Czytaj dalej

Porwanie Edgarda Mortary

porwanie_edgarda

Przez dziesiątki lat w Państwie Kościelnym odbierano rodzicom sekretnie ochrzczone żydowskie dzieci.

Zmierzch 23 czerwca 1858 roku, Bolonia. W domu żydowskiego kupca Momola Mortary rozlega się nagły łomot. U drzwi stoi dwóch oficerów inkwizycji z rządowym poleceniem zabrania z domu sześcioletniego Edgarda. Powodem jest rzekomy potajemny chrzest chłopca udzielony przez służącą.  Fragment książki Davida I. Kertzera Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne, która ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa Czarne.

**
W piątek 25 czerwca 1858 roku, dzień po tym, jak żandarmi powieźli sześcioletniego Edgarda w dal brukowanymi bolońskimi ulicami, Momolo wciąż nie potrafił dojść do siebie. Nie miał pojęcia, kto niby ochrzcił jego syna, kiedy to się stało ani skąd inkwizytor dowiedział się o całej sprawie. Jedno tylko zdawało się pewne: chłopiec wciąż był gdzieś w mieście, najprawdopodobniej w klasztorze Świętego Dominika. Zanim marszałek Lucidi zabrał chłopca, Vitta, przyjaciel Momola, zażądał oświadczenia na piśmie. Lucidi skreślił więc następujące słowa: „W obecności p. Momola Mortary otrzymałem jego syna Edgarda, lat siedem [sic], który z rozkazu świętego inkwizytora ma zostać umieszczony w tym klasztorze”.

Jedyną nadzieją na kontakt z chłopcem był więc ksiądz Feletti. Momolo przypomniał sobie, że inkwizytor polecił mu przygotować paczkę z ubraniami. Choć zapowiedział, że kogoś po nią przyśle, Momolo postanowił osobiście zanieść ją do klasztoru i przy okazji wypytać o miejsce pobytu syna.

Po obiedzie przygotował zawiniątko i poprosił szwagra Angela Moscata, by ten towarzyszył mu w wyprawie do klasztoru Świętego Dominika. Kiedy zjawili się na okazałym dziedzińcu, jeden ze świeckich dominikanów poinformował ich, że Felettiego nie ma i powinni wrócić następnego dnia. Nazajutrz z rana przyszli więc ponownie i zostali zaprowadzeni do komnaty inkwizytora.

Feletti przyjął ich łaskawie, ale powiedział, że Edgardo nie będzie potrzebował ubrań. Nie chciał zdradzić, gdzie przebywa chłopiec. Zapewniał, że trafił pod opiekę człowieka, który zajmie się nim jak ojciec, lecz nie ujawnił nazwiska. Człowiekiem tym był brygadier Agostini.

Momolo i jego szwagier nic więcej nie wskórali. Wrócili do domu w ponurych nastrojach. Wkrótce dowiedzieli się od przyjaciół i sąsiadów, że widziano, jak powóz z Edgardem wyjeżdża z Bolonii – a więc chłopiec wcale nie trafił do klasztoru Świętego Dominika.

„Władze były świadome polskiego antysemityzmu, a mimo tego go użyły” [rozmowa z Andrzejem Paczkowskim]

Momolo był wstrząśnięty. Marianna odchodziła od zmysłów. Dobrze wiedzieli, co zgotował im los. Spotkało ich coś, czego bali się całe życie, podobnie jak wszyscy ich krewni i żydowscy przyjaciele.

Kościół uważał, że kiedy żydowskie dziecko zostanie ochrzczone, nie może pozostać u rodziców. Chrzest to nieodwracalny sakrament ustanowiony przez samego Jezusa; za jego sprawą człowiek staje się częścią mistycznego ciała chrystusowego i członkiem jedynego prawdziwego Kościoła. Ceremonia jest prosta. Wystarczy skropić skronie chrzczonej osoby wodą (najlepiej święconą, ale zwykła również czyni sakrament ważnym) i wypowiedzieć słowa: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. W normalnych okolicznościach dokonuje tego ksiądz. Niemniej każdy może przeprowadzić rytuał, o ile kieruje się odpowiednimi intencjami – nie trzeba nawet być chrześcijaninem.

Kościół uważał, że kiedy żydowskie dziecko zostanie ochrzczone, nie może pozostać u rodziców.

W Reggio i Modenie, gdzie dorastali Momolo i Marianna, zdarzały się przypadki, że żandarmeria łomotała w nocy do drzwi i żądała wydania ochrzczonego żydowskiego dziecka. Mortarowie z pewnością nie zapomnieli, co wydarzyło się w Reggio niespełna miesiąc przed narodzinami ich pierwszego syna. Wieczorem 12 lipca 1844 roku żandarmi przyszli do domu Abrama Maroniego i jego żony Veturiny. Poinformowali, że ich dziewiętnastomiesięczna córka Pamela została w tajemnicy ochrzczona. Wyrwali małą z rąk rodziców i odeszli. Abram dowiedział się później, że rzekomego chrztu udzieliła młoda dziewczyna, która przez kilka dni pracowała w ich domu. Skargi u arcybiskupa, księcia Modeny, nawet w Świętym Oficjum w Rzymie nic nie dały. Pamelę zabrano do miejscowego Domu Katechumenów. Instytucję tę założono w XVI wieku. Miała ona za zadanie nawracać Żydów i innych niewiernych. Maronim zabroniono wszelkich kontaktów z córką, do czasu gdy osiągnie ona dorosłość.

Momolo z pewnością znał też inną historię z Reggio, choć jeszcze nie zdawał sobie sprawy z jej wagi. Pewnego listopadowego dnia w 1814 roku gubernator polecił zabrać siedmioletnią Saporinę De’Angeli z domu rodzinnego. Kilka dni później lokalna społeczność żydowska pomogła zrozpaczonemu ojcu napisać list błagalny. Zaczynał się on od słów: „Abram, biedny, lecz uczciwy człowiek gorliwie przestrzegający Prawa Mojżeszowego, ale zarazem w pełni szanujący chrześcijańskie zasady, został pobłogosławiony siódemką dzieci, najstarsze dopiero co skończyło dziesięć lat. Nie wiedział, że po cichu trwają przeciw niemu knowania, które doprowadzą go do rozpaczy i łez”.

Sprawczynią raz jeszcze była niepiśmienna katoliczka. „Powiada się, że kobieta najniższego stanu, której imienia i prowadzenia się nieszczęsny człek nie zna, twierdzi, iż przy jakiejś prawie zapomnianej okazji w tajemnicy ochrzciła jego córkę Saporinę. Słowa te wystarczyły, by posłano żandarmów, odebrano dziecię łkającej matce i umieszczono w Domu Katechumenów”.

Kartki z historii

czytaj także

Kartki z historii

Jacek Leociak

Dziewczyna była dawną służącą rodziny. Udzieliła Saporinie chrztu kilka lat wcześniej: dziecko zachorowało i służąca przestraszyła się, że mogłoby umrzeć w grzechu. Protesty rodziny nic nie dały, natomiast sekretarz księcia Modeny ostro zbeształ przywódców społeczności żydowskiej za wtrącanie się w całą sprawę.

Uprowadzanie żydowskich dzieci nie stanowiło bynajmniej pozostałości mrocznych lat kontrreformacji: w dziewiętnastowiecznej Italii podobne przypadki zdarzały się często. Dlatego właśnie w październiku 1851 roku Żydzi z Reggio i Modeny napisali wspólną petycję do księcia Franciszka V. W pierwszych słowach jak zwykle deklarowali wierność i uznanie, potem jednak wzywali, by książę zaradził „niesłychanemu złu, które w niedawnej przeszłości dotknęło nas wiele razy. […] Mowa o straszliwym zagrożeniu czyhającym nawet dziś, w każdej chwili. Grozi nam, że pozbawi się nas potomków z powodu potajemnego chrztu. Doświadczenie uczy, że nawet najpodlejszy i najnikczemniejszy człowiek może w jednej minucie skazać rodzinę na rozpacz i pogrążyć cały Naród w żałobie i lęku”.

Uprowadzanie żydowskich dzieci nie stanowiło bynajmniej pozostałości mrocznych lat kontrreformacji: w dziewiętnastowiecznej Italii podobne przypadki zdarzały się często.

Kiedy więc w mieszkaniu Momola zjawili się marszałek Lucidi i żandarmi, ich zamiary były oczywiste – tym bardziej że krótko wcześniej wydarzył się kolejny tego rodzaju przypadek, o tyle niezwykły, że omawiano go na najwyższych szczeblach władzy. 9 czerwca 1858 roku członek piemonckiego parlamentu (a więc poddany Wiktora Emanuela II) zabrał głos i oznajmił deputowanym: „W Modenie wielokrotnie dochodziło do chrzczenia żydowskich dzieci, z zemsty, z ciemnoty lub z powodu bigoterii niektórych służących. Gdyby te nielegalne działania oznaczały jedynie, że ktoś niepowołany skropił dziecko wodą, nie byłoby problemu”. Ale niestety sprawy mają się inaczej, gdyż wystarczy taki właśnie drobiazg, by w domu zjawił się oddział żandarmerii i zabrał dziecko, które odtąd będzie wychowywane w wierze katolickiej. „To największa zniewaga przeciwko naturze, przeciwko podstawowym zasadom moralności. Prowadzi do niewyobrażalnego wręcz uciemiężenia!”

Na te słowa z prawej strony sali, gdzie zasiadali konserwatywni i prokościelni parlamentarzyści, dobiegł gniewny szmer. Deputowany obrzucił ich spojrzeniem i ciągnął: „Oszczędzę moim adwersarzom trudów i od razu ujawnię, że o wszystkim poinformowali mnie moi żydowscy przyjaciele z Modeny. Przekazali oni także stosowne dokumenty”. W Turynie „żyje obecnie rodzina, która musiała salwować się ucieczką z Modeny ze strachu, że porwą im córkę, gdyż pewna młoda służąca oznajmiła, że udzieliła jej chrztu”.

Na koniec deputowany uderzył w patriotyczny ton: „Sumienie nakazuje mi mówić o tej sprawie. Zabieram głos, ponieważ żyjemy w XIX wieku i tego rodzaju występek przeciwko prawom natury i moralności powinien zostać potępiony przynajmniej w jedynym włoskim parlamencie, jedynej instytucji w całych Włoszech, która dzięki staraniom Ludu i wierności Władcy wciąż może określać się mianem wolnej”. Kiedy schodził z mównicy, parlamentarzyści zasiadający po lewej stronie sali oklaskiwali go i wołali: „Brawo!”, natomiast z prawej strony dobiegały obelgi i pomruki niezadowolenia.

Sekielski: Księża wykorzystują seksualnie dzieci. Ludzie to wiedzą, a mimo tego milczą. Dlaczego?

W dniach po uprowadzeniu Edgarda niewielka społeczność żydowska w Bolonii (której wielu członków łączyły z rodziną chłopca rozmaite więzi) wzięła się do działania. Wieści zaczęły się rozchodzić do innych gmin żydowskich w całej Italii. Nie dotarły bodaj tylko do jednej Żydówki w mieście, a mianowicie do babki Edgarda, nikt bowiem nie miał serca powiedzieć jej, co się stało. Ostatecznie poznała prawdę wiele miesięcy później, kiedy w dramatyczne wydarzenia włączyli się papież, szefowie rządów rozmaitych państw, a nawet sam cesarz.

Przeł. Jan Dzierzgowski

**|
porwanie_edgarda-mDavid Kertzer (1948) – amerykański antropolog, historyk i wykładowca akademicki specjalizujący się w naukach politycznych i historii Włoch. Jest autorem kilkunastu książek poświęconych dziejom Watykanu i Włoch. Laureat wielu nagród literackich i naukowych, w tym Nagrody Pulitzera za książkę Papież i Mussolini. Porwanie Edgarda Mortary znalazło się w finale Amerykańskiej Nagrody Książkowej, a także zostało uhonorowane nagrodą dla najlepszej książki o tematyce żydowskiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.