Kinga Dunin czyta

Kochając sport, kochasz kapitalizm

szaliki-kibicowskie

Trudno mi pojąć emocje wzbudzane przez stada mężczyzn uganiających się po polu za odrobiną powietrza w skórzanym worku, a boks moim zdaniem powinien być zakazany. Kinga Dunin o książce „Sport nie istnieje” Jana Sowy i Krzysztofa Wolańskiego.

Jan Sowa, Krzysztof Wolański, Sport nie istnieje. Igrzyska w społeczeństwie spektaklu, W.A.B. 2017

Sport, zrodzony z ludowych zabaw – a więc stworzony przez lud – wraca do ludu w formie wyprodukowanego dla niego spektaklu.
Pierre Bourdieu

Jeśli o mnie chodzi, sport wyczynowy mógłby zniknąć nawet dzisiaj. Z mego punktu widzenia oznaczałoby to tylko ograniczenie szumu medialnego, który mnie nie interesuje. Trudno jednak całkiem uniknąć informacji o sportowych celebrytach, którzy coś tam zdobyli. Oczywiście dla Polski! I za chwilę przytuli ich jakiś polityk. Oraz rozważań, za ile miliardów zostali kupieni. Może byłabym gotowa docenić widowiskowe walory niektórych konkurencji, takich jak gimnastyka artystyczna czy łyżwiarstwo figurowe, trudno mi jednak pojąć emocje wzbudzane przez stada mężczyzn uganiających się po polu za odrobiną powietrza w skórzanym worku, a boks moim zdaniem powinien być zakazany. Pod tym względem jestem stereotypową kobietą (wiem, wiem, istnieją też inne kobiety). Zatem nie jestem chyba dobrą adresatką książki, której celem jest popsucie przyjemności tym, którzy lubią sobie czasem obejrzeć jakiś mecz albo inne zawody i uważają swoje upodobania za niewinne.

W kapitalizmie nic nie jest niewinne, a sport to metonimia kapitalizmu. Poznajemy więc jednocześnie brudne tajemnice jednego i drugiego. Zresztą dla większości z nas nie są to tajemnice. Sport jest skomercjalizowany i ogromne pieniądze zarabiają na nim nieliczni. Organizatorzy wielkich wydarzeń korzystają też ze środków publicznych, które mogłyby zostać wykorzystane lepiej. Najbardziej cierpią na tym przedstawiciele klas niższych, a przy okazji dochodzi do zniszczenia środowiska. Poza tym jest to opium dla ludu, które powstało, aby odciągnąć klasę robotniczą od ruchu związkowego. Coś w rodzaju quasi-religii o zabarwieniu faszystowskim i nacjonalistycznym. Nasi reprezentanci wygrywają z Nimi (albo przegrywają, ale wciąż ich kochamy), prowadząc wojny za pomocą innych środków, a widzowie przeżywają ekstazę narodowej dumy per procura. Na masową skalę dokonuje się tutaj manipulacji na emocjach, to taka ekonomia afektów. (Gdyby ktoś przegapił, „afekt” to teraz jeden z najmodniejszych terminów). Reguły sportowych gier przypominają reguły kapitalistycznej gospodarki z jej konkurencyjnością i strategiami. Pod przykrywką szlachetnych haseł kryją się brudne interesy i narodowe fantazmaty o potędze.

Dzisiejszy sport wyczynowy (nie mówimy tym razem o fitness czy innym lajfstajlu, ale to też dałoby się tak zanalizować) to po prostu wielka gałąź przemysłu rozrywkowego, „kompleks spektakularno-komerycyjno-rozrywkowy” – podobnie jak komercyjne kino czy pornografia, a jego bohaterowie to hodowani specjalnie gladiatorzy. Lojalność kibiców wobec własnej drużyn to w istocie lojalność konsumenta wobec wybranej marki. Ta współczesna forma sportu powstała i utrwaliła się wraz z rozwojem środków masowego przekazu, szczególnie telewizji. Zapewniła masom możliwość oglądania ich reprezentantów w sferze publicznej, opanowanej przez elity, i co więcej, pozwala im przynajmniej w tej dziedzinie być ekspertami i prawdziwymi znawcami.

Domosławski: Boniek w Amazonii

Poza tym wciąż jest coraz gorzej i bardziej kapitalistycznie. Podobnie jak coraz gorzej ma się liberalna demokracja. Ona też nie istnieje, jest fikcją. Politycy to towar sprzedawany klientom zwanym wyborcami. Jak twierdzą autorzy, dziś ludźmi psychicznie wyniszczeni przez prekaryzację można dowolnie manipulować. Nie stronią też od uwag o aktualnej sytuacji w kraju – oczywiście PiS niczym się nie różni od PO. Nie wiadomo, czy dotyczy to także Razem, które ze swoim reformistycznym socjaldemokratycznym programem próbuje przecież w tej fikcji zaistnieć. Nie daje to jednak nadziei na prawdziwą zmianę.

Nie ma też ucieczki z systemu, bo jak wiadomo – Žižek – nie ma on już zewnętrza i wszystko potrafi wchłonąć. A jeśli ktoś – np. filozofki i akademickie liberałki – uważa, że można coś z tym systemem wynegocjować i coś w nim zreformować, to jest oderwany od rzeczywistości. Drobne zmiany są możliwe, ale realistyczne podejście jest tylko jedno – nie da się naprawić sportu, nie naprawiając kapitalizmu, a właściwie go nie likwidując. Skoro jednak sport i kapitalizm to właściwie to samo, czy gdyby zlikwidować sport, to kapitalizm też by zniknął? Wtedy można by zrobić rewolucję na mniejsza skalę.

Skoro jednak sport i kapitalizm to właściwie to samo, czy gdyby zlikwidować sport, to kapitalizm też by zniknął? Wtedy można by zrobić rewolucję na mniejsza skalę.

Diagnoza ta, przyznajmy to, jest niezwykle poręczna. Dzięki temu można mieć receptę na każdy problem społeczny – zlikwidujmy kapitalizm, a problem zniknie. Jednak autorzy też mają swoje pomysły reformatorskie na teraz. Np. co zrobić z z wernykularnością kibiców. Nie wiecie, o co chodzi? O lokalnych patriotów swoich klubów, a w gruncie rzeczy o „kiboli”. Oczywiście takich słów nie wolno używać, bo to obraża klasy ludowe albo ogólnie grupy wykluczone. Inna sprawa, że jak poucza nas doświadczenie, kibicowskie lokalne konflikty, czasem krwawe, można jednak zawiesić na kołku, kiedy trzeba razem zorganizować Marsz Niepodległości.

Kapitalistyczny pomysł na brutalność grup kibicowskich to gentryfikacja. Podnosimy cenę, wszystko urynkawiamy, zwiększamy kontrolę na stadionach, zakazując czego się da, i w ten sposób oddajemy stadiony grzecznej klasie średniej. Jest to jednak mało lewicowe.

Zamiast tego autorzy proponują, aby kojarzone z tym akty „przenieść w galeryjny kontekst performansu”. I tu pada przykład. Dzieło stadionowych kibiców Legii na mecz z Den Haag – gigantyczny baner z twarzą Jezusa i hasłem „Boże Chroń Fanatyków” – znalazł się jako eksponat na wystawie MSN w Warszawie w 2012 roku. „Więcej tego rodzaju gestów wykonywanych systematycznie i globalnie zmiękczyłoby wizerunek »stadionowych chuliganów«, czyniąc z nich rodzaj etnograficznego kuriozum. Kluby mogłyby nawet zarabiać na pokazywaniu cyrkowego lwa w klatce medialnej oprawy”.

Wilczyk: Święta wojna między kibicami

Krótko mówiąc, żeby oswoić grupy tradycyjnych, lokalnych kibiców, wystarczyłoby wyeliminować negatywne skojarzenia, jakie budzą. (Hm, kiedy zdarza mi się natknąć na nich na ulicy czy w autobusie, budzi to we mnie lęk, a nie skojarzenia). I czy mamy rzeczywiście zamienić ich w rozrywkę dla… no właśnie, dla kogo? Chyba dla tych lepszych, grzecznych kibiców z klasy średniej. Albo dla bywalców galerii, czyli prekariatu z wyższym wykształceniem.

I jeszcze jedno – to, czego w pracy tych męskich autorów kompletnie brakuje, to perspektywa genderowa, chociaż wciąż widowiska sportowe w większym stopniu przyciągają panów. Z piwem przed telewizorem – ten obrazek, prawdziwy czy nie, należy do naszej kultury jak zupa pomidorowa i kiszony ogórek.

Doceniam analizy autorów dotyczące związków sportowych emocji z emocjami nacjonalistycznymi. Jednak to, że naród, z którym identyfikują się kibice, jest głównie natury męskiej, jakoś umyka uwadze badaczy. A konsekwencją tego jest homofobia i mizoginia. Nawet jeśli zostaje to gdzieś jednym zdaniem wspomniane, to nie zasługuje ich zdaniem na głębszą analizę.

Oto radykalnie feministyczny, lewicowy i antyfaszystowski klub sportów walki

sport-nie-istniejeOwszem, interesujące są też rozważania autorów dotyczące klasowości sportu jako takiego oraz różnych jego dyscyplin, podobnie jak pisana z pozycji lewicowej teorii krytycznej historia nowoczesnego sportu. Ta praca naprawdę nie jest pozbawiona zalet i paru ciekawych rzeczy się z niej dowiedziałam. Ale nawet jeśli ktoś, tak jak ja, nic nie wie o sporcie, to jednak pewno bardzo się nie pomyli, twierdząc, że sporty kobiece i męskie też się między sobą różnią – np. ilością zaangażowanych w to środków finansowych, zyskami, ale zapewne również symbolicznie. Podobnie widownia spektakli sportowych nie jest zrównoważona płciowo. I wciąż kompetencje do uczestniczenia w tym segmencie kultury w wyższym stopniu przypisywane są mężczyznom i dla nich przeznaczone. I to także są nierówności.

Jak widać, można być lewicowcem, a genderu nie widzieć. Bo rytualne używanie od czasu do czasu rodzaju żeńskiego, sportowców i sportowczyń, liberałek, z którymi oczywiście autorom nie po drodze, tak naprawdę niczego nie zmienia.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka

Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej “Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek “Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności”, “Zadyma”, “Kochaj i rób”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Autorka ze swojego społecznego wykorzenienia uczyniła cnotę, niezależnie od kapitalizmu, socjalizmu młody chłopak, czy dziewczyna mieli swoich bohaterów, dla pokolenia PRL-u był to Kazimierz Deyna, Irena Szewińska, słynna ekipa Feliksa Stammy, czy złoty zespół Huberta Wagnera.
Proszę mi powiedzieć w którym momencie rodzi się w człowieku taka forma odludka, aspołecznego lewicowego intelektualisty, który spogląda na świat z niczym nieuzasadnionym poczuciem wyższości, malkontenctwem przekraczającym granice zdrowego rozsądku ?
Naród kibicował Justynie Kowalczyk, polskim siatkarkom i bardzo wielu sportowcom, które przypadkiem były kobietami na przestrzeni ostatnich lat.

Wypraszam sobie! Odludki też zasługują na szacunek i nie są wcale nikim gorszym od reszty wspólnoty. A wielu wybitnych jednostek w historii było de facto odludkami, siedzący godzinami w gabinecie i robiący swe badania (Charles Darwin). Więc śpieszmy się kochać samotników!

Można od biedy dobrze funkcjonować jako odludek informatyk, natomiast do opisu zjawisk społecznych, politycznych i w ogóle rzeczywistości za oknem potrzebna jest pewna otwartość na drugiego człowieka, inny punkt widzenia i chęć poznania.
Nawet jeśli Kinga Dunin nie interesuje się sportem to mogła zadzwonić do Jerzego Pilcha, poczytać jego dawne felietony w Polityce, żeby zrozumieć jakie to budzi emocje i są to emocje, które można nazwać ogólnoludzkimi niezależnie od lewicy, prawicy, klasy społecznej, statusu materialnego, czy nawet ustroju.

Nie wierzę, że takie teksty jak ten, może ktoś pisać na poważnie.

niestety ale musisz w to uwierzyć.
Choć trudno .... ale w przypadku tej pani tak jest 😆

Christoforos Zbygnewowycz

A ja żądam, żeby było więcej pilarek (chodzi o kobiety, nie o sprzęt) w lesie!

ale.sobie.konto.wymyslilem

'Ale nawet jeśli ktoś, tak jak ja, nic nie wie o sporcie' -to jednak mogę się o nim wypowiadać. To zupełnie jak księżą, nic nie wiedzą o seksie (przynajmniej nie powinni...), ale się o nim wypowiadają. I też by chcieli tu to i owo zakazać.

Pikanterii dodaje fakt że wiem o kilku sympatykach/działaczach Razem, udzielających się na forach sportowych, u Rafała Steca etc. Ba, jeden z nich chyba chce użyć kibicowania jako narzędzia budującego 'wspólnotę', którą rozbił ohydny neolib. Tak więc niestety nawet Razem 'nie daje jednak nadziei na prawdziwą zmianę'.

Przy okazji, czytałem felieton Georga Orwella, gdzie opisywał jakąś komunistyczną gazetę brytyjską. Ogólnie, pisała ona to samo co gazety z Moskwy, a coś innego niż pozostałe gazety brytyjskie. Z jednym wyjątkiem. Z okazji meczu między kamandą z CCCP a drużyną z UK gazeta ta stanęła po tej samej stronie co njuspejpersy wydawane przez brzuchatych burżujów z City. Sama Pani widzi, nawet walka klas przegrywa ze szlachetną rywalizacją 22 posapujących białych samców, uganiających się za kawałkiem skóry zdartej z Brata Mniejszego.

Nacjonalizmsmierdzi

Skoro używanie żeńskich końcówek niczego nie zmienia, po co ich używać?

Ciekawie robi się na stronach Krytyki. Wczoraj hasło - zlikwidujmy lewicę, dzisiaj hasło - zlikwidujmy sport 🙂 Jakie hasło na jutro? Może zlikwidujmy np. feminizm? Aaaaa, nie, to by nie przeszło, bo jakby ktoś np. choć odrobinę skrytykował feminizm, to by dostał tak po łbie, że już by nie wstał 🙂 Tak samo jak jest też aktualnie w temacie szeroko rozumianego metoo, które też jest odporne na wszelkie argumenty i w zasadzie nie ma żadnej dyskusji. Chciałbym rzetelny artykuł na ten temat, felieton, ale się nie doczekam, bo teraz wszyscy się boją choćby troszeczkę skrytykować, choć mogłoby to pokazać, że ta akcja nie zawsze musi być super, ekstra i wspaniała. To jest coś co czasem mi pokazuje, że faktycznie jest coś w głosach mówiących o tym, że lewica jest oderwana od rzeczywistości.
To pomysł na jutro za pewnym kandydatem na prezydenta - "niech nie będzie niczego" 🙂

Faceci oglądają sport i się nim emocjonują, ponieważ jest namiastką przemocy, która jest wpisana w nasze geny (poziom testosteronu). U kobiet jest on niższy, gdyż ich biologiczną rolą jest rodzenie oraz zajmowanie się dziećmi. Stąd większość nie interesuje się zmaganiami atletów.

Czekaj, nikt Ci jeszcze nie napisał, że płeć to tylko konstrukt społeczny a teza, że się biologiczne różnimy jest faszystowska? Dziwne. 🙂

Kinga Dunin najpierw przekonuje, że sport przesiąknięty jest "męskością"(rozumianą jako obelga, oczywiście), wobec której "typowa kobieta" może się jedynie z wyższością zdystansować. Potem oskarża autorów książki o niedostrzeganie, iż "widownia spektakli sportowych nie jest zrównoważona płciowo. I wciąż kompetencje do uczestniczenia w tym segmencie kultury w wyższym stopniu przypisywane są mężczyznom".
Trzeba się chyba było zdecydować, który z feministycznych dogmatów zastosować. Ten o wspaniałości kobiet i okropności mężczyzn, czy ten mówiący, iż wszędzie tam, gdzie stosunek płci nie jest 50:50, mamy do czynienia z dyskryminacją. Razem się tu jakoś nie składają.

Krzysztof Mazur

Jako zwolennik wolnego rynku i kapitalizmu zgadzam się, że państwo nie powinno dotować biznesu sportowego.

Sport jako przywiązanie do marki dosyć trafnie oddaje sytuację kiedy Kowalski zaczyna arbitralnie wybierać do kibicowania dajmy na to Real Madryt, choć nic go z tym klubem nie łączy. Czyli de facto pociąga go sama marka jaką ten klub reprezentuje.

Nie lepiej jest z klubami lokalnie polskimi. Tam przecież występują piłkarze ze wszystkich stron świata, z różnych rejonów Polski, trener może być zagraniczny itd. Także koniec końców też sprowadza się to do brandu, który jako jedyny na przestrzeni lat się nie zmienia. Wszystko pozostałe nieustannie rotuje.

Ciekawy jest ten proces emocjonalnego przywiązania do nazwy danego klubu. I nienawiści do sympatyków innych klubów, którzy przecież tak samo arbitralnie wybrali sobie do lubienia taki a taki zespół.

Kibicuję Realowi Madryt od 20 lat, po tym jak zobaczyłem swego czasu w ME'96 Davora Sukera - on akurat grał dla Realu. Czysta kwestia estetyczna, nie ma związku z marką. Chodzę też - jak jestem na miejscu - na mecze MKS Kluczbork, bo tam spędziłem dzieciństwo. Warto pomyśleć, ze motywacje mogą być i w istocie są różne.

Niestety - Pani Dunin jest zbyt odseparowana od spraw sportu i kibicowania, by dostrzec, że istnieje cała rzesza kibiców, którzy najbardziej emocjonują się nie Realem Madryt, Barceloną czy PSG, ale właśnie swoimi lokalnymi klubami - MKS-em Kluczbork, Olimpią Zambrów, Legionovią, Zniczem Pruszków czy Izolatorem Boguchwała. Sam jestem kibicem Warty Poznań, jest to mój ukochany i najważniejszy dla mnie klub - trudno odnośnie do niego mówić o jakichś wielkich spektaklach, kapitalistycznym produkcie, milionach przed telewizorami, etc. Taka sytuacja tyczy się wszystkich niemal klubów z I i II ligi w Polsce - że o III i niższych ligach nie wspomnę. Motywacje do chodzenia na mecze II ligi nie są - przeważnie - konsumpcyjne, wytworzone przez przemysł marketingowy, bo na tym poziomie nie ma marketingu - przynajmniej na poziomie postulowanym przez Panią Dunin.
Ludzie w Polsce chodzą na mecze głównie dlatego, że są przywiązani do barw, do miejsca, z którego pochodzą, pokochali swoje kluby miłością beznadziejną na dobre i na złe - przychodzą na mecze, bo jest to dla nich chwila wytchnienia i wentyl bezpieczeństwa. Kto nigdy nie kochał piłki (ani żadnego innego sportu) ten nie pojmie uczuć, którymi można darzyć klub i emocji, jakie się rodzą w człowieku, gdy ogląda mecz.

ale.sobie.konto.wymyslilem

Tak, niezależnie od tego jak śmieszny wydaje się powyższy tekst pani Dunin to trudno się z Nią nie zgodzić że kibicowanie wyczynowemu sportowi nie ma większego racjonalnego uzasadnienia. Ale... widocznie człowiek ma jakieś pierwotne potrzeby utożsamiania się z grupą, przeciwstawiania się innym grupom etc. I jeśli kluby piłkarskie mające po kilkadziesiąt-sto lat, potrafią wzbudzić takie emocje że ludzie gotowi są zabijać, to jakąż siłę muszą mieć kwestie narodowościowe, religijne, etniczne? To tylko pokazuje skalę problemu z jakim chce się mierzyć lewica.

Myślałem, że tak może pisać tylko Kinga Dunin - ludzie czy Wy nie oglądacie Ligi Mistrzów, nie widzieliście jak Ronaldo i Messi strzelali bramki, nie żyliśmy skokami Adama Małysza ?

ale.sobie.konto.wymyslilem

Napisałem odpowiedź ale coś ją wcięło - no cóż, jestem takim niby-kibicem ale biernym. Czyli wystarczą mi wyniki. Sportu w zasadzie nie oglądam od lat wielu. I jakoś dobrze mi z tym... Za to sam lubię się poruszać na siłowni czy rowerze.

Z kibicowaniem jest u mnie jak z homoseksualizmem - to że mnie to nie pasjonuje to nie powód aby zakazywać tego innym... Dlatego tekst p. Dunin jest kuriozalny. Zwłaszcza jeśli autorem nie jest rzymski patrycjusz, gardzący z założenia motłochem, ale osoba teoretycznie pochylająca się nad tym motłochem... No cóż, kolejny dowód że obecna lewica kocha wszystkich tylko nie tzw. lud.

ale.sobie.konto.wymyslilem

Cóż, życie jest bogatsze niż myślisz 🙂 LM od dawna nie oglądam, Małyszowi kibicowałem ale biernie 🙂 Skoki oglądałem w czasach jak Nykaenen zajmował się skakaniem a nie piciem i striptisami. Inna sprawa że nie będę robił krucjaty jak pani Kinga - a niech se oglądają tego mesiego i ronalda. Na zdrowie! A zmęczyć się na siłowni czy porowerkować bardzo lubię.

Dziękuję za porcję LOLcontentu.

Myślałem że po artykule o "fotografii patriarchalnej z założenia", już nic głupszego w tym roku na KryPie nie przeczytam. Myliłem się. A tu jeszcze miesiąc do końca roku...dajecie!

O kurde - tego nie czytałem.

Jeśli faceci oglądają mecza z puszką piwa w garści zamiast molestować feministki, to chyba dobrze?

Po co aż tyle słów, by wyrazić nienawiść do mężczyzn?

Chodzi o to żeby ludzie mniej pili, więcej trenowali

Rozumiem, ze cala potrzeba konfliktu i zwarcia, ktora jako tako w sporcie sie neutralizuje, niech wroci znow na ulice
jesli intelektualista nie rozumie ze w naturze ludzkiej jest przemoc i finalnie sie materializuje w jakimkolwiek rezimie progresywnym by nie dzialala.
Sport ma problem z wykluczeniem i nienawiscia do innych, ale juz jako uczestnictwo w zwarciu nie wydaje sie tak jednoznacznie do wyciecia,
zwlaszcza ze wiekszosc mieszkancow ziemi nie przeksztalci sie nagle w milosnikow Feldmana i etycznego zycia zywieniowego.

Naiwny, wrecz licealny tekst, ale tak powiedzmy z lat 80, ot panki zrobily zina i mysla ze o sporcie cos madrego napisza, bo tak czuja i chca.
Moze nastepny tekst, likwidacja wiezien, i czarnobiale dowody na to ze swiat bez izolowania innych jest lepszy i na niego zaslugujemy.

Nie jestem prawicowcem, narodowcem, nie jestem nawet patriota, wiecej nie chronilbym nikogo ze swojej rodziny jesli jest zbrodniazem.
Nie akceptuje wartosciowania ludzi przez ich lokalizacje, status rodzinny, plec ani inne bardziej subtelne wyrozniki.
Aby bylo jasno, ze nie krykuje tego tekstu bo jestem z "przeciwnej" strony barykady.
Ludzie maja zenujace potrzeby, chca napchac brzuch, sportem, parowkami, czy woda, na kupowac sie do woli
albo narozmnazac jeden pies.

Kolejna kompromitacja Kingi Dunin 😀 Jak można takie bzdury brać na poważnie? Ja tam kocham kapitalizm, a do sportu mam bardzo dużą sympatię ze względu na zdrową rywalizację, jaką promuje. Ktoś, kto uważa, że boks powinien zostać zakazany... ach, szkoda gadać.

Swoją drogą, Krytyko Polityczna - całkiem niedawno w jednym tekście całowaliście buty "radykalnie feministycznego, socjalistycznego klubu sztuk walki". Teraz w waszych tekstach promujecie delegalizację najpiękniejszego ze sportów walki. To jak to w końcu jest?

Sport nie istnieje także kiedy rywalizuje i wygrywa osoba transgenderyczna? No nie spodziewałabym się tego...

Sens tego tekstu został jednoznacznie zdefiniowany początkowym cytatem Bourdieu. Sam tekst natomiast w zgodzie z logiką sensu pokazuje urynkowienie sportu i przeniesienie go z poziomu idei w obszar pieniędzy. Sport stał się towarem, kapitalistycznym produktem o niskiej wartości kulturowej, za to wysokich dochodach całej branży. Bogaconej przez masy skopofilów mających nadzieję na symboliczną jedność. Kapitalizm skutecznie manipuluje odruchami społecznymi w jednym celu: pomnażania zysku. I jeżeli ta prosta oczywistość - wyrażona z niepokojem w artykule przez Kingę Dunin - okazuje się dla komentujących całkowicie niezrozumiała, to primo: zostaje potwierdzona teza o kapitalistycznej manipulacji, secundo: rzeczywistośc jest relacyjna wprost proporcjonalnie do obojętności wobec faktów. Dzisiaj już nie chodzi o oddzielenie inteligibilnego od zmysłowego. Dzisiaj coraz trudniej oddzielić kontekst od statystyki.

Ja kocham kapitalizm, bo kocham nawet znikome ilości kapitału w kieszeni. Może miłość to przesada, bo odrobina kapitału to jednak podstawowy środek przeżycia w tym wykarczowanym z lasów i wytrzebionej z dzikiej zwierzyny świecie.

Na szczęście jestem jeszcze w miarę zdrowy i z przypływem kapitału sobie radzę. Ale nawet jakby było inaczej to byłbym chyba wdzięczny twórcom kapitału i dobrym ludziom gotowym do podzielenia się swoim kapitałem z ludźmi mającymi mniej szczęścia.

Bez kapitału i kapitalizmu zdechł bym z głodu. I to w tydzień.

Dlatego nie lubię socjalistów, którzy dążą do likwidacji kapitalizmu i kapitału. Tym bardziej, że nie tworzą alternatywy. Np. w masowym zalesianiu kraju i wypełnieniem go obfitością wolno żyjącej zwierzyny.

A skąd ten wymóg, że autorzy, którzy przyjmują perspektywę klasową mają też brać gender pod uwagę? Czy autorki, które piszą z perspektywy gender biorą pod uwagę spojrzenie klasowe? I czy ktoś im robi zarzuty, że nie przyjmują perspektywy klasowej? To jest wybór każdego badacza i badaczki.

Sport to zastapienie wojen. P. Dunin powinna sie cieszyc ze istnieje cos takiego jak sport. Zamiast dokopac i zabic przeciwnika mozna z nim rywalizowac bez atrakcyjnej koncowki wojennej i poderzniecia gardla. Sport w postaci klubowej to dzisiaj tez forma wspolpracy miedzynarodowej, rzadko kto chyba dzis ma wielkie pretensje ze Robert L reprezentuje barwy szwabskiej Bawarii. Jest problem z tzw. kibolskimi bandytami , ale to problem spoleczny. To nie problem ze sportem tylko z grupa ktora sie podczepila pod niektore sporty jako "kibic". Dawniej wysylano ich na wojne jako mieso armatnie, co dzis zrobic z nimi, z facetami z podwyzszonym testosteronem, z obnizona inteligencja? Wylapac i albo ich ucywilizowac poprzez czynny sport (nawet i boks), albo ... no wlasnie co? Wyslac na wojne, na jakas krucjate, kamieniolomy?