Kinga Dunin czyta

Pierdolenie o glutenie i nadzieja dla mięsożerców

kuchnia-roślinna

Im ważniejsze jest jedzenie, tym więcej w nim moralności. Skoro już prawie wszystko inne jest dozwolone, to gdzieś musimy przenieść naszą potrzebę ustalania drobiazgowych norm. Kinga Dunin czyta „Wściekłego kucharza. Całą prawdę o zdrowym jedzeniu i modnych dietach” oraz „Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat”.

Anthony Warner, Wściekły Kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach, przeł. Katarzyna Makaruk, Buchmann 2018

wsciekly-kucharzWitaj czytelniczko, witaj czytelniku.

Wściekły Kucharz – zawód: kucharz, wykształcenie: biochemik – pisze dla ludzi, prosto, zabawnie i nie ukrywając wkurzenia. Celem jego bezkompromisowych ataków są pseudonaukowe gównoprawdy, które stoją za rozmaitymi modnymi dietami. Np. wiara w szkodliwość glutenu (to trochę białka, szkodzi chorym na celiakię i niewielkiemu procentowi alergików) i w to, że biały cukier jest mordercą uzależniającym bardziej niż kokaina. Rozjeżdża czołgiem chwalących się swoimi dietami celebrytów i zarabiających na promowaniu rozmaitych suplementów popularnych blogerów, propagujących rozmaite cudowne sposoby na to, jak być zdrowym i szczęśliwym.

Detoksykacja? Zapytajcie, jakie szkodliwe substancje usuwa z organizmu. Jaki, konkretnie, składnik w proponowanych środkach tak działa i gdzie są naukowe badania, które tego dowodzą? Pokazuje, jak manipuluje się danymi, statystykami i oceną ryzyka. To prawda, mówi, dwadzieścia minut płukania ust olejem kokosowym przynosi pewne efekty bakteriobójcze, ale to samo można osiągnąć łatwiej, taniej i smaczniej za pomocą płynu do płukania ust z najbliższej drogerii. Drwi z odkwaszania organizmu wodą z cytryną i paleodiety – jakby ktoś wiedział, co wtedy ludzie jedli i jakby produkty te istniały do dzisiaj. Wyśmiewa obsesję na punkcie naturalnych produktów. Tłumaczy, czym są wolne rodniki i czy antyoksydanty są zawsze tak korzystne. Na dietę bez węglowodanów odpowiada wielką pochwałą ziemniaka. Krytykuje terror związany z wyglądem – musisz być szczupły, broni puszystych przed dyskryminacją i moralizowaniem – weź się w garść. Okrutną nienawiścią darzy tych, którzy obiecują wyleczyć z autyzmu dietą GAPS, a z raka lewatywami z kawy.

Ja nazywam to wszystko „pierdoleniem o glutenie” – te wszystkie sensacyjne doniesienia medialne, co w tym roku szkodzi, a co koniecznie trzeba jeść.

Okrutną nienawiścią Warner darzy tych, którzy obiecują wyleczyć z autyzmu dietą GAPS, a z raka lewatywami z kawy.

Wściekły Kucharz szuka też winnych tego stanu rzeczy. Na jego liście znajdują się między innymi: edukacja, która nie dostarcza umiejętności krytycznego i racjonalnego myślenia; zasady działania ludzkiego mózgu – wolimy proste recepty i drogę na skróty; celebryci i media. Moim zdaniem ogólnie jednak chodzi o współczesną kulturę i jej obsesje związane z jedzeniem. Te wszystkie przepisy i popisy – czegóż to nie potrafię ugotować i od razu wrzucić na fejsa. Im ważniejsze jest jedzenie, tym więcej w nim moralności. Skoro już prawie wszystko inne jest dozwolone, to gdzieś musimy przenieść naszą potrzebę ustalania drobiazgowych norm. Nie dość szczuła sylwetka, nieidealny stan zdrowia, brak oświecenie i blasku, które daje odpowiednie odżywianie, to zło, współczesne grzechy.

Za tym idą restrykcyjne praktyki żywieniowe współczesnych umartwiających się mistyków, jakiś odpowiednik purytańskiej kontroli obyczajów. Jesteśmy wciąż pouczani, co wolno, czego nie wolno i potępiani za niewłaściwe wybory. A przy okazji, na co autor zwraca uwagę, te właściwe często wymagają drogich, egzotycznych składników. Bardzo klasowe to jest! (na swoim blogu angry-chef.com Warner skarży się, że nazywany jest neomarksistą).

Nie oznacza to, że nie wierzy on w związek między zdrowiem i jedzeniem czy wskazówki sprawdzonych lekarzy przy konkretnych schorzeniach. Tak, powinniśmy raczej unikać tłuszczów nasyconych, mniej więcej trzymać się diety śródziemnomorskiej, warto czasem zjeść jakąś tłustą rybę. Ale nie katujmy się – jedzenie to radość. Szczególnie w gronie przyjaciółek. Okazjonalna wizyta w McDonald’s, odrobina masła czy herbatnik do herbaty nas nie zabiją, a jarmuż nie zbawi. Wszystko jest dobre – byle w miarę.

Jest tylko jeden problem, chociaż ogólnie zgadzam się autorem: łączenie tego, co jemy, z moralnością to zazwyczaj przesada, jednak nie tam, gdzie chodzi o cierpienie innych żywych istot i dobro całej planety. Wściekły Kucharz w swoich diatrybach, przybierających często formę dialogu i ubarwionych anegdotami, zdaje się celowo omijać wegetarianizm i weganizm. Raz wspomina, że od XIX wielu był to ruch polityczny albo zauważa, że są to ograniczenia występujące w wielu dietach.

Duve: Jeść przyzwoicie

czytaj także

Jest jednak nadzieja, dla tych, którzy chcieliby z radością jeść wszystko. To mięso in vitro:

Paul Shapiro, Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat, przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Marginesy 2018

czyste-miesoPewnego parnego sierpniowego dnia 2014 roku znalazłem się w Brooklyn Army Terminal – na dawnej stacji z czasów II wojny światowej w najmodniejszej dzielnicy Nowego Jorku – która jest dziś siedzibą kilku tuzinów start-upów.

Znajduje się tam pierwsza firma komercyjna, która w 2011 roku podjęła próbę hodowli mięsa i skóry w laboratorium. Pierwsze naukowe badania rozpoczęto na początku XXI wieku.

Mięso in vitro, zwane też hodowlanym, komórkowym, czystym to mięso wyhodowane z komórek zwierzęcych – można też tworzyć skóry, mleko, żelatynę, jajka – bez konieczności zabijania zwierząt. Na razie może być to tylko mięso mielone – na burgery i klopsy. Także drób, stosunkowo łatwo jest wyprodukować foie gras. Jest tu jednak pewien haczyk – jako odżywkę stosowano podpuszczkę z żołądków cieląt, to się jednak zmienia i powstają odżywki niezwierzęce.

Zdaniem autora dzieli nas już tylko krok do przejścia z uniwersyteckich laboratoriów i małych firm do produkcji przemysłowej. Ktoś jednak musi w to zainwestować. Prezentacja pierwszego tak wyhodowanego burgera odbyła się w Londynie w 2013. Kosztował 330 tys. dolarów. Zainwestował w niego Sergey Brin, jeden z twórców Googla. Koszty jednak spadają, tańsze technologie są bliskie odkrycia, zainteresowanie wśród inwestorów rośnie (książka Shapiro to w równej mierze historia odkryć, co poszukiwania funduszy i kształtowania opinii publicznej).

Wegańska krew

Zalety tego rozwiązania są zupełnie oczywiste. Wyrugowanie okrutnej i budzącej etyczny opór „produkcji zwierząt” i koniec masowego cierpienia. Można wyhodować mięso zdrowe – wolne od złego cholesterolu, śladów antybiotyków, zanieczyszczeń, bakterii. Nie mniej, a może nawet bardziej istotne są korzyści dla środowiska naturalnego. Zyskałyby na tym też dzikie zwierzęta. Byłaby to rewolucja, która odmieniłaby oblicze tej Ziemi.

Za każdym razem, gdy wcinasz kiełbasę, gdzieś na świecie umiera mała panda

Poza technicznymi i finansowymi wiążą się z tym jednak także inne problemy. Likwidacji uległyby nie tylko masowa hodowla zwierząt i rzeźnie, ale też całe działy rolnictwa nastawione na produkcję pasz – soi, kukurydzy. Byłoby to trudne dla producentów, ale obecnie to niewielki procent zatrudnionych. Zreformować musiałoby się przetwórstwo mięsne. Za tym powinny pójść zmiany legislacyjne, a wiadomo, że często zajmuje to dużo czasu, a twórcy prawa bywają zbyt ostrożni. (Mięso hodowane in vitro to po prostu mięso, a nie np. wytwór modyfikacji genetycznych). Trzeba by do tej zmiany przekonać konsumentów, a według rozmaitych badań wielu z nich miałoby problem z zaakceptowaniem takiej żywności.

Dobra wiadomość – największymi zwolennikami czystego mięsa są ci, którzy często jedzą mięso „brudne”. Przeciwnikami – zwolennicy „naturalności”, dla których jest to, podobnie jak GMO, kolejny technologiczny potwór. Niektórzy argumentują, że bardziej opłacalne i łatwiejsze jest tworzenie zamienników roślinnych, które coraz bardziej będą przypominały mięso. Idealiści wierzą, że ludzie po prostu przestaną jeść mięso. Nie brakuje też sceptyków, którzy twierdzą, że do produkcji czystego mięsa na skalę przemysłową droga jeszcze daleka i niepewna.

W każdym razie dla tych (dla mnie), którzy nie potrafią zrezygnować z mięsa i nabiału, chociaż znają moralne i ekologiczne koszty swoich wyborów, jest to jakieś światełko w tunelu. Może uda się mieć krowę i zjeść ją.

Dunin: Krowa, czyli półprodukt

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.