Czytaj dalej

Feministki kochają Larssona

Na 15-lecie pisma „Krytyka Polityczna”, prezentujemy wybór najgłośniejszych i najciekawszych tekstów, jakie ukazały się na naszych łamach od maja 2002 roku. Dziś rozmowa z numeru 20–21 (2009).

Katarzyna Bratkowska: Pora na temat lekcji: dlaczego zachwyca nas Larsson?

Katarzyna Nowakowska: Dlaczego zachwyca, skoro nie zachwyca?

Bratkowska: Siadaj, dwója. Jeszcze raz. Dlaczego Larsson zachwyca wszystkich – i mężczyzn, i kobiety, i młodych, i starych?

Katarzyna Szaniawska: Zacznę uwagą o trwającym renesansie kryminału, gatunku z ambicjami, który powoli wkrada się na salony, nie tylko literackie. Obecnie, głównie za sprawą trylogii Millennium Stiega Larssona, powieść kryminalna zyskuje nowy status, staje się trybuną, z której autor zabiera głos „w obronie przegranych spraw”. Larsson upomina się o prawa kobiet, Anne Holt o prawa dzieci, Olga Tokarczuk w najnowszej powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych o prawa zwierząt. Wątki kryminalne są w tych książkach jedynie pretekstem do opowiedzenia historii o cierpieniu, niesprawiedliwości i, miejmy nadzieję, bodźcem do rozpoczęcia, dzięki rosnącej popularności gatunku, publicznej debaty i działania na rzecz społecznej zmiany. Szwecja, w ogóle Skandynawia, jest ojczyzną zaangażowanej społecznie powieści kryminalnej. Książki Lizy Marklund czy wspomnianej Anne Holt to literatura zaangażowana, a Millennium jest projektem wyjątkowym, bo angażującym. To poważna krytyka polityczna, oparta na długoletnich badaniach i analizie sytuacji społecznej tak zwanych wykluczonych (Larsson był dziennikarzem śledczym i działaczem zaangażowanym w walkę ze stale rosnącym w Szwecji politycznym wpływem ugrupowań neofaszystowskich), to oskarżenie instytucji państwa opiekuńczego i międzynarodowych korporacji. W pierwszym tomie jest świetny wątek inwestycji szwedzkiego rządu w przechodzących transformację demoludach. Larsson pokazuje przekręty na przykładzie tak zwanej rewitalizacji jednej z upadających łódzkich fabryk.

Czy empatia jest lewicowa?

Joanna Piotrowska: Ja w ogóle nie odebrałam tego jak kryminał, tylko jak powieść społeczną wykorzystującą elementy powieści sensacyjnej: szybką akcję, wartkie dialogi, zagadki. Jesteśmy ciekawi, co się wydarzy.

Bratkowska: „Ciekawi” to mało powiedziane. Zarywamy noce, spóźniamy się do pracy, wyłączamy komórki i olewamy przyjaciółki, nie sposób tego inaczej czytać.

Piotrowska: Larsson w każdym tomie porusza kobiece wątki, choć nie robi tego łopatologicznie. Na początku zawsze jest wstęp o przemocy wobec kobiet albo pokrewne tematy. Cała powieść mówi, choć nie wprost, o tak różnorodnej przemocy wobec kobiet, o tak wielu jej aspektach, że zadawałam sobie pytanie: jak autor (do dzisiaj nie wierzę, że Millennium napisał mężczyzna) może być tak wrażliwy, tak czuły na tyle kwestii dotyczących kobiet.

Elżbieta Korolczuk: W pierwszym tomie na początku rozdziałów są statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet, na przykład że czterdzieści sześć procent mieszkanek Szwecji doznało jakiejś formy przemocy, w większości przypadków ze strony mężczyzn, których znały. Larsson jest wrażliwy na przemoc wobec kobiet po prostu dlatego, że rzeczywiście zajmował się tymi problemami – w 2004 roku razem z Cecilią Englund wydał książkę na temat mordów honorowych w Szwecji. To było po słynnej sprawie, kiedy mieszkająca w Szwecji córka emigrantów została zamordowana przez swojego ojca, ponieważ związała się z mężczyzną spoza swojej grupy etnicznej. Wizja przemocy w trylogii wynika z tego, że Larsson jako autor i jako człowiek miał z tym problemem dużo do czynienia. To nie jest tylko ozdobny narracyjny motyw.

Ważne jest również to, że w Millennium pojawiają się różne formy przemocy: potworne morderstwa na tle seksualnym w rodzinie Vangerów, gwałty, kazirodztwo, wykorzystywanie samej Salander, jak i nadużywanie władzy na co dzień. Larsson pokazuje, w jaki sposób patriarchalna konstrukcja mentalności przenosi się z jednej sfery – w tym przypadku fascynacji nazizmem – na relacje między płciami. Pokazuje, że przemoc seksualna wyrasta z pogardy i nienawiści, a nie z pożądania.

Szaniawska: Opisana w Millennium przemoc wobec kobiet to nie tylko wyjątkowo brutalna przemoc fizyczna, morderstwa i gwałty, to także upiorna przemoc psychiczna, przemoc w rodzinie i opresja codziennych sytuacji. Larsson pokazuje między innymi, jak język i męskie fantazje seksualne upokarzają kobiety na przykład w sytuacjach służbowych. Wystarczy przeczytać fragmenty opisujące rozmowy głównej bohaterki, Lisbeth Salander (pracuje jako researcherka) z klientami Milton Security, którzy z powodu tego, jak Salander mówi i wygląda, nie traktują jej zbyt poważnie. Ale trzeba też przyznać, że Lisbeth ukrywa swoje kompetencje.

Korolczuk: To klasyczny chwyt, jak z Pana Samochodzika, który zawsze jeździł czymś, co przypominało rozpadającą się łódź i nagle pokazywało możliwości niesamowitego silnika ferrari.

Bratkowska: To jest popularny dziś typ bohaterek – informatyczek, hakerek – występujący w większości współczesnych seryjnych kryminałów, typu CSI czy NCIS (wydało się, co robię wieczorami). Te specjalistki od komputerów są freakami: dziwnie wyglądają, mają gotycki makijaż, noszą różowe szkolne ciuchy i kucyki. Wyglądają i zachowują się infantylnie, a jednocześnie to informatyczne geniuszki. A, i pracują w podziemiach!

Dunin: Czy kobiety piszą gorsze kryminały niż mężczyźni?

Piotrowska: Sam Stieg Larsson mówił, że Salander jest Pippi Langstrump XXI wieku. Mimo że minęło tyle lat od powstania pierwowzoru, Pippi nadal nie może żyć w Szwecji. Osoby nieprzystosowane społecznie, w jakiś sposób odbiegające od normy, które nie są zagrożeniem, ale walczą o swoje, są niezależne, nadal nie mogą żyć tak, jak chcą. Nie ma dla nich miejsca, zwłaszcza jeśli są kobietami.

Korolczuk: Nie dotyczy to tylko kobiet, które są gdzieś na marginesie społeczeństwa, tak jak Salander. Erika Berger, kolejna ważna bohaterka książki, chociaż jest kobietą sukcesu, redaktorką, zostaje naczelną największego szwedzkiego dziennika, a jednocześnie staje się ofiarą stalkera, człowieka rodem z tanich amerykańskich horrorów, który kiedyś się w niej zakochał, a teraz nienawidzi jej i pozycji, jaką osiągnęła. Erika musi wezwać prywatną ochroniarkę z firmy, w której pracuje Salander. Ktoś musi nastraszyć tego faceta, omijając wszelkie procedury. Pomoc instytucjonalna jest kompletnie niewydolna, kiedy dochodzi do realnej przemocy.

Do tego sytuacja w policji – to, w jaki sposób jeden z policjantów, Hans Faste, traktuje swoją współpracownicę, a także przesłuchiwane przez siebie kobiety, lesbijki. To, że te kobiety są ustawione finansowo, zawodowo, wcale ich nie chroni. Chociaż Erika mówi, że ją stać na to, żeby mieć ochronę. A co z kobietami, których nie stać? Salander przez długi czas nie było stać, musiała się nauczyć, jak sobie radzić, łamiąc wszelkie zasady.

Szaniawska: Lisbeth jest poza prawem, kieruje się własnym kodeksem etycznym i sama wymierza sprawiedliwość. Jest taką figurą mścicielki, która na przemoc odpowiada jeszcze większą przemocą (na przykład za brutalny gwałt, jakiego dopuścił się na niej kurator, odpłaca mu okrutnym gwałtem analnym, który dodatkowo filmuje). Bo formalnie Lisbeth, mimo że dorosła, jest totalnie ubezwłasnowolniona, ma przypiętą łatkę osoby niezrównoważonej emocjonalnie, etykietę chorej psychicznie.

Nowakowska: Chciałabym zwrócić uwagę, że Salander nie jest postacią realistyczną: ona jest fantazją, fantazją o zemście ofiar. Jest przy okazji męską fantazją o kumplu z cyckami, co jest jednym z moich zarzutów wobec tej książki.

[Chórem]: Ona nie ma cycków!

Nowakowska: Ale je sobie robi. Idzie z głównym bohaterem do łóżka i jeszcze się w nim zakochuje. Męski bohater nie zakochuje się ani razu. Dla niego chodzenie do łóżka to chodzenie do łóżka. Ta książka to fantazja, pod bardzo wieloma względami feministyczna, prokobieca, a jednak, jeżeli poszukać głębiej, niewolna od stereotypów. Dla mnie wszelkie kwestie władzy, kontroli w relacjach erotycznych między mężczyznami i kobietami są bardzo ważne. Widzę, jak to niszczy życie kobietom, pozbawia je siły, skuteczności. Kobiety są wychowywane w taki sposób, żeby się zakochiwać w facetach, a odwracać od siebie samych. Bohater Larssona wchodzi w stereotypowo niesymetryczne relacje erotyczne.

Žižek o Mankellu: Kryminały z Bergmanlandii

Bratkowska: Nasza Pippi, czyli Salander, rzeczywiście się zakochuje i w tym momencie staje się bezbronna. Choć nie do końca, bo na swój sposób sobie z tą sytuacją radzi. Odcina się z pełną świadomością tego, co przeżywa. Odbieram to jako sugestię, że kobiety są już zdolne do tego, żeby inicjować seks, są podmiotowe seksualnie, bardzo dużo zdobyły. To jest naprawdę inny świat niż ten, który mamy tutaj. Ale z drugiej strony to wciąż nie jest świat, w którym można bezkarnie kochać. Po raz pierwszy jednak od bardzo dawna czytałam książkę męskiego autora i w trakcie lektury naprawdę dobrze się czułam. Na początku w ogóle nie chciałam tego wziąć do ręki. Zobaczyłam tytuł Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i pomyślałam, że to znowu będzie o przemocy wobec kobiet.

Szaniawska: I jest.

Bratkowska: Tak, tylko że przemoc wobec kobiet najczęściej opisywana jest w taki pseudowspółczujący sposób. Choć panuje klimat „o Boże, jakie to straszne!”, to z drugiej strony w samą narrację wpisane jest jakieś podniecenie. Z ekranizacji Millennium też sączył się jakiś rodzaj podniecenia. Skromnie, ale jednak. Co do powieści – miałam wrażenie, że wreszcie czytam opisy przemocy, które są w jakiś sposób „nagie”, rzeczowe, powodują wstrząs, ale nie są przesadzone. Larsson zostawia to nam do przeżycia, nie epatuje, nie przeżywa tego za nas. Sceny przemocy seksualnej są jednocześnie zupełnie odseksualizowane, tam nie ma miejsca na podniecenie. To różni książkę od filmu. Uważam, że reżyser tego nie uniknął i scena gwałtu jest sceną seksualną, która mogłaby się znaleźć w pornosie. Nic z Larssona w pornosie by się znaleźć nie mogło.

Szaniawska: Chciałabym jeszcze podkreślić ogromną wrażliwość Larssona na problem wykluczenia społecznego. On opisuje brutalne akty przemocy, których sprawcy nigdy nie zostaną ukarani, bo to są morderstwa i gwałty dokonywane na tak zwanych niewidzialnych: imigrantkach, prostytutkach, sprzątaczkach, czyli kobietach, które nie mają żadnych praw, są poza prawami człowieka. Przemoc wobec takich osób jest wyjątkowo łatwa i okrutna, bo nikt nie zauważa ich zniknięcia, nikogo ich los nie obchodzi. Nikt się o te ofiary nie upomni.

Bratkowska: Mogę wtrącić zdanie? Chodzi mi o jednego faceta z tej nazistowskiej rodziny, który mordował seryjnie kobiety. W kontekście całej powieści wychodzi na to, że aby seryjnie mordować, to być może rzeczywiście trzeba być nazistowskim skurczysynem, ale jednocześnie wszystko, co umożliwia te mordy, to jest właśnie ustrój, z którym mamy teraz do czynienia.

Szaniawska: Nazizm to kolejny ważny wątek tej powieści: brak rozliczenia szwedzkiego społeczeństwa z fascynacji ideami narodowego socjalizmu i wspierania przez tak zwanych zwykłych obywateli organizacji nazistowskich przed II wojną światową i w jej trakcie.

Anna Laszuk: Też nie chciałam czytać tej książki, obawiając się stereotypowego podejścia do przemocy. A zorientowałam się, że warto, nie na skutek powszechnego zachwytu, któremu nie dowierzam, tylko po obejrzeniu na Ale Kino!filmu dokumentalnego o Larssonie, który na pewno był kimś wyjątkowym.

Bratkowska: Bo trudno nam uwierzyć, że mężczyzna może być tak solidarny i tak identyfikować się z kobietami!

Laszuk: Chciałabym jeszcze wrócić do wątku Lisbeth jako fantazji. Ona jest nośnikiem fantazji o słusznym gniewie, taką niepokonaną furią, która do końca tropi swoich i cudzych prześladowców. Sama wymierza sprawiedliwość i zawsze wygrywa. W polskiej literaturze bohaterki tego typu chyba nigdy nie było i obawiam się, że długo nie będzie. Taka postać kobieca w Polsce nie ma z czego powstać i moim zdaniem nieprzypadkowo powstała właśnie w Szwecji. Przemoc wobec kobiet i tam ma miejsce, jest to jednak świat, gdzie rządzi socjaldemokracja, i to trwale, więc mimo instytucjonalnych patologii generalnie panują lewicowe standardy. Dopuszczalne są inne modele życia rodzinnego niż kobieta, mężczyzna plus dwójka dzieci i bezrefleksyjne, stadne chodzenie do kościoła. Relacje społeczne wyglądają tam inaczej. Wzory postaci kobiecych, które tam są dostępne, to jest piętro, na które my jeszcze nie weszliśmy i długo nie wejdziemy. Poza tym Lisbeth może być fascynująca czy pociągająca dla wszystkich dzięki swojej biseksualności. Chociaż trzeba przyznać, że Larsson daje prymat jej heteroseksualnej części, a być może po prostu własnemu heteroseksualnemu pożądaniu. Jestem absolutnie przekonana, że polski czytelnik, a pewnie nie tylko polski, nie zapałałby taką miłością do Lisbeth, gdyby ona całkowicie ignorowała seksualnie mężczyzn. Niemniej jednak Lisbeth uprawia również seks z kobietami, a co ważniejsze: uprawia seks wtedy, kiedy sama tego chce. To ona decyduje, z kim i kiedy – znakomita fantazja! Dodam też, że w powieści pojawiają się lesbijki, których Larsson konsekwentnie broni przed stereotypami – rzecz nie do pomyślenia u nas.

Piotrowska: Ale jednak Lisbeth jest lesbijką, która wybiera faceta. Dlatego też Marcin Meller będzie mówił, że książka Larssona jest świetna, że to jest to.

Dunin: Najsmutniejszy kryminał świata

Bratkowska: Ja nie jestem pewna tego heteroseksualnego prymatu. W trzecim tomie Lisbeth rozmawia z Anniką, siostrą Mikaela, czyli jej adwokatką. Annika ma męża, dzieci, jest taka poukładana, ale jest feministką. I Lisbeth po procesie mówi do niej, żegnając się już: „Rozumiem, że ty jesteś jedną z tych beznadziejnie heteroseksualnych kobiet, tak? –Tak. – No to na razie”. To przeciwstawienie Lisbeth, która ma pełnię możliwości, która się w żaden sposób nie ogranicza, która przez seks wyraża przyjaźń i bliskość, tej beznadziejnej monotematycznej heteroseksualności wydaje mi się dosyć istotne.

Korolczuk: Chciałabym wrócić do tego, że ta książka powstała w Szwecji. Rodzi się pytanie: jak to możliwe, że taki stopień instytucjonalnej przemocy, przemocy seksualnej, wszelkich jej rodzajów, istnieje w takim wspaniałym, równościowym społeczeństwie? Niezwykle cenne u Larssona jest to, że pokazuje drugą stronę egalitaryzmu, drugą stronę procesu budowania socjaldemokratycznego, wspaniałego społeczeństwa. Tworzenie idealnego społeczeństwa – równościowego, demokratycznego i sytego – opiera się na społecznej kontroli, na narzucaniu normy, a to odbywa się kosztem wyrzucenia poza nawias osób, które uważa się na przykład za społecznie niekompetentne, ponieważ nie mogą lub nie mają ochoty poddać się regułom i uznać je za swoje. Tak jak Salander. Być może dlatego ta książka jest tak przejmująca. Pokazuje, że nie ma momentu, w którym możemy opuścić gardę, w którym możemy uznać, że stworzone zostały pewne mechanizmy i instytucje, przeorano społeczną świadomość i w związku z tym jesteśmy w raju. W Szwecji istnieje przemoc wobec kobiet, notuje się bardzo dużą liczbę gwałtów. Kiedy rozmawiałam z kobietami z organizacji Roks, która zajmuje się przemocą wobec kobiet w Szwecji, mówiły, że jednym z powodów, dla których wciąż tak trudno jest z tym zjawiskiem walczyć, jest paradoksalnie fakt, że wszyscy uważają, że żyją w równościowym społeczeństwie. W związku z tym jeżeli pojawia się problem przemocy, uznaje się, że to ofiara ma problem mentalny, bo przecież rozwiązania na poziomie prawnym zostały już wdrożone. Jeżeli twój facet cię bije, to znaczy, że problem jest w tobie i ty musisz go rozwiązać w głowie.

Piotrowska: Miałyśmy skończyć wątek przemocy, ale jakoś nam nie wychodzi. Faktycznie, Lisbeth jest mścicielką, boginią, erynią; wywija mieczami, które trzyma w kilkunastu rękach, i robi nimi różne straszne rzeczy. To mi przywodzi na myśl filmy Tarantino. Nie tylko Kill Bill, przede wszystkim Death Proof, który jest fantazją na temat tego, co kobieta chciałaby zrobić z facetem, który ją upokorzył, poniżył. W filmie Tarantino występuje kilka bohaterek – młodych, zgrabnych dziewczyn, które ścigają takiego właśnie kolesia. On ma cały czas gładki uśmieszek na twarzy mówiący, że one mu mogą skoczyć. Ucieka samochodem, dziewczyny go gonią. I kiedy go dopadają, to oczywiście spodziewasz się, że ta sytuacja nie będzie doprowadzona do końca, jakoś się inaczej rozwiąże: albo on ucieknie, albo one, jak Thelma i Louise skoczą w przepaść. A w Death Proof jest dokładnie tak, jak w powieści Larssona. Rzecz się dzieje do końca. One mu dają wycisk, katują go. To jest wyobrażeniowa zemsta. Budzi się we mnie coś takiego, gdy prowadzę zajęcia dla kobiet, które doświadczyły przemocy. Opowiadają swoje historie i ja oczywiście muszę trzymać twarz, ale w głowie rodzą mi się dokładnie takie obrazy. Żeby tego oprawcę zmasakrować za te potworności, które zrobił. Oczywiście to się dzieje tylko w głowie, mogę sobie fantazjować, to nikomu nie szkodzi, bo nigdy bym tego nie zrobiła w rzeczywistości. Ale potrzebny jest taki moment odreagowania, pozwolenia sobie na tę wizję. Bardzo wielu osobom film Tarantino się nie podobał. Jak kobiety mogą coś takiego robić? A mnie się podobał bardzo, poczułam ulgę. Dla mnie to była druga strona Thelmy i Louise, zakończenie dla dorosłych – kobiety nie skaczą w przepaść, tylko po prostu dają kolesiowi wycisk. Tak samo jest u Larssona. Salander daje wycisk.

Nowakowska: Salander idzie dalej. Pozwala męskim agresorom powyrzynać się nawzajem.

Szaniawska: To jest piękna fantazja o zemście, ale chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do przemocy instytucji, konkretnie do tych, które mają nieść pomoc ofiarom. Lisbeth nie decyduje się na to, by zwrócić się do jednej z takich organizacji. Nie ufa komuś, kto na wstępie czyni z niej ofiarę i kto od tego ujarzmienia, nadania wątpliwej tożsamości, uzależnia ewentualną pomoc. Ona zwyczajnie nie godzi się na bycie ofiarą. Larsson obnaża mechanizmy działania instytucji pomocy społecznej; obawiam się, że nie tylko szwedzkich.

Bratkowska: Jest taki plakat „Nie tylko siniaki robią z ciebie ofiarę”. W plakatowym, publicznym dyskursie sugeruje się kobietom coś w rodzaju: uznaj swoją odpowiedzialność. Albo: uznaj się grzecznie za ofiarę i poczekaj, aż państwo załatwi sprawę za ciebie. Czym innym jest powiedzenie: nie godzę się na bycie ofiarą, a czym innym – jestem ofiarą. Do pewnego momentu nie jest jasne, czy Salander nie jest fantazją, bo Larsson doskonale uwiarygodnia wszystkie jej zachowania. Natomiast w trzecim tomie, kiedy premier Szwecji mówi: „Sprawa tej dziewczynki stała się sprawą całej Szwecji, sprawą wagi państwowej i jej ubezwłasnowolnienie jest sprawą tego państwa”, zrozumiałam, że mam do czynienia jednak z utopijną fantazją.

Szaniawska, Korolczuk: Ale my potrzebujemy utopii!

Nowakowska: Salander jest moją fantazją, bo też jestem ofiarą przemocy i gwałtu. Wielką potrzebą terapeutyczną każdej ofiary przemocy jest przejęcie kontroli. To jest punkt zwrotny dla wszystkich bitych kobiet, wszelkich ofiar przemocy. Podobnie powszechną potrzebą jest publiczne nazwanie/uznanie wyrządzonej krzywdy. Salander tatuując oprawcę, który ją zgwałcił, czyni zadość tej potrzebie.

Bratkowska: Czy to nie jest iluzoryczne, to leczenie traumy?

Nowakowska: Przejmowanie kontroli niestety często ogranicza się do wyobrażeń, ale efekty terapeutyczne mogą być zupełnie rzeczywiste.

Szaniawska: To ja jeszcze o tym piętnie, które znaczy oprawcę na zawsze. W Bękartach wojny Tarantino oddział żydowskich mścicieli (powołany w ramach armii amerykańskiej) wycina na czołach nazistów swastyki, by nikt po wojnie nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia. Podobnie Lisbeth znaczy swojego kuratora-gwałciciela, tatuując mu na brzuchu listę przewin. Tym gestem ostatecznie przesądza o tym, że przebaczenia nie będzie, że zła, które wyrządził, nie można odkupić.

Dunin: Pociąg do kryminału

Korolczuk: Również Blomkvist jest tak naprawdę fantazją, choć Salander jest oczywiście wyrazistsza, ponieważ bardziej podkreślono jej niesłychane, dziwne umiejętności, które pozwalają oszukać wszystkich, skopać im tyłki. Często zarzuca się Larssonowi, że tak naprawdę Blomkvist to jego alter ego, ale jeśli porównamy życie Blomkvista i autora, to są to dwie różne historie. Larsson niemal przez całe swoje życie walczył o „dobrą sprawę”, ścigał nazistów i prawicowych ekstremistów i w gruncie rzeczy do momentu, kiedy napisał trylogię (a niestety zaraz potem umarł), był trochę nawiedzonym facetem, który walczy ze złem tego świata, zamiast zarabiać na nowe volvo. Przez to ani nie zyskał sławy w Szwecji, ani finansowo dobrze na tym nie wyszedł. Dodatkowo po morderstwie aktywisty związkowego w latach dziewięćdziesiątych bardzo długo żył pod ogromną presją związaną z groźbami – u morderców znaleziono też namiary na Larssona, więc on i jego partnerka ukrywali się, cały czas musieli uważać. To jest, zdaje się, jeden z powodów, dla których nigdy nie wzięli ślubu. Porównanie jego życia – ale też tego, jak to życie się zakończyło – z życiem Blomkvista pokazuje, że Blomkvist też jest fantazją. Larsson dowartościowuje swojego bohatera i jego działalność. Rzeczywistość, w której dostaje się ogromne sumy pieniędzy za działalność społeczną, a człowiek staje się dzięki niej celebrytą i wysiaduje na wszystkich telewizyjnych sofach, jest powszechnie uwielbiany – to fantazja.

Pismo, które założył Larsson, czyli „Expo”, miało określony profil i jasno określony cel społeczny, jednak nigdy nie zyskało ogromnej popularności. W książce pismo „Millennium” staje się wehikułem zmiany społeczeństwa. To fantazja o tym, że good guys mogą nie tylko realnie zrobić coś dobrego, ale również zostać za to nagrodzeni.

Laszuk: Good guys and good girls – naczelną „Millennium” jest przecież kobieta, Erika Berger.

Korolczuk: Jego życie seksualne też jest częścią tej fantazji. On jest facetem, który nie chce kobiet posiadać, nie musi ich zdobywać i bynajmniej nie zdobywa ich swoją pozycją finansową czy wspaniałym ciałem, bo umówmy się…

Bratkowska: Tam są informacje, że to ciało ma całkiem niezłe, ale jest facetem dobiegającym pięćdziesiątki.

Korolczuk: Właśnie. Podoba się kobietom głównie dlatego, że nie zagraża, jest dostępny i nie musi dominować.

Szaniawska: I ma romans z Cecilią Vanger, kobietą sześćdziesięcioletnią.

Korolczuk: Właśnie. Wiek nie jest w ogóle problemem. To nie jest bohater Krajewskiego – pan Mock, który żeni się z dwudziestolatką, żeby się rozmnożyć, i gwałci ją w małżeńskim łożu, ponieważ nie dała mu potomka. Źródłem atrakcyjności Blomkvista jest to, że on nie chce tych kobiet posiadać. W pewien sposób kocha wszystkie, chociaż mam wrażenie, że naprawdę zakochany jest w Berger.

Nowakowska: Podoba mu się, że jego relacja z mężatką jest całkowicie wolna od zobowiązań. I ona w ogóle nic od niego nie chce. Jak on śpi z inną kobietą, to ona po angielsku wychodzi.

Korolczuk: Ale on z kolei nic nie mówi, kiedy Berger dzwoni do swojego męża, informując go: „Kochanie, jestem u kochanka, zaraz przyjadę na kolację”. To Erika ma dwóch mężczyzn, którzy zaspokajają zupełnie inne jej potrzeby. I świetnie. Która z nas by tego nie chciała?

Laszuk: Porównując fantazje, jakimi są Lisbeth i Blomkvist, zadałam sobie pytanie: jaką cenę płaci Lisbeth za to, że jest tym, kim jest? I okazuje się, że tą ceną jest niemożność trwałej i bezpiecznej bliskości z kimkolwiek, szczególnie w relacji seksualnej, miłosnej. Ciekawe natomiast, czy Blomkvist płaci jakąś cenę za to, że jest Blomkvistem? Być może on też nie doświadcza prawdziwej bliskości, ale wcale nie jest tutaj powiedziane, że jej potrzebuje. Po co mu ona, skoro ma wszystko, o czym pomyśli, a więc sławę, pieniądze, sukces i kobiety, i to w takich konfiguracjach, jakich zapragnie. Nawet jeżeli to one rządzą, dyktują warunki, mówiąc „chodź do mnie” albo „już cię nie chcę”, to nie stanowi to dla niego problemu. Za każdym razem mówi im: „Ok, szanuję twoją decyzję”. Pełna akceptacja. Nie ma buntu, nie ma chęci zemsty, nie ma bólu ani pragnienia władzy. Dla mnie więc fantazja, jaką jest Bloomkvist, okazuje się na tym polu znacznie bardziej fantastyczna.

Szwedzkie społeczeństwo jest w Polsce bardzo słabo opisane. Kiedyś „Rzeczpospolita” zamieściła coś w rodzaju reportażu ze Szwecji, napisanego w stylu „co tam się wyrabia?!”. Korespondentka opisywała te niesłychane dla nas modele miłosne i rodzinne, na różne sposoby poligamiczne. Bardzo mnie ciekawi, jaka jest rzeczywistość, bo pewnie ani taka dzika, jak w doniesieniach „Rzeczpospolitej”, ani tak utopijnie piękna, jak w trylogii Larssona – nikt nie cierpi, wszyscy są szczęśliwi i jeszcze spędzają ze sobą święta. Kolejna wytropiona fantazja to więc ta o poligamii.

Nowakowska, Szaniawska: Poligamii i poliandrii!

Szaniawska: Wydaje mi się, że taką relacją bliskości może być związek Lisbeth z Mimi, która jest jej kochanką i przyjaciółką.

Piotrowska: Blomkvist jest chyba zakochany w Salander. Ona też się w nim zakochuje, ale żeby zdobyć wolność, być świadomą kobietą i móc decydować o sobie, musi z tej miłości zrezygnować, bo ją zniewala. Będzie go kochała w taki sposób, żeby on mógł bezpiecznie funkcjonować w jej życiu – może być jej przyjacielem. Ale musi pozostać wolna.

Bratkowska: Bo miłość jest z innej epoki, a Salander jest z innej.

Korolczuk: Patrzymy na to z naszej perspektywy. I w tym kontekście możemy powiedzieć, że Blomkvist kocha tylko jedną kobietę. A on tak naprawdę definiuje na nowo pojęcie miłości, z romantycznego na bardziej realistyczne i nowoczesne. Miłość staje się po prostu przyjaźnią, w której są elementy pożądania seksualnego.

Bratkowska: Na różne nasze potrzeby odpowiadają różni ludzie. Nie ma modernistycznego ideału, że jedna osoba nam wystarczy, że z jedną osobą będę miała i nieziemską namiętność, i dogłębne duchowe porozumienie, i porozumienie intelektualno-zawodowe, wspólny obszar działania. A, i jeszcze dzidziusia. Słowem, fizyczno-duchowy orgazm na barykadzie z pieluchą. Zamiast tego mamy teraz miłosnego bohatera zbiorowego.

Szaniawska: Mamy postmodernizm…

Korolczuk: To nie jest postmodernizm. Mówimy o rzeczywiście trwałych związkach, o budowaniu ich, o emocjach, które trzeba w to włożyć.

Szaniawska: Postmodernizm to nie jest nihilizm.

Bratkowska: Niemniej jednak to nie jest modernizm.

Nowakowska: Przepraszam bardzo, na czym polega wysiłek Blomkvista w budowaniu relacji z Eriką? Po prostu ani jedno, ani drugie nie jest w stanie zapanować nad tym, że mają ochotę iść ze sobą do łóżka.

Korolczuk: Ich relacja to absolutna lojalność, gotowość, żeby w każdej sytuacji, bez względu na to, co się z tobą dzieje, być wsparciem dla drugiej osoby. Oczywiście w książce nie jest to przedstawione jako wysiłek, natomiast w życiu wymaga cholernie dużo wysiłku.

Szaniawska: To prawda. Wracając do poligamii i poliandrii – niesamowite jest to, że wszystkim, bez względu na wiek i płeć, podoba się relacja Mikaela i Eriki.

Nowakowska: Mnie się nie podoba, chciałam zaznaczyć.

Szaniawska: Tam jest troje dorosłych ludzi, Mikael, Erika i jej mąż, którzy godzą się na taki układ. Blomkvist ma wiele kochanek, ale tak naprawdę kocha jedną kobietę, ich związek trwa dwadzieścia lat, to jest trwała relacja. Erikę i Mikaela łączą nie tylko seks i praca, ale coś więcej. Oboje decydują się na założenie osobnych rodzin i bycie w innych jeszcze związkach…

Korolczuk: A jego żona zostaje z córeczką. To ta córka, która pojawia się jedynie w pierwszej części, pokazuje, że ktoś jednak płaci cenę za wolność w związkach. Żona Blomkvista nie chciała się zgodzić na jego związek z Berger, nie chciała wejść w ten nowy układ. Blomkvist z kolei nie opiekuje się córką, nie ma z nią żadnego kontaktu, jej po prostu nie ma w dwóch kolejnych książkach cyklu. To pokazuje, że tak naprawdę Blomkvist nie jest aż takim ideałem.

Nowakowska: Zostawia córce – dziecku – poszukiwanie kontaktu z nim. Traktuje ją jak wszystkie kobiety w swoim życiu.

Korolczuk: Ale tam się w ogóle nie pojawia coś takiego jak jego związek z tą córką, relacja z nią.

Bratkowska: Tam chyba nie ma jakiejś ogromnej traumy.

Korolczuk: Bo one, żona i córka, są zupełnie zmarginalizowane w powieści. Ich nie ma.

Bratkowska: No dobrze, ale dlaczego właściwie oczekujemy, że Blomkvist będzie ideałem? Jego perspektywa nie jest jedyną, ponieważ jest skontrastowana z perspektywą jego siostry. Jego siostra feministka wiesza na nim psy.

Szaniawska: Siostra Blomkvista to taka fantazja o idealnej feministce polskich feministek, zatroskanych o PR ruchu. Annika jest feministką, ale jest „normalna”: owszem, wykształcona i z sukcesami zawodowymi, ale przede wszystkim założyła rodzinę, i to ostatnie gwarantuje jej życiowe spełnienie.

Bratkowska: A ja chciałam zapytać – czy my wszystkie jesteśmy beznadziejnie heteroseksualne? Może zrobimy jakąś orgię na koniec?

[Okrzyki aprobaty]

Ale nim przejdziemy do orgii, chciałam powiedzieć, że ta narracja opisuje kobiety w sposób jednocześnie seksualny i odseksualizowany. Larsson w ogóle nie używa tych tradycyjnych kodów seksualizowania kobiet, które napotykamy jak matrycę w wielu powieściach. Kiedy opisuje ciało Lisbeth, która ma wystające obojczyki, małe piersi i chudy tyłek, to nie jest to obraz, który miałby wzbudzić czyjeś pożądanie, a jednocześnie ona jest postacią bardzo seksualną. Jeżeli Larsson opisuje kobietę, to skupia się na jej zdolnościach, talentach, umysłowości, spojrzeniu, sile, niedoskonałościach, rysach czasu, które świadczą o jej tożsamości; opisuje jej intonację, charakter, mimikę, mowę ciała. I to wszystko bez oceny w skali wzwodu.

Zemsta jest rozkoszą ofiar

Nowakowska: Dowartościowuje starszy wiek.

Bratkowska: Te opisy mnie uwiodły, spowodowały, że czułam się jak w domu, kiedy to czytałam. Nic mnie nie raziło. Natomiast jeśli chodzi o relacje między kobietami, to ciekawe, że nie ma tu właściwie żadnej rywalizacji. Tradycyjnie faceci uwielbiają bitwy o nich w kisielu. I gdyby to była polska powieść, to Erika i Salander musiałyby się znienawidzić i bić w jakiejś szwedzkiej galarecie. Erika i Cecilia tak samo. A tam nic takiego nie ma, on śpi z jedną, przychodzi ta druga i mówi: „Bardzo przepraszam, naruszyłam waszą prywatność i intymność, zrobię wam kawy”. To jest absolutnie wyjątkowe. Nawet Salander, która jest zazdrosna o Erikę (to chyba jedyny przypadek zazdrości w tych wszystkich trzech tomach), czując to, co czuje, nie lubiąc jej w gruncie rzeczy, gdy tylko Erika jest zagrożona, natychmiast rusza z odsieczą i jej pomaga.

Ponadto kompletnie nie ma tu tak zwanej erotyzacji nierówności. Wszystkie kobiety, z którymi Blomkvist ma do czynienia, są co najmniej tak dobre jak on, jeśli nie lepsze. Salander nieraz ratuje tyłek Mikaelowi. Jest bystrzejsza. Monica w ostatnim tomie jest od niego wyższa, dużo lepiej zbudowana, silniejsza, szybciej biega. Jest policjantką. Jeszcze inna kobieta jest starsza, dużo, dużo bogatsza od niego i mogłaby go kupić razem z całym wydawnictwem. Erika przejmuje wielki szwedzki dziennik. Mikael ma do czynienia właściwie wyłącznie z kobietami, które w pewnym sensie nad nim górują. Ten brak erotyzacji nierówności, a właściwie wręcz erotyzacja siły kobiet, to wielki punkt dla Larssona.

Szaniawska: To ja słowo o braku solidarności między kobietami w rodzinach, w których kobiety doświadczają przemocy ze strony mężów, ojców, braci. Odniosłam wrażenie, że Lisbeth ma niewypowiedziany żal do matki i siostry za ich bierność w obliczu przemocy ojca.

Korolczuk: Kwestia pokoleniowa jest w książkach Larssona bardzo istotna. Sytuacja, w której znajduje się matka Salander, pokazuje, że kobiety ze starszego pokolenia nie były w stanie radzić sobie z przemocą. Sytuacja Salander, mimo jej wszystkich problemów i różnych upośledzeń, jest już inna. Podobnie jak sytuacja innych bohaterek, np. Cecilii Vanger, która była bita przez swojego męża i upokarzana przez ojca, a która ma szansę powiedzieć wreszcie: „Mam was w dupie, opuszczam cię mężu, a do ciebie, drogi ojcze, nigdy więcej się nie odezwę”. Ta zmiana wiąże się ze zmianą instytucjonalną, społeczną i świadomościową. Salander zakochuje się w Blomkviście, ale nie jest to sytuacja ani przemocowa, ani tak naprawdę zagrażająca, a jeśli już, to tylko w tym sensie, że ona musi się otworzyć emocjonalnie. Nie będzie w tej samej sytuacji, w której była jej matka. To też możemy uznać za część fantazji o zmianie społecznej, której skutki na poziomie indywidualnym są wyraźnie widoczne. Jest w tym element prawdy, ponieważ kolejne pokolenia kobiet, jak Cecilia, mają szansę na wyrwanie się z przemocy, w której ich matki tkwiły często do końca życia. Z kolei to pokolenie, które reprezentuje Monica (czy pozostałe młode kobiety, jak Mimi), może, do pewnego stopnia przynajmniej, dyktować warunki. Tyle tylko, co też pokazuje Blomkvist, że to się odbywa kosztem innych kobiet, czyli na przykład prostytutek ze Wschodu, które potem stają się obiektem fantazji seksualnych, przemocy, różnych potworności. To też jest komentarz do polityki społecznej w Szwecji, gdzie karane jest korzystanie z usług prostytutek. Szwedzi z jednej strony po prostu wyeksportowali ten problem, a z drugiej zepchnęli go do podziemia. Mamy więc sytuację, w której być może rzeczywiście zmienia się podejście do prostytucji czy przemocy seksualnej w wydaniu komercyjnym, ale jednocześnie jest to bardzo głęboko zakopane. W efekcie kobiety, które, tak jak w powieści, zostały zamknięte przez handlarzy żywym towarem, po prostu umrą, ponieważ nikt nie ma szansy się dowiedzieć, że one tam w ogóle są.

Bratkowska: I nikt się o nie nie upomni.

Laszuk: Myślę, że solidarność kobiet jest tu zaznaczona, ale głównie w młodym i średnim pokoleniu. Również na poziomie instytucjonalnym, wystarczy wspomnieć zachowanie prokuratorek czy policjantek. Natomiast mam wrażenie, że mało jest w tym emocji. Emocje widzę raczej we wspólnym marszu po zwycięstwo i po zemstę. Między kobietami i niektórymi mężczyznami. To ważne, bo nie mamy tu do czynienia z wizją, że oto kobiety się buntują i robią sobie rewolucję, tylko robią to świadomi ludzie, świadome społeczeństwo czy też bardziej świadoma jego część – tak mężczyźni, jak i kobiety.

Piotrowska: W książce Larssona raczej nie zobaczymy bardzo wyraźnego siostrzeństwa. Nie ma czegoś takiego jak spotkania kobiet w swoim gronie, w jakimś kręgu, gdy robią coś wspólnie.

Szaniawska: Trochę jest…

Piotrowska: Właśnie nie. To są bardzo indywidualne osoby, samodzielne. Ich historie zahaczają co prawda o inne kobiety, które walczą o tę samą sprawę, ale każda z nich walczy na swój sposób, nie wchodzą sobie w drogę. Bardzo mi się podoba, że tam nie ma optymistycznego złudzenia, jak to się zdarza w powieściach feministycznych, że się spotykają laski na jakimś zgrupowaniu feministycznym i nagle jest wielki power: my tu, siostry, razem zmienimy świat na lepszy. Ten mit siostrzeństwa prowadzi na manowce nasz ruch w Polsce. Złudzenie, że jak wstąpisz do feminizmu, to siostry cię będą kochały, będziemy razem wszystkie działały i otworzą się bramy raju. Dla mnie to oczywiste – musisz iść tą drogą sama. Inne kobiety mogą cię od czasu do czasu wesprzeć, od czasu do czasu mogą ci pomóc, od czasu do czasu będzie ci z nimi po drodze, ale tak naprawdę nie powinno być tej symbiozy, bo jesteśmy indywidualne w swoich działaniach i w wyborze różnych dróg.

Bratkowska: Kacha [Szaniawska] użyła sformułowania, że „tak naprawdę” to Mikael kocha Erikę. Pomyślałam, że to sformułowanie jest jednak zupełnie nieadekwatne, Larsson nie użyłby go, gdyż ono należy do paradygmatu romantyczno-modernistyczno-freudowskiego. Mamy pewną powierzchnię i mamy człowieka wewnętrznego, możemy wejść do tego wnętrza i w tym wnętrzu odkryć, co jest naprawdę.

Szaniawska: I tu mnie masz, jestem pensjonarką. [Śmiech]

Bratkowska: Ale ja też jestem pensjonarką. Wierzę w człowieka wewnętrznego. Nawet go mam. A właściwie ją. Chodzi mi o to, że u Larssona człowieka wewnętrznego nie ma. Kobiety są kopią mężczyzn. To one wybierają partnerów, są bardzo aktywne, działają indywidualnie, nie przeżywają czegoś takiego jak my. Tymczasem choćbyśmy się bardzo odżegnywały od tego, że feminizm to siostrzeństwo i jedzenie sobie z dzióbków, to tak naprawdę raz na jakiś czas spotykamy się razem, wyznajemy sobie miłość, swoje tajemnice. I to umożliwia wspólne działanie, na przykład zrobienie manify. To połączenie się gdzieś na poziomie fantazji i pragnień. Natomiast on buduje postacie, które rzeczywiście nie mają tego poziomu w sobie zupełnie, one w ogóle takich relacji nie nawiązują.

Piotrowska: Siostrzeństwo to jest złudzenie. To jest właśnie ta utopia, którą próbujemy realizować. A realne działanie odbywa się na poziomie indywidualnym. Mogę się wesprzeć na tobie, na wielu innych przyjaciółkach, które mam w feminizmie. Jednak z tych zbiorowych przeżyć, jakimi są manify, wychodzę z takimi ambiwalentnymi odczuciami: z jednej strony niby jest fajnie, wyszłyśmy na ulicę, jesteśmy razem, jest nas dużo i to daje energię, ale z drugiej strony są codzienne żmudne działania, w których zostaję sama. Według mnie problemy rozwiązuje się przede wszystkim poprzez indywidualną pracę i zetknięcie się z kobietami, które cię w tym wspierają.

Korolczuk: Ale też z mężczyznami.

Bratkowska: Zdobywając podmiotowość, w pewnym sensie zaczynamy kopiować męski wzorzec, w czym nie widzę nic złego, ponieważ istnieją bardzo zdrowe aspekty tego męskiego wzorca. Chodzi mi o to, że u Larssona nie ma w ogóle momentów zjednoczenia się i czerpania z tego energii, co nam się raz na jakiś czas zdarza. A druga rzecz, że tutaj nie ma człowieka wewnętrznego, a właściwie on jest tylko w jednej szczelinie, w uczuciu Salander do Blomkvista, które się rodzi w sposób niekontrolowany, którego ona sobie nie życzy i nad którym ostatecznie zapanowuje. To jest jedyny moment, w którym ujawnia się człowiek wewnętrzny.

Korolczuk: Społeczeństwo, które opisuje Larsson, jest w dużej mierze zatomizowane: niemal wszyscy ludzie angażują się w różne akcje społeczne, ale jeśli myślimy o oddolnym ruchu masowym, o wspólnym działaniu, to jest tego niewiele. To pewien paradoks, że w Szwecji, gdzie istnieje ogromny ruch feministyczny, ósmego marca na głównym placu Sztokholmu zbiera się sto, może dwieście osób.

Szaniawska: Chciałabym jeszcze na koniec wrócić do fenomenu powieści kryminalnej. Co takiego się wydarzyło, że obecnie kryminał jest tak popularną formą opisu rzeczywistości społecznej?

Bratkowska: Mnie to tak bardzo nie dziwi. Kryminał jako gatunek ma duży marksistowski potencjał. Odwieczny sukces kryminałów polega na tym, że naśladują one po prostu seks – to jest budowanie napięcia, bardzo długa gra wstępna, orgazm i doczytanie paru ostatnich stron, wypalenie papierosa. Kryminał jest nawet o tyle lepszy od seksu, że można palić papierosa w trakcie. To gatunek, który odpowiada na pragnienie rozkoszy. Ale dlaczego przy okazji Larssona wyjeżdżam z Marksem? Otóż marksizm również zakłada podwójną rzeczywistość, te co najmniej dwie warstwy – jawną, zbudowaną z fałszywej świadomości, oraz ukrytą. Marks tym się różni od romantyków, że jego ta ukryta nie wzrusza. Romantyków interesuje człowiek wewnętrzny, a Marksa – wewnętrzne, ukryte mechanizmy ekonomiczne i ustrojowe. Tutaj nie mamy człowieka wewnętrznego, ale wnętrze systemu. Jeżeli zaglądamy pod podszewkę, to widzimy, co tam się dzieje strasznego. To nie jest jaźń Fritzla, ale wszystkie możliwe piwnice. Romantycy powiedzą: „Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi!” – bo chcą tam odkryć prawdę krzepiącą. A kryminalny marksista rozbija skorupę socjaldemokracji i wydobywa ohydę. I, co fundamentalne, to nie jest tabloid. Zamiast popaprańca, który nakręcił jakąś aferę, coś sprzedał, coś kupił, gdzieś zboczył, mamy kulisy systemowe. Każde przestępstwo u Larssona jest przestępstwem systemowym. Może trzeba mieć paskudny charakter, ale bez systemu to by się nie odbyło. I dlatego bohaterowie Larssona są nieco komiksowi. Jakbyśmy zaczęli doszukiwać się w nich głębi, to jej nie znajdziemy. Natomiast faktycznie jest tu pokazany system – system przemocy, nierówności, dyskryminacji. Co oczywiście nie znaczy, że Larsson jest marksistą.

Laszuk: Bardzo jestem ciekawa, co też Polacy i Polki będą mieli z Larssona. Co wyczytają w nim rozmaici konserwatyści, którzy bardzo tę trylogię pokochali. Może i za to, że pod powierzchnią cudownego socjaldemokratycznego społeczeństwa buzuje tam zło, którego żadną polityczną poprawnością i równościowymi gadkami nie można zasłonić. Czyli: nie łudźcie się, lewica nie zbliżyła Szwecji do raju na ziemi.

Nowakowska: Ja widzę u Larssona wielki walor edukacyjny. On czyni oczywistość z feministycznej perspektywy. Niech sobie chłopaki na prawicy czytają i niech się zarażają.

Korolczuk: Obawiam się, że oni tym się akurat nie zarażą. Jeżeli przeczytamy reakcje internautów na różnych stronach poświęconych trylogii Larssona, to większość z nich dotyczy pierwszej, sensacyjnej warstwy powieści: „Ach! Jaka wspaniała, wciągająca książka. Nie mogłam zasnąć, to się świetnie czyta. Wow!”. Nie ma tam głębszego poziomu refleksji. Między innymi dlatego nie przeceniałabym wpływu Larssona na przemianę świadomości, choć na pewno ważne jest potraktowanie feministycznej perspektywy jako oczywistości. Przy okazji zwrócę uwagę na kolejną kwestię, a mianowicie fakt, że stosunkowo rzadko w recenzjach pojawia się wątek ekonomiczny i problemy związane z funkcjonowaniem mediów. A przecież duża część książki poświęcona jest właśnie temu. My skupiłyśmy się na kwestiach genderowych, seksualnych, natomiast moment, kiedy Blomkvist siedzi na kanapie w telewizji i mówi: „Giełda pierdolnęła, i co z tego?”, jest bardzo ważny. On jest w tym momencie komunistą, który twierdzi, że tak naprawdę ważne jest to, co ludzie wytworzą, ważna jest baza. Bogactwo Szwecji jest tym, co się produkuje, to nie jest sztucznie wykreowany pieniądz.

Bratkowska: Komunista? Mam wrażenie, że on się stara być solidnym socjaldemokratą i niczym więcej. Różnica między neoliberałem a nim polega na tym, że on mówi, że kapitalista, ponieważ ma nieporównywalnie wyższą rangę, musi być odpowiedzialny. To jest dla mnie utopia większa niż komunizm. Larsson obnaża systemowe wypaczenia, ale jednak tylko wypaczenia. Ale jest pewna rzecz, z której mogliby skorzystać nasi dziennikarze. Chodzi o sposób, w jaki szwedzcy dziennikarze rozmawiają z biznesmenami. Nasz bohater zanalizował całą masę wywiadów szwedzkich dziennikarzy z przedstawicielami biznesu i pokazał, w jaki sposób oni im włażą w dupę. Czyli nie zadają żadnych pytań, nie są de facto dziennikarzami, nie prowadzą żadnych śledztw, niczego nie podważają. W ogóle nie spełniają swojej misji, w którą Blomkvist szczerze wierzy.

Korolczuk: Świat, który przedstawia Larsson, jest utopią, ale to jest utopia, w którą chciałoby się uwierzyć. My jako feministki też w pewnym sensie walczymy o utopię.

Bratkowska: Ale utopia jako taka musi się opierać na rekonstrukcji podstaw społecznej struktury. Nie chodzi tu o wypaczenia, tylko o bazę. Książka Larssona nie jest żadną utopią, ponieważ on w gruncie rzeczy akceptuje rzeczywistość zastaną, nie podważa naszej wiary w sens socjaldemokracji.

Korolczuk: Zauważ, że idea kapitalizmu polega na tym, żeby generować i kumulować kapitał. A co robi bohater? On ma w dupie kapitał. Jemu tak naprawdę chodzi o zmianę społeczną. A czy sam Larsson był komunistą? Za takiego się zapewne uważał, w pierwszej wersji testamentu zapisał wszystko oddziałowi Komunistycznej Ligi Robotniczej w Umeå…. Na pewno był idealistą – po prostu wierzył w sens działania na rzecz lepszej rzeczywistości. I właśnie za to najbardziej go lubię.

Bratkowska: Á propos tej rewolucyjności – jest jeszcze jeden motyw, o którym w ogóle nie mówiłyśmy, a mianowicie motyw ojcobójstwa. Dla mnie to jest fascynujące, co się tam dzieje. Główna bohaterka kilkakrotnie próbuje zabić własnego ojca…

Korolczuk: To jest niszczenie tego porządku.

Bratkowska: Na poziomie symbolicznym jest to rewolucyjne. Ale w tym momencie Larsson mówi nam: nie musimy do końca wierzyć w to rewolucyjne, symboliczne i systemowe ojcobójstwo – na końcu, trochę deus ex machina, spływa z Olimpu Dobry Ojciec w postaci premiera, który mówi, że sprawa Salander jest sprawą całego kraju.

Korolczuk: I ostatecznie system zdradza kobietę. Na ironię zakrawa fakt, że partnerka Larssona Eva Gabrielsson, z którą żył ponad trzydzieści lat, nie ma żadnych praw do spadku z uwagi na patriarchalne prawo uwzględniające jedynie więzy potwierdzone przez państwo albo więzy krwi. Ona stała się figurą kobiety, która walczy o sprawę – nie zgodziła się przyjąć od ojca i brata pisarza dwóch milionów euro. Powiedziała, że chodzi jej o możliwość reprezentowania dorobku Larssona, który w pewnym sensie jest ich wspólny, a nie o pieniądze. Poruszeni tym czytelnicy założyli stronę internetową i konto w imieniu Evy, na które każdy, kto przeczyta książkę, może dobrowolnie wpłacić drobną sumę odpowiadającą zyskom, jakie z tytułu sprzedaży osiąga autor.

***

Katarzyna Bratkowska – historyczka literatury, wykładowczyni Gender Studies PAN, WSD im. Wańkowicza, nauczycielka w Wielokulturowym Liceum Humanistycznym im. Jacka Kuronia. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Ośce”, „Czasie Kultury”, „Trybunie Robotniczej”, „Gazecie Wyborczej” i różnych pracach zbiorowych. Współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca, Stowarzyszenia „Same o Sobie S.O.S.”, współorganizatorka manif i pikiet.

dr Elżbieta Korolczuk – socjolożka, kulturoznawczyni. Obecnie bada społeczne mobilizacje polskich kobiet w ramach projektu realizowanego na Södertörns högskola w Sztokholmie. Członkini nieformalnej organizacji feministycznej Porozumienie Kobiet 8 Marca, współorganizatorka manif w Warszawie.

Anna Laszuk – dziennikarka radia TOK FM, redaktor naczelna „Furii”.

Katarzyna Nowakowska – feministka, członkini rady Fundacji Feminoteka, członkini stowarzyszenia Same o Sobie S.O.S., tłumaczka i hodowczyni czarnych owiec. Mieszka w lesie, razem z dziećmi i zwierzętami.

Joanna Piotrowska – szefowa Feminoteki. Trenerka samoobrony i asertywności dla kobiet i dziewcząt WenDo, trenerka i ekspertka antydyskryminacyjna, równościowa i antyprzemocowa.

Katarzyna Szaniawska – socjolożka, feministka, doktorantka SNS przy IFiS PAN, członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

Kiedy to było pierwotnie opublikowane? Pseudokryminały Larssona to literackie gnioty na poziomie '50 twarzy Greya' i innych 'bestsellerów' albo harlequinów. Poziom literacki, stylistyczny, treściowy i związek z rzeczywistością na poziomie niedokształconego wczesnego gimnazjalisty. Lansowanie 'literatury' na podstawie jej 'ideowej słuszności' z pominięciem jakości świadczy jedynie o poziomie 'krytyków'. Obawiam się, że stalinowskie 'produkcyjniaki' albo XIX wieczne powieści tendencyjne mogły być dużo lepsze.

Przeczytałem książkę, autor stosuje brudne chwyty.
Mądry, uczciwy dobry to ateista, lewicowiec i feministka, zły, cham, zboczeniec to prawicowiec, chrześcijanin.
Kobiety są przedstawione albo jako ofiary albo jako postacie pozytywne, szwarccharakterem musi być mężczyzna.
Czasami to aż biło po oczach....