Czytaj dalej

Jak Tumblr-lewica przegrała z South Park-prawicą

Alterprawica

Jak prawica wygrała trollingową wojnę kulturową w sieci, czyli Jakub Majmurek o książce Angeli Nagle „Kill All Normies”.

Zwycięstwo Trumpa umieściło w centrum amerykańskiej sfery publicznej dotychczas marginalną polityczną subkulturę: alterprawicę. Jeśli śledziliście trochę amerykańską politykę ostatniego pół roku, pewnie mniej więcej potraficie powiedzieć, czym ta subkultura jest. Wiecie, że to nurt antysystemowy, niechętny politycznej poprawności i feminizmowi, flirtujący z politycznymi skrajnościami (biały suprematyzm), populistyczny, wrogi globalizacji. Kojarzycie też pewnie, że jest on obecny głównie w sieci, posługuje się chętnie popkulturową subwersją i czasami dość obscenicznym humorem.

O alterprawicy napisano i powiedziano wiele. By mieć jej pełny obraz warto jednak sięgnąć po książkę Angeli Nagle Kill All Normies. Nagle nie tylko analizuje kariery najważniejszych osób kojarzonych z nurtem – Milo Yiannopoulosa, Richarda Spencera i innych – ale także bazę samego nurtu. Największą siłą tej publikacji jest portret internetowych subkultur – skupionych na platformach 4chan czy Reddit – jakie w ciągu ostatnich kilku lat stały się miejscem skrajnie prawicowej radykalizacji młodych mężczyzn.

Rasowy realizm, czyli lewica centrowa w sprawach kultury

Internet – w tym jego słabo widoczne publicznie rejony, odległe od zwyczajowego obiegu Facebooka i popularnych mediów społecznościowych – zmienił się bowiem w ostatnich latach w miejsce nowej amerykańskiej wojny kulturowej. Zdaniem Nagle nasza, lewicowo-liberalna strona, ją po prostu przegrała. Lewica, zafiksowana na polityce tożsamościowej, dyskusji o „bezpiecznych przestrzeniach na uniwersytetach” i problemach typu „czy twoje dredy nie stanowią aktu rasistowskiego przywłaszczenia czarnej kultury”, okazała się zupełnie bezbronna wobec sieciowej ofensywy nowej prawicy.

W wojnie tej prawa strona wykorzystała przeciw lewicy jej własną broń: kontrkulturową, ironiczną, ikonoklastyczną estetykę. Aktywistom internetowych kulturowych wojen z prawa udało się przedstawić swój obóz jako prawdziwie „antysystemowy” i „wolnościowy” – w przeciwieństwie do nudnej, sztywnej, pełnej cenzorskich zapędów, skrępowanej „poprawnością polityczną”, pozbawionej poczucia humoru strony lewicowo-liberalnej. Na każdy zarzut naszej strony alterprawica odpowiadała bezczelnie, że poglądy, jakie liberałowie atakują jako rasistowskie czy mizoginiczne, są po prostu żartem, którego opanowani purytańskim żarem, poważni jak bolszewiccy komisarze polityczni „bojownicy sprawiedliwości społecznej” po prostu nie łapią.

Od South Park-konserwatyzmu…

Konserwatyzm, wypływający z anarchicznego odruchu buntu wobec rzekomej liberalnej hegemonii, wyrażający się w kontrkulturowych formach, nie jest przy tym w Stanach niczym nowym. Już w 2001 roku konserwatywno-libertariański komentator Andrew Sullivan opublikował klasyczny dziś esej o „South Park-republikanizmie” – jak określał prawicową, silnie libertariańską i niechętną amerykańskiej liberalnej lewicy polityczną tożsamość, przywiązaną szczególnie mocno do wolności słowa i prawa do kontrkulturowej transgresji.

South Park odnosi się tu oczywiście do słynnego animowanego serialu pod tym tytułem, znanego z tego, że z zaciętością i brakiem szacunku atakuje zarówno konserwatywne, jak i liberalne świętości – być może dla tych drugich rezerwując nawet więcej złośliwości. Twórcy serialu – Matt Stone i Trey Parker – politycznie identyfikowali się najczęściej jako libertarianie. Podkreślali, że nie znoszą tradycyjnych konserwatystów, ale jeszcze bardziej liberalnej lewicy.

W 2005 Brian C. Anderson ogłosił drukiem książkę, stawiającą tezę, iż za sprawą nowych mediów – telewizji kablowej, małych, komercyjnych stacji radiowych, wreszcie internetu – młodzi Amerykanie przesuwają się silnie na prawo. Przy czym właśnie niechęć do politycznej poprawności jest główną siłą napędową ich ruchu na prawo.

Angela Nagle pokazuje, co stało się z „South Park-konserwatyzmem” w ciągu ostatnich 12 lat. Z radia i kablówki przeniósł się on do internetu. Tam anarchiczny, libertariański sprzeciw wobec lewicowo-liberalnych reguł dyskursu popycha młodych mężczyzn w stronę coraz bardziej radykalnych politycznych tożsamości.

… przez 4chana…

Sprzyjała specyfika internetowych platform, na których dokonywało się antyliberalne upolitycznienie młodych ludzi. Nagle skupia się na analizie dwóch: 4chana i Reddita. Obie dają użytkownikom o wiele większą anonimowość, niż takie media, jak Facebook, czy nawet Twitter. Co zachęca użytkowników do wzajemnej radykalizacji, agresji i braku odpowiedzialności za słowa.

Obie platformy, jak wynika to z książki, gromadzą osoby niechętne wszystkiemu, co w jakikolwiek sposób kojarzy się z głównym nurtem kultury. 4chanowcy przywiązani są do pierwotnego, „hakerskiego” ducha internetu, jaki ich zdaniem zniknął, gdy sieć i jej kiedyś undergroundowa kultura zawłaszczone zostały przez „mainstreamowe” korporacje, takie jak Facebook czy Instagram.

W tych antysystemowych wodach teoretycznie skuteczny połów mogłaby prowadzić zarówno prawica, jak i lewica. Jednak, choć 4chan wykorzystywał także anarchistyczny kolektyw hakerski Anonymous, to przede wszystkim alterprawica znalazła na nim podatny grunt dla swojej agitacji. Pomagał jej kontrkulturowy etos platformy i dominujący na niej sposób komunikacji – przy pomocy memów, obscenicznego humoru, poetyki skandalu. W takim środowisku komunikacyjnym łatwo było sprzedawać najbardziej obskuranckie, rasistowskie, czy mizoginiczne postawy jako kontrkulturową prowokację, żart.

Cały trik 4chanowej prawicy polegał jednak na tym, że ich rzekome żarty i prowokacje nigdy nie były po prostu żartami. Faktycznie przesuwały granice akceptowalnych poglądów ku politycznym ekstremom, radykalizowały politycznie użytkowników sieci. Przy tym, choć osoby wypowiadające się na 4chanie czy Reddicie podkreślały swoje przywiązanie do absolutystycznie rozumianej wolności słowa, to oba kanały komunikacji stawały się platformą do zachowań opartych na różnych formach cyberprzemocy, mających uciszyć i zastraszyć osoby o innych poglądach.

… do Gamergate

Najlepszym przykładem takiej oddolnej, ideologicznie motywowanej cybeprzemocy była tak zwana Gamergate. Nazwą tą określa się konflikt, jaki wybuchł w 2014 roku wokół obecności kobiet i feministycznych wątków w przemyśle gier wideo. Wszystko zaczęło się od gry Depression Quest, wydanej w 2013 roku przez projektantkę gier Zoë Quinn. Gra, poświęcona tematowi depresji, zebrała pozytywne recenzje, co już wywołało backlash ze strony części społeczności graczy.

Sprawa nabrała nowej dynamiki, gdy rok później były partner Quinn opublikował tekst, oskarżający ją o to, iż pozytywne recenzje w jednym z pism zawdzięcza intymnej relacji z pracującym tam dziennikarzem. Pod pretekstem „obrony standardów w pisaniu o grach” przeciw Quinn rozpętano w sieci kampanię nienawiści. Dostało się nie tylko jej, ale także innym obecnym w świecie gier wideo kobietom, wśród nich feministycznej krytyczce gier Anicie Sarkeesian.

Sarkeesian już wcześniej trafiła na celownik hejterów, gdy na Youtubie opublikowała serię filmów, analizujących obraz kobiet w popularnych grach. Spotkały się one z bardzo agresywną reakcją graczy, którzy analizy Sarkeesian odebrali jako próbę ataku na „ich kulturę” i narzucenia grom cenzury. Hejterskie kampanie nie ograniczały się jednak do nawet najostrzejszej dyskusji z tezami Sarkeesian, czy recenzjami gry Quinn. Kobiety zostały zasypane nienawistnymi wiadomościami, groźbami pobicia, śmierci i gwałtu. Ich prywatne konta w mediach społecznościowych były hakowane, hejterzy publikowali w sieci ich wrażliwe dane osobowe (adres itd.). Sarkeesian musiała odwołać jeden ze swoich wykładów po tym, gdy ktoś zadzwonił grożąc podłożeniem bomby.

Postprawdy, alt-prawica, Polska i gender

Wszystko to wzmocniło siłę antyfeministycznego backlashu obecnego w części środowiska graczy. Backlashu, który sprytnie zagospodarować była w stanie prawica. Głos w Gamergate zabierał m.in. zaczynający dopiero swoją medialną karierę Milo Yiannopoulos, broniący świata gier przed „upolitycznieniem” i „socjopatycznymi feministkami”.

Bunt samców beta

Do Yiannopoulosa jeszcze wrócimy, warto jednak przyjrzeć się jeszcze jednemu zjawisku, jakie ujawniło Gamergate: skali podskórnej mizoginii internetowej kultury we współczesnej Ameryce. Mizoginia i nienawiść do feminizmu są bowiem tym, co łączy wszystkie nurty alterprawicy. To właśnie antyfeministyczny backlash jest – jak pokazuje Nagle – podstawowym impulsem, odpowiadającym za skrajnie prawicową radykalizację młodych mężczyzn.

Antyfeministyczny backlash jest podstawowym impulsem, odpowiadającym za skrajnie prawicową radykalizację młodych mężczyzn.

Najbardziej fascynujący i najmroczniejszy rozdział Kill All Normies poświęcony jest analizie sieciowej „męskosfery” (Manosphere) – luźnej konstelacji blogów, platform dyskusyjnych i stron internetowych, gdzie swoją artykulację znajduje frustracja amerykańskich mężczyzn młodego pokolenia.

Co jest jej źródłem? Najbardziej ogólnie mówiąc, rozdźwięk między silnie uwewnętrznionym wzorcem męskości – na który składają się wysoki status społeczny, sukces finansowy, społeczny i seksualny – a możliwościami jego realizacji w Ameryce XXI wieku. Przy tym, jak pokazuje Nagle, jednym z najsilniejszym źródeł frustracji jest poczucie seksualnego odrzucenia, za które mężczyźni winią feminizm i emancypację kobiet.

Jednym z najsilniejszym źródeł frustracji jest poczucie seksualnego odrzucenia, za które mężczyźni winią feminizm i emancypację kobiet.

Nagle zabiera nas w przygnębiającą podróż po różnych internetowych subkulturach współczesnej umęczonej męskości. Pisze o „przymusowych celibatariuszach”, wzajemnie nakręcających się swoją samotnością i odrzuceniem, jak bohaterowie najbardziej smutnych fragmentów Cząstek elementarnych, czy Poszerzenia pola walki Houellebecqa. Na tym poczuciu osobistej krzywdy wyrasta cały przemysł poradnikowo-coachingowy. Od „trenerów uwodzenia”, obiecujących za odpowiednią opłatą przemianę „samców beta” w zwycięzców i zdobywców, jakim nie oprze się żadna kobieta; po subkultury konkludujące, iż współczesne kobiety są już tak „zepsute przez feminizm”, że mężczyźni powinni całkowicie odciąć się od kobiet i skupić na własnym rozwoju, ewentualne relacje z kobietami ograniczając do przygodnego seksu lub kontaktów z seks-pracownicami.

Subkultury te nie tylko wciskają zagubionym ludziom bzdurne, niedziałające recepty na ich problemy, ale także przesycone są skrajnie prawicową, mizoginistyczną ideologią. Świat z forów dyskusyjnych „przymusowych celibatariuszy”, czy stron takich jak Return of the Kings (prowadzona przez „trenera uwodzenia” i „męskiego aktywistę” Roosha V), jawi się jako dżungla, gdzie między mężczyznami toczy się wieczna, bezwzględna walka o zasoby: status, pieniądze, kobiety. Feminizm, idee emancypacji kobiet, to w takiej perspektywie jedynie ideologia, mająca na celu zasłonienie prawdziwego stanu rzeczy i pogorszenie pozycji mężczyzn w tej walce.

Nic dziwnego, że osobom postrzegającym świat przy pomocy takich kategorii – nawet jeśli sami czują się na razie przegranymi – Trump z jego seksizmem, skłonnością do ostentacyjnego podkreślania statusu i młodszą żoną jawić się musi, jako bohater, a jego zwycięstwo, jako obietnica cofnięcia w amerykańskiej przestrzeni publicznej zmian, jakie spowodował tam feminizm i kobieca emancypacja. Roosh V pisał po zwycięstwie Trumpa: „Jestem zachwycony, że mamy teraz prezydenta, który ocenia kobiety w skali 1-10, tak jak my, na podstawie ich wyglądu i kobiecego zachowania. […] Liberałowie nie będą nas już mogli dłużej nazywać seksistami i rasistami”.

Szalony sen polittechnologa

Na pianie tej oddolnej, sieciowej radykalizacji, unoszą się medialne gwiazdy alterprawicy. Osoby, które posługując się taktyką ironicznej, kontrkulturowej prowokacji, legitymizują skrajne idee w głównym nurcie, wykuwając dla nich poparcie w dyskusji z innymi przedstawicielami „klas gadających”.

Nagle przygląda się szczególnie dwóm: Richardowi Spencerowi, Milo Yiannopoulosowi. Ten pierwszy zasłynął, jako ideolog nowej formy białej supremacji, nawołujący do zmiany Stanów w „etno-państwo” białych, za sprawą „dobrowolnych czystek etnicznych” „kolorowych” mniejszości.

Kariera tego drugiego jest szczególnym przypadkiem. Zbudował on swoją obecność medialną jako prawicowy troll, walczący z feministkami, polityczną poprawnością i innymi zwyczajowymi demonami prawicy. Jednocześnie Yiannopoulos jest otwartym homoseksualistą, oskarżenia o rasizm zbywa deklaracjami, że większość jego kochanków to czarni. Choć sam jest produktem bardzo kosmopolitycznego środowiska, z chęcią włączał się w prawicowe nagonki przeciw migracji, mającej rzekomo niszczyć „amerykańską tożsamość”.

Yiannopoulos na fali zwycięstwa Trumpa coraz bardziej przesuwał się ku mainstreamowi. Przerwał to dopiero odkopany wywiad przed lat, w którym broni on pedofilii. Okazało się, że jest to granica, jakiej także w Ameryce Trumpa nie można przekroczyć nawet zasłaniając się ironią i subwersją. Kariera Yiannopoulosa nagle się załamała, nikt z jego dawnych przyjaciół z alteprawicy nie próbował go nawet bronić.

Yiannopoulos jest postacią karnawałową, celowo niepoważną, wygląda jak wyjęty ze snu szalonego polittechnologa, pochodzącego z jakiejś szczególnie odjechanej powieści Pielewina. Ta karnawałowość, celowa niepowaga, brak jakiejkolwiek spójnej ideologii, cechuje wszystkie medialne postaci alt-rightu. Czytając książkę Nagle mamy wrażenie, że alterprawica jest pierwszą polityczną rewolucją na amerykańskiej prawicy, która nie potrzebowała wcześniej legitymizującej ją rewolucji intelektualnej. Nurtem, gdzie trolling przeciwnika zastępuje wszelką ideologie.

Jakie są korzyści, gdy w łeb dostają naziści? [zobacz memy]

Ideologemy, jakimi posługują się Specner czy Steve Bannon – nacjonalizm gospodarczy, tradycyjna rodzina i męskość, obrona praw białych Amerykanów, krytyka demokracji masowej w duchu Nietzschego, czy zamykania się amerykańskiego uniwersytetu w stylu Allana Blooma – wydają się wymiennymi elementami, które dowolnie można stosować i przestawać. Alterprawica działa trochę jak współczesna rosyjska propaganda – nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

Dziesiątki płci i żadnej platformy

Amerykańska lewica zdaniem Nagle pozostaje jednak bezbronna wobec tej aideologicznej ideologii postmodernizmu stosowanego. Ze swojej własnej winy. W czasie, gdy alterprawica podbijała 4chan, lewica ze Stanów zajęta była zamykaniem się w swoich własnych komunikacyjnych bańkach. Główną przestrzenią stał się dla niej nie 4chan, ale Tumblr. Tożsamościowa lewica spod znaku Judith Butler stworzyła tam sobie „bezpieczną przestrzeń”, gdzie nie niepokojona przez nikogo zajmowała się problemami płynności wszelkich tożsamości, z płciowymi na czele, łazienkami dla osób trans, czy przywłaszczaniem dziedzictwa kultur globalnego południa przez białych Amerykanów.

Wiele tych spraw, to bardzo ważne kwestie, zasługujące na poważną dyskusję. W pozbawionej komunikacji z zewnętrznym światem internetowych bańkach język takich dyskusji zmieniał się jednak łatwo we własną karykaturę. Trudno inaczej traktować cytowane przez Nagle rozważanie z Tumblra o „cadengenderze” (tożsamość płciowa łatwo zmieniająca się pod wpływem muzyki), czy „feagenderze” (tożsamości płciowej zmieniającej się w zależności od pór roku).

Za zamknięciem się w takiej tożsamościowej bańce szła fatalna – zdaniem Nagle – polityka lewicy na amerykańskim kampusie. W ostatnich latach lewicowe aktywistki i aktywiści domagali się zmiany uniwersytetów w „bezpieczne przestrzenie”, gdzie studenci nie będą konfrontowani z krzywdzącymi ich (np. rasistowskimi) ideami, czy specjalnych ostrzeżeń, przed tekstami mogącymi wywoływać traumę. Za tym szła polityka non-platformingu, głosząca, iż nie może być debaty z osobami głoszącymi poglądy, jakie dana grupa aktywistów uznaje za „dyskryminacyjne”. Ofiarą takiego non-platformingu padać zaczęły nawet takie osoby, jak ikona drugiej fali feminizmu, Germaine Greer, którą aktywiści studenccy oskarżyli o transofobię, uniemożliwiając spotkanie z nią na uniwersytecie w Cardiff.

O ile można się zastanawiać, czy jest sens rozmawiać z kimś takim jak Richard Spencer, to Nagle ma rację, że obsesja na punkcie „bezpiecznych przestrzeni” i rozszerzana do absurdu polityka non-platformingu upośledziły anglosaską lewicę politycznie i intelektualnie. Taktyka ta uczyniła ją zupełnie niezdolną do polemizowania z alterprawicowymi klasami gadającymi i oddało im pole walkowerem.

Co gorsze, jak pokazuje Nagle, lewica nie potrafi rozmawiać także ze sobą. Na fali walki o nominację demokratów między Hilary Clinton, a Bernie Sandersem, podzieliła się między popierającą Hilary tożsamościową lewicę, a sympatyzującą z Sandersem bardziej społecznie nastawioną lewicę materialistyczną. Obie grupy do końca wyborów nie zdołały zawrzeć taktycznego sojuszu i zawiesić broni, bez politycznego rozumu strzelały do siebie z dział najcięższego kalibru. Lewica tożsamościowa każdą krytykę Hilary zbywała jako wyraz seksizmu popierających Sandersa „białych mężczyzn”, lewica materialistyczna zachowywała się, jakby to Clinton była wcieleniem całego zła współczesnego świata, a alternatywa dla niej naprawdę nie była dramatycznie gorsza.

Epoka Clinton?

W swoich wewnętrznych walkach lewica przy tym sama imitowała zagrania znane z Gamergate: zastraszanie przeciwników w dyskusji, bezpodstawne oskarżenia (na ogół o rasizm, mizoginię i transofobię), aż po hakerskie ataki i karalne groźby. Takiej hejterskiej kampanii doświadczał przez lata np. Mark Fisher, marksistowski krytyk kultury, po publikacji eseju Exiting the Vampire Castle, krytykującego tożsamościowe fiksacje anglosaskiej lewicy w sieci. Walczący całe życie z depresją Fisher w końcu popełnił samobójstwo. Nagle cytuje twitterowe reakcje na jego śmierć typu „Mark Fisher umarł […], gdyby tylko mizoginia na lewicy umarła razem z nim!”.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nietrudno zrozumieć, czemu prawicowym trollom tak łatwo przedstawić było liberalną lewicę jako siłę cenzorską i antywolnościową.

Co robić?

Książka Angeli Nagle to znakomita lektura, szkoda jedynie, że autorka skupia się wyłącznie na analizie internetowego dyskursu. Trudno na podstawie jej książki ocenić, jakie właściwie wyborcze znaczenie dla zwycięstwa Donalda Trumpa miały opisywane przez nią procesy w sieci. Nie wiemy, jak dużym wyborczym blokiem jest alterprawica z 4chana i jak w przyszłości będzie działać na amerykańską politykę.

Nie wiemy, jak dużym wyborczym blokiem jest alterprawica z 4chana i jak w przyszłości będzie działać na amerykańską politykę.

Kill All Normies zostawia nas w poczuciu przygnębienia i otępienia. Nie wiemy bowiem, co możemy zrobić z wiedzą, jaką dzięki niej zdobyliśmy. Nagle też nie udaje, iż posiada receptę, jak rozbroić bombę skrajnie prawicowej radykalizacji młodych mężczyzn. Trudno znaleźć polityczną odpowiedź na cierpienia „przymusowych celibatariuszy”.

W kilku miejscach książki pojawia się myśl, iż lewica musi przepracować skojarzenie, że bycie w kontrze i subwersja są zawsze czymś samym przez się dobrym. Trzeba się zdobyć na odwagę, by czasem stanąć po stronie nudnej słuszności. Ale jednocześnie nie można tego robić w tonie histerycznych żądań cenzury. Zamiast tego, znów szeroko rozumiana nie-prawica, musi się ponownie nauczyć skutecznie bronić swoich idei na uniwersyteckiej i medialnej agorze. W jakimś sensie alterprawica i tumblrowy lewicowy liberalizm pokazują dwa ślepe zaułki postmodernistycznej sfery publicznej. Najwyższy chyba czas wyjść poza postmodernizm.

Charlottesville i długi romans Trumpa ze skrajną prawicą

Już po publikacji książki doszło do zamieszek w Charlotsville. Zdaniem autorki to może być początek końca alterprawicy. Jednoznacznie rasistowski przekaz i przemoc nie dają się już dłużej rozwodnić w postmodernistycznej ironii i wieloznaczności. Nawet, jeśli tak będzie, by skapitalizować to politycznie, amerykańska lewica i liberałowie będą musieli wykonać sporo pracy.

Czytając Kill All Normies myślałem też o Polsce. Także w Polsce prawica wygrała trollingową wojnę kulturową w sieci. Jak do tego doszło, to temat na osobny tekst – mechanizmy radykalizacji są tu inne, choć techniki czołowych gwiazd polskiego prawicowego internetu często importowane były zza Oceanu. Książka Nagle nie tłumaczy polskiej rzeczywistości, z pewnością powinna za to stanowić ostrzeżenie dla polskiej lewicy, przed przyjmowaniem ze Stanów najbardziej niefortunnych taktyk z „bezpiecznymi przestrzeniami”, „non-platformingiem” na czele, jak i wszystkiego, co buduje toksyczną kulturę okopywania się we własnej bańce. Zamykając się w niej z pewnością nie wygramy.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

"(...) nie-prawica, musi się ponownie nauczyć skutecznie bronić swoich idei na uniwersyteckiej i medialnej agorze." - nie mogę się doczekać poważnych, opartych na dowodach, dyskusji na temat cadengender i feagender. Powinni sprzedawać bilety na to przedstawienie.

100/100 🙂
Ewentualnie uświetnić ten event mogła by "feministyczna krytyczka gier Anita Sarkeesian."
No i to zdanko:
"Biorąc to wszystko pod uwagę, nietrudno zrozumieć, czemu prawicowym trollom tak łatwo przedstawić było liberalną lewicę jako siłę cenzorską i antywolnościową." - te niuanse, "przedstawić jako siłę" - bo przecież chęć usunięcia z dyskursu treści nam niemiłych to nie cenzura (tylko trumpy tak mogą myśleć), to zapewne wolność i różnorodność :DDDDD

Mnie do tej pory cięzko było określić dlaczego wciaż wchodze na KP i czytam zamieszczane tu artykuły. Bo poglady mam zgoła inne niż prezentowane na tych stronach. Teraz juz chyba wiem ze chodzi tu własnie o fakt że 75% artykułow to są takie dyskusje o "cadengender i feagender" które mnie rozbawiają tym totalnym oderwaniem autorów od rzeczywistosci co daje komiczny efekt lepszy od kabaretu i satyry i karykatury razem wzietych.

'Teraz juz chyba wiem ze chodzi tu własnie o fakt że 75% artykułow to są takie dyskusje o "cadengender i feagender"

Bez kozery powiem pincet. To jest taki sam 'fakt' jak te 3 miliony nieuprawnionych do glosowania, ktorzy wg Trumpa rzekomo wzieli udzial w wyborach. I tylko dlatego Clinton dostala prawie 3 miliony glosow wiecej. Trump przeciez nigdy nie przegrywa, bo jak przegrywa tzn. po prostu, ze 'wszystko jest ustawione' i 'system jest przeciwko niemu'

Tu jest smiesznie.

Lubie tu zagladac,bo tu jest po prostu smiesznie i pisze to bez zlosliwosci. Kilku redaktorow ma jednak minimum samoswiadomosci,inni staraja sie trzymac poziom,sypna jakies zachodnie nowinki czy tlumaczenia,ale wiekszosc wie,ze plyna w nurcie oderwanym nie tyle od globalnego koryta ile od faktow i rzeczywistosci. I to tworzy zabawna mixture,bo pozbawiona wplywu na polityke.

Dobry tekst. W Polsce lewica przegra tak samo jak ta amerykańska, jeśli będzie szaleńczo bronić 384 płci i 28 ras, szydząc jednocześnie z przegranych kapitalizmu w naszym kraju, bo są biedni, głupi i ksenofobiczni, zamiast pochylić się nad ekonomicznymi źródłami ich wybitnie tożsamościowej radykalizacji, bo to ekonomiczna dyskryminacja zmusza ludzi do wyjadania z ideologicznego śmietnika - łatwiej uderzyć w Żyda albo Niemca niż w kapitalistę.

Nie ma ani słowa o tym że książka zawiera nieprawdę, to dyskwalifikuje go z kategorii dobrych.

Muszę przyznać, że lewica dała dupy za Obamy. W poprzedniej dekadzie było pełno lewicowo liberalnego głosu w kulturze od green day'a i marilyna mansona przez komików jak sarah silverman kończąc na filmach i serialach w stylu masters of horror, family guy czy zabawy z bronią. Ich największą zaletą było to, że mówili do ludzi obrazoburczym, ale też przystępnym językiem, a za Obamy lewica zaczęła wyglądać jak w Polsce czyli doktorantka po kulturoznawstwie dyskutuje o tym czy biały może nosić dredy, nie zauważając, że przy okazji stoi w jednym szeregu z jakimiś prawicowymi oszołomami, którzy też się im sprzeciwiają tylko z innych względów.

Serio? Sarah Silverman? Najbardziej nieśmieszna komiczka w historii?

A Marylin Manson to głos lewicowo-liberalny? śmiechłem

Ja to tak odbierałem, przez te jechanie po amerykańskim społeczeństwie i wartościach. Zresztą w get your gunn czy cake and sodomy masz raczej dosyć mało konserwatywne treści.

Ten tekst jest naprawdę dobrym przyczynkiem do tego, aby lewica w "grzechach" prawicy zobaczyła swoje zaniechania. W Ameryce lewica i tak będzie się trzymać mocno, bo ma za sobą duże ośrodki medialno-finansowe, a u nas - wbrew pozorom - tak nie jest. Poza tym od lat mówię, że lewica zbyt mocno oddała kwestie socjalne prawej stronie jednocześnie zbyt mocno skupiając się na teoretycznych dywagacjach. One nie są złe, tylko muszą do kogoś trafiać poza swoim środowiskiem, a ten zwykły pracownik-obywatel bez solidnej bazy socjalno-materialnej nie będzie sobie zajmować tym głowy.

I jeszcze jedno - tych symbolicznych białych mężczyzn, tych których można jeszcze "nawrócić" - mogą tylko "spacyfikować" kobiety z rozsądnym feminizmem w głowach.

I kolejny raz mężczyzna objaśnia mi świat... Nikt nikogo nie chce nawracać, tylko chce żyć po swojemu (feministki naprawdę nie płaczą po kątach, że im prawicowy macho dał 2 w skali 10 - i tak powstaje problem). Frustracja białego altprawicowego mężczyzn jest jego problemem, gdyż nie odnajduje się on w globalnym świecie, w którym osoby o innej rasie i płci nie spijają z jego ust "mądrości". Musi on swoimi kompetencjami udowodnić, że coś znaczy. A a że mu się to nie udaje - So I am small but I make you smaller. Zobaczymy jak to się wszystko skończy, wprawdzie są zakątki na tym świecie, że zakryta od stóp do głów, nie wychodząca z domu kobieta wciąż irytuje. Nic nie jest w stanie ukoić patriarchalnej frustracji. Do tego wszystko płynie. A może by tak iść ku wolności...?? oj nie to takie efféminement!

I po raz kolejny feministka tłumaczy jak to ją drażni mężczyzna który chce coś udowadniać... Wiesz co, frustracje feministek i całego obozu kwiatów w rozwianych włosach po zwycięstwie Trumpa to też ich problem... Wszędzie gwałciciele (co najmniej werbalni), mizogini, transfobi i antygendery. No to masz problem.

No ja właśnie cały czas słyszę w mediach tych liberalnych i lewicowych jacy ci prawicowi chłopcy są nie istotni 🙂
Pewnie możemy przyjąć taką postawę, tylko na pewno nie skończyło by się ona na zasadzie "żyć po swojemu".

Jego frustracja jest naszym problemem - bo żyjemy z nimi (tj. alt-prawicowcami) i z wami (feministkami) i wszystkimi innymi w jednym świecie, w którym jest broń atomowa i całkiem sporo idiotów. Więc nie przesadzałbym z dystansowaniem się i ocenianiem typu "nie odnajduje się w globalnym świecie". Na razie to oni ten świat przejmują a Twoja postawa wyższości tylko im to ułatwia.

Dlaczego w tym tekście Anita Sarkeesian i Zoe Quinn są przedstawiane jako ofiary? Już udowodniono że to oszustki, które czerpią finansowe korzyści z bycia zastraszanymi. Do tego materiały które tworzy ta pierwsza są na żałośnie niskim poziomie, a ona sama nazywa ją "pracą naukową" mimo że nie ma nic wspólnego. To nie jest moja opinia tylko weryfikowalne fakty.
Jeżeli chodzi o drugą bohaterkę, to również dostajemy fałszywy obraz. Autor pomija fakt że ci redaktorzy growych portali mieli swoje forum na którym ustalali jakie oceny wystawić, a wydało się to tylko dlatego ze jeden z nich, związany z Quinn zachwalał jej - powiedzmy sobie szczerze – słabą grę. Cała kariera obydwu opiera się na robieniu wokół siebie szumu by więcej ludzi dało im pieniądze.

Promujecie książkę zawierającą kłamstwa. Szok!

,,Dlaczego w tym tekście Anita Sarkeesian i Zoe Quinn są przedstawiane jako ofiary?" Dlatego, że nie można uznać grożenia komuś śmierciom za skrytykowanie gry za normalne nawet wtedy, gdy krytykująca gry jest oszustką.

Sugeruje Pani, że cokolwiek powstrzyma ludzi przed grożeniem innym śmiercią? Nawet gdyby Millo Yiannopolis i Phill Mason zostali schwytani za to co zrobili i wbici na pal, to nic by to nie zmieniło. Odpowiedzialność zbiorowa jest dobra według Pani chyba tylko w przypadku białych, heteroseksualnych wieprzy, którzy myślą tylko o gwałceniu kobiet. Mnie nie interesuje to co mówi Pani Sarkeesian i jej mąż Jonathan Macintosh. Chciałaby Pani życia w którym nikt nie byłby w stanie zrobić nic złego innej osobie - a tego nigdy się nie osiągnie. To samo bym Pani powiedział gdyby była pani Mężczyzną.

To nigdy nie było grożenie śmiercią, wszystkie groźby jakie otrzymała były bez pokrycia. To była standardowa gnojówka wylewana na osobę bez kręgosłupa moralnego. Słowa rzucane na wiatr, ona to wykorzystała i wmówiła ludziom, że ktoś naprawdę dybie na jej życie mimo że policja wielokrotnie sprawdzała te groźby i nigdy nie istniało zagrożenie.

Należało jej się. Lewactwo robi to samo z ludźmi których uznaje za nazistów, życzą im śmierci, nikt z tym nic nie robi mimo że ci ludzie tak naprawdę nazistami nie są.

Groźba musi mieć pokrycie, anonimowe groźby pokrycia nie mają.

@Exodus
>Nie zmienia to faktu, że były zastraszane, że ich dane prywatne były wbrew ich woli opublikowane.
Tak, ale one są osobami publicznymi, do tego same uczestniczyły w kampaniach polegających na upublicznianiu cudzych danych.
> Jakoś ich materiałów nie ma tu nic do rzeczy.
Ma bardzo wiele, to w 90% procentach kłamstwa, tak naprawdę jakość ich materiałów to sedno całej sprawy. Rozchodzi się tutaj tylko i wyłącznie o to że one kłamią cały czas, ludziom własnie to się nie podoba więc wyrażają swoje niezadowolenie. Cały aktywizm tych dwóch oszustek polega na cenzurze opozycyjnych głosów i ignorowanie krytyki.

> (o czym nie wiem, bo ich nie oglądam),
Nie wypada wypowiadać się na tematy o których się nie ma zielonego pojęcia, zamiast tego bronisz kłamców bo są kobietami.

> to rozprawiać się z nimi należy w merytorycznej dyskusji, a nie w festiwalu hejtu.
To jakiś żart? Nie ma merytorycznej dyskusji bo one wiedzą że nie są w stanie się obronić, dlatego od lat nie uczestniczyły w ŻADNEJ debacie z opozycją. Gdyby do tego doszło skompromitowałyby się i trafiły na śmietnik historii, hejt wobec nich to dla nich korzyść czy ty tego nie rozumiesz? Własnie dzięki takim pożytecznym idiotom jak ty.

>Kiedyś się odważyłem wejść na jeden z ich forów. To była prawdziwe błoto. Nienawistne posty wobec kobiet, wobec twórców i twórczyń gier niezależnych, wobec wszystkich, którzy popełnili ten błąd że nie byli biali, męscy, heteroseksualni.

Jakiś bełkot bez pokrycia, nikogo nie obchodzi co widziałeś tylko to co rzeczywiście jest, a to co wypisujesz to wymyślone na poczekaniu bzdury.

>Zresztą uczepiłeś się tej jednej sprawy, zapominając o całym kontekście. A tutaj ocena twórczości tych dwóch pań jest drugorzędna (zwłaszcza, że autorka nie ma obowiązku znać się na grach), to nie ono było tematem tekstu, tematem była reakcja, cały ten GamerGate.
TO JEST CAŁY KONTEKST, TO WŁASNIE O TO CHODZIŁO. Twoja arogancja poraża, gówno wiesz o temacie, co sam przyznałeś, ale bełkoczesz coś o kontekście?
>(zwłaszcza, że autorka nie ma obowiązku znać się na grach),
No co za intelektualny rynsztok, Sarkeesian przez lata kłamała że się zna na grach i jest ich wielką fanką, na tym kłamstwie między innymi udało jej się zebrać 200 tysięcy dolarów.

>to nie ono było tematem tekstu, tematem była reakcja, cały ten GamerGate.
xD nawt tego nie skomentuje

>Więc Twoje zarzuty wcale nie umniejszają wartości tej analizy.
Nie umniejszą tylko pokazują że jest bezwartościowym wysrywem, który nie ma nic wspólnego z faktami.
Podziel się

Nie zmienia to faktu, że były zastraszane, że ich dane prywatne były wbrew ich woli opublikowane. To też są fakty. Jakoś ich materiałów nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli są kiepskie kiepskie (o czym nie wiem, bo ich nie oglądam), to rozprawiać się z nimi należy w merytorycznej dyskusji, a nie w festiwalu hejtu. Kiedyś się odważyłem wejść na jeden z ich forów. To była prawdziwe błoto. Nienawistne posty wobec kobiet, wobec twórców i twórczyń gier niezależnych, wobec wszystkich, którzy popełnili ten błąd że nie byli biali, męscy, heteroseksualni.

Zresztą uczepiłeś się tej jednej sprawy, zapominając o całym kontekście. A tutaj ocena twórczości tych dwóch pań jest drugorzędna (zwłaszcza, że autorka nie ma obowiązku znać się na grach), to nie ono było tematem tekstu, tematem była reakcja, cały ten GamerGate.

Więc Twoje zarzuty wcale nie umniejszają wartości tej analizy.

Problemem lewicy jest bratanie się z liberałami + zaniechanie kwestii socjalistycznych na rzecz rasizmu. Ludzie, którym źle się żyje w ustroju ekonomicznym nie będą patrzeć na LGBT, tylko Trumpa, który obiecał im fabryki dla Amerykanów.

ten felieton jest niczym innym, jak hollandowym wołaniem niech jest tak, jak do tej pory.
nadal rządzić ma neobolszewizm.
alt prawica to epizod. rację mamy my.
cenzuro trwaj

Czytając tą recenzję i komentarz p. Majmurka i zastanawiam się, gdzie już czytałem bardzo podobną krytykę liberalno-lewicowych, dobrodusznych a totalitarnych zapędów. I nagle mnie olśniło - Bob Black i "Anarchy after leftism". Jeszcze w erze przedinternetowej można było zdiagnozować problem kryjący się za współczesną lewicowością. I do dziś ten rdzeń zamykania ust przeciwnikom (nawet jeśli to zamykanie ust odbywa się w dobrej wierze) każe dystansować się liberalnym aktywistkom od seksistowskich czy rasistowskich dowcipów Żiżka czy tworzyć "safe space" na uniwersytetach. Omawiana książka nie wnosi nic do diagnozy problemu współczesnej lewicy, nie daje także żadnych odpowiedzi. Wydaje się być tylko nieudaną (po, zapewne, nieświadomą) refutacją Stirnerowskiej krytyki dobrodusznego inteligenckiego socjalizmu Bruno Baura i jego totalitarnych ciągot. A prawica, tak ta alternatywna jak i klasyczna, jak miała tak ma w dupie nasze sentymentalne ciągoty.

Diagnoza jest bardzo prosta. Problemy lewicy tożsamościowej to problemy dobrobytu. Nie da się skupiać na problemach płci kulturowej, albo jedynie na akcji afirmatywnej, gdy w tym samym czasie biali są ekonomicznie dyskryminowani, a prawica oferuje im potencjalne rozwiązania ich problemu zamiast pogardy od "lewicowych" rasistów (wobec białych) z tumblera, bo rednecki, bo głupi, zasłużyli sobie, i tak dalej. Porzucenie marksistowskiej bazy kosztowało lewicę drogo i sytuacja w USA doskonale to pokazuje. Jest jeszcze czas się opamiętać, zanim widmo protofaszyzmu zawiśnie nad Europą. W Polsce mamy to w skali mikro - tolerancyjni na pokaz mieszczańscy liberałowie ("fajnopolacy", nazywajcie ich jak chcecie) gardzą "plebsem" który ma czelność brać 500+, domagać się umowy o pracę i przede wszystkim godnej płacy, a potem są ciężko zdziwieni, że się radykalizują, dryfując w stronę faszyzmu, który nimi nie gardzi i nie nazywa nieudacznikami i tępakami z interioru, a przynajmniej w teorii chce roztoczyć nad nimi socjalny parasol.

Lewak i słowo "murzyn"? A fe!!!!!

A to spoko, to mozna mowic polak cebulak, albo polska swinia

'biali są ekonomicznie dyskryminowani'

Na czym polega ta dyskriminacja? Chyba glownie na tym, ze nie moga juz murzynami pomiatac jak za 'starych, dobrych czasow'.
W sondazu YouGov/Economist ze stycznia 2016r. ok. 20% zwolennikow Trumpa stwierdzilo, ze zniesienie niewolnictwa bylo bledem.

Niewolnictwo na dłuższą metę jest ekonomicznie niewydolne, więc zniesienie go było w sumie niezłym pomysłem. A co do dyskryminacji białasów to ciekawe jak się czuje białas, którego dziecko nie dostaje się np. na studia, mimo wyższych wyników niż dyskryminowany Murzyn, który dostaje się w ramach "akcji afirmatywnej"?

Marcine, amerykanskie uniwersytety, ktore przyjmuja Czarnych w ramach akcji afirmacyjnej przyjmuja rowniez nieukow, ktorym idzie w sporcie. Bialas, ktorego dziecko nie dostalo sie na studia z powodu kwot afirmacyjnych, powinien pluc sobie w brode ze nie zainwestowal w nauke plywania dla potomstwa. W nauke plywania, nie w koszykowke, bo tam wszystkie miejsca znowu Czarni ukradli bialym.

No to tak - sportowiec coś umie, potencjalnie każdy może być sportowcem. Przynajmniej w podobnym stopniu jak każdy może być dobrym studentem. A bycie czarnym - jak to mogę zrobić?

A skąd Karolu takie pytanie? Podtopił Cię ktoś na basenie i mózg Ci niedomaga z niedotlenienia? Przecież to proste - musisz mieć czarnych rodziców.
Wracaj teraz na basen. Nie w tym roku, to w przyszłym.

Dyskryminacja ta polega na tym, że znika posada poganiacza niewolników. Skoro czarnuch jest niewolnikiem, to logiczne jest, że nadzorować go musi jakiś białas. I tak brygadą malarzy,rolników czy murarzy dowodzić musiał jakiś redneck którego jedyną zaletą było to, że potrafił wyglądać na trzeźwego w ciągu dnia. W praktyce, w systemie było nie dość białych, więc często slave driverem zostawał syn, albo wnuk właściciela plantacji, splodzony z jakąś niewolnicą.
Oprócz tego Czarnym nie wolno było wykonywać niektórych zawodów. To chyba wyczerpuje znamiona dyskryminacji?

Zgadza się. Problem jednak w tym, że lewica, od lat '90tych kojarząca się z neoliberalnymi reformami, straciła wiarygodność jako partia pro-socjalna. Od tak dawna kojarzy się z ekonomicznym centrum, że stała się naturalną bazą dla zadowolonej miejskiej klasy średniej. Z drugiej strony intelektualnie, lewica jest nieznośna. Napuszony język, Deleuza i "Anty-Edyp" (gówniana książka, napisana gównianym językiem), brak wrażliwości społecznej na problemy inne, niż kawowo-artystyczno-tożsamościowe... A jest przecież świetna tradycja Marksizmu Analitycznego (KP nic nie przetłumaczyła z ich dziedzictwa) czy lewicowej tradycji antropologii społecznej (Marchall Sahllins "Stone Age Economy") itp. Za to Polska lewica woli się elitaryzować w Lacanowskiej psychoanalizie i innych pierdoletach. Jednym słowem mamy przesrane.

Ale w Polsce nie było lewicy, był tam sobie kiedyś PPS z sensownym poparciem, dzisiaj tego poparcia nie ma i dlatego lewicy też nie ma. Nie ma co się zżymać na dzisiejszy język lewicy, bo jest on uwarunkowany historycznie. Dzisiaj zarówno lewica i prawica musi się odnaleźć na nowo i jedynym pewnikiem jest to, że koncepcje neoliberalne zaczynają schodzić ze sceny, z głównego nurtu. Pewnie potrwa to jeszcze z dekadę, może dwie i to jest czas, gdzie lewica i prawica muszą się na nowo zdefiniować.
Na powrót marksizmu jest jeszcze za wcześnie, choć jak nie mam wątpliwości, że kiedyś to nastąpi, skoro nawet taki "Time" potrafił odważnie - wbrew swojej linii - zwrócić na niego uwagę.
Polska lewicą dopiero zaczyna się tworzyć, jeszcze za wcześnie jest na jakiekolwiek wielkie podsumowania.

Jakbyś mógł wyjaśnić jak to by wyglądał ten neomarksizm za 20-30 lat to byłbym wdzięczny.

Oceniam stan na dzień dzisiejszy. Rozumiem, że lewica i prawica się redefiniują. Zwracam tylko uwagę na to, że lewica redefiniuje się źle. Tak się nie uda zbudować istotnego ruchu społecznego - co najwyżej enklawy.

Czy Jakubie jesteś też Konradem?
To jest bardzo ważna i interesująca sprawa jak lewica zapatruje się na powrót marksizmu i jak go obecnie interpretuje. Co on ma znaczyć w sensie praktycznym, ale głownie jakby miała wyglądac ekonomia zbudowana na tej bazie?

Wiem, że trollujesz jak głupek, ale co tam - widzę, że chuja wiesz. Więc Ci pomogę - gdybym wiedział, jak będzie wyglądać przyszłość i przyszłe poglądy to nie byłyby przyszłe. Byłby teraźniejsze. I przyszłość także byłaby teraz. Taki mały paradoks. Deal with it.

fakt, wielu rzeczy nie wiem, ale domyślam sie że jestem dość młodym człowiekiem pełnym ideałow, choć trochę niegrzecznym wobec innych. A co do marksizmu to uważam że faktycznie jest w przyszłości możliwy ale pod jednym warunkiem, a mianowicie że bedzię wprowadzony pod lufami karabinów, z reszta tak jak wszystkie jego formy w przeszłosci.

A prawica dobrze? Ma dokładnie ten sam problem, a powiedziałbym nawet , że czeka ich więcej pracy.

A dlaczego cadengender i feagender to karykatury?

Bo nie definiują niczego, co istniałoby poza idiosynkrazją definiującego. Możesz się definiować jak chcesz, ale to właściwie tylko twoja prywatna sprawa, te pojęcia nie pokrywają się z niczym konkretnym. Chcesz zmieniać płeć pod wpływem pogody? Zmieniaj. Tylko, że to nie jest istotne - to Twoje prywatna sprawa.

Jakub ja mam wrazenie ze to doskonale rozumiem, tylko nie jestem pewien, czy redakcja tego portalu to rozumie. Dlatego zaskoczony bylem, ze autor tak napisal, jakby to juz bylo dla gospodarzy oczywiste. Jest?

Maciek Trybuszewski

Od dawna twierdzę że cała ta "prawica" to nie żadni faszyści tylko kolejny etap kontrkultury.

W poprzedniej, gdzieby jej nie umieścić na strzałce czasu, dajmy na to koniec lat sześćdziesiątych, przynajmniej w Stanach, uczestniczyła inteligencja, natomiast plebs miał za zadanie pracować w fabrykach. Dziś, kiedy poziom zarówno kulturowy jak i ekonomiczny plebsu podniósł się, mniej lub bardziej śmiało uczestniczą oni w przemianach obyczajowych, na miarę swojego backgroundu kulturowego rzecz jasna. Katolickie wiejskie żony zdradzają mężów, dzieciaki klną na ulicy na lewo i prawo, mężczyźni bez żenady mówią że trzeba zabijać obcych. Tak wygląda kontrkultura w wykonaniu prostego człowieka.

Czy pójdzie za tym faszyzm? A czy pokolenie lat sześćdziesiątych zostało poligamistami, alkoholikami i narkomanami? Wszystko jak zwykle się ustoi i spokojnie popłynie środkiem.

Pokolenie lat sześćdziesiątych może nie zostało ćpunami(?), ale przeorało świadomość i zmieniło matrycę służącą odlewaniu kształtów pojęć, wartości itp. Stworzyło inny świat, pomimo że ostatecznie wszystko się wyśrodkowało. Jesteśmy w sytuacji gwałtownego wychylenia wahadła w drugą stronę, to jest zmiana na lata, która zmieni co najmniej tak wiele, jak poprzednia.

Maciek Trybuszewski

@Jan

Ale to wahadło wychyliło się w inną stronę właśnie dlatego że kto inny je teraz szarpie. Poprzednio ciągnęła za nie inteligencja - teraz chłopi, robotnicy i ich potomstwo. To nie jest żaden faszyzm, raczej pogardliwie rozumiana wsiowość. Chłop z robotnikiem tak samo nienawidzili(by) Araba 50 jeszcze 30 lat temu, tylko inteligencja nadawała ton dyskursowi społecznemu i jak rodzic dziecku tłumaczyła co wolno, jak się zachować, ile powiedzieć itd. Więc chłop z robotnikiem nie mówili na ulicy "kurwa" i wstydzili się brzydkich myśli o spuszczaniu manta wszelakim obcym. Z czasem okazało się że inteligent niestraszny, a i jemu można spuścić, cytując pewnego dziennikarza-alkoholika, lekki wpierdol, więc zniknęły kompleksy i emocje poszły na żywioł.

Pomijając odniesienia do obcych nam kulturowo różnorakich 4chanów i redditów. Jeszcze 15 lat temu idąc ulicą bardzo się denerwowałem kiedy z naprzeciwka nadchodziła klnąca grupka młodzieży, od razu postrzegałem ich jako prostych i wulgarnych, może niebezpiecznych. Takich grupek było może jedna na dziesięć, upraszczając dla zobrazowania. Dziś idąc ulicą ciężko spotkać nieklnącą grupkę młodzieży - kiedy takowa przechodzi patrzę za nimi z czułością.

Skąd się wziął ten powszechny ciąg do klnięcia w przestrzeni publicznej, czy są jakieś badania crossdyscyplinarne na ten temat?

Maciek Trybuszewski

Minusowanie nic nie da, ciekawa jest tylko dyskusja. 🙂

Która z kolei też niczego nie załatwi bo liczą się działania a nie internet i to jest wielki minus polskich lewicowych intelektualistów - zachłysnęli się własnymi publikacjami "pod nazwiskiem", nie zauważając że jest ich garstka. Ale to jest zupełnie odrębny temat.

"mężczyźni bez żenady mówią że trzeba zabijać obcych" - o ironio moje pierwsze spotkanie z obcymi miało miejsce w Polsce pod koniec lat 80tych. Na naszym wydziale było kilku Arabów. Po pierwszym dniu zajęć pobiegliśmy do antykwariatu po podręczniki, karnie ustawiła się kolejka pierwszaków ( długa dość) i powoli, ale jednak, bylismy obsługiwani. W pewnym momencie "wparowali" nasi kolorowi koledzy z roku, i bezceremonialnie rozepchnęli się łokciami i zablokowali wszystkich innych by być obsłużeni bez kolejki. Nie chciałem ich wtedy zabić, ale zacząłem się zastanawiać że chyba kulturowo to oni są jacyś inni. Mijały lata, gromadziły sie doświadczenia ( coraz bardziej negatywne), juz zagraniczne i teraz mam ugruntowany pogląd że rasy mogą się wzajemnie, u b o g a c a ć, tylko do pewnego stopnia "nasycenia roztworu". To troche jak z solą w potrawie, tylko do pewnej ilości daje smak, potem jest niejadalna. Uważam że przyjdzie taki moment w przyszłości że faktycznie dojdzie do zabijania się na tle rasowym. To jest tylko kwestia osiągniecia przez "obcych" pewnej masy krytycznej. To nie są "systemy kompatybilne" społecznie, kulturowo, czy pod względem wyznawanych wartości itp, itd. Tolerancja rasowa ktgórą wydajemy sie szczycić w Europie jest pozorna. Nikt, póki co, na otwarty konflikt nie idzie, ale w prywatnych rozmowach czuć narastającą niechęć do obcych, czasem zawoalowaną czasem wprost. Widać też ewolucję poglądów w stronę radykalizacji. Potwierdzaja to sondaże w róznyuch krajach ( statystyka) ale też własnie osobiste kontakty ( Francja, Niemcy).
Obecni władcy Europy wciaż jeszcze wierzą że mieszanie ras jest normalne i pożadane i może trwać bez końca. Otóż, moim zdaniem NIE. Myślicie że idea mutikulturowości nie jest błedem, a moze jest obłedem który za 20-40 lat przyniesie takie skutki jak konflikt Hutu i Tutsi.
Ja tylko spekuluję, ale znając naturę człowieka...uważam to za prawdopodobne. A dominująca polityka w Europie i jest sternicy tylko nas w to bagno pcha.

@Lars, niesłusznie utożsamiasz rasy z kulturą. Mieszanie ras nie oznacza multkulturalizmu, patrz np na Stany - tam biali i murzyni praktycznie nie różnią się kulturowo (w każdym razie w porównaniu do różnic między Polakiem a Arabem). Multikulturalizm w radykalnej formie jest błędem, ale to nie uzasadnia rasizmu. Co du tych arabskich dzieciaków - dlaczego po prostu nie zwróciliście im uwagi?

Ładny rasistowski rzyg. Głupi, ahistoryczny i naukowo błędny (nie ma czegoś takiego jak rasy ludzkie), ale co tam - pieprzyć farmazony może każdy.

Ładny lewacki kontrargument - żadnego konkretu, za to obelgi i przeświadczenie o posiadaniu Formuły Tłumaczącej Rzeczywistość.
Tak, Kubusiu, rasy nie istnieją. Podobnie jak płeć, kultura i inne faszystowskie wymysły :DDDDD

Rasy ludzkie nie tylko istnieją, ale nawet różnią się uśrednionym poziomem iq i niestety biała wcale nie jest najlepsza 😊

Janusz Morświn-Pipke

A skąd takie informacje?
Korwin powiedział na YouTube?
Wedle wiedzy naukowej w obrębie gatunku Homo sapiens sapiens nie można wyodrębnić ras, głównie za sprawą zbyt małego zróżnicowania pomiędzy Europejczykami (i Azjatami) a Afrykanami, w porównaniu z wewnętrznym zróżnicowaniem Afrykanów.
Dla prostego człowieka - losowy mieszkaniec Afryki różni się genetycznie bardziej od innego losowego mieszkańca Afryki niż losowy Europejczyk od losowego mieszkańca Afryki.
Jeżeli uważasz inaczej i możesz tego dowieść - Nobla masz w kieszeni.

Rasy nie istnieja z punktu widzenia naukowego (sproboj zdefiniowac), sa to tylko konstrukcje społeczne. Z tego powodu rasizm isnieje, bardzo realnie i wirulentnie.

"non-platforming" be. Tylko z jednej strony jeśli mamy osobę rzucającą prymitywne hasła uzasadniane sztuczkami retorycznymi, to trzeba mieć na lewicy kogoś, kto w publicznej dyskusji będzie w stanie dać zdecydowany odpór. A nasza lewica jest przeintelektualizowana i jeśli przeciwko pięści wyciąga książkę, to efekt w odbiorze społecznym jest łatwy do przewidzenia. Ta niechęć do dyskusji bierze się zapewne z obawy o przymus zejścia do poziomu internetowego trollingu. I potem mamy filmiki jak to ktoś "zaorał lewaka". Podejmować dyskusję można, tylko jak i kto? Może Jakub Majmurek podejmie rękawicę od Mariana Kowalskiego?

Antifa w Berkeley to książkami ostatnio wojowała? 😉 I alterglobki w Hamburgu?

Sukces Yiannopoulosa i platform typu 4chan czy Reddit pokazuje czczoną przez trolli stylistykę kampu: ocierających się o perwersję opinii (na czele z pedofilią, której obrona pogrążyła Milo), zapewniającą bezkarność anonimowość 4chana, skrajnie prawicowe i rasistowskie poglądy tamtejszego boardu /pol/ (politically incorrect), które rozlewają się na pozostałe grupy tematyczne. Polska specyfika trollowania jest z pewnością bardziej konserwatywna: mizoginia jest ukrywana pod tradycyjną, bogoojczyźnianą ideologią. Polskie trolle kreują się na samców alfa, nie mających żadnych problemów ze znalezieniem partnerki, można mówić nawet o kulcie maczyzmu. Również memy produkowanie na image boardzie „czwartego kanału” nie mają sobie równych i w znacznym stopniu przyczyniły się do prezydenckiej wygranej Trumpa (słynna smutna żaba Pepe, wykreowana na symbol ruchu alt-prawicy). Twórczość polskich trolli w dziedzinie plastycznej prezentuje się raczej przaśnie i koncentruje się w zasadzie na manipulacji obrazem (liberalny czy lewicowy polityk w nazistowskim mundurze) czy przywoływaniu sukcesów historycznych (husaria zestawiona ze współczesnym żołnierzem GROM-u, bitwa pod Wiedniem).

a i muszę również przyznać że autor wskazuje na jeden sensowny fakt z którego nie zdawałem sobie sprawy. South Park był świetny. Gdzieś mam płytkę ze wszystkimi odcinkami z początkowych sezonów. Oglądałem to na bezdechu. Polskim odpowiednikiem był chyba kapitan Bomba,ale to było później

lol pozdro z /pol/.
Pol życia tam spędziłem i nie przypuszczałem ,że odciśnie swe piętno tutaj. "We are Legion" teraz nabiera realnego znaczenia.

the left can't meme

Ale ci nasi także okazali się skuteczni, mimo całej przaśności i buractwa formy. Co z tego, że to obiektywnie kicz - skoro działa?

W Polskich realiach lewica chyba musi wybrać: aborcja, LGBT, uchodźcy czy sukces wyborczy?
Obserwowanie tej wewnętrznej walki i potencjalnego poświęcenia ideałów (czyt. skur...a) stanowi dla mnie dużą frajdę. 🙂

Prawda? 🙂

Mała uwaga: odpowiednikiem angielskiego 'social justice' jest we współczesnym polskim dyskursie lewicowym raczej pojęcie 'równościowość', a nie 'sprawiedliwość społeczna'.

Nieprawda. Social justice to jest

W 'social justice' as in 'social justice warrior chodzi o 'equity' czyli coś jak 'sprawiedliwy podział'. Tyle że tu nie chodzi o sprawy materialne, którymi opisywana przez Nagle lewica kulturowa niespecjalnie się zajmuje, a o 'dyskryminację' w sferze kulturowo-obyczajowo-językowej. Np. o 'seksistowski język', 'heteronormatywność', niedobór nie-białych postaci w kulturze masowej itd. 'Social justice' bywa używane zamiennie np. z pojęciem 'intersekcjonalny feminizm', jako określenie tej samej ideologii.

No więc jak ktoś w Polsce zajmuje się tymi sprawami to używa pojęcia 'równościowość', np. 'równościowy język' jako przeciwieństwo 'seksistowskiego języka'. 'Sprawedliwość społeczna' ma natomiast po polsku zupełnie inne konotacje, kojarzy się z propagandą PRL albo taką bardziej tradycyjną lewicą z pod znaku PPS. Angielskie 'social justice' być może kiedyś miało takie kontacje, ale we współczesnym internetowym użyciu jest z nich właściwie wyprane. Dlatego dosłowne tłumaczenie uważam za błędne.

Prawactwo to jest stan umyslu. Oczywiscie chorego umyslu.

W przeciwieństwie do pochylania się nad problemami feagenderu :DDDD
To oczywiście reprezentuje stan zdrowego umysłu :DDDD
Lewacy, lewacy...

Wszystko to co tu wyzej mozna duzo prosciej i krocej napisac. Lewa strona zwyczajnie w pewnym momencie zwariowala na punkcie genderu i jednym z elementow tego wariactwa stala sie nadwrazliwosc. Im bardziej absurdalne tezy genderyzm wyglaszal, im byl w tym bardziej groteskowy, tym bardziej stawal sie nadrwazliwy (i jego wyznawcy) na wszelka krytyke i tym bardziej uznawal ja za przemoc. Efekt tego byl taki, ze powstala klasa kompletnie oderwanych od rzeczywistosci ludzi, ktorzy na temat plci mieli dopowiedzenia rzeczy jawnie juz idiotyczne i smieszne, ale wyglaszali je z namaszczeniem kaplanow, z uzyciem najpotezniejszych mediow a kazdy kto sie sprzeciwil byl od razu okrzykiwany potworem. No to w koncu coraz wiecej ludzi zaczelo sobie robic z nich okrutne jaja.

Maciek Trybuszewski

Dowcip polega na tym że zarówno lewica jak i prawica mają swoje chochoły. PiS ma swoją Krystynę Pawłowicz czy posła Piętę a np. Krytyka Polityczna ma swoją panią od Marcina Świetlickiego. Poziom bzdetów wypluwanych przez takie indywidua jest w zasadzie jednakowy, mało kto się jednak tym przejmuje. Liczy się przynależność do obozu. Mam plecy - wolno mi opublikować wszystko, tak to działa.

Na tych walkach buldogów lewacko-prawackich wygrają zapewne - jak zwykle - centryści, czyli ci, którzy zdecydowali sięza wszelką cenę pozostać sobą. Które to stanowisko szczerze polecam od lat wszystkim zainteresowanym.

Janusz Morświn-Pipke

Drogi człecze,
zapewne nie zdajesz sobie sprawy z tego, że świat jest wielce złożony i wielozmiennowy, więc z definicji nie istnieją proste recepty.
Dlatego każde złożone wyjaśnienie, chociaż poprawne logicznie, nie ma szans być ujęte w formę memu.
A właściwie, to nie. Może być memem, tyle, że ten mem będzie miał 300 stron. Bo wiesz, my też mamy takie memy na 4chanie, tyle, że nasz 4chan nazywa się biblioteka, a memy nazywamy książkami.

MY jesteśmy mądrzejsi, MY mamy biblioteki, MY jesteśmy wrażliwi&subtelni, MY.... itd.
No to dlaczego ostatni wszędzie WY dostajecie w dupę?

Janusz Morświn-Pipke

Bo dresiarz jest w stanie pobić profesora?

Poczciwcze, jak rozumiem "dostanie w dupę" zrozumiałeś dosłownie:)
Natomiast lewicowi profesorowie urządzili sobie niedawno w Hamburgu taki aktywizm że hej...

>Bo dresiarz jest w stanie pobić profesora?
Co za żałosna próba obwiniania wyimaginowanych dresiarzy za niepowodzenia swojej antylogicznej ideologi.

Odpowiem na twoim poziomie:
Profesor może sobie kupić pistolet. Może dzięki temu wreszcie wygracie jakąś debatę.

Na USA i Polsce swiat sie nie konczy.

Niestety wciaz nie przekonuje mnie tlumaczenie tego jak slaba jest lewica wzgledem wscieklej prawicy. To po prostu jest niekompatybilne i iwazam ze komparatystyka spod znaku tumblr vs reddit zwyczajnie nie jest takim narzedziem. By wytlumaczyc te ruchy potrzeba psychologa spolecznego. Calego sztabu.

Zgadzam się z apelem do środowisk lewicowych, że najwyższy czas wyjść poza postmodernizm.
Mnie kiedyś w zrozumieniu problemu bardzo pomogła lektura książek Kena Wilbera. Pisał on m.in. Poziom zielony – wysokie stadium rozwojowu świadomości, będące ukoronowaniem przynajmniej sześciu głównych etapów hierarchicznych przemian - dokonuje zwrotu w tył i atakuje wszystkie te hierarchie, każdą postawę traktuje egalitarnie: i tę prymitywną i tę skrajnie narcystyczną. Im bardziej egalitarnie do nich podchodzi, tym bardziej wspiera i promuje Kulturę Narcyzmu. Narcyzm cechuje postawa: „Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić!” Z tej przyczyny narcystyczne jednostki nie przyjmują do wiadomości niczego, co ma charakter powszechny, gdyż nakładałoby to na nie wymagania i obowiązki, których za wszelką cenę chcą uniknąć. Ta egocentryczna postawa jest wspierana i utrzymywana dzięki doktrynom pluralistycznego relatywizmu. Krótko mówiąc, zaawansowana fala rozwojowa pluralizmu rodzi podatny grunt dla przyziemnego stanu, jakim jest emocjonalny narcyzm prowadzący do boomeritis (tak Wilber nazwał mieszankę postmodernistycznych poglądów z narcyzmem emocjonalnym).
Co do kondycji części męskiej populacji i ich problemów z równouprawnieniem, bardzo dobrze ujął to profesor Zimbardo w ksiażce "Gdzie ci mężczyźni?" (szeroko dyskutowanej w internecie)

Przegraliście, bo jesteście po prostu głupsi. Wasz model życia, wychowania dzieci, edukacji itd. sprawia, że z pokolenia na pokolenie stajecie się durniejsi, bardziej leniwi, bezradni, roszczeniowi i nieudolni.
Za to my- przeciwnie. Dlatego wygrywamy, a wy już nigdy nie wygracie.

Nostradamus sie znalazl. Za trzy grosze. Nigdy nie mow nigdy, pyszalku.

Widać prawda zabolała. I dobrze. Ma boleć. Może coś dotrze do tych waszych tępych czerwonych łbów.

Na prawdę trochę przesadziłeś w retoryce- to atak a nie dyskusja.
Z drugiej strony, nie musisz mieć racji. To, że kultura prawicy się łatwiej rozprzestrzenia nie znaczy, że przedstawiciele lewicy są głupsi. (głupota jest najlepszym nośnikiem)
I jakoś tak osobiście odbierasz tą wygraną - podpisujesz się pod szkalowaniem papieża i zagazowałbyś wszystkich muzułmanów?
To są przykłady kultury, która wygrywa.

Dopóki werbalnie to dopuszczalnie 🙂
Szkalowanie papieża nie jest chyba niczym szczególnie nikczemnym? A przynajmniej nie bardziej niż Trumpa?
Propozycja gazowania wszystkich muzułmanów jest raczej ekstremalna, nawet jak na SouthParkPrawicę, ale oczywiście, dzięki sieci każdy znajdzie sobie podobnych (są nawet osoby wierzące że Ziemia jest płaska. Naprawdę.) A ponadto niewykonalna - przy dzisiejszych cenach gazu...
Co do Voita - to jeśli z pokolenia na pokolenie staje się coraz mądrzejszy, pracowitszy, zaradniejszy, i samodzielny, to można mu tylko pozazdrościć 🙁

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!