Czytaj dalej

Dziewczynki i młode kobiety ciągle obrywają najmocniej

lzejsza-od-swojego-cenia

To kobiety wciąż słyszą bardzo wyraźny i głośny komunikat, w którym ich wartość wyznaczana jest według wagi ciała i wyglądu. To oczywiście nie wywoła zaburzeń odżywiania, na nie składa się o wiele więcej problemów – ale z pewnością nie pomaga tym, którzy się z nimi zmagają. Z Katie Green, autorką komiksu „Lżejsza od swojego cienia” opowiadającego o zmaganiach z anoreksją, rozmawia Olga Wróbel.

Olga Wróbel: Nazywasz się Katie Green, tak samo jak bohaterka twojego komiksu. Czy mamy z tego wnioskować, że to historia całkowicie autobiograficzna?

Katie Green: Tak, Lżejsza od swojego cienia to opowieść o mnie.

Nie miałaś ochoty ukryć się za postacią fikcyjną?

Zastanawiałam się nad tym, ale uznałam, że historia będzie bardziej wiarygodna, jeżeli czytelnik będzie miał pewność, że nie ma podziału na autorkę i narratorkę. Dzięki temu nawet, kiedy komiks robi się bardzo mroczny, wiemy, że osoba, która nam o tym opowiada, przetrwała.

Ten komiks to twój debiut, jest poważny treściowo i objętościowo. Czy nie byłoby łatwiej zacząć od prostszej formy?

Czułam, że muszę o tym opowiedzieć, że nie będę mogła iść dalej jako autorka i ilustratorka, jeżeli ta historia pozostanie nieruszona.

W posłowiu wspominasz o Craigu Thompsonie i Blankets, sztandarowym komiksie o cierpieniach dorastania. Czy czytałaś dużo komiksów zanim przystąpiłaś do rysowania własnego?

Jako nastolatka nie czytałam komiksów, ale potem odkryłam powieści graficzne i zakochałam się w nich, szczególnie w autobiograficznych. Zaczęłam właśnie od Blankets i od Mausa Arta Spiegelmana. Zupełnie zmieniło to moje spojrzenie na komiks, nabrałam ochoty, żeby napisać i narysować swój własny.

Świdziński: Chciałbym pracować w budżetówce, a komiksy robić po pracy

Skoro wcześniej twój kontakt z komiksem był ograniczony, nie wyrosłaś na zeszytówkach i batmanach, jak poradziłaś sobie ze stroną techniczną? Jesteś rysowniczką, ale komiks to zupełnie inne medium, specyficzne połączenie tekstu i obrazu.

To prawda. Czułam się, jakbym musiała opanować nowy język. Z drugiej strony ten język idealnie pasował do historii, którą chciałam opowiedzieć, więc nie było to aż tak męczące. Może dzięki temu, że nie czytałam zbyt wielu komiksów, zachowałam pewną swobodę, nie miałam silnie wpojonych nawyków formalnych i udało mi się działać na własnych zasadach.

Jak wyglądała praca nad scenariuszem? Opowiadasz o własnym życiu, o wydarzeniach stosunkowo niedawnych. Dysponując niewielkim dystansem musiałaś zdecydować, co zachować, co pominąć, jak wprowadzić czytelnika w swoje doświadczenia.

Ten komiks miał wiele wersji, napisałam kilka scenariuszy, zanim historia przybrała odpowiedni kształt. Chciałam osiągnąć maksymalną szczerość i wiarygodność, ale to groziło zanudzeniem czytelnika. W praktyce dochodzenie do zdrowia to żmudny i monotonny proces. Jak to pokazać w przystępny sposób, nie zakłamując jednocześnie rzeczywistości? Tego typu dylematy były najtrudniejsze do rozwiązania.

Dziecięce koszmary i koszmarnie wielki kosmos

Na szczęście miałaś do pomocy redaktora. Pokazywałaś mu skończone rozdziały czy dyskutowaliście o komiksie w szerszym zarysie?

Redaktor pojawił się już na etapie storyboardów i niesamowicie mi pomógł. Dzięki niemu udało się przekształcić osobiste doświadczenie w czytelną, zrozumiałą historię. Wcześniej nie stykał się z problemami, które poruszałam, dlatego łatwiej było mu dostrzec, kiedy coś stawało się niejasne czy zawikłane. Wtedy zadawał pytania i prostowaliśmy wątek. W ten sposób przeanalizowaliśmy wszystkie wersje scenariusza, żeby uniknąć korekt na etapie rysowania.

Twój komiks dotyczy bardzo bolesnych spraw – czy udało ci się je przepracować zanim zasiadłaś przy biurku? A może to właśnie proces twórczy był terapeutyczny, pozwolił zrozumieć, co się stało?

Bardzo długo czekałam, zanim zaczęłam rysować. Chciałam, żeby te wydarzenia stały się odległą przeszłością, a nie areną codziennej walki. Szybko przekonałam się jednak, że przeszłość ma tendencję do wypływania ze starannie zaprojektowanych dla niej przegródek, szczególnie jeżeli próbujesz się z nią uporać za pomocą papieru i pisaków. Nie nazwałabym rysowania terapią – czasami miałam wrażenie, że zanurzanie się w tym na nowo raczej mi szkodzi, niż pomaga – ale na pewno dzięki tej książce spojrzałam na to, co mnie spotkało, w inny sposób.

Ludzie często uważają, że nastolatki z zaburzeniami odżywiania pochodzą z rodzin z problemami: patologicznych, rozbitych czy w inny sposób dysfunkcyjnych. Ty mówisz jasno: miałam szczęśliwe dzieciństwo. A jednak już w początkowych scenach widzimy was wszystkich na spotkaniu z terapeutą.

Terapia rodzinna to standardowa procedura, proponowana przez brytyjską służbę zdrowia w przypadku młodych osób z zaburzeniami odżywiania. W założeniu ma pomóc rodzinie zrozumieć problemy osoby chorej, wspierać proces leczenia. Nam nie przypadła szczególnie do gustu.

Chrześcijanie wierzą w Boga, ja wierzę w Anę

czytaj także

Czytając twój komiks, byłam zaskoczona faktem, że twoja rodzina tak szybko zauważyła, że dzieje się coś złego. Nikt tnie mówił: „A, nastolatki, one tak mają, ciągle niezadowolone, ciągle na diecie”. Poważnie traktuje cię także lekarz. Czy brytyjska służba zdrowia jest przygotowana na tego rodzaju wyzwania?

W ostatnich latach sytuacja bardzo się poprawiła, szczególnie jeżeli chodzi o młode osoby, poniżej osiemnastego roku życia, ponieważ są kwalifikowane jeszcze jako dzieci. Opieka pediatryczna jest dużo sprawniejsza niż ta przeznaczona dla dorosłych. Dla osób na granicy osiemnastki przejście z jednego systemu do drugiego może być niezłym wstrząsem. Nie jest idealnie, prawdziwy lekarz stawiał diagnozę o wiele dłużej niż ten komiksowy, odczekaliśmy także swoje w kolejkach. Mamy szczęście, że korzystamy z bezpłatnej służby zdrowia, system jest dobrze wymyślony, ale nie zawsze działa tak, jak powinien.

Twoja bohaterka wydaje się bardzo przywiązana do okresu dzieciństwa. Kiedy jej koleżanki rozmawiają o chłopcach, makijażu, pocałunkach, ona siedzi cicho na łóżku, przytulając misia. Kiedy po raz pierwszy mówi słowo „seks” w kontekście jakiejś głupiej przekomarzanki, jej matka wpada w złość, a potem przekonuje, że nie czas jeszcze na golenie nóg, Katie jest przecież nadal dziewczynką. Bohaterka nie ma ochoty dorosnąć, ale rodzina ją w tej niechęci wspiera.

Powiedziałabym, że to prawda, na pewno nakręcaliśmy się wzajemnie. W tym okresie czułam, że wszystko dzieje się za szybko, że nie jestem gotowa na zmiany. Rodzice widzieli, że jestem przerażona, że nie chcę, żeby te procesy zachodziły. Nowa szkoła, dojrzewając ciało…

Życie Adelki

czytaj także

Życie Adelki

Adelajda Truścińska

Odmowa jedzenia zatrzymuje cię w czasie na dwa sposoby: nie rośniesz w sensie praktycznym. Ale nie zamieniasz się także w kobietę: zatrzymuje ci się miesiączka, zachowujesz sylwetkę chłopca, biodra i klatka piersiowa pozostają płaskie. Problemy stają się wyraźne w okresie dojrzewania, ale zaczynają się wcześniej: widzimy dziewczynkę targaną niepokojami, z niską samooceną, starającą się wszystko kontrolować. Potrzeba kontroli staje się motywem przewodnim twojego życia.

Nie wiem, czy to był główny mechanizm, ale na pewno miałam tendencje do zachowań obsesyjnych. Same w sobie nie muszą być aż tak problematyczne, ale u mnie połączyły się z zamętem okresu nastoletniego i skoncentrowały wokół jedzenia, a to już było niebezpieczne. Odkąd na scenę wkroczyło jedzenie, wszystko potoczyło się bardzo szybko i w najgorszym możliwym kierunku.

Wspólne jedzenie posiłków to w twojej rodzinie ważny rytuał. Zbieracie się przy stole, rozmawiacie, dyskutujecie. Wydaje się to zupełnie przyjemne, a jednak przy tym samym stole musisz siedzieć, dopóki nie zjesz wszystkiego z talerza – a jeśli nie zjesz, jedzenie czeka na ciebie rano. Czy anoreksja była do pewnego stopnia wymierzona w rodzinę i jej zasady?

Jeżeli tak, to nieświadomie – ale faktycznie, to prawdopodobne. Może w ten sposób starałam się podkreślić, że teraz to ja panuję nad swoim życiem, podejmuję decyzje.

W PRL-u były „rodziny” i „rodziny pijackie”

Kiedy twoja bohaterka dorasta, wszyscy czują się uprawnieni do komentowania zmian zachodzących w jej ciele: rodzice, znajomi, nauczyciele. Czy kultura pogrążona w cielesnej obsesji nadal uderza mocniej w dziewczynki, czy może sytuacja zaczęła się wyrównywać?

Myślę, że dziewczynki i młode kobiety ciągle obrywają najmocniej. Owszem, problem dotyczy też chłopców i młodych mężczyzn, ale to kobiety ciągle słyszą bardzo wyraźny i głośny komunikat, w którym ich wartość wyznaczana jest według wagi ciała i wyglądu. To oczywiście nie wywoła zaburzeń odżywiania, na nie składa się o wiele więcej problemów – ale z pewnością nie pomaga tym, którzy się z nimi zmagają.

Czy anoreksja jest wytworem dzisiejszych czasów?

Kobiety ciągle słyszą bardzo wyraźny i głośny komunikat, w którym ich wartość wyznaczana jest według wagi ciała i wyglądu.

Nie, istnieje jej odmiana z przeszłości, tak zwana anorexia mirabilis w średniowieczu przypisywana była kobietom, które za sprawą „cudu” traciły apetyt i przestawały zupełnie jeść, co oczywiście prowadziło najczęściej do ich śmierci. Związana była z religią, ideą świętości i czystości. Nie wydaje mi się, żeby zjawisko anoreksji nasiliło się w ostatnich dekadach, po prostu jesteśmy jej bardziej świadomi. Temat pojawia się w mediach, umiemy lepiej opisywać to doświadczenie, lepiej je rozumiemy. To może sprawiać wrażenie, że anoreksja związana jest szczególnie z obecnymi standardami urody, ale nie wydaje mi się, żeby tak rzeczywiście było.

W komiksie pokazujesz moment powrotu do szkoły po zakończeniu pierwszej terapii. Szybko zaczynasz czuć się rozczarowana – nikt nie zwraca na ciebie uwagi, nie zapewnia, że świetnie poradziłaś sobie z chorobą. Jednocześnie boisz się, że koleżanki uznają cię za osobę, która przesadnie szuka uwagi. Czy rzeczywiście patrzmy na anorektyczki jak na osoby uzależnione od troski innych?

Tak, to się chyba często zdarza. Myślę, że ludzie, którzy nie znają zaburzeń odżywiania z autopsji, mają często wrażenie, że niejedzenie jest wyborem – to błąd. Takie zachowanie może być wyborem na początku, ale potem rozwija się pełna postać choroby i cierpiąca na nią osoba nie podejmuje już racjonalnych decyzji – jeść, nie jeść, a jeśli jeść, to jak dużo. Chudnięcie nie jest wtedy dążeniem do wymarzonej sylwetki czy nawet wołaniem o pomoc, to po prostu objaw zaburzeń, nad którymi chory nie ma kontroli.

Anoreksja to niejedyny problem, z którym musi poradzić sobie twoja bohaterka. Jest osobą bardzo wrażliwą, ufną – i wykorzystuje to jej terapeuta. Nie bałaś się pisać otwarcie o tym, że jesteś ofiarą molestowania seksualnego?

Tak, byłam przerażona, że to także jest częścią mojej historii. Zastanawiałam się nawet, czy nie pominąć wątku molestowania, ale bez niego opowieść nie byłaby pełna. Chciałam pokazać, jak bezlitośnie została wykorzystana moja kruchość.

Co się stało z prawdziwym terapeutą, czy poniósł karę?

Wiele lat po tamtych wydarzeniach zdecydowałam się zgłosić sprawę na policję. Z wielu powodów wniesienie oficjalnego oskarżenia przeciwko niemu nie było już możliwe. Ale policja ma moje zeznanie, jeżeli kiedyś inna ofiara tego mężczyzny zgłosi molestowanie, będzie wiadomo, że wcześniej pojawiały się już sygnały. Co ciekawe, w wielu wywiadach ten wątek komiksu jest zupełnie pomijany, dziękuję, że o niego zapytałaś.

Hollywood to miejsce, w którym rządzi młodość. I mężczyźni

Pokazujesz w komiksie, że terapia to długi proces, rozłożony na wiele lat. Nie wystarczy raz „pokonać” chorobę, trzeba być przygotowanym na długotrwałe, codzienne zmagania. Po ilu latach od diagnozy udało ci się zjeść posiłek bez myślenia o tym, co właśnie robisz?

Hm, minęło siedem lat, może osiem? Niechętnie podaję konkretne liczby, bo myślę o osobach na początku tej drogi, będą pewnie przerażone, że powrót do równowagi trwał w moim przypadku tak długo. To bardzo indywidualna sprawa. Pewnego dnia zorientowałam się, że jem – i czuję się normalnie.

Czy twoi znajomi i rodzina czytali komiks? Czy dzięki niemu dowiedzieli się o tobie czegoś więcej?

Nie sądzę, żeby moja rodzina przeczytała komiks, tamte wydarzenia są dla nich cały czas zbyt bolesne. Przyjaciele wiedzieli o anoreksji, o molestowaniu też – ale bardzo niewiele osób porusza ze mną te tematy.

Jak możemy pomóc bliskim, zmagającym się z podobnymi problemami? Widzimy, że ktoś staje się niepokojąco szczupły, nigdy nie je w towarzystwie. Co zrobić?

Ważne, żeby z nimi rozmawiać, ale nie oskarżać, nie traktować z góry. Możliwe, że szybciej dostrzeżemy problem niż osoba, której on dotyczy. Należy też liczyć się z tym, że nasze próby poruszenia tematu jedzenia spotkają się z wrogim, agresywnym przyjęciem. Trzeba wtedy pamiętać, że mamy do czynienia z chorobą, i nie odsuwać się od osoby nią dotkniętą. To choroba sprawia, że bliski człowiek zachowuje się irracjonalnie, nieprzyjemnie, on nie ma na to wpływu. Najważniejsze jest wsparcie, wysłuchanie, a na pomoc przyjdzie czas, trzeba cierpliwie czekać na odpowiedni moment.

***

lzejsza-od-swojego-ceniaKatie Green wychowała się na przedmieściach Londynu. W 2002 roku wyjechała na studia do Bristolu, gdzie mieszkała przez dziesięć lat. Po zdobyciu wyższego wykształcenia w zakresie nauk przyrodniczych studiowała ilustrację sekwencyjną, w 2009 roku uzyskała dyplom z wyróżnieniem. Tworzenie graficznego pamiętnika Lżejsza od swojego cienia rozpoczęła w ramach pracy dyplomowej. Ukończenie liczącego ponad 500 stron komiksu zajęło jej blisko pięć lat. Książka po raz pierwszy ukazała się w Wielkiej Brytanii w 2013 roku. Katie tworzy ziny, krótkie formy komisowe i ilustracje dla wybranych klientów komercyjnych, a także pracuje nad szeregiem własnych projektów. Jej prace ukazują się w książkach, są również prezentowane na wystawach.

W Polsce komiks Lżejsza od swojego cienia w przekładzie Kamili Kowerskiej ukazał się nakładem Timof Comics.

Bio

Olga Wróbel

| Kulturoznawczyni, autorka komiksów
Kulturoznawczyni, autorka komiksów, pracownica muzeum. Prowadzi (wraz z Wojciechem Szotem) bloga książkowego Kurzojady.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.