Kinga Dunin czyta

Patriarchat hard i soft

opowieść-podręcznej-serial

Słynna powieść Margaret Atwood i jej ekranizacja, świat ortodoksyjnych Żydów i poglądy Stanisława Lema. Jaki jest wspólny mianownik? Kinga Dunin czyta i ogląda „Opowieść podręcznej”, „Unorthodox, Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” i „Świat według Lema”.

Margaret Atwood, Opowieść podręcznej, przeł. Zofia Uhrynowska-Hanasz, Wielka Litera 2017

Opowieść podręcznej, serial, scen. Bruce Miller, 2017

opowiesc-podrecznejSpałyśmy w pomieszczeniu, które kiedyś musiało być halą sportową. Podłoga z lakierowanych desek, z liniami i kołami stanowiącymi pozostałość po dawnych rozgrywkach; obręcze po nieistniejących już siatkach do koszykówki.

Sławna książka, film z 1990 roku, który już się zestarzał, a teraz pięknie zrobiony serial – czyli Opowieść podręcznej, wciąż aktualna powieść Margaret Atwood, i jej ekranizacja .

Na terenie Stanów Zjednoczonych powstało totalitarne i fundamentalistyczne państwo religijne, Gilead. Kobiety spełniają w nim ściśle określone role: bogobojnych, udomowionych żon – te ubierają się na niebiesko – Marty to szare służące, wreszcie podręczne w czerwonych szatach. Zadaniem podręcznych jest rodzenie dzieci wysokim urzędnikom, których żony są bezpłodne. Noszą one imina swoich panów – Freda, bohaterka tej historii, należy do komendanta służby bezpieczeństwa Freda Waterforda. Takie przypisanie kobiety mężczyźnie coś nam oczywiście przypomina – najpierw nazwisko ojca, a potem męża. To normalne, prawda?

Serial jest bliższy powieści i lepszy od filmu, gdyż daje więcej miejsca na monologi wewnętrzne bohaterki i retrospekcje z poprzedniego życia, które skończyło się, gdy odebrano kobietom prawo do pracy i konta bankowe. Wraz z mężem i córką próbowała uciec do Kanady, jednak została zatrzymana.

W telewizorze zachwycał się serialem Marcin Meller, kiedyś naczelny bardzo prokobiecego pisma „Playboy”. Mówił, że kiedy ogląda, to ma dreszcze i, patrzcie państwo, do czego może doprowadzić ograniczanie praw kobiet. Zgoda, trzeba dziś w Polsce bronić praw kobiet, kobieta nie jest jedynie macicą itd. Ale warto też czasem ogarnąć pod tym względem swoją działkę.

Meller od lat program prowadzi publicystyczny, do którego co tydzień zaprasza cztery osoby. Zapytajmy więc:
W ciągu ostatniego roku, ilu było w nim panów, a ile pań? (pomińmy 8 marca)
Czy kiedykolwiek w historii programu zdarzyło się, że za stołem zasiadły trzy panie i jeden pan? I dlaczego nie, a odwrotnie tak?

W tym miejscu pozdrawiam Roberta Biedronia, który zorientowawszy się, że podczas panelu samorządowców na scenie zasiada 10 panów, ustąpił swojego miejsca siedzącej na sali burmistrz Wołomina Elżbiecie Radwan, która okazała się nie mniej kompetentna od rozmówców. Gdyby mężczyźni, którzy twierdzą, że są feministami, ilekroć mają wystąpić publicznie, upewniali się, że nie znajdą się w męskim klubie, może sytuacja zmieniałaby się nieco szybciej.

Gdyby mężczyźni, którzy twierdzą, że są feministami, ilekroć mają wystąpić publicznie, upewniali się, że nie znajdą się w męskim klubie, może sytuacja zmieniałaby się nieco szybciej.

Powróćmy jednak do Opowieści. Antykobieca antyutopia wygląda efektownie i trzyma w napięciu. Jednak bardziej intrygujące jest to łagodniejsze oblicze patriarchatu, gdzie naga przemoc nie jest aż tak widoczna. Komendant też potrzebuje bardziej ludzkiego kontaktu i wieczorami w gabinecie spotyka się ze swoją podręczną, żeby pograć w scrabble i porozmawiać. Czasem bierze ją do nielegalnego lokalu, gdzie panowie bawią się jak dawniej, a ideologia odsuwana jest na bok. Freda może wypić z panem drinka, trochę poflirtować, jednak powinna uważać, żeby zbyt często nie wygrywać.

Oczywiście, że mimo pozorów nie ma równości między panem a niewolnicą. Nie jesteśmy pewni, czy bohaterka cały czas gra i udaje, czy jednak też lubi te spotkania, stanowiące odmianę w jej monotonnym życiu, ma syndrom sztokholmski? Jedno jest pewne, tam gdzie panuje strukturalna nierówność między płciami, nie może istnieć uczciwa relacja. Kontrastem jest tu pokazywany w retrospekcjach partnerski i emocjonalnie satysfakcjonujący związek z mężem – czarnym, żeby było jeszcze bardziej poprawnie.

Ale czy rzeczywiście – czy to w Stanach, czy w Polsce – żyjemy już w świecie tych idealnych i absolutnie równościowych relacji między płciami?

Medytacja orgazmiczna, czyli niesienie światu kobiecego orgazmu

***
Deborah Feldman, Unorthodox, Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów, przeł. Kamila Sławinski, Poradnia K 2017

unortodox-okladkaOjciec trzyma mnie za rękę, grzebiąc kluczem w zamku drzwi magazynu. W tej przemysłowej części Williamsburga ulice są niepokojąco puste i ciche. Gwiazdy blado migocą ponad naszymi głowami, od czasu do czasu słychać szum samochodu pomykającego autostradą jak widmo. Spoglądam w dół, na moje buciki ze skóry patentowej, postukujące niecierpliwie po chodniku, i przygryzam wargi, żeby powstrzymać impuls. Czuję wdzięczność, że tu jestem. Nie co tydzień Tate zabiera mnie z sobą.

A to patriarchat w Nowym Jorku, na Brooklynie, wciąż żywy. Dzielnica skrajnie ortodoksyjnych chasydów i wychowywana pod okiem okrutnego boga i wśród miliona szczegółowych rytualnych zakazów dziewczynka, której udało się tę wspólnotę opuścić – zresztą właśnie dzięki napisaniu tej książki. Świat zupełnie egzotyczny, ale jeśli chodzi o miejsce przeznaczone w nim dla kobiet przewidywalny – mają być dobrymi, posłusznymi żonami i matkami rodzącymi tyle dzieci, ile zdołają.

Dwojra/Deborah, kiedy ma siedemnaście lat, zostaje wydana za mąż za mężczyznę, którego widziała przez chwilę dwa razy w życiu. Duża część jej wyznań to opis kłopotów z konsumpcją małżeństwa i pożyciem intymnym – koszmar. Zaglądamy też do mykwy, która nie jest po prostu miłą łaźnią. Poznajemy skrywane sekrety – molestowanie, pedofilia – skrzętnie upychane pod dywanem.

To jest Nowy Jork, wystarczy się przespacerować, żeby znaleźć się w innym świecie. Jednak na miejscu trzyma nie tylko wpajana od dzieciństwa religia, ale także szereg zależności – społecznych, ekonomicznych. To też jest przemoc. Gdzie ma się podziać kobieta bez żadnego wykształcenia, za to z dziećmi, jeżeli już się zdecyduje na taki spacer? Nie każda może napisać książkę. Trochę raziła mnie w tej historii „motywacyjna” ideologia: postaraj się, a wszystko może do ciebie należeć, w szczęśliwej i wolnej Ameryce sukces jest tuż za progiem.

Czy porządek na Ziemi mogą zrobić tylko kosmici?

***
Świat według Lema. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Peter Swirski, Biblioteka „Opcji” 2017

lemKrótka rozmowa datowana na 1992 rok. Sięgnęłam po nią, bo przypomnienie sobie Dicka okazało się przyjemne, więc może i do Lema warto wrócić. Oczywiście w przeciwieństwie do Dicka Lem niekwestionowalnie wielkim pisarzem był. Istnieje ogromna lemologia, analizy, omówienia, wywiady-rzeki, nie spodziewałam się więc jakichś nieznanych rewelacji, raczej powrotu sentymentów, które może skłoniłyby mnie do przeczytania czegoś, o czym dawno nie myślałam.

I coś znalazłam, o czym wcześniej nie pomyślałam. Odpowiedź na zadane przez wywiadującego pytanie, czemu w jego powieściach brakuje istotnych postaci kobiecych.

Możemy się z niej dowiedzieć, że Lema drażnił amerykański zwyczaj, który każe zaznaczyć, jakiej płci jest osoba, o której się pisze. „Jestem całkowicie przeciwny tej praktyce”. We wszystkich religiach monoteistycznych bóg jest rodzaju męskiego – „Nie mam zamiaru tego zmieniać, tylko po to, żeby się komuś przypodobać”. „Jeśli wziąć pod uwagę statystyki, liczba genialnych osób płci męskiej znacznie przewyższa liczbę geniuszy płci żeńskiej…” (To prawda, widziałam takie statystyki. Krzywa rozkładu IQ w populacji męskiej jest bardziej płaska niż w wśród kobiet. A to oznacza, że jest nie tylko więcej geniuszy, ale też więcej idiotów. Jedno i drugie bywa uciążliwe. Zresztą to stare dane i czynnik kulturowy mógł już je zmodyfikować).

I wreszcie, to mi się wydaje najzabawniejsze, zdaniem Lema kobiety niepotrzebnie komplikują mu fabułę, tam gdzie nie ma takiej potrzeby. „Okłamujemy się, myśląc, że wprowadzenie kobiety na pokład statku kosmicznego nie doprowadzi do komplikacji natury erotycznej, seksualnej, emocjonalnej czy jakiejkolwiek innej”. No cóż, różnica płci istotnie czasem dodaje dynamiki. Jednak ja na miejscu wywiadującego zadałabym pytanie: to czemu nie wsadzić na statek kosmiczny samych kobiet? I wtedy nie będzie już problemu. Oczywiście, wiadomo dlaczego – bo książki są o ludziach (czyli menach) i ważnych problemach, a kobiety są dodatkiem, wyjątkiem, komplikacją i odstępstwem od normy.

Lem chętnie podkreślał, ileż to trendów i przyszłych kierunków rozwoju jako futurolog przewidział dziesiątki lat wcześniej. A jednak czegoś nie przewidział – mimo zetknięcia z amerykańską poprawnością polityczną, głośnej drugiej fali feminizmu, pojawienia się tego problemu w filozofii i teologii też. Nie przewidział, że kwestie te staną się przedmiotem poważnych debat, a androcentryzm kultury zostanie poddany krytycznym analizom. I nie będzie już wypadało wygłaszać takich tekstów, nawet jak się tak myśli.

Lem należał do intelektualnej polskiej elity, oczywiście męskiej. Dick szlajał się po narkomańskich melinach, a gender balance w jego powieściach jest lepszy. Może czasem meliny są lepsze od elit.

Pamiętacie Dicka?

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

W "Solaris" doszło do takiej eksplozji mizoginizmu Lema, że kobieta i to na dokładkę żona jest wręcz całkowicie projekcją pamięci i emocji oraz namiętności męża. Dla Amerykanów znaczy to jedno, Clooney zobaczywszy projekcję swojej żony natychmiast ciągnie ją do łóżka. Rosjanie inaczej, jak pamiętamy z filmu Tarkowskiego. Taka projekcja jest całkowicie mężocentryczna i jedynym celem jej istnienia jest wpatrywać się w swojego wybranego oraz spijać z jego ust mądrości oraz refleksje życiowe. Patriarchat w ekstazie. Ależ kochamy tego Lema. Miał gdzieś, co sobie pomyślą i opowiadał, że kochali go Rosjanie i w Moskwie był witany przez tłumy jak wielka gwiazda kina, natomiast jego zachodnioeuropejski agent prosił go o więcej wybuchów, pościgów w kosmosie, strzelanek i seksu, bo tego oczekuje czytelnik. To był już przedsmak tego koszmaru, który teraz mamy. Tak to było. Źle było. Schody prowadziły cały czas pod górę i powinny się nazywać wchody.

Oberwało się Mellerowi ortodoksyjnym Żydom, ale rzecz jasna nie poruszono nierówności płci w świecie islamu. Wielkie brawa za giętkość intelektualną i obijanie kwestii, która w wyżej opisanym temacie jest najbardziej bulwersujący.

Ja tam na Islandczykow byl nie naskakiwal, U nich obok Fredsdottir moze byc tez Ingridsdottir (corka Freda, corka Ingrid). Poza tym rozrozniaja miedzy corka a synem. A anglosasi klapa. U nich wszystko "son" (syn).
Anna Fredson (albo Fredsson). Czyli "Anna syn Freda". Wychodzi komicznie. Taki rodzaj zrownania corek z synami?

Rzeczywiście nawet Lem nie był w stanie przewidzieć, że debata publiczna zdurnieje do tego stopnia, żeby za właściwy środek przeciwdziałania androcentryzmowi kultury uznawać lustrowanie konkretnych powieści za brak parytetu w ich fabule.
Swoją drogą, tak się zastanawiam, czy ktoś policzył, ile w ciągu ostatnich lat powstało powieści/filmów/seriali, w których twórcy płci męskiej opowiadają o kobietach, ich sytuacji i problemach a ile takich, w których twórczynie zainteresowały się sprawami mężczyzn. Obawiam się, że bilans artystycznej empatii wobec płci przeciwnej, wypadłby raczej zdecydowanie na korzyść panów. Oczywiście, może się tak dziać z powodu poczucia artystek, iż muszą swoimi narracjami wypełniać luki, spowodowane przez wspomniany androcentryzm kultury. Choć nie jest to do końca dobre wyjaśnienie, ponieważ częścią tego zjawiska oprócz braku kobiecych narracji na temat kobiet był też brak kobiecych narracji na temat mężczyzn oraz brak kobiecych narracji "uniwersalnych". Paradoks polega więc na tym, że dominacja opowieści feministycznych w twórczości kobiet z jednej strony uzupełnia wielowiekowe braki a z drugiej nadal wpycha pisarski/reżyserki w pewną niszę. Nie wątpię, że są tego świadome i same podejmują takie a nie inne wybory. I mimo powyższych wątpliwości, uważam te wybory za znacznie skuteczniejsze i z punktu widzenia kultury lepsze, niż krytykowanie tego, czy innego autora za to, że pisze o mężczyznach. Zresztą nie dla wszystkich kobiet czytanie lub oglądanie filmów ogranicza się, jak w przypadku pani Agnieszki Wiśniewskiej, do ciągłego polowania na "silne kobiety", "kobiece doświadczenie" i "perspektywę kobiet". Powszechnie wiadomo, że Kerouac, Hemingway czy Hrabal - pisarze znani z "męskości" swej prozy czytani są przez kobiety jeszcze częściej, niż przez mężczyzn, ponieważ mają one poczucie, że mogą się z nich czegoś o mężczyznach dowiedzieć.

"zastanawiam, czy ktoś policzył, ile w ciągu ostatnich lat powstało powieści/filmów/seriali, w których twórcy płci męskiej opowiadają o kobietach, ich sytuacji i problemach a ile takich, w których twórczynie zainteresowały się sprawami mężczyzn" - zamiast się zastanawiać można spróbować szybko powymieniać kobiecych twórców, to o czym piszą, czy kręcą. Więc np. reżyserki z polskiego podwórka Kasia Adamik: film o bezdomnych piłkarzach, prawie sami mężczyźni, film o mordercy i policjancie, serial o pogranicznikach, też głównie mężczyźni; Szumowska: film o mężczyznę ukrywający chorobę przed matką, film o ciąży (duża postać ojca), autobiograficzny film (znowu ważna postać ojca), film dokumentalny o ojcu, film o prostytutkach (mało autorski na zamówienie), film o księdzu geju (dużo chłopców), w Ciele dwie duże postacie kobiece, i Gajos, jako ojciec (duża postać). Jedną z ciekawszych reżyserek europejskich obecnie jest Mia Hansen-Løve, dużo filmów autobiograficznych, ale w tym film o przyjacielu, producencie jej filmów, który popełni samobójstwo, próbuje w fabule to jakoś pokazać, film fabularny o bracie. A w amerykański kinie, najważniejszą i najbardziej docenioną reżyserka jest Kathryn Bigelow, której prawie wszystkie film opowiadają o mężczyznach lub o świecie mężczyzn, a jeśli kobiety się pojawiają są bardzo męskie, jej pierwszy studencki film było o dwóch facetach, z nagimi klatami okładającymi się pięściami. Kobiety nie interesują się mężczyznami, chyba nie wiesz co mówisz.

Lem kompletnie nie znał się na kobietach, mówił o nich trochę tak jakby był lekko nierozwinięte. Trudno go bronić.

Masz oczywiście rację a przykładów jest jeszcze więcej. To było nieco prowokacyjne zdanie w reakcji na poszukiwanie parytetów w sztuce. A głównie o nie mi chodzi. Nie wiem, czy Lem się "znał na kobietach", bo w ogóle nie wiem, czy można się na kobietach (lub mężczyznach) "znać". Podejrzewam, że miał na koncie parę wypowiedzi, które można uznać za mizoginiczne. Autorka, która go tu lustruje ma natomiast parę mizoandrycznych, więc można powiedzieć, że są kwita. Ale ja nie bronię Lema. Szczerze mówiąc zupełnie nie jestem ani fanem jego pisarstwa ani filozoficznych wynurzeń. Jeśli rzeczywiście uważał kobiety za gorsze od siebie, to tylko utwierdza mnie w moim braku zachwytu tą postacią. Jednak wyrzucanie jakiemukolwiek autorowi, że woli pisać o mężczyznach, niż o kobietach lub na odwrót, to oczekiwanie od sztuki, by była socjologią lub polityką i realizowała pozaartystyczne cele społecznej sprawiedliwości. Jeśli pisarz tak widzi swą rolę, jest to jego prawo. Ale prawem jego jest też widzieć ją inaczej i pisać o tym, o czym ma ochotę a nie o tym, o czym by "wypadało", żeby przełamać androcentryzm czy jakąkolwiek inną wadę szeroko pojętej kultury.

"Lem należał do intelektualnej polskiej elity, oczywiście męskiej. Dick szlajał się po narkomańskich melinach, a gender balance w jego powieściach jest lepszy. Może czasem meliny są lepsze od elit."

O jakości dzieła świadczy parytet płci.

O rany.

A przy okazji, jak tam sprawa o molestowanie I. Karpowicza? Przyschła?