pochodzących często z tzw. patologicznych rodzin, odgrywają tutaj swoją niepoślednią rolę. A jednak właśnie ów bezpośredni pas transmisyjny z transcendencją wydaje się wywierać decydujący wpływ – zarówno jeśli chodzi o kompletne poczucie bezkarności sióstr, ich przekonanie o własnej moralnej czystości usprawiedliwiającej każde działanie, jak i trwożną cześć, jaką żywili wobec nich przedstawiciele polskiego państwa, mający przecież obowiązek dbać o dobrostan i bezpieczeństwo wszystkich bez wyjątku obywateli.

Bodaj jeszcze jeden element ma z tym wszystkim istotowy związek, a mianowicie – zupełnie irracjonalny pogląd, że w tak trudnej i złożonej sferze, jak wychowawstwo i opieka nad dziećmi z trudnych środowisk, jakąkolwiek kompetencję daje kościelna czy zakonna formacja. Tu podobnie – gdyby nie przekonanie, że szczególnego pedagogicznego charyzmatu udziela duchownym sam Bóg, że zatem fundamentalną składową paidei ordynowanej w prowadzonych przez księży czy siostry ośrodkach jest siła wyższa, nie byłoby żadnych podstaw do tego, żeby umożliwiać im podobną działalność bez uprzedniego gruntownego wykształcenia, przygotowania w tym kierunku oraz – last but not least – państwowej kontroli.

Analogiczne ośrodki świeckie bowiem oparte są po pierwsze na określonych regułach dotyczących niezbędnych umiejętności, którymi muszą legitymować się wychowawcy (osobną sprawą jest realna jakość ich wykształcenia, rzecz jasna), po drugie podlegają zewnętrznemu nadzorowi, po trzecie wreszcie nie mocują swojego autorytetu na prerogatywach udzielonych bezpośrednio przez istotę boską. Kiedy te trzy warunki nie są spełnione – jak przekonująco pokazuje Justyna Kopińska – zakład wychowawczy zamienia się w piekło na ziemi.

Dlatego właśnie ośrodkiem w Zabrzu nikt się przez kilkadziesiąt lat nie interesował. Choć wychowankowie chodzili do świeckich szkół, choć byli regularnie bici przez swoich starszych kolegów i przez siostry, choć byli, niekiedy przy cichej aprobacie sióstr, a niekiedy tylko za ich wiedzą, gwałceni – ślady tej przemocy dawało się zaś zauważyć gołym okiem – żaden nauczyciel, żaden urzędnik nigdy nawet nie zainteresował się ich losem.

Tłumaczenia przedstawiane przez siostry – że dziecko upadło, uderzyło się o coś, spadło ze schodów – tłumaczenia tak przecież klasyczne, przyjmowane były bez mrugnięcia okiem. Także widoczne ubóstwo czy niedożywienie nie robiły żadnego wrażenia.

Kiedy zaś sprawa powoli zaczęła wychodzić na jaw – po tym jak jeden z dawnych wychowanków ośrodka zamordował w 2006 roku ośmioletniego Mateusza Domaradzkiego – okazało się, że systemowa przemoc w domu dziecka w Zabrzu trwa od lat 70. I że przy ówczesnej dyrektorce ośrodka, siostrze Scholastyce, aktualna – czyli siostra Bernadeta właśnie – okazuje się wcieleniem łagodności. Omerta była jednak tak silna, że nawet po ujawnieniu wszystkich bulwersujących faktów, niektórzy uczestnicy tego dramatu nadal nie dopuszczali do wiadomości tego, co się stało. Koronnym tego przykładem jest wypowiadający się w książce Kopińskiej biegły psycholog Andrzej Zyber, którego „ekspertyzy” odgrywały istotną rolę w śledztwie i procesie sądowym. Oto próbka jego refleksji: „W domach dziecka wychowankowie się nawzajem molestują (…) Nie wiem dlaczego wszyscy krytykują tak siostry, a przecież podobne rzeczy zdarzają się także w ośrodkach świeckich (…)”. Także doprowadzenie siostry Bernadety przed sąd udało się niemal wyłącznie dzięki determinacji prokuratury. Śmieszna kara dwóch lat więzienia – którą aktualnie siostra odbywa w jednym z zakładów karnych, choć przez długi czas starała się tego uniknąć, przedstawiając zaświadczenia o złym stanie zdrowia – dopełnia obrazu państwa, w którym przedstawiciele Kościoła katolickiego cieszą się niezasłużenie uprzywilejowaną pozycją. Ta historia pokazuje dobitnie do jakiej patologii to prowadzi.

Justyna Kopińska, Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?, Świat Książki, Warszawa 2015

**Dziennik Opinii nr 206/2015 (990)

Bio

Tomasz Stawiszyński

| Eseista, publicysta
Absolwent Instytutu Filozofii UW, eseista, publicysta. W latach 2006-2010 prowadził w TVP Kultura "Studio Alternatywne" i współprowadził "Czytelnię". Był m.in. redaktorem działu kultura w "Dzienniku" oraz szefem działu krajowego i działu publicystyki w "Newsweeku". W Polskim Radiu RDC prowadził audycję "Niedziela Filozofów czyli potyczki z życiem". Autor książki "Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii" (2013).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.