Kinga Dunin czyta

Cudowne i pożyteczne

ibanez-kadr

Niektórzy uważają, że psychoterapia stała się modna i jest częścią stylu życia pewnego odłamu klasy średniej. Ale może jest jej jeszcze za mało? Kinga Dunin czyta „Księżnę jeleń” Andrésa Ibáñeza, „Jezioro” Bianki Bellovej i „Psychoterapię dziś. Rozmowy” pod redakcją Zofii Milskiej-Wrzosińskiej.

Cudowne i pożyteczne to oczywiście tytuł bardzo znanej książki Brunona Bettelheima, która na długo wyznaczyła nurt myślenia o terapeutycznym i pożytecznym wpływie bajek na rozwój dzieci. I zostawmy na razie na boku kontrowersje związane z tą postacią, takie jak podobno sfałszowany dyplom lekarski czy plagiaty. Na jego sumieniu zapewne najmocniej ciążą koncepcje związane z dziecięcym autyzmem, za który oskarżał zimne, lodowate matki, dołączając do ich problemów jeszcze poczucie winy. Jednak jako psychiatra dziecięcy odnosił sukcesy i nie był obojętny na cierpienie swoich małych pacjentów. A jego psychoanalityczne podejście ma wielu zwolenników, nawet wśród tych, którzy książki nie czytali.

Konarzewska: Zapominamy, jaką rolę w naszym życiu odgrywają bajki

Zgadzamy się z tym, że bajki są ważne. Pozwalają dzieciom w bezpieczny sposób zmierzyć się z nieuświadomionymi albo wyolbrzymionymi lękami. Dzięki identyfikacji z bohaterem dziecko lepiej poznaje siebie, buduje swoją tożsamość, uczy się, jak radzić sobie z frustracją, może wyobrazić sobie drogi wyjścia z trudnych sytuacji, które kończą się zwycięstwem i nagrodą. To rodzaj inicjacji, potrzebny w okresie dorastania. Pozwala na budowę zdrowej osobowości, która będzie odpowiednio radziła sobie w przyszłym życiu.

Drugim naszym, też często zapomnianym, źródłem wiedzy o strukturze i funkcjach ludowych baśni są prace Władimira Proppa. I każdy mniej więcej wie, czego można się po bajkach spodziewać – przeważnie będzie w nich król, królewna, smok (albo inne niebezpieczeństwo), podróż, czas próby, a w końcu powrót zmienionego już i doświadczonego bohatera, który zostanie wynagrodzony. Podobne schematy w różnych konfiguracjach można zresztą znaleźć w popularnej literaturze gatunkowej, w fantastyce, filmach.

A ponieważ rozwijamy się stale, mam przynajmniej taką nadzieję, a lęki i frustracje nie nikną wraz z opuszczeniem dziecinnego pokoju, niektórzy dorośli też lubią bajki. I intuicyjnie czują, kiedy mają z nimi do czynienia. Dzisiaj zacznę więc od dwóch bajek, z których pierwsza może być uznana za fantastykę, a druga za przypowieść o dojrzewaniu w czasach transformacji.

***
Andrés Ibáñez, Księżna jeleń, przeł. Barbara Jaroszuk, Rebis 2018

ibanezTo była wieża Aarnheim. Stary Roster wskazał mi ją z uśmiechem człowieka, który wraca do domu, Staliśmy na szczycie wzgórza, skąd rozciągał się widok na nieodgadnioną dolinę Arne z jej polami, łąkami, żyłami skał krasowych, niebieskimi jeziorami w głębokich nieckach i plamami lasów, w których wciąż śpiewały rudziki i żerowały sarny.

W ten sposób do wielkiego miasta przybywa książę Hjalmar, drugi syn króla władającego państewkiem tak małym, że mieści się w kamiennym kręgu. (Autor na końcu zdradza, że zainspirował go dawna Anglia i kamienny krąg w Avebury, starszy od tego w Stonehenge). Nastoletni Hjalmar myśli, że czeka go wymarzona kariera giermka, a później rycerza, jednak zostaje sprzedany do kuchni, będzie kimś w rodzaju niewolnika – człowiekiem w zasadzie wolnym, który jednak nie może, pod groźbą najcięższych kar, opuścić swego miejsca pracy, a polega ona na obracaniu na rożnie piekącego się łabędzia. Zostaje jednak dostrzeżony przez maga, który przyjmuje go na szkolenie, a jemu rzuca się z kolei w oczy królewna, lubiąca przebierać się w męskie stroje…

Będzie i podróż przez ogromny, zróżnicowany świat, w którym toczy się wojna, opisywany bardzo plastycznie, ale pozbawiony dokładnej mapy. Pozostaje w nim wiele przestrzeni dla naszej wyobraźni. Będą też rozmaite dziwne stwory i miejsca, z których najbardziej magicznym okaże się łazienka i spłukiwana wodą toaleta. Zadaniem drużyny, z którą wyrusza bohater, jest znalezienie graala (albo jednego z trzech pierścieni) – w książce to się jakoś inaczej nazywa, ale mniej więcej o to chodzi. Będzie dobro i biały jednorożec, i miłość, ale też całe morze potwornego okrucieństwa i niesprawiedliwości, bo takie są reguły tego świata. Czytelnik może to jednak przetrwać bezpiecznie, bo przecież dzieje się to w konwencji bajki. Zakończenie okaże się tyleż zgodne z oczekiwaniami, co nieoczekiwane. W każdym razie bohater świata nie zmieni, ale dojrzeje i jakoś się w nim urządzi.

Przeczytałam to z dużą przyjemnością, ucieszyła mnie nieprzewidywalność tej historii. I nie polega ona na tym, co u George’a R. R. Martina, że ilekroć polubimy jakiegoś bohatera, musi on zginąć. A morał z tej bajki jest chyba taki, że ludzie bywają dobrzy, ale złe są prawa tego świata i trzeba się z tym pogodzić.

***
Bianca Bellová, Jezioro, przeł. Anna Radwan-Żbikowska, Afera 2018

jezioroNami jest spocony. Trzyma babcię za pulchną rękę. Fale jeziora miarowo uderzają o betonowe molo. Z miejskiej plaży dobiega krzyk, czy może raczej pisk. Leżą sobie na kocu z babką i dziadkiem, czyli musi być niedziela.

Wystarczy spojrzeć na spis treści, żeby zorientować się, że będzie to bajka inicjacyjna. Kolejne rozdziały to: Jajo, Larwa, Poczwarka, Imago.

Nami dzieciństwo spędza na wsi nad jeziorem, gdzie dotyka go wiele nieszczęść. Wyrusza w podróż do miasta po drugiej stronie jeziora, aby poznać tajemnicę swojego pochodzenia. Poznaje też inne życie, uczy się panować nad agresją, mężnieje. Wraca do rodzinnej wioski, i tam dopiero znajduje prawdziwą odpowiedź, ale jest dość silny i dorosły, żeby ją zaakceptować, podobnie jak pogodzić się z licznymi stratami, jakimi doświadczyło go życie.

W jakim świecie się to dzieje? Na wsi wciąż istnieją resztki jakieś tradycyjnej kultury. W muzeum można zobaczyć zdjęcia babć, które w młodości, stojąc nago nad wodą, włóczniami polowały na ryby. Jest szaman. Starych i chorych spycha się na łodziach do jeziora, żeby tam umarli. Są jednak też duże zmiany spowodowane komunistyczną modernizacją. Przyjechali rosyjscy inżynierowie, którzy zbudowali zakład przetwórstwa ryb, stworzyli kołchoz, zbudowali pomnik wodza. Zainstalowano rosyjski garnizon, a żołnierze gwałcą miejscowe dziewczyny. Ale i to się zmienia. Rosjanie się wycofują, a miasto to już drapieżny kapitalizm, praca ponad siły za grosze i dzielnice dla bogaczy. Jezioro robi się coraz mniejsze i coraz bardziej zanieczyszczone, ale Nami, który przeszedł rozmaite próby, jakoś sobie poradzi.

W Czechach książka odniosła duży sukces, a z Czech do Polski nie jest daleko.

Jan Paweł II oprotestowany w praskiej katedrze św. Wita

czytaj także

Jan Paweł II oprotestowany w praskiej katedrze św. Wita

Olga Słowik, fot. Petr Zewlak Vrabec

***
Psychoterapia dziś. Rozmowy, pod redakcją Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, PWN 2018

psychoterapiaJeżeli bajki rzeczywiście są psychoterapeutyczne, to psychoterapia ma w sobie coś z bajki. Pacjenci wybierają się w podróż w przeszłość, najczęściej do krainy dzieciństwa. Odnajdują tam przyczyny swoich powtarzających się schematów zachowań, które przynoszą im cierpienie. Uczą się rozpoznawać i dopuszczać do głosu własne emocje i rozumieć cudze. A wszystko to w bezpiecznej relacji z terapeutą. I potem mogą lepiej żyć w świecie taki, jaki jest. I mieć lepsze relacje z innymi.

Czy psychoterapia naprawdę pomaga? Rozmówcy dowodzą, że tak i że jest to naukowo udowodnione. I w ogóle wszystko to jest bardzo naukowe. Wątpi w to przeprowadzający pierwszą rozmowę Tomasz Stawiszyński. Inni rozmówcy też starają się zadawać kłopotliwe pytania, ale w sumie są dość mało krytyczni. Zresztą czemu mieliby być? Psychoterapia naprawdę czasem pomaga. A właściwe certyfikaty i rozważnie wybrane miejsce, do którego się udamy, ma gwarantować, że nie spotkamy na swojej drodze Bettelheima. W końcu więc powstała książka, która jest reklamą psychoterapii psychodynamicznej. Można się z niej dowiedzieć, jak powinna wyglądać terapia, co się dzieje w jej trakcie, jakimi problemami się zajmuje – to dla ciekawych, co się dzieje w takich gabinetach. Może też pomóc w decyzji podjęcia własnej terapii, gdyby komuś nie wystarczyło czytanie bajek.

Jak poprawić zdrowie psychiczne w XXI wieku?

czytaj także

Mnie chyba bardziej interesuje „kultura terapii”, o tym też trochę się rozmawia. Co się zmieniło w świecie, że właściwie wszystkim jakiś rodzaj terapii jest niezbędny? Czy jest ona funkcjonalna wobec kapitalizmu? W jaki sposób wpływa na to, jak patrzymy na siebie, budujemy nasze tożsamości, opowiadamy o sobie? Mnie się to chyba podoba, bo dzięki temu plotkowanie stało się o wiele ciekawsze, obejmuje dogłębne analizy rozmaitych osób. Oraz żelazny temat rozmów: co mi powiedział terapeuta.

Co się zmieniło w świecie, że właściwie wszystkim jakiś rodzaj terapii jest niezbędny?

Niektórzy uważają, że psychoterapia stała się modna i jest częścią stylu życia pewnego odłamu klasy średniej. Ale może jest jej jeszcze za mało? Skoro problemy w relacjach z innymi, związane z wolnością wyboru, rozmaitymi lękami są tak powszechne, czemu nie uczynić jej naprawdę demokratyczną, dostępną dla wszystkich, i to jak najwcześniej? Chętnie zapytałabym, jak terapeuci wyobrażają sobie dobre przedszkole, szkołę? Np. zamiast religii trening interpersonalny, grupy otwarcia, warsztaty radzenia sobie z agresją. Ja byłabym za.

Nędza optymizmu, czyli o (śmiertelnych) niebezpieczeństwach pozytywnego myślenia

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.