Kinga Dunin czyta

Polacy piszą

Bad boy, good boy i Mariusz Sieniewicz. Kinga Dunin czyta „Egzorcyzmy księdza Wojciecha” Krzysztofa Vargi, „Fafarułej” Jerzego Sosnowskiego i „Plankton” Mariusza Sieniewicza.

Czytałam wszystkie powieści Jerzego Sosnowskiego i większość Krzysztofa Vargi, nigdy jednak nie czytałam ich naraz. Tym razem przerywałam lekturę Sosnowskiego, żeby łyknąć opowiadanie Vargi, i znowu wracałam do powieści. Dzięki temu pewna monotonia charakteryzująca prozę wyżej wymienionych zamieniła się w dynamikę i było to dość zabawne doświadczenie. Oto dwaj pisarze, bardzo różni, bez wątpienia męscy, i którego wybrać do czytania? Same zdecydujcie. Może Sieniewicza?

Polki piszą

Krzysztof Varga, Egzorcyzmy księdza Wojciecha, Wielka Litera 2017

egzorcyzmy-ksiedza-wojciechaZawsze nienawidziłem Bożego Narodzenia.

Opis tej nienawiści zajmuje autorowi kilka stron – znienawidzone tradycyjne potrawy, wymuszone rozmowy przy stole, matka zmuszająca do jedzenia itd. Opowiadania Vargi czyta się bardzo szybko i łatwo (zaleta), gdyż ma on prawdziwy i godny zazdrości dar nawijania, paplania bez opamiętania, które nie posuwa akcji do przodu. Po jego tekstach wzrok się ślizga, część można przepuścić i nie grozi to czytelnikowi zgubieniem wątku. I wszystkie zrobione są mniej więcej tak samo: najpierw powolnie budowana jest jakaś sytuacja, dość jednoznaczna – np. pan idzie na basen i spędza tam pewien czas – a potem bum i puenta. Niektóre puenty są fajne, a czasem zaskakujące.

Co łączy te opowiadania? W każdym, chyba poza jednym, na końcu jest śmierć albo coś tym rodzaju. W tym bez śmierci na koniec jest napięcie seksualne, ale jak wiadomo Eros i Tanatos w jednym stoją domku (autor Śmiertelności nie od dziś lubi przypominać, że każdy z nas umrze, ale przede wszystkim on).

Bohaterem zazwyczaj jest mężczyzna, już nie najmłodszy. A jeśli jest to kobieta, to różni się od mężczyzny tylko tym, że nie myśli o seksie i nie masturbuje się.

Bohaterowie są do siebie tak podobni, że właściwie zlewają się ze sobą w jedną postać. Jest to zwykle mizantrop, ze złośliwą niechęcią patrzący na świat, więc można razem z nim sobie poszydzić. Samotny – trochę na własne życzenie, ale też trochę z tego powodu nieszczęśliwy. Lubi wypić. Lubi użalać się nad sobą. Nie potrafi żyć w stałym związku, ale czasem żałuje, że nie potrafi. Wciąż ślini się do młodych dziewczyn albo wspomina dawne romanse. To wciąż ten sam bohater, który jako nastolatek pojawił się w debiucie Chłopaki nie płaczą (seks, seksizm, wódka i rock and roll), tylko jest coraz starszy i bardziej rozczarowany sobą i życiem, świadomy swojej śmiertelności i obawiający się końca.

Typowy bad boy. Kobiety często nabierają się na takich, licząc na to, że miłość zamieni go z Żaby (lub Dżaby, bohatera pierwszych powieści Vargi) we wrażliwego królewicza. Przy wszystkich swoich niezbyt sympatycznych cechach wygląda bowiem na kogoś, kto woła o ratunek. Ale raczej nie warto ratować, bo potem okazuje się, że to jednak bad boy był.

Literatura polska nie istnieje

***
Jerzy Sosnowski, Fafarułej, czyli pastylki pomarańczy, Wielka Litera 2017

fafarulej-czyli-pastylki-z-pomaranczyJarko otworzył oczy. Leżał na wznak i z tej odwrotnej perspektywy starał się odczytać tytuły niektórych książek, wypełniających regał nad jego głową.

Za to Jarko to prawdziwy good boy, a w powieści znajdziemy także opis cudownych świąt Bożego Narodzenia. Ubieranie choinki, pod nią szopka, później wzruszająca wigilia, rodzinne śpiewanie kolęd itd. Można by w ten sposób poklasyfikować polskie powieści – ze względu na stosunek do Bożego Narodzenia, bo chyba nigdy nie jest on neutralny.

Zacznę jednak od rozszyfrowania tytułu. Odpowiedź znajdziecie na teledysku, do którego możecie zajrzeć również po to, żeby poczuć atmosferę powieści.

Podczas lektury, a nawet potem, uporczywie kołatała mi się po głowie ta piosenka, musiała być bardzo znana. Bez względu na to, jak to było odbierane kiedyś, z dzisiejszego punktu widzenia to bardzo grzeczni chłopcy. Właściwie nie różnią się od chłopców ze Wspomnień niebieskiego mundurka Gomulickiego, jeśli ktoś jeszcze pamięta tę ramotę. Ja w dzieciństwie uwielbiałam tę książkę i chyba nadal ją gdzieś mam. I podejrzewam, że mały Jurek też takie rzeczy w dzieciństwie czytał.

A Fafarułej to w dużej mierze po prostu wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Głównie lata 70., inteligencka, katolicka rodzina, synek, córka, babcia, mieszkanie w bloku. Książki, muzyka, albumy z malarstwem, żadnej polityki. Jarko jest dobrym chłopcem, ministrantem, chociaż czasem oczywiście coś tam nagrzeszy. W podstawówce trochę molestował go drobny i piękny woźny, który nienawidził dziewczyn, a kiedyś na korytarzu obdarował go goździkiem (wiadomo, homo są przegięci, nienawidzą kobiet, a jak wpuści się takiego do szkoły, to będzie molestował uczniów goździkiem). Jarko dużo czyta, deklamuje poezję na szkolnych akademiach, słucha jazzu, chodzi do teatru, dyskutuje z przyjaciółmi o sprawach zasadniczych. Ci mądrzy chłopcy o dziewczynach mówią „zwierzątka”, bo nie da się z nimi pogadać.

Czy można dziś po prostu napisać taką książkę? Chyba nie, trzeba zbudować do tego pewien dystans. Autor musi więc tym wszystkim jakoś zakręcić, wyposażyć w erudycję, cytaty, pastisze, apokryfy i literackie aluzje, chwyty metanarracyjne. I to robi wrażenie, podobnie jak wyrafinowana struktura powieści. Jarko tak naprawdę jest już gdzieś indziej, jest dorosły, ale powrócił w przeszłość i utknął w pętli czasu. Przeżywa to, co już kiedyś przeżył, i czasem zdaje sobie sprawę, że to wszystko już było. Raz próbuje coś zmienić, bo wie, że popełnia błąd, ale nie da się zmienić przeszłości, więc wraca w to samo miejsce. Przede wszystkim jednak wie, przeczuwa, że na kogoś czeka, kogoś szuka. Oczywiście idealnej kobiety! Czasem gdzieś mu ona mignie i przyszłość zapewne spełni jego marzenie, o ile uda mu się wydobyć z pułapki czasu.

W powieściach Sosnowskiego miłość i związki z kobietami to sprawa poważna. Czasem trafi się oczywiście femme fatale, a nawet robot w Apokryfie Agłai, ale raczej nie będzie to obsesja „jak przelecieć jak najwięcej młodych lasek”. A już na pewno nie fantazje o robieniu tego z własną siostrą, co u Vargi może się zdarzyć. Good boy!

Wiara i szyderstwo [polemika z Krzysztofem Vargą]

***
Mariusz Sieniewicz, Plankton, Znak 2017

Sieniewicz-PlanktonPędzimy przez miasto! Pędzimy aż strach. Christe, dimitte nobis… Ona i ja!

„Plankton jest epilepsją. Epilepsją języka, kultury, religii i władzy”. Tak pisze autor w „Słowie od autora”.

To dobre określenie – epilepsja języka (może nawet grand mal?). Zawsze w powieściach tego autora jest w nim napięta struna emocji i ekspresyjność, którą nie wszyscy potrafią polubić. Ja w zasadzie lubię, choć i mnie w kolejnych powieściach coraz bardziej męczyła. Ale może nie chodziło o język, tylko o to, że z innych powodów niektóre mniej mi się podobały. Plankton natomiast bardzo!

Jest rok 2092. Większość Europy jest muzułmańska, Stolica Apostolska przeniosła się gdzieś pod Sztokholm, Polska nazywa się Polacja i jest konfederacją miast rządzonych przez całkowicie upolityczniony Kościół katolicki, pogodzony już, przynajmniej do pewnego stopnia, z indywidualizmem i konsumpcjonizmem, chociaż nie z prawami kobiet. W Krakowie dochodzi do serii zamachów terrorystycznych, które właściwie zmiatają go z powierzchni ziemi, zostanie odbudowany z plastiku przez ogromne drukarki 3D. Dochodzi do przesilenia, na znaczeniu zyskuje partia BHP – Bóg, Honor, Polacja. Zradykalizowani duchowni, tacy w stylu Savonaroli, wzywają do świętej wojny z islamem, nawet jeśli miałaby się zakończyć męczeństwem. Kościół polski odłącza się od powszechnego. Zanim jednak wyruszy krucjata, nienawiść kieruje się przeciwko wrogowi wewnętrznemu, islamosusłom, uśpionym islamistom, odkrywanym np. dzięki temu, że setki lat temu byli Tatarami. Technika pozwala na coraz skuteczniejsze kontrolowanie myśli i emocji.

Dochodzi do przesilenia, na znaczeniu zyskuje partia BHP – Bóg, Honor, Polacja.

Można by więc powiedzieć, że to science / political fiction, w dość oczywisty sposób odnoszące się do współczesnych lęków, jest to jednak bardziej skomplikowane, niż wynikałoby z mojego skrótowego opisu.

Dobrze służy tej powieści dość prosto poprowadzona narracja, w której śledzimy jednego bohatera – kapucyna, skromnego zakonnika, dobrego, zanurzonego w dosyć prostej, choć niepozbawionej wątpliwości wierze i kościelnych rytuałach. Ale też, mimo wszystko, uwikłanego w system. Dzięki temu powieść ta jest mniej rozwichrzona od innych tego autora, i to chyba ułatwia lekturę. Wszystkie powieści Sieniewicza dotyczą ważnych współczesnych problemów – kapitalizmu, wykluczenia obcego, stosunku do starości, feminizmu… Tym razem jest to jednak także pewien drobny ukłon w stronę popularniejszych gatunków. No i git.

Jeśli ktoś cenił Sieniewicza, nie zawiedzie się, a jeśli kiedyś się zniechęcił, warto jeszcze raz spróbować.

Mrozik: Płasko, plastikowo, ładnie

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka

Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej “Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek “Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności”, “Zadyma”, “Kochaj i rób”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Pani Kinga Dunin "porywa" swoją "oryginalnością"! Zarówno oryginalnością wyborów jak i sformułowań!
Wychwalana "zaleta" (??!!) Krzysztofa Vargi do "paplania" o wrodzonej nienawiści do Świąt Bożego Narodzenia a za chwilę polecany w opozycji do poprzedniego Fafarułej, opowieść o bycie wyrosłym z "katolicko - mieszczańskiej" rodziny z epizodami homoseksualnymi przetykanymi goździkiem! Powieść o poszukiwaniu niczego ...
Wreszcie "wielki" Sieniewicz ze swoimi "językowymi epilepsjami" "a nawet grand mal"!!!
Epatowanie wyszukanymi na pokaz zwrotami i fascynacja głupawymi dziełkami które stara się nieporadnie lansować!
Doprawdy żałosne i smutne zarazem są wybory tej Pani krytyk! Jest tak wiele prawdziwie dobrej literatury, że chyba szkoda czasu na promowanie miernoty! Szkoda czasu przede wszystkim czytelników!